sobota, 24 września 2016

28. Plaga

Był wczesny ranek. Kovu siedział na czubku Lwiej Skały i patrzył na swe królestwo, skąpane w pierwszych promieniach wschodzącego słońca.
-Już wstałeś? - usłyszał nagle za sobą.
Kiara podeszła do swego męża.
-Od kiedy wstajesz tak wcześnie? - spytała z uśmiechem.
-Tak jakoś...ale obawiam się że możemy mieć kłopoty. Spójrz tam. Co widzisz? - Kovu nie chciał psuć ukochanej humoru z samego rana, ale nie miał wyjścia. W ich królestwie zaczynały dziać się dziwne rzeczy.
Królowa potoczyła wzrokiem po terenach Lwiej Ziemi.
-Nie widzę nic poza tym co zwykle.
-Mamo, tato! Chodźcie szybko!
Królewska para spojrzała w kierunku z którego dobiegło wołanie.
-Też już wstałyście? - uśmiechnęła się Kiara do córek.
-Chodźcie, musicie to zobaczyć! - poganiała rodziców Elleine.
Obie lwiczki ponaglały ich spojrzeniem. Władcy, nagle tknięci złym przeczuciem, pobiegli za księżniczkami.
Cała czwórka przemierzała sawannę, co chwila napotykając martwe zwierzęta. I kopytne i drapieżniki. Jedna trzecia mieszkańców Lwiej Ziemi była martwa. I młodzi i starzy.
-Co tu się dzieje? - przeraziła się Kiara.
-No właśnie. Te zwierzęta są martwe...bez powodu. Niema niczego, co wskazałoby przyczynę śmierci. - odparła Dalila.
-I jest tu pełno tych dziwnych kwiatów. Nigdy nie było takich na Lwiej Ziemi. - zauważyła królowa.
Rzeczywiście. Bezwonne kwiaty o czarnych trójkątnych płatkach i fioletowym środku. Było ich mnóstwo. Więcej niż czegokolwiek innego.
-Ta sama roślina, którą widziałam jakiś czas temu na cmentarzysku. Ale widziałam tylko jeden kwiat, blisko granicy. - podeszła do nich Lyre.
-Może chodźmy z tym do Rafikiego. - zaproponowała Dalila.
Ale Lyre pokręciła głową.
-Byłam już. On też nigdy wcześniej nie widział tej rośliny.
-Więc?
-Na razie nie zostaje nam nic innego, jak tylko obserwować całą sytuację i patrzeć co z tego wyniknie. Ale lepiej żeby wszyscy uważali na te kwiaty. Dalila, przekaż to przyjaciołom, dobrze?
-Dobrze tato.
-A czemu ja mam takie wrażenie że ta roślina jest silnie trująca? - spytała Elleine bardziej siebie niż stojących obok.
-Na razie jeszcze nic nie wiadomo. - odparła królowa.
-Tu jesteście. Chodźcie szybko! - nagle przed nimi pojawiła się Colie.
-Co się stało?
-Vitani coś jest. Mówi że bardzo boli ją głowa i niema siły wstać.
Cała piątka natychmiast pobiegła za Colie na Lwią Skałę.
-Co się dzieje, Vitani? - Kovu podszedł do siostry.
-Nie wiem. Strasznie boli mnie głowa. I to nie od dzisiaj. Od kilku dni. Byłam z tym u Rafikiego ale nie wiedział co mi jest. Dał mi jakieś lecznicze rośliny ale nic mi nie pomaga. A teraz nie mam siły nawet podnieść głowy.
-Od ilu dni boli cię głowa? - spytała Lyre.
-Od czterech.
-Pięć dni temu widziałam tę roślinę na cmentarzysku. A od czterech spotykam ją i tu. Coraz częściej. Za to nie mogę jej już znaleźć na cmentarzysku.
-Myślisz że to od tego? - spytała Dalila.
-Nie wiem. Może?
-Miejmy nadzieję że jej przejdzie. - powiedziała Kiara.
***
Tym czasem Kami siedział przy wejściu do jaskini. Nie brał udziału w rozmowie. Ale słuchał i był przerażony bardziej niż inni. Jego też bolała głowa, z tym że od trzech dni. Miał zamiar iść dzisiaj do Rafikiego ale skoro mandryl nie potrafił pomóc Vitani, to chyba się nie opłacało. Nie chciał, być może, niepotrzebnie denerwować stada, dlatego nic nikomu nie mówił.
Nagle z rozmyślań wyrwały go przerażone głosy innych, skupiające się wokół siostry króla. Podszedł bliżej by sprawdzić co się dzieje.
-Nie oddycha. - powiedziała Kiara. - Vivien, idź po Rafikiego.
Lwica czym prędzej wybiegła z groty.
-Nagle straciła przytomność i przestała oddychać. - wyjaśniła królowa, gdy Kami stanął obok niej.
Vivien wróciła z mandrylem najszybciej jak się dało.
-Spotkałam go po drodze. - powiedziała.
Rafiki podszedł do leżącej lwicy i zbadał ją. Kovu odniósł wrażenie że zrobił to dziwnie szybko.
-Ona nie żyje. - powiedział mandryl.
W ułamku sekundy we wszystkich oczach pojawiło się niedowierzanie.
-Ale dlaczego... - zaczął Kovu - ...znaczy...co spowodowało śmierć?
-Do głowy przychodzi mi w tej chwili tylko jedno. Trucizna.
-Ale... - królowi zabrakło słów.
-Elleine miała rację. - odezwał się nagle Rune, a gdy zobaczył że wszyscy na niego patrzą, kontynuował:
-Mówiła że ma przeczucie że ta roślina jest trująca. Nuru natomiast mówił że to jedyna roślina z którą nie może gadać. Rozmawiałem wczoraj z takim jednym gepardem...
-Lyre?
-Nie, nie z Lyre. Ten gepard powiedział że ...najpierw próbował zerwać ten kwiat, na drugi dzień rozbolała go głowa, bolała przez trzy dni, potem, czwartego dnia nie mógł wstać...no i nie wiem czy powiedział wszystko co chciał bo umarł.
-Zaraz, bo się pogubiłam. - wtrąciła Colie. - Ten gepard dotykał tego kwiatu, następnego dnia dostał gorączki, która utrzymywała się przez cztery dni. Czwartego dnia nie miał siły wstać i tego samego dnia umarł. To chciałeś powiedzieć?
-Tak.
-Czyli co? Przyjmujemy że ta dziwna roślina jest trująca, tak?
-Na to wygląda.
***
Następnego dnia okazało się że domysły były trafne. Teraz Kami nie miał siły wstać. Był już ranek, ale nikt jeszcze nie wstał. Kamiego obudził okropny ból głowy. Leżał bez ruchu, starając się ignorować dolegliwość. Przed oczami zaczęły mu przelatywać wspomnienia. Coraz szybciej i szybciej. A potem nastała ciemność i lew stracił przytomność.

wtorek, 13 września 2016

27. Ponowne spotkanie

Od powrotu z wyprawy minęło już sporo czasu. Od dawna na Lwiej Ziemi było cicho i spokojnie. Zdaniem Jiji - z spokojnie. Najgorsze było to że mieli wrogów, ale nie mieli pojęcia gdzie ci wrogowie obecnie przebywają.
Tego ranka Jija obudziła się wyjątkowo wcześnie. Korzystając z tego że reszta stada nadal spała, postanowiła wyjść na samotny spacer. Po cichu wstała i ostrożnie, żeby nikogo nie obudzić poszła w kierunku wyjścia.
Szła wolno przez sawannę, pozwalając by pierwsze promienie słońca grzały jej grzbiet. Była szczęśliwa. Sama nie wiedziała dlaczego; po prostu miała dzisiaj dobry humor. Nagle stanęła, wpatrując się w punkt daleko przed sobą. Czyżby to był...? Nie, niemożliwe. Lwica podeszła bliżej. Teraz rozpoznała. Jej dobry nastrój prysł. Wycofała się powoli w kierunku Lwiej Skały, w nadziei że pozostała niezauważona.
Spieszyła się tak bardzo że nie zauważyła wołającego ją brata. Ten ją dogonił i zatrzymał.
-Co się stało? - spytał.
-On tu jest.
-Kto?
-Jest król?
-Tak, na Lwiej Skale.
-Na Lwiej Ziemi jest ten sam lew, który zabił naszych rodziców.
-Co?! Jesteś pewna że to on?
-Tak.
-Szybko!
Rodzeństwo pobiegło na Lwią Skałę.
Gdy Kovu usłyszał wieści, natychmiast zebrał całe stado i poszedł w kierunku wskazanym przez Jiję.
-To on. - Colie rozpoznała lwa, którego spotkali niegdyś na Złej Ziemi.
On też ich najwidoczniej rozpoznał bo uśmiechnął się. Dalila odpowiedziała mu warczeniem.
-Co tu robisz? - spytał Kovu oficjalnym tonem.
Przybysz milczał.
-Kim jesteś?
Znowu milczenie.
-Skąd pochodzisz?
Nieznajomy nie odpowiedział.
-Jesteś niemową? Gdy widzieliśmy cię ostatnio, umiałeś mówić. - spytała złośliwie Dalila.
-Nie rozmawiam z tobą, więc się nie odzywaj! - warknął tamten.
-Jeśli jeszcze raz obrazisz kogoś z tego stada, pożałujesz! - ostrzegł Kovu. - Odpowiadaj na moje pytania! - rozkazał.
-No dobrze, skoro tak bardzo chcesz to mogę odpowiedzieć.
-Nie przeginaj! - Kovu zaczynał tracić cierpliwość.
-No dobrze, więc eee...
Kovu zawarczał.
-Jestem lwem, jak zresztą widać, no chyba że są tu ślepi...
-I nie próbuj kłamać. - przerwał mu Kami, który również zaczynał tracić cierpliwość. - Wiadomo że jesteś lwem. Królowi nie chodziło o to.
-Wiem o tym doskonale. - odparł nieznajomy przymilnym tonem.
Odpowiedziało mu głuche warczenie Lwioziemców.
-Pochodzę z daleka i przyszedłem tu na wycieczkę. Pasuje wam taka odpowiedź?
-Nie!!
-Skoro nie, to ja już pójdę. - lew odwrócił się i zrobił parę kroków, oddalając się od Kovu i reszty. Jednak nagle się zatrzymał, odwrócił głowę w ich stronę i powiedział:
-Teraz odchodzę ale nie myślcie że tu nie wrócę. O nie, zrobię to z przyjemnością. Moja zemsta będzie straszna.
-Kpisz czy o drogę pytasz? - zawołała za nim Jija.
-A może szukasz kłopotów? - Elleine wzięła przykład z przyjaciółki.
Lew zignorował obie lwice i oddalił się w sobie tylko znanym kierunku.
-O co mu właściwie chodziło? - spytała Vivien.
-Nie mam pojęcia, ale jeśli pokaże się tu jeszcze raz, to coś mi się wydaje, że porządnie oberwie. - odparła Vitani.
***
W tym samym czasie Lyre spacerowała przy granicy z Cmentarzyskiem. Wiedziała że dorośli nie gniewają się już że ona i lwiątka wybrali się w podróż i nie powiedzieli o tym. Chętnie poszła by na Lwią Skałę i wyciągnęła przyjaciół z domu, ale od rana panował tam większy ruch niż zwykle. Gepardzica uznała więc że nie lubi zamieszania i spędziła ten dzień sama. Po prawej stronie miała Lwią Ziemię, a po lewej - Cmentarzysko. Było opuszczone ale mimo to coś przykuło uwagę kocicy. Podeszła bliżej by sprawdzić czy dobrze widziała. Na cmentarzysku, gdzie nie było nawet trawy, rósł kwiat. Mały niepozorny kwiatuszek o drobnym kwiatostanie i krótkiej łodyżce. Miał on czarne płatki w kształcie trójkątów oraz fioletowy środek. Liście i łodygę pokrywał drobny meszek.
Lyre wydało się to podejrzane i nawet nie próbowała dotknąć tego kwiatu. Zwłaszcza że nie pachniał ładnie taj jak inne kwiaty. Nie miał w ogóle zapachu!
Pobiegła do Rafikiego i powiedziała mu o swoim znalezisku. Ale mandryl też nigdy nie widział takiego kwiatu. Nie dowierzał też że może on rosnąć na cmentarzysku, skąd nawet muchy się wyniosły. Lyre postanowiła więc nikomu więcej o tym nie wspominać. Skoro wszechwiedząca małpa nigdy o czymś takim nie słyszała, to jej przyjaciele tym bardziej nie.