czwartek, 31 marca 2016

7. Przeczucie

Mijały dni a księżniczki szybko rosły. Pewnego dnia Elleine wstała wcześniej niż zwykle. Słońce dopiero zaczynało wschodzić. Księżniczka podeszła do śpiącej jeszcze siostry.
-Hej, Dalila, wstawaj! - krzyknęła jej do ucha.
Dalila otworzyła oczy.
-Nie musisz tak krzyczeć. - odparła.
-Chodź! Wyjdziemy na dwór.
-Ale słońce jeszcze nie wzeszło. - ziewnęła Dalila.
-To co. Chodź! - Elleine wybiegła z groty.
Dalila pobiegła za nią. Dogoniła siostrę przy zejściu.
-Nie idziesz dalej? - spytała.
-Zobacz, znasz ich? - księżniczka wskazała na trzy lwiątka bawiące się u podnóża Lwiej Skały.
-Nie znam.
Dalila zeszła na dół niemal ciągnąc za sobą siostrę. Już chciała się przywitać ale jedno z lwiątek pierwsze zauważyło księżniczki.
-Cześć, nareszcie są tu jakieś inne lwiątka oprócz nas. - przywitała się szaro-biała lwiczka. - Wy pewnie jesteście księżniczkami?
-Tak, ja jestem Dalila a to Elleine.
-A ja Nuru. - odezwał się jasnożółty lewek. - To moje rodzeństwo. Colie i Rune.
Elleine zauważyła że Rune dziwnie się na nią patrzy. Jakby już jej nie lubił, mimo że znali się dopiero pięć minut.
-Będziemy tu tak stać i gadać czy może chcecie się z nami pobawić? - spytał Nuru po chwili milczenia.
-Świetny pomysł. Co powiecie na wycieczkę do wąwozu? - zaproponowała Colie.
-Ja bardzo chętnie. - powiedziała Elleine. - Dalila? - spytała.
-Oczywiście że idę. - odparła księżniczka.
-No to chodźmy. - powiedział Nuru i ruszył w stronę wąwozu. Reszta poszła za nim. Ale nie Rune.
-Czy ona koniecznie musi z nami iść? - wskazał na Elleine.
Nuru zatrzymał się i spojrzał na brata.
-Musi, - odparł - nie pasuje ci jej towarzystwo?
-Powiedzmy. - warknął pod nosem Rune i dołączył do rodzeństwa i księżniczek.
***
-Stromo tu...i wysoko. - stwierdziła Elleine. Cała piątka stała na krawędzi wąwozu i patrzyła w dół.
-Wiem o tym. - odparł Rune. - Boisz się? - uśmiechnął się złośliwie.
Elleine spuściła tylko wzrok.
-Musisz być taki niemiły? - skarciła brata Colie.
-Przestań się mnie czepiać! - odwarknął lewek.
-Nie czepiam się!
-Przestańcie się kłócić i...schodzimy na dół? - Dalila próbowała załagodzić sytuację. Rune wyglądał na wściekłego że jego siostra jest przeciw niemu.
-Ja chętnie. - odparł Nuru. - Ale trzeba poszukać jakiegoś łagodniejszego zejścia. - zerknął na kłócące się rodzeństwo.
-Idziecie z nami?! - krzyknął po chwili.
-Możesz jej coś powiedzieć?
-Macie oboje natychmiast przestać. I chodźcie poszukać jakiegoś zejścia.
-Tu będzie chyba dobrze! - usłyszeli głos Elleine parę metrów dalej. Podeszli do niej.
-Masz rację. Świetna ścieżka. - pochwalił Nuru.
Rune przewrócił tylko oczami.
-Może wreszcie zejdziemy? - spytał.
-To na co czekasz? - odparła Dalila będąca już niemal w połowie drogi.
Pozostała czwórka szybko do niej dołączyła.
***
Byli na dnie wąwozu. Dla starszych lwiątek nie była to już nowość ale Dalila i Elleine były tu pierwszy raz. Lwiątka szły wzdłuż wąwozu, gdy nagle Nuru wpadł na pewien pomysł.
-Czekajcie, - powiedział w pewnej chwili - może uda mi się wspiąć na górę po tej ścianie?
-Nie rób tego. - ostrzegła Elleine.
-Dlaczego? Nic mi się przecież nie stanie.
-Mówię ci, nie wchodź tam. Mam złe przeczucia.
-To nie jest bezpieczne. - Colie poparła lwiczkę.
-Poza tym tam jest obluzowany kamień. Spadniesz i złamiesz sobie łapę.
-Nic mi nie będzie. Będę uważał na ten kamień.
-A właściwie skąd możesz wiedzieć o obluzowanym kamieniu? - wtrącił Rune. - Pierwszy raz tu jesteś.
-Nie wiem...mam przeczucie...że stanie się coś złego.
Tymczasem Nuru dochodził do połowy drogi. Wspinaczka szła mu świetnie. Przeszkadzały mu tylko przerażone krzyki pozostałych na dole. Ściana była bardzo stroma i miejscami śliska, ale lewek się nie poddawał. Odważnie wspinał się dalej. Jednak mimo że łatwo się wspinał, było to dość ciężkie zadanie. Nuru zaczynał tracić siły. W połowie drogi postanowił się zatrzymać i trochę odpocząć. Zaczepił pazury o jeden z wystających kamieni, ale wtedy...poczuł że kamień odrywa się i spada na dół. Nie zdążył ponownie wbić pazurów w skałę. Poczuł że zsuwa się na dół. Po krótkiej chwili zobaczył tylko ciemność...
***
Gdy się ocknął zobaczył nad sobą pozostałą czwórkę.
-Co się tak patrzycie? - zdziwił się - Nic mi nie jest.
-Myślałam że nie przeżyjesz tego upadku. - powiedziała Colie. - Zawału przez ciebie dostanę.
-Ostrzegałam. - dodała Elleine.
-Przepraszam że nie posłuchałem...ale...skąd wiedziałaś?
-Sama nie wiem.
-Musisz wiedzieć. - nalegał Rune.
-Ale na prawdę nie wiem.
-Wiesz.
-Przestańcie już. - powiedziała Colie. - Wracajmy lepiej do domu. Dosyć wrażeń na dziś.
Nuru podniósł się ale za chwilę upadł z powrotem z cichym jękiem bólu.
-Co się stało? - spytała Dalila.
-Nie wiem. - odparł Nuru zaciskając z bólu zęby. - Nie mogę wstać i boli mnie łapa.
-Pójdę po Rafikiego. - zaproponowała Colie i pobiegła w stronę baobabu. Reszta została w wąwozie z Nuru.
***
Colie biegła do Rafikiego najszybciej jak potrafiła. Miała nadzieję że zastanie w domu starego mandryla.
-Rafiki! Chodź zemną szybko!
-Spokojnie. - mandryl starał się uspokoić młodą lwiczkę. - powiedz mi po kolei co się stało.
-No więc, Nuru spadł ze ściany wąwozu i nie może wstać.
-Chodźmy tam. - powiedział Rafiki i zeskoczył z drzewa. Colie pobiegła za nim.
***
-Ciekawe co na to wasi rodzice. - powiedział Rafiki gdy zbadał Nuru. - Masz złamaną łapę.
Cała czwórka lwiątek spojrzała na Elleine. Skąd ona wiedziała?
-Kość powinna się zrosnąć w ciągu kilku tygodni. Przez ten czas zostanie u mnie a wy wracajcie do domu i zawiadomcie rodziców.
-Dobrze Rafiki. - odparła Colie i razem z bratem i księżniczkami poszła w kierunku Lwiej Skały.

wtorek, 29 marca 2016

6. Dwie siostry i o włos od tragedii

Kiara od kilku dni nie wychodziła z groty. Nikt jej nie widział. Nikt poza Kovu i Rafikim. Władcy czekali na narodziny swoich dzieci. Wszystko jednak bardzo się przedłużało i w końcu Kovu postanowił się przejść. Szedł przez sawannę, zatopiony we własnych myślach. Dlatego nie zauważył że jest śledzony już od dłuższego czasu. Król zatrzymał się przy wodopoju. Położył na kamieniu i patrzył w wodę. Nagle jednak zobaczył nie tylko swoje odbicie. Odwrócił wzrok od tafli wody. Obok niego stał jakiś obcy lew.
-Kim jesteś i co tu robisz? - spytał Kovu w każdej chwili gotowy na niespodziewane. Lew jednak udawał że nie słyszy ani nie widzi króla.
Kovu spokojnie czekał na odpowiedź uważnie obserwując nieznajomego. Lecz gdy po dłuższym czasie lew stracił cierpliwość i wstał z kamienia, obcy rzucił się na niego. Król poczuł tylko przeszywający, niemal nie do zniesienia, ból na karku, a potem...
***
Gdy brązowy lew upadł nieprzytomny na ziemię, Sharon uznał że odniósł zwycięstwo. Życie nauczyło go przecież że nikomu nie należy ufać. Powód dla którego zaatakował tego lwa był prosty...doświadczenie, nakazujące eliminację potencjalnych wrogów. A on nie wydał się Sharonowi przyjaźnie nastawiony. Działał według pierwszego wrażenia. Już miał odejść gdy zaatakowała go jakaś lwica. Wyraźnie mu groziła. Lew nie pozostał jej dłużny i też zaczął z nią walczyć. W pewnej chwili rozłączyli się. Korzystając z krótkiej przerwy, lwica warknęła:
-Jeszcze nikt obcy nie odważył się przekroczyć granicy i od razu atakować króla!
Sharon skądś znał ten głos. Nie mógł sobie jednak przypomnieć skąd.
-Kim jesteś? - spytał tylko.
-Vivien, przyjaciółka króla. - przedstawiła się.
Vivien...to imię także już gdzieś słyszał. Tylko gdzie?
-W takiej sytuacji - Vivien znowu przybrała oficjalny ton - nie powinnam cię pytać, ale...jak się nazywasz? Muszę to wiedzieć gdy doniosę królowej o tobie.
-Gdzie ja właściwie jestem? - Sharon nie miał ochoty zdradzać swojego imienia.
-Odpowiadaj na moje pytanie! Jak się nazywasz?!
-Sharon.
Lwica dziwnie na niego spojrzała. Potem podeszła bliżej cały czas wbijając wzrok w Sharona.
-Ty? Sharon? Ten...Sharon?
-No, tak się nazywam. - lew nie bardzo wiedział o co jej chodzi.
-Eee...chyba cię znam. Spotkałam kiedyś podczas mojej wędrówki lwa do złudzenia podobnego do ciebie.
Sharon dopiero teraz ją poznał.
-Vivien? Ale co ty tu robisz?
-Mieszkam. A czemu ty wtedy tak nagle gdzieś zniknąłeś, wyjaśnisz mi później. Trzeba zabrać go na Lwią Skałę. Na szczęście Rafiki już tam jest. - wskazała na nieprzytomnego Kovu.
-On jest królem? I co to za ziemie?
-Tak, przez ciebie nie wiadomo czy on przeżyje, prawie na pewno zostaniesz wygnany a teraz jesteśmy na Lwiej Ziemi. - odparła Vivien, wsadzając sobie Kovu na grzbiet.
-Proszę cię, niemów na razie stadu o mnie.
-Obawiam się że będę musiała powiedzieć. Szczególnie królowej, która czeka na narodziny swoich młodych i następców tronu. I co powiedzą lwiątka gdy dowiedzą się o twoim czynie?
***
Na Lwiej Skale Vivien wyjaśniła całe zajście, jednak bez szczegółów. Rafiki po zbadaniu lwa, stwierdził że rana nie jest aż tak poważna i wkrótce powinna się zagoić. Kovu położono w grocie a Vivien przedstawiła zebranym Sharona. Stała wyżej niż stado i przy okazji zauważyła nieobecność swoich dzieci. "Pewnie gdzieś biegają. Na razie nie powiem im o Sharonie" pomyślała.
Teraz pozostało tylko czekać aż król wyzdrowieje.
***
Kovu odzyskał przytomność dopiero po kilku godzinach. Zobaczywszy Vivien rozmawiającą u wejścia do groty z obcym lwem (w którym rozpoznał swego napastnika znad wodopoju) gwałtownie się podniósł, ale zaraz ostry ból między łopatkami zmusił go do pozostania na miejscu. Zawołał więc do siebie tą dwójkę i zażądał wyjaśnień.
Dowiedział się co kierowało Sharonem, oraz tego że lew był tu pierwszy raz i w momencie ataku nie wiedział z kim ma do czynienia. Gdy skończyli, król odparł:
-Wiesz że w takiej sytuacji powinienem cię wygnać?
-Teraz już wiem.
-Ale jeżeli nie wiedziałeś kim jestem...nie mam prawa tego zrobić.
Vivien i Sharon spojrzeli pytająco na Kovu. Ten tylko się uśmiechnął.
-Tak. Jeżeli byś mnie znał i zaatakował, nie było by innego wyjścia jak wygnanie. Ale ponieważ nic o mnie nie wiedziałeś to sprawa się komplikuje.
-Więc? - spytała Vivien.
-Więc rób co chcesz, Sharon. Możesz tu zostać a możesz odejść. Wybór należy do ciebie.
-Naprawdę? - Sharon nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
-Naprawdę.
-Co zrobisz?
-Myślę że zamieszkam na obrzeżach. - odparł Sharon po chwili wahania.
-To woja decyzja. - powiedział Kovu. - Pamiętaj jednak że zawsze możesz tu wrócić. Nie atakuj mnie jednak więcej. Następnym razem BĘDĘ MUSIAŁ cię wygnać.
-Rozumiem, ale myślę że na jakiś czas stąd odejdę.
Gdy Vivien i Sharon oddalili się, do Kovu podeszła Kiara. Położyła obok męża dwa nowo narodzone lwiątka a następnie sama się położyła.
-Podczas tego zamieszania z Sharonem urodziły się nam dwie córki. Jak je nazwiemy?

Kovu przyjrzał się swoim dzieciom.
-Jaśniejszą nazwijmy Dalila.
-Śliczne imię. - pochwaliła Kiara. - A ciemniejszą Elleine.
-Mam dwie wspaniałe córki i piękną żonę. - powiedział Kovu.
Para przytuliła się.

****************************************************************************
Mam nadzieję że się podobało. Kto czyta, zapraszam do komentowania.

czwartek, 24 marca 2016

5. Poszukiwania

Minął już tydzień odkąd Timon i Pumba gdzieś zniknęli. Bawili się razem z lwiątkami a potem przepadli. Ta dwójka chodziła gdzie chciała i nikt specjalnie się nie martwił gdy nie było ich dłużej. Ale tym razem nie było ich o wiele za długo. Postanowiono rozpocząć poszukiwania. Dorośli rozeszli się po okolicy a lwiątka musiały oczywiście zostać w domu. Nie podobało im się to ale musiały być posłuszne rozkazom króla. Miały zakaz wychodzenia poza Lwią Skałę do odwołania. Najbardziej nie podobało się to Rune. Lubił przyjaciół i też chciał pomóc w poszukiwaniach a tu trzeba siedzieć w domu. Próbował namówić rodzeństwo żeby wyszło z nim poszukać Timona i Pumby ale spotkał się z ostrym sprzeciwem. Wszystkim nie podobała się decyzja Kovu ale Colie i Nuru w tym wypadku woleli być posłuszni. Dlatego Nuru zabronił bratu łamać zakaz. Rune był z natury uległy i posłuchał brata. Podczas gdy jego rodzeństwo spało w grocie, Rune wyszedł na szczyt i zaczął się wpatrywać w horyzont. Sam nie wiedział po co. Po prostu mu się nudziło. Siedział tam dłuższy czas z krótkimi przerwami na zajrzenie do groty w której znajdowało się jego rodzeństwo. Coraz bardziej nie mógł usiedzieć w miejscu. Musiał coś zrobić, musiał działać. Z natury leniwy, teraz nie mógł sobie znaleźć miejsca. On łazi nerwowo po całej skale a jego brat i siostra śpią sobie spokojnie. Zaczynało go to irytować. Po pewnym czasie postanowił ich obudzić. Podszedł do siostry i ugryzł ją lekko w ucho. Za chwilę w ten sam sposób obudził brata. Oboje spojrzeli na niego z pytaniem w oczach ale żadne się nie odezwało. Dobrze wiedzieli o co chodzi Rune.
-Uspokój się, znajdą się - powiedział Nuru - są dorośli.
-Wyjątkowo nie mogę tu zostać. Też chcę ich poszukać.
-Nie ma mowy. Nigdzie nie idziesz. Oni sobie poradzą. - odparł Nuru.
-No właśnie. - dodała Colie. - A łamiąc zakaz tylko utrudniasz innym zadanie.
Rune pokręcił głową. W ten sposób nic nie wskóra. Nuru nie tak łatwo przekonać a Colie w obecności ich brata też jest nieugięta. Lwiątko położyło się przed wejściem do groty.
***
-Jak myślisz, kiedy dorośli wrócą z tych poszukiwań? - spytała w pewnym momencie Colie.
-Pojęcia nie mam. Kiedy nasi przyjaciele się znajdą, albo gdy poszukiwania za bardzo się przedłużą. - odparł Nuru odwracając głowę od siostry, opierając ją na przednich łapach i zamykając oczy.
Colie o nic już nie pytała skoro brat nie miał ochoty na dalszą rozmowę.
Tak minęło dobrych kilka godzin. Nadal nie wrócił nikt ze stada. Pogrążoną we własnych myślach lwiczkę, przywrócił do rzeczywistości głos Nuru:
-To nie jest żadna choroba!
I zaraz potem Rune wylądował na siostrze.
-Co wy wyprawiacie? - spytała Colie podnosząc się na przednie łapy i zrzucając z siebie brata.
-Tylko go uspokajam.
-Uspokajasz, stając mi na ogon?!
-Tak, tylko upadek pozwoli ci przestać panikować. I powtarzam jeszcze raz: to że usłyszałeś w głowie głos Timona, podczas gdy on jest daleko stąd, to jest zupełnie normalne.
Nuru zerknął porozumiewawczo na siostrę. Ta tylko skinęła głową.
-Rune, jakiś czas temu byłeś ciekaw naszej tajemnicy... - zaczęła Colie.
-No i?
-I to właśnie to. - Nuru wyprzedził siostrę z wyjaśnieniami. - Z twojej paplaniny wynika że umiesz rozmawiać w myślach z innymi, nawet jeżeli dzielą was kilometry.
-Co?! O czym wy mówicie?
-Rafiki mówił że lwiątka będą mieć teraz takie zdolności. Ja na przykład oddycham pod wodą a on ma mniej więcej to samo co ty, tylko że z roślinami, kamieniami itp.
-Czekajcie...eee...Timon mówił że są w dżungli.
-Super. A gdzie ta dżungla?
-Tego nie powiedział.
-Po prostu czekamy aż ktoś wróci i mu o tym powiemy. O tym gdzie są ci dwaj i wypadałoby żeby już ktoś ogłosił stadu o tej nowej erze i o tych zdolnościach. - powiedziała Colie.
***
Całe stado szukało dwójki przyjaciół ale bezskutecznie. Timon i Pumba jakby zapadli się pod ziemię.
Poszukiwania były coraz bardziej bezsensowne. Wszyscy chcieli już wracać. Jednak wszyscy wiedzieli także że nie mogą. Gdy wszystko trwało już parę godzin, Vivien postanowiła zajrzeć do dzieci. Poszła w kierunku Lwiej Skały.
Gdy weszła do groty, lwiątka od razu do niej podbiegły. Mówiły jedno przez drugie i Vivien nie mogła ich zrozumieć. Kazała im się uspokoić i mówić po kolei.
-Wiem gdzie oni są. - zaczął Rune.
-Co? Skąd? - zdziwiła się lwica.
-Cicho, Rune - skarciła brata Colie. - Mamo, przyprowadzisz tu królową? Muszę z nią porozmawiać.
-Nie wiem w którym miejscu Kiara aktualnie może być, ale wszyscy powinni niedługo wrócić. - odparła jej matka.
-Już wróciliśmy, Vivien. - usłyszeli głos Kiary - Dzieci, chodźcie, chyba chcieliście mi coś powiedzieć.
-Tak. - odparła Colie i razem z braćmi wyszła za Kiarą na zewnątrz.
***
-Więc chodzi o to że Rune też odkrył tą zdolność. - wyjaśniała Colie. - I chyba można już ogłosić to co mówił Rafiki.
-A jaka to zdolność? - spytała Kiara.
-Rozmawia myślami z kimś kto jest bardzo daleko. Mówił że rozmawiał z Timonem i dowiedział się że on i Pumba są w dżungli. - odparł Nuru.
-A ty, jaki masz dar?
-To co Rune tylko z przyrodą.
-O czym wy właściwie mówicie? - spytał nagle Rune.
-No właśnie, on nic nie wie. - zauważyła Colie.
-Ale ja wiem. - odparła Kiara. - Nadszedł czas żeby ogłosić nadejście nowej ery. Wracajcie na Lwią Skałę, zaraz zwołam stado.
***
Wszystkie lwy i lwice ze stada czekały na wyjaśnienie powodów zebrania. Kiara już miała zacząć mówić gdy nagle między lwy weszli...
-Timon?! - wykrzyknął Rune. - Gdzie wy byliście?
-Przecież ci mówiłem że w dżungli. Chcieliśmy zobaczyć nasz stary dom, no i...trochę się przedłużyło. Ale już jesteśmy. A co to za zebranie?
-Zaraz się dowiecie. - odparła tajemniczo Colie.
-...nastała nowa era. - mówiła Kiara. - Rafiki powiedział że od tej chwili każde lwiątko otrzyma wyjątkową zdolność. Musimy jednak uważać żeby te zdolności nie były wykorzystane źle, bo może to doprowadzić do nieszczęścia.
-Już wiecie co to za zebranie? - spytał Nuru gdy królowa skończyła mówić.

wtorek, 22 marca 2016

4. Dar Nuru

Tego dnia rodzeństwo bawiło się w dość wysokiej trawie. Dwa się chowały a trzecie musiało wytropić rodzeństwo i je złapać.
W pewnej chwili była akurat kolej Nuru. Jego brat i siostra odbiegli spory kawałek dalej i ukryli się. Lwiątko szukało ich dłuższy czas, jednak nic to nie dało. Colie i Rune schowali się wyjątkowo dobrze i chyba nie mieli zamiaru opuszczać kryjówki. Przez długie godziny nie mógł ich znaleźć aż w końcu znudziło mu się to. Zaczął się jednak niepokoić czy coś im się nie stało. Przecież umówili się że po jakimś czasie trzeba opuścić kryjówkę i wtedy ten co szukał przegrywa. Natomiast Nuru nigdzie nie mógł znaleźć rodzeństwa. Przecież nie zapadli się pod ziemię. Coraz bardziej zaniepokojony lewek usiadł na pniu zwalonego drzewa i zaczął się zastanawiać gdzie jego brat i siostra mogli się schować.
-Przeszukałem już spory kawałek. - pomyślał. - Gdzie oni mogą być?
-Są w wąwozie. - usłyszał w głowie jakiś głos.
Wystraszony rozejrzał się dookoła. Był sam.
-Ktoś tu jest? - spytał na głos nadal się rozglądając.
Ale nikt mu nie odpowiedział.
-Chyba się przesłyszałem. - pomyślał Nuru.
-Nie przesłyszałeś się. - znowu usłyszał w głowie ten sam głos. - Nastała nowa era a ty możesz rozmawiać za pomocą myśli z każdym kwiatkiem, liściem czy ogólnie z przyrodą nieożywioną.
-Co? A kim ty jesteś? - pomyślał Nuru.
-Pniem na którym siedzisz.
Lwiątko natychmiast zeskoczyło na ziemię. Dokładnie obejrzało pień który jednak niczym się nie wyróżniał.
-Jak to możliwe? - spytał w myśli.
Pień jednak milczał. Nuru nadal nie był przekonany czy to na pewno dzieje się naprawdę. Postanowił jednak pójść do wąwozu. Po odnalezieniu rodzeństwa planował jeszcze porozmawiać z Rafikim.
***
Gdy stanął nad krawędzią wąwozu, od razu zobaczył brata i siostrę, siedzących tuż pod nim. Szybko do nich zbiegł.
-Zmieniły się zasady, czy co? - spytał z wyrzutem.
-Och nie, - odparła Colie. - Chcieliśmy ci utrudnić zadanie.
-Dobra nieważne. Nie zgadniecie co umiem.
-A co umiesz?
-Rozmawiać za pomocą...
Colie nie dała mu skończyć. Zatkała mu pyszczek łapą.
-Powiesz mi później, gdy Rune nie będzie z nami. - szepnęła mu na ucho.
-Dlaczego? - spytał Nuru gdy tylko Colie zdjęła łapę z jego pyska.
-Dowiesz się później.
-Co to za tajemnice? - zaciekawił się Rune.
-Nic ważnego. Chodźcie, bawmy się dalej. Rune, teraz ty szukasz.
Colie i Nuru oddalili się od brata. Gdy byli odpowiednio daleko i gdy mieli pewność że Rune nie może ich usłyszeć, Colie rozpoczęła wyjaśnienia.
-Powiedz najpierw ty. - poprosiła lwiczka.
Nuru spojrzał na nią zdziwiony ale opowiedział o swojej "rozmowie" z pniem. Gdy skończył, Colie odparła:
-To prawda. Ty myślami rozmawiasz z przyrodą a ja...oddycham pod wodą.
-Co?
-Tak, ale Rune nie może się o tym dowiedzieć dopóki też czegoś nie odkryje.
-Dlaczego?
-Nie jestem pewna dlaczego. Rafiki tak powiedział.
-Właśnie, miałem zamiar do niego iść i dokładnie się dowiedzieć co to znaczy. Idziesz ze mną?
-Ja już byłam. Ten pień powiedział ci wszystko dokładnie na ten temat. Od Rafikiego usłyszysz dokładnie to samo.
-Znalazłem was! - usłyszeli nagle za sobą. Momentalnie przerwali rozmowę.
-O czym gadacie? - spytał Rune.
-Eeee...naradzamy się gdzie będzie lepiej się schować. - powiedział szybko Nuru.
-Aha, ok dobra. Od rana macie przede mną jakieś tajemnice. Powiedzcie lepiej o co wam chodzi i wracajmy do domu. Znudziła mi się ta zabawa.
-Powiemy ci później. - odparła Colie.
-A dlaczego nie teraz?
-Bo...możemy zmienić temat?
-Nie.
-Oj, Rune, daj spokój - powiedział Nuru. - Powiemy ci jak będziesz gotowy.
-To znaczy?
Colie i Nuru mieli kłopot. Nie wiedzieli jak odwrócić uwagę brata od ich tajemnicy a Rune był dzisiaj wyjątkowo nachalny. Wyglądało na to że nie odpuści. Długo musieli go przekonywać że powiedzą mu później i żeby nie drążył tematu. Rune nie dawał z wygraną ale w końcu musiał się zgodzić na warunki rodzeństwa.

poniedziałek, 21 marca 2016

3. Odkrycie

Od czasu ostatniej zabawy przy wodopoju, Colie była jakaś dziwna. Nie bawiła się, tylko cały czas siedziała zamyślona. Pytana co się stało, wszystkim odpowiadała tak samo: że coś się z nią dzieje gdy wejdzie do wody i zastrzegała żeby nie pytać co dokładnie bo sama nie wie. I tak przez kilka dni. W końcu Kiara postanowiła jej pomóc. Lwiczka siedziała akurat w pobliżu Lwiej Skały i przyglądała się zabawom braci. To znaczy przyglądałaby się gdyby nie zamyślony wzrok utkwiony gdzieś na horyzoncie.
Królowa podeszła do niej.
-Colie, co się dzieje?
Otrzymała odpowiedź jakiej się spodziewała. Postanowiła się jednak nie poddawać.
-Powiedz mi, proszę, o co chodzi. Może będę mogła ci pomóc. - powiedziała Kiara.
-Już mówiłam. To się dzieje gdy jestem w wodzie.
-Co dokładnie?
-Nie wiem.
-Umiałabyś to opisać?
-Chyba tak.
-Wiesz co? Pójdziemy do Rafikiego. On ci na pewno pomoże.
-Kto to?
-Rafiki? To taki...jakby to powiedzieć...rozmawia z duchami przodków, koronuje władców itp.
-Aha, a gdzie on mieszka?
-W takim wielkim baobabie. Chodź, opowiesz mu co się stało.
Kiara zaprowadziła lwiczkę do Rafikiego.
-Mówisz że wytrzymujesz pod wodą dziwnie długo? - spytał Rafiki.
-Tak i jeszcze gdy otwieram pod wodą pyszczek, nie duszę się mimo że woda dostaje mi się do płuc. Do tego mogę normalnie mówić pod wodą.
Rafikiego w pierwszej chwili zaskoczyła relacja lwiczki. Wtedy jednak wiatr porwał liście z drzewa, które okrążyły Colie a następnie lekko stuknęły mandryla po nosie.
-Colie, - powiedział Rafiki - wiesz co to znaczy?
-No właśnie nie. - odparła lwiczka.
-Umiesz oddychać pod wodą.
-Co!? - zawołały naraz Kiara i Colie.
-Tak. - odparł Rafiki. - Kiaro, nastała nowa era. Od teraz wszystkie lwiątka spotka coś podobnego. Jednak nie spieszcie się z mówieniem o tym. Te zdolności mogą bardzo pomóc w życiu. Ale źle wykorzystane doprowadzą do nieszczęścia.
-Do nieszczęścia? - spytała Colie. - I jakie mogą być te zdolności?
-Na drugie pytanie nie mogę ci odpowiedzieć. Ale będą w przyszłości żyły dwie lwice. Całkowite przeciwieństwa, z różnych pokoleń. Jednej ten dar pomoże we władzy, a drugą doprowadzi do zdrady i pozbawi uczuć. Powiem jeszcze tylko że te zdolności nieraz mogą się powtarzać.
Królowa i lwiczka wróciły do domu. Po drodze umówiły się że Nuru i Rune dowiedzą się o tym dopiero gdy sami odkryją coś podobnego.

niedziela, 20 marca 2016

2. Nowi przyjaciele

Tego dnia Kiara wyciągnęła Vitani na spacer. Gdy uszły spory kawałek królowa poprosiła lwicę by ta opowiedziała jej o Vivien.
-Nie ufasz jej, prawda? - spytała ze smutkiem Vitani. - I nie dziwię się. Jesteś odpowiedzialna za swych poddanych. Ale moja przyjaciółka jest naprawdę godna zaufania. Zawsze dobrze się dogadywałyśmy. Myślę że przekonasz się do niej gdy ją lepiej poznasz. Wierz mi. Wiem co mówię. Do mnie też przecież kiedyś mieliście sporo zastrzeżeń.
-Tak, mam się o kogo troszczyć. Już niedługo... - pomyślała królowa a na głos powiedziała:
-Postaram się. Ale na razie przecież jej nie znam. Chciałam tylko dowiedzieć się czegoś o niej.
***
Tymczasem trójka dzieci Vivien rozglądała się po nowym domu.
-Myślicie że pozwolą nam tu zostać? - po raz nie wiadomo który Colie pytała braci.
-Daj spokój, siostra. - odparł Nuru. - Słyszałaś mamę. Chodź lepiej, pozwiedzamy okolicę.
Trzy lwiątka biegały po Lwiej Ziemi. Właśnie Nuru kłócił się z bratem o to kto wygrał zapasy, gdy nagle Colie zawołała braci:
-Hej, patrzcie!
Lewki przerwały sprzeczkę.
-Co się stało? - Rune podszedł do siostry.
-Czy to nie jest Zła Ziemia? Przechodziliśmy kiedyś obok jej granicy.
-Rzeczywiście. Idziemy tam? - zaproponował Nuru.
-Oszalałeś?! - rodzeństwo spojrzało na niego przerażone.
-No co? Dlaczego by tam nie iść? Podobno nikt tam nie mieszka, więc nie ma się czego bać.
-Ale mama mówiła... - zaczął Rune.
-Wiem co mama mówiła. Ja idę tam dzisiaj w nocy a wy jak chcecie. A teraz...ścigamy się nad wodopój! - krzyknął Nuru i pobiegł przodem.
-Ale przecież nie wiemy GDZIE jest wodopój. - zauważyła Colie. Lewka już jednak nie było.
-Idziemy za nim. Jeszcze się nam zgubi. - powiedział Rune i rodzeństwo poszło śladem brata. Jednak ten gdzieś zniknął. Schował się tak dobrze że rodzeństwo w ogóle nie mogło go znaleźć. Po kilku godzinach zrezygnowane wróciło na Lwią Skałę. Nuru już tam był.
-Co tak długo? - spytał.
-A ty gdzie byłeś?
-Czekałem na was nad wodopojem ale nie przyszliście, więc wróciłem do domu.
-A ty wiesz gdzie jest wodopój?
-Jak tu stoję to tak, a jak zejdę ze skały to już nie.
-Więc jak mogłeś tam na nas czekać?
-Bo ja...aaaa!
Nuru schował się za pobliski kamień. Pozostałe lwiątka po chwili również.
Nuru jednak po chwili wystawił głowę z kryjówki. Parę kroków od nich stali...guziec i surykatka. Surykatka coś tłumaczyła guźcowi. Nie wydawali się groźni i nie interesowali się lwiątkami.
Nuru, ośmielony podszedł do nich.
-Cześć, też tu mieszkacie? - spytał.
Podszedł do nich od tyłu więc surykatka trochę się wystraszyła i wskoczyła na kark guźca.
Po chwili jednak, widząc przyglądające im się lwiątko i kolejne dwa wyglądające zza kamienia, zsunęła się na ziemię i powiedziała:
-Cześć, wy jesteście stąd, prawda?
-Tak ale od niedawna. Ja jestem Nuru a te dwie strachajły za kamieniem do Rune i Colie.
-Aha, hej chodźcie tu do nas! - zawołał lwiątka guziec.
-Ja jestem Timon a to Pumba. - powiedziała surykatka.
Rune i Colie wyszły z kryjówki i ostrożnie podeszły do brata.
-Cześć. - pisnął Rune.
Jednak dalszą rozmowę przerwała im wychodząca z groty Vivien.
-Dzieci, czas spać. Chodźcie do środka.
-Już? Koniecznie?
-Tak.
***
W nocy, gdy wszyscy już spali, Nuru obudził rodzeństwo.
-To jak, idziecie ze mną?
-Eee, zróbmy tak że pójdziemy z tobą następnym razem, pod warunkiem że ty dzisiaj wrócisz i nikt nic nie zauważy. - odparła Colie.
-Ok. Możemy tak zrobić. - zgodził się Nuru. - Wrócę przed wschodem słońca.
I wybiegł z groty.
***
Nuru wrócił rano, tak jak obiecał. Zdążył zanim ktokolwiek się obudził. Nie chciał jednak mówić co robił. Namówił rodzeństwo żeby poszło za nim.
Lwiątka bawiły się i biegały po Lwiej Ziemi. Nie było tu innych młodych w ich wieku ale nie przeszkadzało im to. W pewnym momencie Nuru zatrzymał się i powiedział:
-Jesteśmy na miejscu.
-Czyli gdzie? - usłyszał za sobą. Nie był to głos jego brata ani siostry.
Lewek odwrócił się. Podobnie uczynili Colie i Rune. Przed nimi stali poznani wcześniej Timon i Pumba.
-O cześć, idziecie z nami na wycieczkę? - przywitał się Nuru.
-Dobra! - ucieszył się Pumba.
-A gdzie chcecie iść? - spytał Timon.
-Yyy...na Złą Ziemię.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
-Oj chodźcie. Skoro tam nikt nie mieszka to co nam tam grozi?
Cała piątka przeszła przez rzekę. Ziemia bardzo różniła się od tej po drugiej stronie. Była sucha i martwa. Panował tu półmrok, mimo iż na Lwiej Ziemi świeciło słońce. Wszędzie było pełno pozostałości dawno uschniętych drzew oraz ogromna termitiera.
-Czemu to miejsce wygląda tak ponuro? - spytał Nuru.
-Skąd ja mam to wiedzieć? - odparł Timon. - Tu zawsze tak było.
Szli dalej gdy nagle Colie coś zauważyła.
-Słuchajcie, tu są jakieś ogromne kości.
Pozostali rozejrzeli się po okolicy. Podobnych kości było tu pełno.
-Wiecie... to Cmentarz Słoni. Graniczy ze Złą Ziemią. - odezwał się Timon.
-Proszę was, wracajmy. - powiedział Rune.
-On ma rację - Colie poparła brata - wracajmy.
-Timon, może tak będzie lepiej? Może wrócić? - powiedział Pumba.
-Dobra, możemy wracać jeśli tak bardzo się boicie. - zezłościł się Nuru.
Po dłuższym czasie znaleźli się nad wodopojem.
-Chodźcie, ścigamy się! - zawołała Colie i wszystkie lwiątka pobiegły w stronę wody. Zaraz za nimi Timon i Pumba. Nurkowali, pływali i wygłupiali się w wodzie.
Nagle Nuru przyszedł do głowy pewien pomysł.
-Urządzamy skoki do wody? Z tych skałek? - wskazał łapą spory głaz znajdujący się częściowo w wodzie.
-Ja pierwsza! - zawołała Colie i wbiegła na głaz. Po czym skoczyła. Zaraz za nią był Nuru, potem Timon a po nim Rune. Teraz Pumba stanął na głazie.
-Uwaga, - powiedział - to będzie największy skok w historiiiii....! - poślizgnął się i wpadł do wody. Wywołał jednak dużą falę która zalała lwiątkom głowy, tak że wszyscy znaleźli się pod wodą. Nie spodziewali się tego i byli trochę oszołomieni, więc nie byli w stanie szybko wypłynąć. Colie miała otwarte oczy. Nie przeszkadzało jej to chociaż sama nie wiedziała dlaczego. Widziała za to jak jej bracia powoli zaczynają się dusić. Pod wodą byli już odpowiednio długo by zabrakło im powietrza. Ale mała lwiczka nie wpadła w panikę. Jej nie brakowało powietrza. Podpłynęła do braci i wyciągnęła obydwu na brzeg.
-Nic wam nie jest? - spytała.
-Nic, dzięki. - odparł Rune gdy tylko przestał pluć wodą. - Ale dzisiaj nie mam już ochoty na zabawę. Wracajmy do domu.
-Zgadzam się. - powiedział Nuru. - Ale powiedz mi Rune, nie mogłeś wypłynąć wcześniej?
-O co ci znowu chodzi?
Colie tylko przewróciła oczami. Jej bracia chyba lubili sobie nawzajem dogryzać. Nie miała zamiaru słuchać ich sprzeczki. Spojrzała na przyjaciół. No nie! Oni też się o coś spierają. Skoro tak, to ona zrobi im kawał. Gdy nikt nie zwracał na nią uwagi, została trochę w tyle a potem ukryta w trawie szła za rodzeństwem i przyjaciółmi. Nikt niczego nie zauważył.
***
-A gdzie Colie? - spytał Kami gdy jego dwaj synowie wrócili do domu.
-Colie? Przecież szła z nami...ej, gdzie ona się podziała? - Rune i Nuru dopiero teraz zauważyli nieobecność siostry.
-Przecież tu jestem.
Cała trójka spojrzała w kierunku skąd dochodził głos. Obok nich stała Colie.
-Gdzie byłaś? - chciał wiedzieć Rune.
-Nie daleko was. Tak byliście zajęci sobą że nawet nie zauważyliście mojego zniknięcia.
-Najważniejsze że nic ci nie jest. - odparł jej ojciec.

piątek, 18 marca 2016

1. Nowi w stadzie

Był to pierwszy dzień panowania Kovu i Kiary. Właśnie wschodziło słońce. Vitani postanowiła wyjść na spacer. Szła i szła gdy nagle, zdawałoby się z nikąd, pojawił się przed nią obcy lew. Przybysz patrzył na nią, groźnie warcząc. Lwica niepozostała mu dłużna. Stali tak dłuższą chwilę mierząc się wzrokiem i nie odzywając się. Żadne z nich nie chciało wykonać pierwszego ruchu. W pewnym momencie między nich skoczyła jakaś lwica.
-Kami, przestań! Ona jeszcze nic nie zrobiła. - warknęła.
Lew przestał warczeć a lwica spojrzała na Vitani.
-To ty? Vitani? - spytała.
-Tak, jestem Vitani, a...Vivien?! - wykrzyknęła Vitani.
Vivien uśmiechnęła się.
-Co się z tobą działo przez te wszystkie lata? - spytała Vitani. Była szczęśliwa że spotkała swoją przyjaciółkę z dzieciństwa.
-Wiesz... - zaczęła Vivien - gdy dorosłam, musiałam odejść. Nie mogłam się już dłużej ukrywać na obrzeżach twojego domu. Byłam większa, łatwiej mnie było zauważyć. Po prostu nie miałam wyboru. Wędrowałam po świecie, aż pewnego dnia spotkałam Kami. - wskazała na stojącego obok niej lwa. - Ja mu pomogłam, on mi pomógł, zaprzyjaźniliśmy się, wszędzie chodziliśmy razem, aż pewnego dnia...wyznał mi miłość. Zdziwiłam się na początku ale po pewnym czasie uświadomiłam sobie że też coś do niego czuję. Na ogół nigdzie nie jesteśmy mile widziani, więc wolimy przechodzić ukradkiem przez czyjeś tereny.
-A właściwie to kim jesteś? - wtrącił Kami.
-Przyjaciółką Vivien - odparła Vitani - i siostrą obecnego króla.
-Co?! - zdziwiła się Vivien - Kovu jest teraz królem? Nie wiedziałam.
-Znasz króla? - spytał Kami.
-Oczywiście, kochanie, jako dziecko, ja, Vitani i Kovu (którzy są rodzeństwem) byliśmy przyjaciółmi. Mam tylko nadzieję że to się nie zmieniło i uda nam się przejść niepostrzeżenie.
-Myślę że Kovu nadal cię lubi. - odparła Vitani.
-Bo widzisz...nie jesteśmy wyrzutkami, ale nie mamy domu. Chodzimy z miejsca na miejsce, nigdzie nie zatrzymując się na dłużej. A nie chcę by moje dzieci miały takie dzieciństwo. Marzę że kiedyś ktoś nas przyjmie do swojego domu, a one poznają nowych przyjaciół. Bo na razie nie mają żadnych. Mam nadzieję że kiedyś to się zmieni.
Vitani była trochę zaskoczona gdy lwica wspomniała o swoich dzieciach, ale po chwili zauważyła za tylnymi łapami ojca trzy małe lewki. Wszystkie były wystraszone.
-Chyba mogę wam pomóc. - powiedziała Vitani. - Chcecie dołączyć do naszego stada?
-Co? A co na to król?
-Pójdę go spytać. Poczekajcie tu.
Vitani ruszyła w stronę Lwiej Skały a Vivien i Kami z dziećmi czekali na lwicę.
***
  Tymczasem na Lwiej Skale Kiara i Kovu patrzyli na swoje królestwo, gdy nagle podbiegła do nich zdyszana Vitani.
-Kovu! Kiara! - zawołała już z daleka. - Chodźcie szybko, coś wam powiem.
Lwy zaciekawione o co może chodzić Vitani, zeszły do lwicy.
-O co chodzi? - spytała Kiara.
-Kovu, pamiętasz Vivien?
-Tak... - król nie wiedział o co chodzi jego siostrze.
-No więc, ona tu jest...razem z rodziną. Nie mają gdzie się podziać i szukają domu. Tak sobie pomyślałam...może przyjęlibyście ich do stada? - wypaliła Vitani niemal jednym tchem.
-A kim jest ta Vivien? - spytała Kiara.
-Naszą przyjaciółką z dzieciństwa. - wyjaśnił król.
-To co? Kovu, spełnisz marzenie swojej przyjaciółki o własnym domu i przyjmiesz ją?
-Zaprowadź nas do niej. - odparł Kovu.
***
Rodzina Vivien zobaczyła już z daleka nadchodzące trzy lwy. W dwóch z nich Vivien poznała swych przyjaciół.
-Ta druga lwica to pewnie królowa. - powiedziała do siebie.
-Naprawdę im ufasz? - spytał Kami.
-Oczywiście. Znam przecież Kovu. Nigdy by nie odmówił pomocy przyjaciołom.
-To właśnie oni. - oznajmiła Vitani.
-Vivien? Mogłaś chociaż powiedzieć że odchodzisz? - powiedział Kovu.
-Wybaczcie że was wtedy nie uprzedziłam ale nie było kiedy powiedzieć. To była nagła decyzja.
-To jak? - Vitani spojrzała na brata.
-Właśnie, możecie tu zostać jeśli nie macie gdzie się podziać. - król uśmiechnął się do przyjaciółki.
Władcy zaprowadzili nowych członków stada na Lwią Skałę. Nikt jednak nie zauważył że królowa podejrzliwie przyglądała się Vivien. Nie wiedziała czy może jej ufać. Postanowiła wypytać o nią Vitani.