piątek, 24 czerwca 2016

23. Powrót rodziców

Weszli dalej w las. Zapadała już noc, ale mimo że lwy widzą w ciemnościach doskonale; ich ta cecha w tym momencie nie dotyczyła. Byli już zmęczeni ale mimo to chcieli odejść szybko jak najdalej od tych dwunogich istot. A mogli tego dokonać idąc naprzód mimo zmęczenia i zapadającej nocy. Dlatego też nie uważali gdzie stawiają łapy. I dlatego też, w pewnej chwili pod łapami Dalili osunęła się ziemia i lwiczka spadła do jakiejś jamy.
-Nic ci nie jest? - spytał Tau.
-Nie, ale wiecie co? Tu jest jakiś korytarz prowadzący pod ziemię.
-Jaki korytarz? - zainteresował się Rune. Podszedł do krawędzi i wychylił się, próbując dostrzec cokolwiek. I nagle stracił równowagę i także spadł.
-Mam pomysł. Wejdźmy tam. - zaproponowała Lyre i wskoczyła do jamy.
-Zwariowaliście? Wychodźcie natychmiast! - skarciła przyjaciół Colie. - Nie mam zamiaru znowu siedzieć pod ziemią.
-A ja chętnie to obejrzę. Idziesz Tau?
-Nuru... - Colie spojrzała groźnie na brata.
Ale lewek wskoczył już do jamy. Tau zaraz za nim.
-Dziewczyny, na co czekacie? - spytał z dołu Rune.
-Wolałabym nie zostawać sama. - stwierdziła Elleine i zeskoczyła na dół. Zaraz za nią Jija. Ona też wolała trzymać się grupy.
-Colie, idziesz? - spytała Lyre.
-Pod ziemię? Dziękuję ale nie skorzystam.
-Oj nie marudź tylko chodź. Może być ciekawie.
-Co może być ciekawego pod ziemią?
-Wszystko.
Colie przewróciła oczami. Nie chciała tam schodzić ale została przegłosowana. Nie chciała też zostać sama więc chcąc nie chcąc musiała wejść do jamy. Korytarz był stosunkowo krótki. Po kilku minutach doszli do małej groty na środku której było małe źródełko. Podeszli bliżej. Mieli skądś przeczucie że nie jest to zwykła woda. Gdy wpatrywali się w nią dłużej, nagle Dalila zobaczyła jakieś obrazy, jakby namalowane na powierzchni. Najpierw były to niewyraźne kształty, które potem wyostrzyły się i nabrały sensu. Dalila cały czas miała w głowie imię Miry. Z wody słyszała też dźwięki.
Widziała Lwią Ziemię. Za panowania Mufasy. Rozpoznała swojego dziadka Simbę, gdy był mały. Do stada przyjmowano właśnie jakąś lwicę. Jakiś czas później ta lwica urodziła córkę. W momencie dołączenia była w ciąży. Nikt nie wiedział a ona nikomu nie chciała mówić kto jest ojcem małej. Dalila nie wiadomo skąd wiedziała że ta lwiczka to właśnie Mira. Matka Miry miała kremowe futro ale jej córka...była śnieżnobiała z dziwnymi wzorami w różnych odcieniach niebieskiego na całym ciele. Ale to jeszcze nie było najdziwniejsze. Mira jako nastolatka miała ciemnoszarą sierść a gdy była dorosła - czarną. Do tego wzory na jej ciele świeciły się gdy lwica była rozzłoszczona, smutna lub szczęśliwa. Im bardziej, tym jaśniej świeciły. Dalila zauważyła że Mira miała zielone oczy, takie samo spojrzenie jak ona oraz podobny głos. Jednak niebyła z nią spokrewniona. Stado ledwo tolerowało lwicę o tak niecodziennym wyglądzie. Ale jej nie przepędzały. Dzięki obecności Miry, sępy trzymały się z dala od Lwiej Ziemi i nie wychodziły poza pustynię. Aż pewnego dnia wydarzyła się tragedia. Król Mufasa zginął, następca tronu zaginął. Mira słyszała szepty innych pod swoim adresem. Wszyscy uważali że śmierć króla i zaginięcie następcy to jej wina. Od nikogo jednak nie usłyszała tego wprost. I kolejny zły dzień w którym Mira zginęła podczas polowania. Cała sytuacja wyglądała jak zaplanowany zamach na życie lwicy. Gdy stado zbliżyło się do ciała Miry, ono przybrało wygląd Dalili. Zmienił się jej kolor sierści. Z góry, całą sytuację widziały sępy. Uznały Dalilę za wcielenie Miry. Wśród sępów krąży legenda że Mira wybrała Dalilę jako swoją następczynie w trzymaniu sępów z dala od Lwiej Ziemi.
Tymczasem Jija i Tau zobaczyli całe życie swych rodziców. Od narodzin do śmierci.
Natomiast pozostali nie zobaczyli nic. Ale Rune zauważył coś na dnie. Spróbował to wyciągnąć ale szybko wyjął łapę z wody.
-Gorąca. - syknął do siebie.
Usłyszał go Tau. Dotknął wody.
-Nie jest gorąca. - powiedział.
-Skoro cię nie parzy, to spróbuj to wyciągnąć. - odparł Rune.
Tau wyciągnął przedmiot z wody.
-To jakaś skrzynka - powiedziała Elleine.
-I zamknięta - dodała Dalila.
-Może da się ją otworzyć...
-Ciekawe jak.
Nuru spróbował zaryczeć. Nie wyszło mu najlepiej i nie przyniosło to żadnego skutku, ale Dalila i Tau jednocześnie dziwnym trafem wpadli na ten sam pomysł. Jednocześnie zaryczeli. Im także nie wyszło najlepiej ale ryk podziałał. Skrzynka była otwarta. I pusta w środku.
I w tym momencie wszyscy zaniemówili. A najbardziej Jija i Tau. Przed nimi stały duchy dwóch lwów. W jednym z nich Colie rozpoznała Sharona, gdy Jija zrobiła krok do przodu i spytała:
-Mama? Tata?
Duchy z uśmiechem skinęły twierdząco głowami.
-Przyszliśmy żeby pomóc wam wrócić do domu. Tutaj wasza podróż się kończy. - powiedziała Soraja.
-Naprawdę? - spytała Elleine.
-Tak - odparł Sharon. - Chodźcie za nami.
Po dłuższej chwili znaleźli się z powrotem na powietrzu.
-W razie kłopotów pomożemy wam. - powiedział Sharon. - Teraz słuchajcie uważnie. Musicie iść prosto aż wyjdziecie z lasu. Potem idźcie przez dwie godziny wzdłuż lasu, na północ. Potem przejdziecie przez kamienną pustynię i dotrzecie do oceanu. Na razie tyle.
Duchy zniknęły.
***
Grupa stała przed kamienną pustynią. Było tu przeraźliwie zimno. Podłoże składało się ze skalnych płyt luźno przylegających do siebie. Ruszały się gdy się na nie weszło. Bardzo łatwo można było z nich spaść. I właśnie to przytrafiło się Elleine. Podeszła nieostrożnie do krawędzi a wtedy płyta się przechyliła i lwiczka zsunęła się z niej. Ale w ostatniej chwili zdołała złapać się pazurami i udało jej się wejść z powrotem, z małą pomocą przyjaciół.
W pewnej chwili skończyły się skalne płyty i ich oczom ukazała się ogromna woda. Nie widzieli drugiego brzegu.
-To jest ocean? - spytała Dalila. - I co dalej?
Nikt nie wiedział co dalej.

czwartek, 23 czerwca 2016

22. Dolina głosów i dziw nad dziwy

"Znowu te dziwne dźwięki" myślała Lyre. Kilka dni temu grupa weszła na dziwną równinę. Nic tu nie rosło. Gdzieniegdzie były tylko głazy wielkości lwa, wbite w ziemię. Teren był idealnie równy. Była tu wieczna gęsta mgła. Dzień i noc prawie nie różniły się ilością światła które tu docierało. Noc była niewiele ciemniejsza niż dzień. Umówili się że za dnia będą iść a w nocy zatrzymywać się na postój. Ze względu na złą aurę tego miejsca i dziwne głosy dochodzące nie wiadomo skąd, postanowili że będą na zmianę czuwać podczas postojów. I właśnie teraz była kolej Lyre. Ona chyba najbardziej się bała tych dźwięków. Przypominało to...sama nie wiedziała co. Ale dźwięki ją przerażały. To już czwarta noc tutaj. Ile jeszcze czasu może im zająć opuszczenie tego miejsca? Gepardzica nie miała pojęcia. Liczyła jednak że szybko to nastąpi.
Lyre wreszcie doczekała się końca swojej warty. Teraz kolej na Dalilę. Obudziła przyjaciółkę i spytała:
-Jak myślisz, co to za głosy?
Lwiczka przez chwilę milczała nasłuchując.
-Nie wiem. Pierwszy raz w życiu słyszę te dźwięki. Moim zdaniem brzmi to jak zawodzenie, jęki, lamenty...coś w tym rodzaju.
-Tylko skąd one dochodzą?
-Chyba z każdej strony...i też spod ziemi...i gdzieś tam z wysoka nad nami.
-Wiesz, mam tylko jedno życzenie.
-Jakie?
-Żebyśmy jak najszybciej opuścili to miejsce. Nie podoba mi się tu. W dzień jakoś można wytrzymać, ale noc jest o wiele gorsza.
-Przynajmniej jesteśmy razem. Dobra, połóż się, za kilka godzin ruszamy dalej.
Księżniczka zmieniła przyjaciółkę. Jej też nie podobało się to miejsce. Ale nie bała się tych dziwnych dźwięków. Raczej się ich obawiała. Do kogo mogły należeć te głosy? Kto je wydawał? Czy był groźny? Dalila też miała nadzieję że w miarę szybko opuszczą to miejsce. Nie było tu chyba niebezpiecznie. Było tu nieprzyjemnie. A ona widziała strach w oczach pozostałych. Wyczuwała też że Lyre boi się najbardziej. To już czwarta noc tutaj. Kiedy dojdą do końca tego terenu? I co ich czeka dalej?
***
Po dwóch godzinach wzeszło słońce a głosy ucichły i Dalila zbudziła przyjaciół. Nie było tu nic ciekawego. Szli tak szybko jak tylko pozwalała im na to gęsta mgła. Kolejnych kilka nocy było podobnych. Nic się nie działo oprócz tych dźwięków.
Jednego dnia szli już od kilku godzin gdy nagle , Jija i Lyre, które szły akurat na przodzie grupy, zatrzymały pozostałych.
-Patrzcie. - powiedziała Jija.
Przed nimi wznosił się nad ogromną przepaścią ogromny kamienny most. Był szeroki i wyglądał na solidny. Most był wyłożony gładkimi, równo do siebie przylegającymi kamieniami o regularnych kształtach.
Lyre weszła na niego pierwsza. Za nią zaraz reszta grupy. W połowie mostu zniknęła mgła. Ujrzeli słońce już nisko nad horyzontem. Zbliżał się wieczór.
Gdy doszli do jego końca, w mroku późnego wieczoru dostrzegli las a na jego skraju teren otoczony patykami wbitymi pionowo w ziemię i ciasno ze sobą połączonymi. Stali powyżej tego wszystkiego i dostrzegli za tym płotem jakieś dziwne groty i dziwne istoty. Nie umieli nawet tego nazwać.
-Będzie co opowiadać w domu. - stwierdził Rune.
"Jeżeli uda nam się wrócić z powrotem." pomyślała Jija. Ale na głos nic nie powiedziała.
Postanowili dowiedzieć się czegoś więcej o tym czymś na skraju lasu. Ukryli się więc w lesie w pobliżu. Mieli oko na...cokolwiek to było i przy okazji zatrzymali się na dłuższy postój.
***
Jak dotąd nie mieli żadnych kłopotów. Ale pewnego dnia Jija wróciła do obozowiska przerażona.
-Widzieliście gdzieś Nuru? - spytała.
-Nie. Wyszedł rano. - odparła Lyre. - A co się stało?
-Tamte istoty przychodzą do tego lasu. Przed chwilą mało mnie nie złapali.
-Sugerujesz że mogli też złapać jego?
-Tak.
***
Nuru wyszedł rano trochę się przejść. Niektórzy już nie spali jak wychodził więc będą wiedzieć mniej więcej gdzie jest.
W pewnej chwili usłyszał za drzewami po obu stronach jakieś krzyki i wycie od których rozbolały go uszy. A potem na drogę wyskoczyły jakieś dziwne stworzenia. Nie miał czasu przyjrzeć im się bliżej bo w pewnej chwili poczuł ukłucie w tylnej łapie i pociemniało mu w oczach. Zdążył tylko zauważyć że te istoty poruszały się na tylnych łapach. Tylko na tylnych. W przednich coś trzymały.
Gdy Nuru otworzył oczy, w pierwszej chwili nie wiedział co się dzieje. Musieli go czymś zamroczyć. Po krótkiej chwili uniósł głowę i rozejrzał się w około bardziej przytomnie. Przede wszystkim zauważył że jest zamknięty w czymś dziwnym. W czym? Nie miał pojęcia. Wszędzie wokół były porozstawiane dziwnie wyglądające groty i jaskinie zrobione z drewna i słomy. Tu i tam kręciły się te dziwne istoty. Wyglądały tak samo jak te które widział wcześniej w lesie i jeszcze wcześniej na bagnach. Jedne były wyższe i spokojniejsze, inne niższe i bardziej hałaśliwe. Zapewne dorośli i młode. Wszyscy mieli dziwnie mało sierści. Zamiast tego mieli na sobie...właściwie co to było? Jeden z nich podszedł do niego bliżej ale Nuru nadal nie mógł wymyślić co to może być. Istota włożyła kawałek mięsa i wyciągnęła potem łapę w stronę lewka. Nuru cofnął się przestraszony. Odsłonił kły i warknął. Istota odsunęła się. Wszyscy mówili w nieznanym mu języku. Lewek bał się ich ale wyczuwał że oni też się go boją. Nuru nie miał pojęcia po co go złapali ani czego od niego chcą.
***
Gdy Nuru nie wrócił do rana, przyjaciele postanowili go poszukać. Oczywiście pierwszym ich celem było to dziwne nienazwane miejsce. Szybko jednak okazało się że trudno będzie podejść po kryjomu. Istoty zauważyły lwy dość szybko i zaatakowały. Gdy grupa uciekła w bezpieczne miejsce, okazało się że Colie jest ranna. W tylnej łapie tkwiła jej broń tych istot. Ale to niebyła zwykła rana. Łapa bolała lwiczkę o wiele bardziej niż normalnie powinna. Po kilku dniach okazało się że rana się nie goi. Krew leciała tak samo mocno jak zaraz po zranieniu. Do tego Colie nie miała siły wstać. Nikt nie wiedział co jej jest.
***
Lyre siedziała u wejścia do ich kryjówki i oglądała przedmiot którym zraniono Colie. Był to patyk z ostrym kamieniem na jednym końcu i piórami na drugim. Ale na tym kamieniu było coś dziwnego. Jakaś substancja.  Na pewno nie krew. Lyre powąchała ją. Pachniała jakoś tak znajomo. Jakby...tak! Gepardzica przypomniała sobie jak kiedyś jej przybrana matka uczyła ją o truciznach i antybiotykach na nie. Znała substancję z tego kamienia. To jad Czarnej Mamby. Jednego z najniebezpieczniejszych węży. Lyre trochę się wystraszyła. Lwiczce nie zostało wiele czasu zanim jad ją zabije. Wiedziała jednak że może znaleźć w tym lesie coś co mogłoby zniwelować działanie trucizny. Trzeba tylko poszukać. Rozejrzała się wokół. O, jest! Mniszek lekarski. Tak to nazwała jej matka. Lyre zerwała szybko kwiat i wycisnęła jego sok na ranę przyjaciółki. "Mam nadzieję że to zadziała." pomyślała.
Miała rację: dwa dni później stan Colie wyraźnie się poprawił.
Ale nie był to jeszcze koniec. Ledwo Colie wyzdrowiała, okazało się że muszą stąd odejść. Bez Nuru. Dwunogie istoty znalazły ich kryjówkę. Na domiar złego pewnego ranka przyszły i wygoniły lwy. Długo byli ścigani przez las, coraz dalej od dziwnego obiektu i przyjaciela. Nie wiedzieli dokładnie o co im chodzi, ale istoty nie wyglądały na łagodne. Uciekli więc.
Mimo wszystkiego nie chcieli się poddać. Postanowili że wrócą później po Nuru.
***
-Jak dostaniemy się do środka? - spytał Rune. Gdy pościg zgubił ich trop, oni podeszli od innej strony. Siedzieli teraz przyczajeni w cieniu drzew obok wbitych pionowo pali.
-Może wejdźmy na drzewo. Potem zeskoczymy do środka.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, Elleine wdrapała się na drzewo.
-I co? - spytała z dołu Colie.
-Pusto. Nikogo tu nie widzę. Nuru też.
-Może gdzieś poszli? - zastanawiał się Tau.
-Co teraz? - Elleine zeskoczyła z drzewa obok przyjaciół.
-Hej, a co to? - spytała nagle Jija. Stała parę kroków dalej i oglądała ziemię w tym miejscu.
Tau podszedł do siostry.
-To chyba trop tych istot. - powiedział. - Może jeśli pójdziemy po tych śladach, znajdziemy Nuru.
-Nie zaszkodzi spróbować. - poparła go Lyre.
-Mam nadzieję że nie popełnimy błędu. - mruknęła pod nosem Dalila i wszyscy ruszyli odkrytymi przed chwilą śladami.
Po jakimś czasie dogonili istoty i zaczęli ich śledzić. Szli parę metrów z tyłu, stawiając łapy najciszej jak tylko potrafili. Ale Nuru z tymi istotami nie było.
Nagle wszyscy usłyszeli cichy trzask łamanej gałęzi. Na tyle jednak głośmy, by zwrócić uwagę tych istot. Wszyscy spojrzeli karcąco na Lyre. Ta tylko spuściła głowę i mruknęła:
-Przepraszam.
-Uważaj. - upomniała ją szeptem Dalila.
Ale istoty już ich zauważyły i otoczyły kręgiem. W przednich łapach coś trzymały i celowały tym w lwy.
-Dziwni są. Inni niż reszta zwierząt jakie znam. - powiedział do siebie Tau. - Jak myślicie, zaatakują? - spytał głośniej.
-Jeśli tak, to nie mamy gdzie uciec. - odparła Elleine.
Istoty zacieśniały krąg coraz bardziej. Nie odstraszało ich warczenie ani inne ostrzeżenia. Sprawiali wrażenie groźnych a Dalila w żaden sposób nie mogła odczytać ich myśli.
-Hej, patrzcie tam. Nuru. - szepnęła w pewnej chwili Colie. Nie było pewności czy te dziwne stworzenia rozumiały ich mowę.
Wszyscy spojrzeli we wskazanym kierunku. Ale nikogo tam nie zobaczyli. Za to, z przeciwnej strony rozległ się nagle wrzask przerażenia. Istoty najpierw się cofnęły a potem uciekły.
Nuru puścił stworzenie na które chwilę wcześniej skoczył. Nawet się nie spodziewał że pójdzie tak łatwo. Stworzenie także uciekło w ślad za towarzyszami.
Jija skoczyła na przyjaciela, przytrzymała go przy ziemi i powiedziała:
-Dobra, tłumacz się. Wiesz jak się o ciebie martwiłam? Co ci przyszło do głowy że dałeś im się złapać!
-Jija, spokojnie, zejdź ze mnie.
-Najpierw się wytłumacz!
-Zaskoczyli mnie i tyle. Wcale nie miałem zamiaru podchodzić do nich. Puść mnie.
Jija puściła go.
-My tu przechodzimy piekło... - mówiła dalej lwiczka.
-Nie przesadzaj, nie przechodzimy piekła. - wtrącił się Rune.
Jija go zignorowała.
-...Ty znikasz nie wiadomo gdzie, mnie te istoty mało nie złapały, twoja siostra została zraniona zatrutym patykiem z piórami...
-Nic mi już nie jest. - wtrąciła Colie.
-...a te dziwne istoty ścigały nas i nawet nie wiemy jakie mają zamiary...
-Skończyłaś? - przerwał jej Tau.
-Tak.
-Czyli możemy ruszać dalej? - spytała Dalila.

wtorek, 21 czerwca 2016

21. Tajemnicza góra

Grupa wędrowców postanowiła zatrzymać się na trochę w ruinach. Nie było to przyjazne miejsce ale nikt nie miał siły iść dalej. Musieli tu odpocząć. Gdyby nie opuszczać tej dziwnej skały, można by było nawet zapomnieć że jest się na bagnach. Ale był mały problem: musieli coś jeść a tu nie było niczego żywego oprócz much i komarów. Na początku nie mogli się na to zdobyć ale po kilku dniach zrozumieli że nie mają wyjścia. Trupy były zbyt zepsute by dało się je zjeść więc szybko zrozumieli że mają tylko dwa wyjścia: zostać tu i głodować lub iść dalej mimo zmęczenia. Z dwojga złego woleli drugie wyjście. Na bagnach wytrzymali zaledwie kilka dni.
Szli dalej przez bagna nie zwracając już uwagi na mijane trupy, chcąc jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Ale nagle drogę zagrodziła im rzeka. Była bardzo szeroka a woda w niej w niczym nie różniła się od tej na bagnach.
-Nie ma wyjścia. Musimy płynąć. - Tau powiedział na głos to, czego każdy się domyślał. Przeciwległy brzeg był o wiele za daleko by mogli przeskoczyć.
Nikomu nie chciało się jednak pływać w tej wodzie. Zwłaszcza że tu także było pełno trupów.
Dalila podeszła do brzegu i trąciła łapą powierzchnię wody. Niespodziewanie coś z niej wyskoczyło. Księżniczka odsunęła się w ostatniej chwili. Z wody wynurzył się ogromny krokodyl. Po długim czasie spędzonym na pustyni i bagnach, gdzie raczej nie tętniło życiem była to nawet miła niespodzianka. Wygłodniały gad po chwili wrócił pod wodę w oczekiwaniu na kolejny łup.
-Jak one mogą żyć w takim miejscu?! - zdziwiła się Lyre.
-Może być ich więcej. Musimy uważać. - powiedziała Dalila. Przyjrzała się tafli wody i drugiemu brzegowi.
-Patrzcie. - zwróciła się po dłuższej chwili do przyjaciół. - Możemy skakać po tych kamieniach które wystają z wody w poprzek rzeki. Tylko uwaga na krokodyle. I przechodźcie pojedynczo. W razie czego innym będzie łatwiej pomóc.
Dalila wskoczyła na pierwszy kamień. Były spore ale śliskie i się ruszały. Księżniczka jednak nawet nie zamoczyła łap i po chwili stała na drugim brzegu.
-Błagam was, uważajcie. - powiedziała do przyjaciół.
Następna była Lyre. Nie poszło jej tak sprawnie jak Dalili i parę razy łapy zsunęły jej się do wody, ale dotarła szczęśliwie na drugi brzeg.
Przyszła kolej na Elleine. Lwiczka podeszła do brzegu i przygotowała się do skoku. Ale za bardzo się bała. W ostatniej chwili zrezygnowała i nie skoczyła.
-Elleine, co się stało? - spytała jej siostra z drugiego brzegu.
-Nie ma mowy, nie skoczę. - zaprotestowała księżniczka.
-Elleine. - powiedział Rune.
Elleine obejrzała się na niego.
-Uda ci się. Skacz.
Pod wpływem spojrzenia przyjaciela, lwiczka postanowiła jednak skoczyć, mimo że się bała. Zebrała się na odwagę i jeszcze raz przygotowała się do skoku. Poszło jej całkiem sprawnie ale gdy miała skoczyć na brzeg na którym czekały jej siostra i Lyre, coś poszło nie tak. Przednie łapy lwiczki dosięgnęły brzegu ale tylne nie. Zsunęła się do wody. Dalila złapała siostrę za kark i pomogła wyjść na brzeg.
Chwilę później, po kamieniach przeskoczyła Jija. Dalila pomyślała że też opuści ją odwaga, ale przyjaciółka przedostała się na drugi brzeg zanim strach zdążył ją opanować.
Potem była Colie. Ona bała się chyba najmniej ze wszystkich. Wiedziała że umie oddychać pod wodą. Bez przeszkód wyszła na drugi brzeg.
Nuru, podobnie jak jego siostra, wskoczył bez strachu na kamienie. Rune natomiast trochę się bał. Ale spojrzał na Elleine która siedziała na drugim brzegu i czyściła sobie futro. Ze względu na nią nie chciał pokazać że się boi. Zacisnął zęby i skoczył.
Zaraz za nim był Tau. Specjalnie przepuścił wszystkich przed sobą. On także się bał. Podszedł powoli do brzegu. Woda była mętna, brudna i przyprawiała go o mdłości. Zresztą chyba nie tylko jego. Uniusłwszy głowę napotkał wzrok Dalili. Musi skoczyć. Przyszły król nie mógł stchórzyć. Spojrzał na kamienie. Czuł że strach coraz bardziej go opanowuje. Utkwił wzrok w najbliższym kamieniu i skoczył. Potem poszło już łatwiej.
Gdy wszyscy przeszli już przez rzekę, nagle dotarło do nich że po tej stronie jest całkowicie inny teren. Pod łapami mieli miękką zieloną trawę. Znajdowali się na jakiejś łące. Czym prędzej odeszli od rzeki nie zaszczycając jej nawet ostatnim spojrzeniem.
***
Szli teraz przez rozległą równinę, znowu pozbawioną drzew. Szybko też przekonali się że jest tu sporo dziur w ziemi.
-To chyba królicze nory. - zgadywała Lyre.
Znajdowało się tu też sporo oczek wodnych z nadzwyczaj czystą wodą, w których ugasili pragnienie.
Na łące roiło się od królików. Stosunkowo łatwo dawały się łapać. Nie stanowiły trudnego celu nawet dla lwa niebędącego w stanie polować na antylopy. Były bardzo płochliwe, ale było ich tak dużo że gdy jeden uciekł, zawsze nawinął się drugi.
W pewnej chwili Rune położył się na grzbiecie i powiedział:
-Róbcie co chcecie. Ja tu zostaję.
-Ale chyba nie na zawsze. - zaniepokoiła się Elleine.
-Nieee - Rune przekręcił się na bok. - Ale to miła odmiana po tych bagnach.
-Zgadzam się. - powiedziała Dalila i również się położyła.
-Co tak stoicie? - spytał Rune, widząc że pozostali nadal stoją i chyba nie wiedzą co mają robić.
-Umiecie polować? - spytała Jija.
-Trochę. Mi na przykład jeszcze kiepsko to wychodzi. Ale te króliki to bardzo łatwy cel. - To mówiąc, Colie złapała jednego za kark, który właśnie podkradł się do jej łapy. Ścisnęła zęby mocniej i ofiara była martwa. Lwiczka położyła się i zaczęła jeść. Reszta była jednak zbyt zmęczona. Wszyscy się położyli. Po chwili Nuru, Rune, Tau, Lyre i Dalila spali. Colie również skończyła jeść i poszła spać. Jija i Elleine natomiast postanowiły zapolować. Nawet sprawnie im to poszło i dłuższy czas później, obie najedzone również zasnęły.
***
Grupa odpoczęła kilka dni na tej łączce. Ale po jakimś czasie trzeba było iść dalej. Nie bardzo im się chciało ale Dalila przekonała przyjaciół że nie mogą tu zostać na zawsze.
Gdy odchodzili z króliczej łączki i później, gdy szli dalej, teren zmieniał się przktycznie niezauważalnie. Teren powoli zaczynał się robić górzysty. Nuru, który szedł akurat z tyłu, zauważył że pagórki które mijali mają spore otwory. Takich otworów było mnóstwo i zaciekawiony lew zaproponował żeby tam wejść i to zbadać. Reszta na początku była niechętna i nie chciała tam wchodzić ale gdy Nuru wszedł tam pierwszy, nie mieli wyjścia - musieli iść z nim.
Jaskinie okazały się jednak bardzo krótkie i grupa szybko wyszła z powrotem na słońce. Korytarze były tak wąskie że musieli iść jedno za drugim. Pierwszy wyszedł Nuru. Stanął i patrzył się gdzieś. Reszta spytała się go o co chodzi. Nagle Lyre zauważyła dziwną górę z której unosił się dym.
-Pewnie chodzi mu o to. - wskazała górę łapą. - Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałam.
Przyjaciele postanowili ominąć górę szerokim łukiem.

piątek, 17 czerwca 2016

20. Burza piaskowa i dziwne zjawisko

Dżunglę już dawno zostawili za sobą. Ogromne drzewa były coraz mniej widoczne. Coraz bardziej zostawały w tyle. Drzewa które mijała grupa przyjaciół także trafiały się coraz rzadziej. Wchodzili na pustynne tereny. Na nieznane ziemie. Dalej niż ktokolwiek inny kiedykolwiek wyruszył. Byli pogrążeni w rozmowie i niespecjalnie zwracali uwagę na zmieniający się krajobraz. Tau szedł dwa kroki przed grupą i nie brał udziału w rozmowie. Po dłuższym czasie zauważył w ziemi jakieś dziury. Wyglądały jakby ktoś je wykopał. Nie były to naturalne pęknięcia w ziemi. Otwory były okrągłe i dość blisko siebie w mniej więcej równych odstępach. Zaciekawiony lew wsadził nos do jednej z nich. Ale szybko odskoczył, poczuwszy ból. Cokolwiek siedziało pod ziemią, właśnie zadrapało go w nos.
-To mi wygląda na tereny surykatek - obok lwa nagle pojawiła się Dalila. - Timon kiedyś mi opowiadał jak wyglądał jego poprzedni dom. Tu jest bardzo podobnie.
-A surykatki? Mówisz że to ich tereny, ale nigdzie ich nie ma.
-Pewnie siedzą pod ziemią. Chodźmy dalej.
***
-Zauważyliście że robi się coraz bardziej gorąco? - spytała po kilku godzinach Lyre. - Jesteśmy coraz bliżej pustyni. Tak mi się wydaje.
-Tak, tego nie da się nie zauważyć. - odparła Elleine.
Rzeczywiście. Ziemia coraz bardziej ustępowała miejsca rozgrzanemu piaskowi. Drzew od jakiegoś czasu nie widzieli wcale i jak okiem sięgnąć, wokół było coraz więcej piachu. Zdawali sobie sprawę z warunków tutaj panujących ale nikt nie chciał się wycofać. Odważnie szli na przód.
Po drodze natrafiali na kilka małych oaz i zostawali w ich pobliżu przez kilka dni by odpocząć. Upał sprawiał że nie mieli zbytniej ochoty na rozmowy. Jednego dnia słońce paliło wyjątkowo mocno a blisko południa zaczął wiać wiatr. Nie był on jednak przyjemny; powietrze było gorące i wiatr wciskał ziarenka piasku do nosa i oczu. Do tego wiatr przybierał na sile. Kilka godzin później rozpętała się prawdziwa burza piaskowa. Wędrowcy zbili się w ciasną gromadkę by się nie pogubić. Silny wiatr utrudniał poruszanie się. Nic nie widzieli bo musieli zamykać oczy, by nie dostawało się do nich tak dużo piachu. Zresztą gdyby mieli otwarte oczy, też nic by nie widzieli. Wiatr unosił w górę takie ilości piasku że nie było nic widać dalej niż na metr. Żadne z nich nie miało pojęcia jak długo już to trwa ani jak rozległa jest ta burza.
W pewnej chwili wiatr ustał równie niespodziewanie jak się wzmógł. Wszyscy położyli się wyczerpani walką z burzą i wiatrem.
***
Jija obudziła się jako pierwsza. Weszła na pobliską wydmę i rozejrzała się. Nagle jej oczom ukazała się zielonobrunatna plama kilkaset metrów dalej. Ciągnęła się kilometrami wzdłuż i wszerz. Na początku myślała że to miraż, złudzenie. Dziwna plama nie chciała jednak zniknąć. Lwiczka podeszła do brata i obudziła go. Zaprowadziła go na szczyt wydmy. Czyli to nie mogło być złudzenie, skoro oboje widzieli to samo.
-To jest albo las albo coś podobnego. - stwierdził lew.
-Myślisz że możemy tam pójść? - spytała Jija.
-Nie wiem. Możemy spróbować.
Oboje wpatrywali się w odległy dziwny teren. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Przypominało to las ale nie mogli dojrzeć tam drzew.
Tau postanowił spytać o zdanie innych.
-Hej! Wstawajcie wszyscy! - krzyknął.
Nie podziałało. Żadne z przyjaciół nawet nie poruszyło uchem.
Jija podeszła do Elleine. Otarła się pyskiem o jej głowę. Tym razem podziałało. Księżniczka otworzyła oczy. We trójkę obudzili resztę i Tau pokazał przyjaciołom to, co wcześniej pokazała mu siostra.
-Idziemy tam - zarządziła Dalila. - Muszę wiedzieć co tam jest, no i można by już się wydostać z tej pustyni.
Ciekawość zaprowadziła ich na sam skraj pustyni. Chęć poznania tajemniczego miejsca wzięła górę nad strachem przed nieznanym i zmęczeniem. Ale gdy doszli do celu czekało ich małe rozczarowanie. Miejsce wyglądało jeszcze straszniej niż Cmentarzysko Słoni. Owszem, były tu drzewa. Uschnięte, połamane kawałki pni wystające z ziemi. Pachniało tu gnijącymi szczątkami i nie wiadomo czym jeszcze. Woda była mętna, brudna i mulista. Nikogo jednak nie zraził ten widok. Wszyscy odważnie wkroczyli w głąb terenu. Jednak po chwili odkryli coś jeszcze. W wodzie coś pływało. I to coś od dawna było martwe. Nie dało się cały czas omijać wody. Co jakiś czas któreś z nich musiało do niej wejść. Coś, co pływało w wodzie, przyprawiało lwy o dreszcze, gdy dotykało ich łap. Gdy w pewnej chwili Rune przechodził przez trochę czystszą w tym miejscu wodę, właśnie to coś otarło się o jego prawą łapę. Lwa to jednak już nie wystraszyło. Nie pierwszy raz w tym miejscu natrafiali na coś w wodzie. Na ogół starali się nie patrzeć pod łapy gdy tak się działo, ale Rune był ciekaw co tam pływa. Szybko jednak wyskoczył z wody na widok pustych oczu bez życia i rozkładającego się trupa. Przy okazji wpadł na brata. Nuru potknął się o coś leżącego obok wody i oba lwy wylądowały na ziemi.
-Wiecie co było w tej wodzie? - spytał Rune.
-Nie sprawdzaliśmy. - odparła Elleine.
-Ble... - skrzywił się Nuru, patrząc na coś po swojej drugiej stronie.
-To samo jest w wodzie! - zawołał Rune. Obaj bracia natychmiast podnieśli się z ziemi.
-Trupy. Gnijące trupy. - powiedziała Dalila.
-Co? - skrzywiła się Lyre, wychodząc z wody najszybciej jak tylko się dało.
-Ale...co to za stworzenie? - Colie podeszła bliżej. Zbliżyła nos do trupa, ale zaraz cofnęła się z obrzydzeniem. - Strasznie śmierdzi. Został tylko zapach gnijącego mięsa. - powiedziała.
-Czuć to z daleka. - odparła Dalila.
Cała ósemka przyjrzała się bliżej. Dało się jeszcze rozpoznać wygląd za życia.
-Przednie łapy są inaczej zbudowane niż tylne. Ciekawe jak to stworzenie się poruszało. - zastanawiał się Nuru.
-Jakoś mało sierści. Na głowie całkiem sporo, ale na całym ciele praktycznie jej nie ma. - zauważyła Jija.
-I tak jakby coś się na nim zaplątało. - Tau wskazał łapą strzępy czegoś dziwnego owiniętego wokół ciała.
-Tego tu jest pełno. Chodźmy dalej. - zaproponowała Colie.
Przyjaciele przyznali lwiczce rację i cała grupa poszła dalej. Niedaleko znaleźli innego trupa. Na pierwszy rzut oka wyglądał tak samo jak poprzedni ale na głowie miał dłuższą sierść niż poprzedni. Zupełnie jak lwia grzywa, tylko że nie okalała całej twarzy. Gdy się bliżej przyglądali każdemu z osobna, doszli do wniosku że na tych terenach są dwa rodzaje trupów, różniące się tylko długością sierści na głowach. U jednych były krótkie, o długości lwiego pazura (Rune musiał to sprawdzić), a u innych sięgały ramion.
Już się nie bali. Przyglądali się tylko uważnie trupom będącym w lepszym stanie. Właśnie dyskutowali co to mogą być za stworzenia, gdy Dalila zauważyła niedaleko jakąś dziwną skałę z błyszczącego w świetle białego kamienia. Budowla była porośnięta bluszczem. Jej kształt z niczym się księżniczce nie kojarzył. Wyglądało to jak ogromna skała o regularnych kształtach z różnymi mniejszymi i większymi otworami. Zasugerowała pozostałym że mogliby zatrzymać się jakiś czas w tej budowli. Aż się zdziwiła że tak szybko uzyskała aprobatę wszystkich. Przyjaciele weszli do środka budowli. Było tu mnóstwo schodów, korytarzy, większych pomieszczeń i różnych zakamarków. A wszystko to miało regularne kształty. Nie wyczuli tu zapachu żadnych innych zwierząt. Wewnątrz tej dziwnej budowli odór zgnilizny był mniej wyczuwalny. Nie było tu zbyt przyjemnie ale nie mieli innego wyjścia. Byli zbyt zmęczeni żeby iść dalej. Wybrali największe pomieszczenie na wyższym piętrze, gdzie zapach był niemal niewyczuwalny. Położyli się obok siebie w rogu pomieszczenia. Po pustynnym skwarze było tu przyjemnie chłodno. Po jakimś czasie wszyscy spali.

środa, 15 czerwca 2016

19. Odwiedziny

Jeszcze pierwszego ranka od wyruszenia z domu, stanęli u podnóży dżungli. Lyre miała pewne obawy czy nie spotka tam przybranej matki i siostry. Nie miała jednak wyboru; weszła między ogromne drzewa w ślad za przyjaciółmi.
Szli dłuższy czas przez dżunglę. Bardzo łatwo można było się tu zgubić. Nawet Lyre nie poznawała okolicy. Nic dziwnego. W tej jej części jeszcze nigdy nie była.
-Nie wiedziałem że dżungla może być aż taka ogromna. - powiedział w pewnej chwili Nuru. - Dalila, my na pewno idziemy w dobrą stronę?
-Nie wiem. - odparła księżniczka. - Nigdy jeszcze tu nie byłam. Musimy improwizować.
-Jak ich tu znajdziemy?
Nikt nie odpowiedział Nuru na to pytanie.
***
-Tu nasz plan się kończy. Ma ktoś pomysł co dalej? - spytała Elleine, gdy zatrzymali się przy jakimś strumyku.
-Teraz będziemy iść prosto przed siebie. Taki był plan, nie pamiętasz? Dochodzimy do znanych nam terenów poza granicami, a potem idziemy gdzie nas oczy poniosą. - odparła Colie.
-Timon!? - krzyknęła nagle Jija.
Wszyscy spojrzeli na brązową lwiczkę.
-Co się stało? - spytał Tau.
-Piłam tylko wodę i nagle coś wynurza się tuż przy moim nosie. - wyjaśniła Jija. - Po prostu mnie nastraszył.
-Cześć, co was tu sprowadza? - Timon podszedł do Colie.
-Chcieliśmy was odwiedzić. - powiedziała Dalila. - A gdzie Pumba?
Ledwo księżniczka skończyła mówić, z pobliskich krzaków wyszedł Pumba.
-Tutaj jesteś Timon. - powiedział. - O, cześć Dalila, super, jeśli już tu przyszliście to może zostaniecie z nami kilka dni.
Timon wskoczył przyjacielowi na kark.
-Słuchaj Pumba, - powiedział - może oni zostaną kilka dni. Chcecie? Tu jest jak w raju.
-Świetny pomysł, Timon. - potwierdził Pumba.
Lwy spojrzały na siebie.
-Co wy na to? Zostajemy jakiś czas? - spytała Dalila.
-Jeszcze pytasz? Ja zostaję. - powiedziała Elleine. - Tak w ogóle to był mój pomysł żeby was tu odwiedzić. - szepnęła do Timona i Pumby.
-Chodźcie, coś wam pokarzemy. - powiedział Timon i razem z Pumbą zaprowadzili przyjaciół w głąb dżungli.
-A oto i nasz dom. - powiedział w pewnej chwili Timon, odsuwając kilka gałęzi.
Ich oczom ukazał się cudny widok. Na wprost nich wznosiła się góra, gdzieniegdzie porośnięta roślinnością. U jej podnóża lśniło w promieniach słońca dość duże jezioro. Na około jeziora rosły ogromne drzewa. Tu i tam spadająca z góry kaskadami woda rozbryzgiwała się na kamieniach a jej krople mieniły się w słońcu wszystkimi barwami tęczy. Góra była także w części spowita chmurami.
Wszystkim odebrało mowę z zachwytu. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Widok był porównywalny z tym ze szczytu Lwiej Skały.
***
Lwy i Lyre spędzili u przyjaciół kilka dni. Pewnego popołudnia, do Elleine leżącej na przybrzeżnej skale podszedł Rune. Usiadł obok przyjaciółki i utkwił spojrzenie w odbiciu lwiczki w wodzie.
Księżniczka, ujrzawszy w wodzie jego odbicie, uniosła głowę i spojrzała na Rune. Ten nie zareagował. Elleine uśmiechnęła się chytrze i wrzuciła do wody kamyk. Tafla się wzburzyła, odbicie zafalowało a Rune przeniósł wzrok na przyjaciółkę.
-Jeśli coś chcesz to mów, śmiało. - zachęciła go lwiczka.
-Gniewasz się jeszcze na mnie? - spytał Rune.
-O co?
-Chciałem cię przeprosić że ci dawniej dokuczałem.
-Nie ma sprawy. A oto rewanż.
Zanim Rune dążył się zorientować w sytuacji, siedział już w wodzie. Na brzegu stała uśmiechnięta księżniczka. Rune spojrzał na nią z ukosa i ochlapał wodą. Lwiczka odwdzięczyła się tym samym. Rune wyskoczył z wody na skałę, na której wcześniej leżała Elleine i powiedział:
-Drugi raz ci się nie uda.
-Tak myślisz?
Elleine skoczyła na niego chcąc wepchnąć przyjaciela z powrotem do wody. Ale Rune uchylił się i z planu księżniczki nic nie wyszło. Zaraz jednak poślizgnął się i także wpadł do wody. Elleine podpłynęła do niego i oparła mu przednie łapy na barkach.
-Nie umiem pływać. - powiedziała.
-To mamy problem, bo ja też.
Rune zanurkował pod wodę i po krótkiej chwili wyszedł na brzeg.
-Nie złapiesz mnie. - zawołał.
Elleine roześmiała się widząc go stojącego na brzegu, ociekającego wodą, bo nie wiedzieć czemu, nie otrzepał się. Podpłynęła i wyszła obok niego na brzeg. Ledwo się otrzepała z nadmiaru wody, znowu była mokra. Rune otrzepał się na nią.
-Nie złapiesz mnie. - powtórzył i odbiegł kilkanaście kroków. Zatrzymał się i obejrzał przez ramię.
-Więc to tak? - zawołała księżniczka i pobiegła w stronę Rune. Ale ten uciekł. Zaczęła się gonitwa na około jeziora. W pewnej chwili Rune się zatrzymał a Elleine, rozpędzona, wpadła na niego. Na chwilę ich spojrzenia się spotkały.
-Wiesz że niebieski i brązowy pasują do siebie? - spytała księżniczka.
-Teraz już wiem - odparł Rune. Uniósł głowę i ugryzł ją lekko w ucho. Po czym wykorzystując okazję, wydostał się spod przyjaciółki. Przypadkowo zerknął na swoje odbicie w wodzie. Podczas zabawy zaczątki grzywy porozwiewały się na wszystkie możliwe strony. Nic dziwnego że Elleine dziwnie się uśmiechała gdy na niego patrzyła.
***
Obydwoje nie mieli pojęcia że są obserwowani. Z drugiej strony jeziora, w krzakach, siedziała ukryta Colie. Widziała wygłupy brata i przyjaciółki. Cieszyła się że ta dwójka lubi się bardziej niż kiedyś. Colie specjalnie ukryła się tak dobrze. Dzisiaj od rana wolała być sama. Nie wiedziała czemu. Po prostu nie miała ochoty na nic innego.
W pewnej chwili Elleine i Rune odeszli z zasięgu wzroku lwiczki. Colie ułożyła się wygodniej, oparła pysk na przednich łapach i zmrużyła oczy. Od rana każdego unikała i chowała się. Dlatego też nie miała pojęcia co robią inni. Widziała tylko Elleine i Rune którzy przyszli nad jezioro. Zajęcia całej reszty pozostawały dla niej zagadką.
Słońce powoli zaczynało zachodzić, ale Colie spała nadal. Nie obudziły jej głosy przyjaciół którzy jej szukali. Mijał czas. Słońce zdążyło już schować się za horyzontem, gdy Colie obudziło ciągnięcie za ucho.
-Przestań! - warknęła nie otwierając nawet oczu.
-Cały wieczór cię szukamy a ty sobie śpisz. - usłyszała głos Nuru.
-I co z tego? - odparła nadal nie otwierając oczu.
-Siedziałaś gdzieś cały dzień. Logiczne że nic nie wiesz. - powiedział Rune.
-O czym nie wiem? - zaciekawiła się Colie. Otworzyła oczy i podniosła głowę.
-Pozwoliliśmy sobie ustalić bez ciebie że właśnie teraz wyruszamy dalej. - odparł Rune.
-Naprawdę? - lwiczka spojrzała na Dalilę.
-Tak - potwierdziła księżniczka.
-Nie możemy rano?
-Nadal jesteśmy blisko domu. Jeżeli komuś ze stada przyjdzie do głowy nas szukać, to łatwo może nas znaleźć. Lepiej teraz.
-No to chodźmy. - Colie wstała.

piątek, 10 czerwca 2016

18. Zła Ziemia i Cmentarz słoni

Od nieudanej narady minęło kilka dni. Młodzi mieli już wszystko ustalone i zaplanowane. Teraz czekali tylko aż inni zasną.
Dalila obserwowała wejście do groty. Czekała na Lyre. Gdy w pewnej chwili usłyszała umówiony sygnał, dała znak pozostałym i wyszła na dwór. Reszta wychodziła pojedynczo co kilka minut. Na szczęście nikt się nie obudził.
Ósemka przyjaciół spojrzała na rozległą równinę. Nareszcie wyruszali na długo planowaną wycieczkę w nieznane. Ciepły letni wiatr mierzwił im sierść. Wszyscy nie mogli się już doczekać czekającej ich przygody. Ich pierwszym celem była Zła Ziemia i Cmentarzysko. Wiadomo co mogą tam spotkać, ale kto wie czy nie czai się tam coś jeszcze.
Dalili nie dawało spokoju jedno pytanie bez odpowiedzi. Dlaczego wtedy na Cmentarzysku sępy tak się jej bały? Gdy pytała o to rodziców, oni zmieniali temat. Matka powiedziała jej tylko jedno imię: Mira. Księżniczka pytała Rafikiego o lwicę o tym imieniu. Mandryl, na początku chętny do rozmowy, gdy usłyszał to imię, wykręcił się jakimiś ważnymi sprawami. Gdy Dalila nie dawała mu spokoju, powiedział tylko że lwica ta żyła na Lwiej Ziemi za panowania jej pradziadka króla Mufasy. Nie należała do królewskiej rodziny i mało członków stada więcej o niej wiedziało. Rafiki dodał też że Mira była prawdziwym postrachem sępów. Wszystkie które wiedziały na co ją stać, unikały jej jak ognia. Ale jaki to miało związek z Dalilą? Mandryl nie chciał powiedzieć nic więcej. Księżniczce przychodziło do głowy tylko jedno: w jakiś sposób jest podobna do Miry. Mimo że nic innego nie mogła wymyślić, wydawało jej się to absurdalne. Nigdy wcześniej nie słyszała o tej lwicy. No i czemu każdy dorosły nie chciał jej nic powiedzieć na ten temat? Jaki ona może mieć związek z tą Mirą? Raz zasugerowała Rafikiemu czy nie mógłby poprosić ducha Mufasy żeby jej opowiedział coś więcej o Mirze. Mandryl, który akurat jadł jakieś owoce, o mało się nie udławił gdy to usłyszał. Kategorycznie powiedział że to niemożliwe. Dalila postanowiła że za wszelką cenę dowie się o co tu chodzi. Jaką tajemnicę skrywała lwica. Dlaczego sępy boją się jej ze względu na Mirę i dlaczego wszyscy dorośli unikają tego tematu. Może powinna spytać o to sępy? Wkrótce mogła mieć taką okazję. I kolejne wątpliwości. Czy może pytać o to wrogów? A co jeśli nie powiedzą jej prawdy? Albo, co gorsza, zażądają czegoś w zamian? Z takimi typami lepiej nie wchodzić w żadne układy.
W pewnej chwili wszyscy się zatrzymali. Pogrążona we własnych myślach księżniczka nawet nie zauważyła że doszli już na Złą Ziemię.
-To co, wchodzimy... - powiedział Nuru i pierwszy wskoczył do rzeki granicznej. Pozostali po chwili zrobili to samo.
-Mam nadzieję że nie będziemy mieć kłopotów już na wstępie. - mruknęła do siebie Colie.
Weszli w głąb Złej Ziemi. Jak okiem sięgnąć były tu tylko ogromne termitiery, które znali już z wcześniejszych wizyt. Było ich zbyt dużo żeby wchodzić do każdej po kolei, a nie chcieli się rozdzielać. Zbadali więc tylko największą z nich. Jak się spodziewali - była pusta. Resztę tylko obeszli, uważnie obserwując każdy zakamarek.
Ta samo czekało ich na Cmentarzysku Słoni. Żadnej żywej duszy. Czyżby ci, których spotkali tu wcześniej, wiedzieli i ich wyprawie i specjalnie się pochowali? Wszyscy zachowywali się najciszej jak się dało. Po kilku godzinach uznali że niczego więcej tu nie znajdą i skręcili do dżungli. To był następny punkt ich wyprawy. I pomysł Elleine, która uparła się żeby odwiedzili Timona i Pumbę. Jakiś czas temu stado Timona przeniosła się do dżungli, ale ostatnio doszły ich słuchy że niektórzy jego członkowie musieli na chwilę wrócić "na stare śmieci". Po co? Nie wnikali w to.

sobota, 4 czerwca 2016

17. Zapowiedź wielkiej przygody

Rany Tau zdążyły się już zagoić i lew odzyskał już siły po ataku sępów. Teraz wszyscy z wyjątkiem pary królewskiej spali w grocie. Kovu i Kiara siedzieli nie opodal wejścia i rozmawiali.
-Kochanie, też znam tradycję ale mam wątpliwości. - mówiła Kiara. - Widzę że Dalilę i Tau coś łączy, ale... czy nasza córka podoła zadaniu? Czy Tau okaże się dobrym mężem i królem?
-O tym przekonamy się dopiero gdy zostaną władcami. - odparł Kovu. - Na razie to jeszcze dzieci. Dopiero się uczą.
-Ale za chwilę będą dorośli.
-Jeszcze im sporo brakuje. Nadal mają pstro w głowie, ale gdy dorosną, spoważnieją. A Dalila i Tau mają cechy dobrych władców, które są już widoczne a z czasem ujawnią się jeszcze bardziej.
-Kiedy im powiemy? Jak najszybciej, czy może jeszcze z tym poczekać?
-Lepiej powiedzmy im rano. Niech już wiedzą wcześniej. Chociaż...one też znają tradycję. Wiedzą że starsza z nich obejmie tron.
-Dalila...
***
Gdy tylko wzeszło słońce, władcy zwołali całe stado. Tak jak się Kovu spodziewał, Dalila i Elleine domyślały się kto zostanie wybrany. Nikt nie miał nic przeciwko woli władców. Dalila uważała zostanie królową za swój obowiązek wobec rodziny, przyjaciół i innych zwierząt. Siostra zagroziła jej nawet, że Dalila niema prawa zginąć, bo ona wtedy będzie musiała ją zastąpić, a to dla niej za duży obowiązek.
Tau wiedział co go czeka, jeśli zakocha się w następczyni tronu. Ale cóż, serce nie sługa. Też się trochę bał, ale nic nie mówił.
***
Parę tygodni później całe stado odpoczywało na tyłach Lwiej Skały. Brakowało jednak Nuru i Colie. Zresztą tej dwójki od rana nikt nie widział. Czas leniwie płynął i nic się nie działo. I w pewnej chwili, do Rune, który akurat leżał na uboczu, ukradkiem podeszła Lyre. Szepnęła coś do niego i po chwili oboje zeszli kawałek dalej za grupkę skałek. Kilkanaście minut później, od drugiej strony podkradła się Colie, szepnęła coś do księżniczek i wszystkie trzy lwiczki zniknęły za skałkami. Kolejne kilkanaście minut później na widoku pojawił się Nuru. Nie krył się jednak. Położył się obok Tau i Jiji. Po kilku minutach ta trójka również weszła za skałki.
-Czyżby coś kombinowali? - powiedział do siebie Kami, który widział manewr młodych.
-Znasz je. - odparł Kovu, który również to widział. - Mają jakieś swoje tajemnice.
Reszta stada niczego nie zauważyła.
***
Tymczasem ósemka przyjaciół weszła na szczyt Lwiej Skały.
-Nam tu wolno wchodzić? - spytała po drodze Jija.
-Jak coś to my wam pozwoliłyśmy. Takie specjalne upoważnienie. - odparła Elleine.
-Poza tym nie znam lepszego miejsca na tajną naradę. - dodała Dalila. - Wszystko stąd widać. Łącznie z nieproszonymi gośćmi którzy próbują podsłuchać.
-A nie będzie nas widać z dołu? - spytał Rune.
-Nie, jeśli się położymy. - uspokoiła go Dalila.
-Skąd ta pewność? - spytała Colie.
-Bo to sprawdzałyśmy. - uśmiechnęła się Elleine.
-Rzeczywiście wszystko stąd widać. - powiedział Tau gdy znaleźli się na szczecie.
-Musiałbyś to widzieć o wschodzie słońca. Wtedy jest jeszcze piękniej. - potwierdziła Dalila.
Przyjaciele położyli się na skale. Każdy obserwował swoją część sawanny. Szczególną uwagę zwracali na miejsce gdzie znajdowało się stado.
-Pilnujcie czy nikogo nie brakuje. - ostrzegła Dalila.
-Eee...mama, tata, ciocia Vitani, Kami, Vivien...są wszyscy. - powiedziała Elleine.
-Okej, - zaczął Nuru - kiedy zaczynamy?
-Może dzisiaj w nocy. - poddała pomysł Colie.
-Ale przecież...- urwała Lyre.
-Miałeś pilnować. - Colie syknęła do Rune.
Wszyscy spojrzeli w jednym kierunku. Obok nich stał Kovu.
-Eee...my... - zaczęła Elleine.
-Widzę że macie tajną naradę, ale...musicie odłożyć ją na później. Dalila, Tau, pójdziecie z nami na nauki. Colie, wasz ojciec prosił żebyście poszli do niego.
Lwiątka nie były zadowolone z przerwanego zebrania, ale nie mogli na to nic poradzić. Od ogłoszenia następców tronu, Tau i Dalila chodzili wieczorami na nauki, razem z Kovu i Kiarą. Rune, Colie i Nuru pobiegli do rodziców. Na szczycie zostały tylko Elleine, Jija i Lyre.
-Co robimy w takim razie? - spytała księżniczka gdy zostały same.
-Trzeba to przełożyć. - odparła Lyre. - Pogadajcie w nocy a potem powiecie mi co ustaliliście.
-Myślicie że uda się ta krajoznawcza wycieczka? - spytała Jija. - Zdajecie sobie sprawę że nie wrócimy tak szybko? Czy nie lepiej jednak spytać o zgodę?
-Nie, a wiesz dlaczego? - odparła księżniczka.
Lwiczka przecząco pokręciła głową.
-Bo jej nie dostaniemy. - powiedziały jednocześnie Elleine i Lyre.
-Właśnie dlatego że może nam zająć kilka tygodni. - dodała Elleine.
-Ale jeśli nie będzie nas tak długo, to czy nie będą nas szukać?
-Dalila już się tym zajęła. Rafiki wie o naszej wyprawie. Niechętnie, ale dał nam na nią zgodę. W razie czego poinformuje stado co się z nami dzieje.
-Obawiam się że król nie będzie zadowolony. - powiedziała Jija.
-Jakoś się wytłumaczymy. A może znajdziemy coś i nie będą się na nas gniewać?
-A jeśli odbiorą twojej siostrze tytuł następczymi?
-Nie, bo ja nie chcę, a poza tym przecież wybieram się z wami. Rodzice nie mają nikogo innego na jej miejsce. Zresztą uważam że przyszła królowa powinna znać także tereny poza granicami. Wiedzieć od kogo może się spodziewać ewentualnego ataku czy pomocy. No i mamy okazję dokładnie zbadać Złą Ziemię i Cmentarzysko.
-Słyszałam że kiedyś bałaś się tam chodzić.
-Bo Rune...był kiedyś inny. Nie lubił mnie i robił mi głupie kawały. Ale to było kiedyś. Teraz jestem prawie dorosła i wiem że mam większe szanse na poradzenie sobie. Poza tym mniej więcej wiemy już czego się spodziewać na tych terenach.
-A sępy na Cmentarzysku? Ich Dalila i Tau się chyba nie spodziewali.
-Ale my już będziemy się ich spodziewać.
-A zmieniając temat... - zaczęła Jija. - Kiedy Dalila zostanie królową...to co z twoim tytułem księżniczki?
-Nic, objęcie władzy przez moją siostrę nie będzie miało na to żadnego wpływu. Będę księżniczką do końca życia. Z tym że...w razie czego będę musiała zastąpić Dalilę i Tau. Jako najbliższa rodzina z królewskiej linii.
-W razie czego?
-W razie choroby uniemożliwiającej rządzenie lub dłuższej nieobecności. Także w razie śmierci, kiedy następca tronu jest zbyt mały by objąć tron po rodzicach. Mam tylko nadzieję że niedojdzie do sytuacji kiedy będę musiała ich zastąpić.
-A teraz? Gdyby obecnym władcom coś się stało?
-Wtedy moja siostra i Tau objęli by tron trochę wcześniej niż powinni i bez odpowiedniego przygotowania. A jeśli byłybyśmy młodsze, w sensie, nie byłybyśmy jeszcze nastolatkami, spadłoby to na Vitani.