wtorek, 31 maja 2016

16. "Miłość rośnie wokół nas..." cz.2

Poprzedniego dnia poszukiwania Dalili nie przyniosły efektu. Jednak nikt aż tak bardzo się nie martwił. Księżniczka umiała sobie poradzić. Nie było jej dobę i kilka godzin. Gdyby tydzień, już można by się martwić.
Nuru i Rune leżeli w cieniu nad wodopojem. W taki upał nic specjalnie nie chciało im się robić. Próbowali rozmawiać ale Nuru szybko zakończył rozpoczęty temat. W pewnym momencie Rune zauważył Jiję. Lwica podeszła do wody i zaczęła pić. Nie widziała ich. W pewnej chwili podniosła głowę, napotkała wzrok Nuru...i uciekła.
-A tej co...? - zdziwił się Rune. Spojrzał na brata. Nuru wpatrywał się w jakiś kamyk przed sobą.
-Hej - pomachał mu łapą przed oczami. - Co tam zobaczyłeś?
Nuru bez słowa wstał i odbiegł w tym samym kierunku co Jija przed chwilą. Rune zauważył jednak że brat zatrzymał się w pewnej chwili. Zaciekawiony zachowaniem Nuru, pokradł się bliżej.
-Ciekawe czy coś z tego wyjdzie. - mruknął do siebie, widząc Jiję leżącą w cieniu jednej z akacji i Nuru obserwującego ją zza krzaków. Podszedł bliżej już się nie kryjąc.
-No dalej, podejdź do niej. - szepnął na ucho bratu.
-Co?
Rune kiwnął głową w stronę lwicy.
-Na co czekasz? - uśmiechnął się.
Nuru wyszedł z ukrycia. Jija natychmiast go zauważyła i...znowu uciekła.
-Eh, nie będzie łatwo.
Nuru posłał mu groźne spojrzenie i poszedł za Jiją. Natomiast Rune postanowił się przejść. Nawet sam się dziwił że ma na to ochotę ale...co? Młody lew aż się wzdrygnął. W pierwszej chwili trochę się wystraszył. Eh, kiedy on się do tego przyzwyczai? Wyraźnie słyszał w głowie głos Dalili. Wołała go? Może lepiej to sprawdzić. Rune poszedł we "wskazanym" kierunku.
***
Głos wiódł go w stronę granicy z cmentarzyskiem. Co ona tam robi? Pomyślał. Szedł jednak posłusznie za głosem. Po dłuższej chwili dotarł do granicy. Dalila, gdy tylko go zobaczyła, podbiegła do niego.
-Nareszcie jesteś.
-Co wy tu właściwie robicie? Dalila, gdzie byłaś przez ostatnie dwa dni? I...
-Uspokój się - przerwała mu księżniczka. Spojrzała na Tau i powiedziała: - Pomożesz mam dojść do domu?
-Tak, ale...co mu się stało?
-Sępy.
-Co? Gdzie wy byliście?
-Spotkałam go na cmentarzysku. Mówił że poszedł mnie szukać...Wiesz może coś o obecności sępów na tym terenie?
-Pierwsze słyszę. Ich tu nigdy nie było. Nie wychodziły dotąd poza pustynię.
-Właśnie. Trzeba o tym powiedzieć mojemu ojcu. - Dalila podeszła do Taua.
-Musimy już wracać. Zaraz zajdzie słońce. Możesz wstać?
Tau bez słowa choć nie bez trudu podniósł się i oparł o bok lwicy która stała obok. Rune szedł z drugiej strony przyjaciela. Próbował się wypytywać, ale pozostała dwójka uparcie milczała. Więc po jakimś czasie dał za wygraną i również umilkł.
***
-Co wy robiliście za granicą?! - król nie był zachwycony tym co właśnie usłyszał.
-Ale ja tylko chciałam sama zapolować. Trafiłam tam przypadkowo. A Tau poszedł mnie tylko szukać. - broniła się księżniczka.
-I zaatakowały was sępy. - wtrącił Rune.
Dalila rzuciła mu karcące spojrzenie.
-Sama tak mówiłaś.
-Zaraz, - do rozmowy włączyła się Kiara. - gdzie te sępy były?
-Na cmentarzysku. Bały się mnie gdy usłyszały kim jestem.
-I mówiły że to jest ich teren. Od niedawna. - dodał Tau. Leżał w kącie groty ale słyszał każde słowo.
-Co tu się dzieje? - powiedziała cicho Kiara i wyszła na zewnątrz. Stanęła na czubku Lwiej Skały. Patrzyła na zachodzące słońce i ogromną równinę tonącą w mroku nadchodzącej nocy. Wszystko było takie spokojne. Ale lwicą targały złe przeczucia. Najpierw nieznany lew zabójca na teoretycznie niezamieszkanej Złej Ziemi. A teraz sępy na Cmentarzysku. Królowa nie wiedziała co o tym myśleć. Te ptaki zawsze siedziały na pustyni. Tak było za panowania jej ojca, dziadka i wcześniejszych władców.
-O czym myślisz? - usłyszała obok głos Kovu.
-O niczym...tylko te sępy...mam nadzieję że nie będziemy mieć przez nich jakichś kłopotów.
Para wspólnie patrzyła na swoje terytorium nie mówiąc już ani słowa.
***
W tym samym czasie w grocie, po wyjściu Kovu, Elleine podeszła do siostry. Szepnęła jej coś na ucho, po czym obie spojrzały w głąb jaskini. Tau i Rune także. Nuru i Jija rozmawiali o czymś ze sobą.
-I...? - spytał Tau, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi przyjaciołom.
-Nie myśl że nie widzę jak patrzysz na moją siostrę. - Elleine uśmiechnęła się zaczepnie.
Cała czwórka wybuchnęła śmiechem, zwracając uwagę reszty stada. Z tym że dorośli tylko na nich zerknęli i powrócili do wcześniejszych zajęć, natomiast Nuru i Jija spojrzeli na przyjaciół, po czym Nuru wyszedł z groty a Jija położyła się przodem do ściany. Po chwili do groty weszła Colie.
-Rune, co wy znowu nabroiliście? - spytała.
-?
-Prawie na mnie teraz wpadł. - wyjaśniła lwiczka.
-Był zły?
-Chyba nie.
Kilka godzin później, gdy całe stado już spało, Elleine podniosła głowę. Niebo było bezchmurne więc gwiazdy na nim były bardzo dobrze widoczne. Księżniczka nie mogła zasnąć. Wstała więc i usiadła w wejściu do jaskini. Nie miała pojęcia co się z nią dzieje, ale czegoś się bała. Czegoś bliżej nieokreślonego co, miała wrażenie, prędzej czy później nastąpi. Miała dziwne przeczucie że to nie skończy się dobrze. Że wynikną z tego kłopoty.
-Też nie możesz spać? - usłyszała nagle.
Odwróciła głowę. Obok niej siedziała Jija.
-Mam takie dziwne przeczucie...- księżniczka zwierzyła się przyjaciółce.  - Że wkrótce będziemy mieć kłopoty.
-Chodzi o te sępy?
-Nie wiem.
Przez chwilę obie siedziały w milczeniu. Było coś co ciekawiło Elleine przez cały wieczór, ale nie wiedziała jak zareaguje Jija na to pytanie. No cóż, jeśli chce się dowiedzieć, nie ma wyjścia.
-Jija... - zaczęła.
Lwiczka spojrzała na nią.
-Mogę cię o coś spytać?
-Tak. - Jija nie bardzo wiedziała o co chodzi księżniczce.
-Tylko mam prośbę: nie obraź się. O czym rozmawiałaś z Nuru dzisiaj wieczorem?
Jiję zaskoczyło to pytanie.
-Ja się nie obrażam o takie rzeczy, Elleine, co ci przyszło do głowy? - zaśmiała się.
-Na serio się pytam. Powiesz mi?
-Eee... - Jija spoważniała - A czemu chcesz wiedzieć?
-Bo zareagowaliście trochę dziwnie...wtedy.
-O niczym ważnym. - mruknęła tak cicho że Elleine ledwo ją usłyszała.

środa, 25 maja 2016

15. "Miłość rośnie wokół nas..." cz.1

Od przyjęcia do stada Jiji i Tau minęło sporo czasu. Zmieniło się wiele rzeczy. Przede wszystkim Elleine i Rune często widywano razem. Wszyscy czegoś się domyślali choć nikt o tym nie mówił. Wszystkich też dziwiło niecodzienne zachowanie Tau. Ten lew był na ogół spokojny, opanowany i raczej nieśmiały. A od niedawna...niemożna było przy nim powiedzieć niczego złego o Dalili, żeby mu się nie narazić. Jednak rzadko kiedy ktokolwiek widział tą dwójkę razem. Dalila codziennie chodziła na lekcje polowania razem z matką i Vivien.
***
Całe stado odpoczywało przy wodopoju. Brakowało tylko pary królewskiej, Vivien i Dalili. Reszta spała lub rozmawiała. Lyre podbiegła do swych przyjaciół i wskoczyła między księżniczkę i Rune.
-Cześć - przywitała się.
-Cześć - odparła Colie.
Lyre zauważyła że biała lwiczka znacząco na nią spojrzała i kiwnęła głową w bok. Gepardzica spojrzała we wskazanym kierunku i ledwo się powstrzymała żeby nie zwrócić na siebie zbytniej uwagi.
-Lyre, czy ty też masz zdolności? - spytała nagle Jija.
-Nie, a czemu pytasz?
-Właśnie o tym rozmawialiśmy. Po prostu byłam ciekawa.
-Aha,...a ty to masz?
-Pewnie. I mój brat też. Ja mam tak zwany "sokoli wzrok", wiesz, że mogę zobaczyć mysz, na przykład ze szczytu Lwiej Skały.
-A Tau?
-Jego nie parzy ogień.
-Widziałaś może Dalilę? - spytał nagle Tau. - Wyszła rano z królową i z Vivien i jeszcze ich nie ma.
-Pewnie zaraz wróci. - Elleine uprzedziła przyjaciółkę. - Wiesz jak to jest. Polowanie się pewnie przeciąga.
-Muszę się pochwalić. Mama świetnie nauczyła królową polowania. Teraz to dwie najlepsze lwice polujące. - wtrąciła Colie.
-Właśnie, a gdzie Timon i Pumba? - spytał Nuru. - Ostatni raz widziałem ich na krótko po tym jak Tau i Jija dołączyli do stada.
-Mówili że zamierzają wrócić do dżungli. - przypomniała mu siostra.
-Mam taki pomysł...chodźcie, poszukamy księżniczki. Skoro mówicie że wyszła rano a zaraz będzie wieczór...polowanie przecież nie trwa cały dzień, co?
-No, na ogół nie. - zgodziła się Jija. - Chodźcie.
***
Cała siódemka szła przez rozległe tereny Lwiej Ziemi, wypatrując kremowego futra księżniczki. Po dłuższym czasie bezowocnych poszukiwań przyjaciele postanowili się rozdzielić. Elleine i Rune poszli w kierunku wąwozu, Nuru zaproponował Jiji że pójdą razem w kierunku dżungli, natomiast Colie, Tau i Lyre ruszyli w kierunku baobabu Rafikiego. Może stary mandryl widział gdzieś Dalilę.
Niestety bez skutku. Gdy młode lwy wróciły na Lwią Skałę, Vivien, Kiara i Kovu już tam byli. Nie było natomiast księżniczki. Kiara powiedziała że jej córka około południa oddaliła się, mówiąc że teraz spróbuje sama. Od tej pory już nikt jej nie widział.
***
Gdy Dalila nie wróciła do rana, Tau postanowił jej poszukać jeszcze raz. Sam nie wiedział dlaczego w ogóle nie mógł spać tej nocy i bez przerwy myślał o księżniczce. Wymknął się więc z groty na krótko przed wschodem słońca i ruszył przed siebie. Było jeszcze ciemno i zwierzęta kopytne nie wyszły jeszcze na sawannę. Dookoła było pusto, głucho, ciemno i ani śladu lwicy. Do tego Tau zdawał sobie sprawę że nikt nie wie o jego wyprawie. Dużo ryzykował. W razie kłopotów nikt mu nie pomoże. Był sam. Szedł rozglądając się wkoło, w nadziei że gdzieś ujrzy księżniczkę. Dlaczego tak bardzo mu zależy żeby ją znaleźć?
W pewnym momencie lew zauważył że teren się zmienia. Trawa zaczęła ustępować miejsca gołej ziemi i porozrzucanym kościom. Widział to miejsce z daleka ale jeszcze nigdy tu nie był. Nie było tu za bardzo gościnnie. Ale trudno. Dalilę trzeba było znaleźć. Wbrew pozorom Tau nie zmieniał tak łatwo zdania. Umiał wytrwale dążyć do celu.
***
Zbliżało się południe. Tutaj upał dawał się we znaki jeszcze bardziej niż na Lwiej Ziemi. Głównie z powodu braku cienia i wody. Tau był wyczerpany po kilkugodzinnej wędrówce, do tego robiło się coraz bardziej gorąco. Przystanął przed jedną ze słoniowych czaszek. Z nieznanych powodów ziemia między jej kłami była chłodniejsza. Lew położył się między nimi i oparł pysk na łapach. Domyślał się że postój w takim miejscu nie może się dobrze skończyć, ale nie zamierzał przerwać poszukiwań a wolał odpocząć zanim zupełnie opadnie z sił. Wpatrywał się w odległy punkt przed sobą, nasłuchując każdego podejrzanego dźwięku.
***
Nie miał pojęcia jak długo tam leżał. Nagle obudził go ostry ból na grzbiecie. Z początku nie wiedział co się dzieje, ale po chwili zrozumiał. Otaczało go stado sępów. Zaraz, sępy?! Podobno ich tu nie powinno być. Ale ptaki były. Co najmniej sto osobników, ucieszonych obecnością samotnego lwa na ich terenie. Do tego miały mądrego przywódcę. Na wstępie zadał lwu porządny cios szponami w kark. Wiedział że to bardzo osłabi przeciwnika. Tau przekonał się o tym gdy próbował wstać. Ledwo miał siłę podnieść się na łapy a co dopiero odpierać ataki kilkudziesięciu wygłodniałych sępów. Na początku szło mu nieźle, ale przeszywający ból między łopatkami paraliżował jego ruchy, co pozwoliło ptakom na zadanie kolejnych ran.
***
Po kilku minutach Tau miał dość. Wszystko go bolało i nie wiedział ile jeszcze wytrzyma. A sępy nie miały zamiaru odpuścić. Ta walka już za bardzo się przeciągała. Lew wiedział że trzeba to jakoś zakończyć. Nie wiedział tylko jak. Te ptaki w ogóle się go nie bały. Nic ich nie odstraszało. I wtedy usłyszał ryk. Należał on do innego lwa i Tau natychmiast go rozpoznał. Dalila. Księżniczka zeskoczyła z czaszki i stanęła między przyjacielem a ptakami.
O dziwo na jej widok sępy jakby straciły cały zapał. Niektóre nawet próbowały się niepostrzeżenie wycofać.
-Wynoście się stąd! - warknęła.
-Ale...my tylko... - zaczął jeden z ptaków.
-Może wyjaśnię. - wtrącił się drugi. - Jestem przywódcą tej grupy. A ten lew, za tobą, wszedł na nasz teren. Znasz chyba prawo. On należy do nas.
-Od kiedy to jest wasz teren? - spytała księżniczka.
-Od niedawna.
-Dobrze. Powiem o tym mojemu ojcu. Ciekawe co on na to.
-On niema nic do gadania. Chyba że...
-Dalila, księżniczka Lwiej Ziemi.
-Ty jesteś księżniczką? To całkowicie zmienia postać rzeczy. Błagam! Nie mów nic królowi!
-Macie się stąd wynieść! Zrozumiano?!
-Już nas nie ma. - przywódca sępów wycofał się do swej grupy. - Chodźcie, z nimi lepiej nie zadzierać. - zwrócił się do pozostałych ptaków.
-Mam jedno pytanie. - odezwał się inny sęp. - Czy ten lew...jest ze stada?
-Tak.
Gdy sępy odleciały, księżniczka odwróciła się w kierunku przyjaciela.
-Co ci przyszło do głowy żeby tu przychodzić?! - spytała z wyrzutem. - Jak ty wyglądasz? Możesz wstać?
-Nic mi nie jest. - skłamał Tau, próbując wstać. Nie miał jednak na to sił.
-Skąd tu się wzięły sępy? - spytał.
-Nie wiem. Pierwszy raz je tu widzę. Trochę się zdziwiłam że się mnie bały, ale...
Tau znów spróbował wstać. I znowu łapy się pod nim ugięły.
Dalila obrzuciła go badawczym spojrzeniem. Tau miał liczne zadrapania na całym ciele i jedną głęboką ranę między łopatkami.
-Sprytne są. - mruknęła do siebie.
Zbliżyła się do lwa i otarła się o niego.
-Leż i odpoczywaj. Potem wrócimy do domu.
-Gzie ty byłaś wczoraj cały dzień?
-Do południa na lekcji polowania.
-A później?
-Później? Eeee...chciałam pobyć sama. A ty, zgaduję że wyszedłeś mnie szukać i cię te ptaki napadły?
-No, tak.
-I nikt ze stada nie ma pojęcia o tej wyprawie?
-Eee...nikt.
-Rozumiem że chciałeś mnie znaleźć, ale... - Dalila spuściła wzrok.
-"Ale", co?
-Nie wiem czy potrafiłabym znieść myśl że coś ci się stało.
-No i masz odpowiedź. Ja tak samo. - Tau uśmiechnął się słabo. - A co jeśli one tu wrócą? - spytał po chwili. - Lepiej stąd iść.
W oczach księżniczki pojawił się cień strachu gdy Tau usiłował wstać. Tym razem udało mu się, ale ledwo szedł. Na szczęście lub nieszczęście nikogo nie spotkali po drodze. Aż do granicy, gdzie Dalila się uparła by jej towarzysz chwilę odpoczął. W końcu byli już na terytorium jej ojca. Zbliżał się wieczór. Lwy nie rozmawiały ze sobą. Dalila siedziała kilka kroków dalej.

piątek, 20 maja 2016

14. Tau i Jija

Młode lwy postanowiły pokazać Tau i Jiji Lwią Ziemię z innej perspektywy niż nowi członkowie stada widzieli ją dotychczas. Mieli też nadzieję że dowiedzą się czegoś o nich. Oczywiście rodzeństwo musiało opowiedzieć swoją historię by Kovu i Kiara mogli przyjąć ich do stada. Ale oni chcieli to usłyszeć od Taua i Jiji.
Szybko się okazało że obydwoje niechętnie mówią o swojej przeszłości. O ile Jija dość szybko zaprzyjaźniła się z innymi, a szczególnie z Elleine, o tyle Tau trzymał się z boku.
Cała siódemka siedziała nad rzeką oddzielającą Złą Ziemię od Lwiej. Był południowy upał więc przyszli tutaj. Nad wodopojem byli dorośli i Colie uparła się żeby przyjść nad rzekę. Nikt jakoś nie mógł znaleźć tematu do rozmowy więc biała lwiczka postanowiła zacząć:
-Wiecie co jest po drugiej stronie tej rzeki? - spytała.
-Sucha ziemia na której nic nie rośnie. - odparła Jija.
-No tak, ale...zgadnijcie kogo my tam kiedyś spotkaliśmy.
-Colie, - wtrącił się Rune - jego już tam pewnie od dawna nie ma. Fakt, wyglądał na podejrzanego...
-Ale był miły. - przerwała mu Dalila.
-...ale mówił że będzie tam tylko przez jakiś czas. - dokończył lewek.
-Kto to był? - zainteresował się Tau.
-Taki jeden lew. - wyjaśnił Nuru. - Spotkaliśmy go tam przypadkowo. Wydawał się miły. Powiedział że jest tu tylko przez jakiś czas i prosił żebyśmy nikomu o nim nie mówili.
-Dlaczego? - spytała Jija.
-Nie wiem.
Na tym rozmowa się urwała.
-Jak on wyglądał? - spytała Jija po dłuższej chwili.
-Kto?
-No, ten lew.
-Yyy...miał brązowo-fioletową grzywę, ciemnopomarańczowe futro i czerwone oczy. I jeszcze jakieś ciemniejsze plamy na przednich łapach.
Tau i Jija wymienili spojrzenia. W ich oczach na ułamek sekundy pojawiło się przerażenie które próbowali ukryć. Jednak Dalila to zauważyła.
-Znacie go? - spytała.
Nie odpowiedzieli.
-Nie chcemy do tego wracać. - powiedziała cicho Jija. - Minęło już sporo czasu ale rany wciąż są świeże. On jest bardzo niebezpieczny. Nie wiemy gdzie jest, odkąd mu uciekliśmy, ale jeżeli trafi w pobliże Lwiej Ziemi, całe stado może mieć poważne kłopoty.
-Jak się nazywa? - spytał Nuru.
-Nigdy nie mówił. Chyba nie chce żeby inni za szybko go znaleźli. I proszę, nie wracajcie do tego tematu. - odparła Jija i odeszła kawałek dalej.
Nuru rozejrzał się po pozostałych. O Tau i Jiji wiadomo było tylko tyle że ich rodzice zostali zabici przez jakiegoś tajemniczego lwa. Tylko dlaczego oni byli tacy wystraszeni gdy usłyszeli jak wyglądał lew którego on spotkał razem z rodzeństwem i księżniczkami na Złej Ziemi?
Tau podszedł do siostry. Chwilę rozmawiali tak cicho że reszta nic nie usłyszała. Potem Jija powiodła wzrokiem po pozostałych i powiedziała:
-Lew który zabił naszych rodziców, porwał nas i więził praktycznie przez całe dzieciństwo, wyglądał właśnie tak, jak ten którego spotkaliście na Złej Ziemi. Kolor grzywy, sierści i oczu całkowicie się zgadza. Nawet te plamy na przednich łapach.
-Sugerujesz że to ten sam? - spytała Dalila.
-Niewykluczone. - odparł Tau. - Chyba że ma brata bliźniaka.
-Dorośli o tym wiedzą? - spytała Jija.
-Nie.
-Tylko mama wie jak wyglądał ten lew. - wtrąciła Colie.
-Skąd? - zdziwił się Rune. - Tylko my tam wtedy byliśmy.
-Powiedziałam jej.
-Chyba nie tak się umawialiśmy?
-Po prostu uważałam że ktoś dorosły powinien o tym wiedzieć.
-Dobra, to nie jest teraz najważniejsze. - przerwał im Nuru. Po chwili zwrócił się do pozostałych - Zrobimy tak: my powiemy dorosłym o tym że dwa razy spotkaliśmy tego lwa. Raz, wtedy, gdy widzieliśmy tą walkę, a drugi raz na Złej Ziemi. Podamy jego wygląd. A wy opowiecie swoją historię. Może wyjaśni się parę rzeczy i w razie czego ten lew nas nie zaskoczy. Są jakieś pytania?
-Tak, możesz dokładniej powiedzieć kiedy widzieliście go pierwszy raz? - spytała Jija.
-Tak. Były dwa lwy i lwica. I ten właśnie podejrzany zabrał dwa lwiątka.
-Czyli wtedy gdy zabił mamę i tatę.
***
Gdy po ogłoszeniu przez króla zebrania, na Lwiej Skale zgromadziły się wszystkie lwy oraz zwierzęta mające szczególne uprawnienia Dalila powiedziała:
-Chcielibyśmy powiedzieć wam coś bardzo ważnego. Ja oraz moi przyjaciele parę razy spotkaliśmy podejrzanego lwa w pobliżu Lwiej Ziemi. Miał on brązowo-fioletową grzywę, ciemnopomarańczowe futro i czerwone oczy oraz ciemniejsze plamy na przednich łapach. Co więcej, taki sam lew zabił rodziców Jiji i Tau. Ostatnio widzieliśmy go na... - księżniczka zerknęła na rodziców - ...Złej Ziemi. Pierwszy raz widzieliśmy go gdy zabił...Jija, jak oni się nazywali?
-Sharon i Soraja.
-...Sharona i Soraję. Natomiast drugi raz właśnie na Złej Ziemi. Wydawał się miły i prosił żeby nikomu o nim nie wspominać bo on i tak zaraz stamtąd odejdzie. Tylko moim zdaniem za bardzo się wypytywał.
-I nie chciał powiedzieć jak ma na imię. - wtrącił Rune.
-Teraz wy. - szepnęła Elleine do Tau i Jiji.
-Urodziliśmy się na obrzeżach Lwiej Ziemi. - zaczął opowieść Tau. - Byliśmy szczęśliwą rodziną. Pewnego dnia właśnie wyżej opisany lew zaatakował i mocno poranił mamę. Taty nie było wtedy w domu. Gdy wrócił, rodzice postanowili się przenieść jak tylko mama wyzdrowieje. Ale podczas podróży ten sam lew znowu nas zaatakował. Ponownie poranił mamę i oddalił się. Nie na długo, jak się później okazało. Cały czas nas śledził. Do czasu gdy chyba mu się to znudziło bo w pewnym momencie zaczął nas ścigać. Gdy nas dogonił rodzice kazali nam się schować. Nie mieli z nim szans. Mama była zbyt osłabiona a ten lew był silniejszy od taty. Walka nie trwała długo. Gdy lew nas zobaczył, myśleliśmy że nas też zabije. Ale było o wiele gorzej. Zabrał nas i uwięził w środku dżungli, w jakiejś jamie. Często gdzieś znikał; czasem nie było go kilka godzin, czasem kilka dni. Wyjście było w takim miejscu że nie mogliśmy się do niego dostać. Za każdym razem gdy wychodził, wymyślaliśmy jak mu uciec. I w końcu nam się to udało. Błąkaliśmy się po świecie dość długo, aż wreszcie na pewnej ziemi spotkaliśmy lwicę, która przedstawiła się jako Vitani i zaprowadziła nas tutaj. Nie widzieliśmy tego lwa od chwili naszej ucieczki i nie wiemy gdzie może być teraz. Ale wiemy jedno: jest bardzo niebezpieczny, podstępny i nieobliczalny. Najmądrzejszych potrafi wywieźć w pole.
-Ale to ostatnie to tylko słyszeliśmy od innych. - uściśliła Jija.
Siedem nastoletnich lwów patrzyło na dorosłych, czekając aż ktoś coś powie. Ale widocznie wszystkich ta sprawa przerosła bo milczenie się przedłużało. Wszyscy nagle pojęli parę ważnych spraw. Opowieść młodych rzucała światło na tyle zagadek dręczących niejednego lwa. Nadal jednak pozostawało kilka pytań bez odpowiedzi. Na przykład, gdzie ten lew teraz jest? Co knuje? Jakie powody nim kierują? Czy niema ukrytych wspólników, czy może działa sam? Co chce osiągnąć? Dlaczego zabił Sharona i Soraję? Dlaczego porwał i uwięził Tau i Jiję?
Te pytania musiały poczekać. Kovu poinformował zebranych że jeśli ktoś zobaczy tego lwa, ma obowiązek donieść o tym władcom.

środa, 11 maja 2016

13. Przybycia i odejścia

-Poznaliście już Lyre?! - było jeszcze ciemno gdy Colie wpadła do groty na Lwiej Skale, budząc braci. - Ja i księżniczki właśnie od niej wracamy.
-Poczekaj z tym. - ziewnął Rune zerkając w stronę wyjścia. - Jeszcze nawet nie wzeszło słońce a ty nas budzisz.
Colie podeszła bliżej do brata.
-Po pierwsze: słońce zaraz wzejdzie. Po drugie: jesteś strasznym leniem, a po trzecie: uważam że powinniście ją poznać.
-Ja nie słyszałem o żadnej Lyre. - wtrącił Nuru.
-Gepard któremu wolno w każdej chwili wejść na Lwią Skałę. Gdzieście byli gdy król o tym mówił?
-Aaa, to ta. - przypomniał sobie Nuru.
Colie przewróciła oczami.
-Wstawaj!! - krzyknęła po chwili, widząc że Rune układa się z powrotem do snu. Gdy to nie poskutkowało skoczyła na brata gryząc go w ucho.
-Ała! Puść mnie! - wrzasnął lewek.
-Puszczę cię jak wstaniesz.
-Przy tobie się nie da spać.
-Co wy wyprawiacie?
Cała trójka spojrzała w kierunku z którego padło pytanie. W wejściu stała Elleine.
Rune natychmiast uwolnił ucho z zębów siostry i usiadł pod ścianą.
-Ja? Nic. - odparł - To nie jest śmieszne, Nuru. - warknął na brata.
-Przecież się nie śmieję. A swoją drogą...żałuj że nie widziałeś swojej miny gdy Colie trzymała cię za ucho a tu wchodzi Elleine. Bezcenne.
-Może pójdziecie z nami na spacer? - spytała Elleine. - Colie, miałaś tylko ich obudzić.
-Właśnie to robię. - odparła lwiczka ponownie łapiąc Rune za ucho.
-Zostaw. Umiem chodzić. - Rune udało się uciec siostrze.
Podszedł do księżniczki i szepnął jej coś na ucho po czym wyszedł z groty. Elleine ruszyła za nim zerkając czy Nuru i Colie też idą.
Gdy wszyscy byli za zewnątrz, Rune spytał:
-A gdzie Dalila?
-Przy wodopoju, razem z Lyre. - odparła Colie. - Co ty się tak śmiejesz? - zwróciła się do Nuru.
-Nic, nic. - lewek próbował ukryć uśmieszek cisnący mu się na pysk. - Chodźmy już.
Pobiegł przodem. Po chwili dołączyła do niego siostra, zostawiając w tyle pozostałą dwójkę.
-Powiesz mi co cię tak śmieszy? - spytała w pewnej chwili.
Nuru obejrzał się na brata i przyjaciółkę.
-Popatrz na nich. Nic nie widzisz?
-Nic, oprócz dwóch lwów które całą drogę rozmawiają i bez przerwy zerkają na siebie gdy są w pobliżu.
-No właśnie.
-?
-Naprawdę nie zauważyłaś że oboje zachowują się inaczej razem niż jak są osobno?
-?
-Coś tu się święci. - Nuru zrobił tajemniczą minę. - Nie mów że nic nie zauważyłaś.
-Myślisz że oni...?
-Tak.
-Nie możliwe. Przecież oni się kiedyś nie znosili.
-Kiedyś. A teraz?
Colie obejrzała się. Rzeczywiście, Nuru miał rację. Gdy Colie napotkała wzrok księżniczki, ta wbiła wzrok w ziemię. Rune coś do niej szepnął a Elleine przytuliła się do niego.
***
Nie doszli jeszcze do wodopoju, gdy podbiegła do nich Dalila.
-Co tak długo? - spytała.
-Trochę mi zajęło obudzenie Rune. Wiesz jaki on jest.
-Wiem. - uśmiechnęła się księżniczka. - Ooo, no, doszliście wreszcie. - zwróciła się do Rune i Elleine którzy właśnie do nich dołączyli. - Widzę że... - puściła oko do siostry.
-To jest Lyre. - Elleine przedstawiła gepardzicę, udając że nie słyszy uwagi siostry.
-Cześć. - podeszła do nich Lyre.
-Z drooogiiii!!! - usłyszeli nagle. Prosto na nich pędzili Timon i Pumba.
Cała szóstka odskoczyła na bok w ostatniej chwili.
-Co się stało? - spytała Dalila, ale zagłuszył ją wrzask Pumby.
Lwy i Lyre pobiegły więc za przyjaciółmi.
-Co się stało? - ponowiła pytanie Dalila.
-Goni nas ogromne stado antylop! - wyjaśnił Timon.
-Antylop? - Rune obejrzał się. - Nie widzę ani jednej.
-Kiarze i Vivien coś nie wyszło w polowaniu. - powiedział Pumba.
Colie kątem oka zauważyła stado kopytnych biegnące kilkanaście metrów obok nich.
-Hej, stójcie! - zawołała - Stado skręciło z drogi. Nie musicie już przed nim uciekać.
Pumba zatrzymał się. Pozostali zrobili to samo.
-Lyre, jak sądzę. - powiedział Timon, zeskakując z grzbietu Pumby.
-Tak. - odparła gepardzica.
-A właśnie, ja i Pumba zamierzamy wrócić do dżungli. Została tam moja rodzina. - powiedział Timon. - Będziemy was odwiedzać ale moja mama ciągle nalega żebyśmy wrócili.
-No cóż, to wasza decyzja. - odparła Dalila. - Nikt nie będzie was zatrzymywał. - księżniczka wbiła wzrok w ziemię.
-Ale jeszcze nie w tej chwili. - dodał Pumba - Dopiero za jakiś czas.
-Tak, - dodał Timon - hej, a może opowiedziałabyś coś o sobie, co Lyre?
-Eee...to nic ciekawego. Na pewno nie będziecie chcieli słuchać.
-Skąd możesz to wiedzieć? Przynajmniej spróbuj. - zachęcił ją Rune.
-Nie, wolałabym o tym nie mówić.
-Dlaczego?
Gepardzica milczała. Pozostali spoglądali na nią wyczekująco. Po kilku minutach Dalila przerwała ciszę.
-Słuchajcie, - powiedziała - jeśli nie chce mówić to nie ma sensu jej zmuszać. Chodźmy lepiej gdzieś się przejść.
Wszyscy się zgodzili i ruszyli przed siebie. Ale Rune i Elleine byli zajęci sobą nawzajem, nie interesowało ich to co się działo na około i nie bardzo dało się z nimi rozmawiać. Nuru, Colie i Dalila gadali z Timonem i Pumbą a Lyre szła kilka kroków na przodzie i mimo licznych zachęt nie brała udziału w dosyć luźnej rozmowie. Tylko ona jedna obserwowała otoczenie. Szli przez sawannę, zbliżało się już południe i zaczynała się najgorętsza część dnia. Ale całej ósemce nie przeszkadzał nadchodzący skwar. Po jakimś czasie Lyre znacznie wyprzedziła przyjaciół. Zostali kilkanaście metrów w tyle. Gepardzica szła przed siebie gdy nagle coś przykuło jej uwagę. Pośród złotej trawy mignęło jej coś ciemnobrązowego. Nie miała pojęcia co to ani nawet czy przypadkiem nie ma omamów z tego upału. Spojrzała uważniej w tamto miejsce ale niczego nie zobaczyła. "Pewnie mi się przywidziało" pomyślała. Pozostali także nic nie zobaczyli.
***
Dopiero wieczorem wrócili na Lwią Skałę. Już z daleka zauważyli że panuje na niej większy ruch niż zwykle więc przyspieszyli kroku. Dalila pierwsza wbiegła na Skałę ale szybko się cofnęła widząc dwa obce lwy. Do córki podeszła królowa.
-Nie bójcie się. - Kiara uspokoiła młode lwy. - Wiecie kim oni są? - wskazała na dwójkę nastolatków. Lwica była ciemnobrązowa i miała błękitne oczy. Wyglądała na miłą i pewną siebie, chociaż teraz była trochę wystraszona i chyba zmęczona. Siedziała pod ścianą, częściowo schowana za towarzyszem i uważnie każdemu się przyglądała. Lew natomiast był w tym samym wieku co lwica. Miał on ciemnozłote futro i takie same jak lwica, błękitne oczy. To właśnie to podobieństwo kazało Dalili przypuszczać że tą dwójkę łączy jakieś pokrewieństwo.
-Są dziećmi Sharona. - wyjaśniła władczymi - To był przyjaciel Vivien. Zabił go jakiś obcy lew którego mało kto z nas widział. Kovu obiecał mu że przyjmie do stada jego dzieci. Oto one. Tau i Jija. Na razie niech odpoczną a rano pokarzecie im co i jak. Zgoda?
Lwy pokiwały głowami na znak zgody. Dalila zobaczyła jak Vivien wprowadza przybyszów do głównej groty.

czwartek, 5 maja 2016

12. Zachodzą zmiany

Tego dnia Kovu siedział na czubku Lwiej Skały i patrzył na swe królestwo. Na pozór wszystko było w jak najlepszym porządku. Stada roślinożerców pasły się spokojnie na sawannie, jego stado odpoczywało z tyłu Lwiej Skały a już nastoletnie lwiątka siedziały nad wodopojem. Właśnie, lwiątka. Jeszcze nie tak dawno były małe a dzisiaj...prawie dorosłe. Każdy w stadzie zdążył zauważyć że Rune i Elleine się nie lubią. Co od jakiegoś czasu się zmieniło. Teraz praktycznie nie odstępowali się na krok. Dalila zapowiadała się na wspaniałą królową. Była mądra i dobra. Był jednak mały problem: po ostatniej rozmowie z nią król wywnioskował że lwiczka nie ma partnera. Ale z drugiej strony...był jeszcze czas. Dużo się jeszcze mogło zmienić.
-Piękny dzień, prawda?
Kovu obejrzał się. Kilka kroków za nim stał Kami.
-Taak.
Dłuższy czas siedzieli oboje w milczeniu. Nagle coś przykuło uwagę Kami.
-Widzisz tam? - odezwał się w pewnej chwili. - Niebo nad dżunglą jest chyba ciemniejsze niż gdzie indziej.
Król spojrzał we wskazanym kierunku.
-Rzeczywiście. Nie podoba mi się to. Lepiej sprawdzić.
Podniósł się i zbiegł z Lwiej Skały.
-Zaczekaj! - zawołał za nim Kami, doganiając przyjaciela. - Pójdę z tobą.
Oba lwy podążyły w kierunku dżungli. Niebo rzeczywiście z każdą chwilą coraz bardziej ciemniało. "Czyżby zanosiło się na burzę?" - pomyślał Kovu.
***
Tym czasem w dżungli...
-Dzieci, wracajcie szybko do domu. Zanosi się na burzę. - gepardzica wołała swe nastoletnie młode.
-Dobrze mamo, zaraz wrócimy! - odkrzyknęło jedno z młodych. - Chodź, pójdziemy nad rzekę. - zwróciło się do siostry.
-No nie wiem... - odparło drugie młode. - Lyre, wracajmy do domu. Rzeka nie jest bezpiecznym miejscem, szczególnie podczas burzy.
-Kyla, jak się boisz to nie musisz iść ze mną.
-Uff, to dobrze. Bo już myślałam...
-Najwyżej pójdę sama.
-Co?! Lyre, nie możesz. Zginiesz. A poza tym wiesz że nie mieszkamy tu na stałe. Co będzie jeśli trzeba będzie się przenieść a ty znikniesz na parę dni nic nikomu nie mówiąc? Później możesz nas nie znaleźć. Proszę cię, nie oddalaj się bez wiedzy mamy.
Lyre słuchała siostry jednym uchem. Gdy ta skończyła, odarła:
-Jestem prawie dorosła...
-No właśnie. PRAWIE, nie już.
-...i pozwól że ja sama podejmę decyzję gdzie teraz pójdę. A pójdę nad rzekę.
-Ale...
-Nic mi się nie stanie.
Lyre odbiegła w kierunku rzeki, zostawiając wystraszoną siostrę. Po drodze zaczęło lać więc postanowiła poszukać suchej kryjówki. Której jak na złość nigdzie nie było. Biegła rozglądając się na boki i nie patrząc gdzie stawia łapy. Więc gdy w pewnej chwili poślizgnęła się na błocie i zawisła na krawędzi urwiska, wiedziała że sama jest sobie winna. Spojrzała w dół. Zwykle spokojna rzeka zdążyła zamienić się już w rwący potok. Próbowała wejść z powrotem ale błotnisty brzeg dosłownie usuwał się jej spod łap. Do tego kamienie o które zaczepiła pazury, robiły się śliskie. Młodej gepardzicy nie zostało wiele czasu. Szybko pożałowała swojej decyzji.
Nie wiedziała ile czasu minęło. Wiedziała tylko że zaraz spadnie. Nie miała już siły dłużej się utrzymać. Ostatnim desperackim ruchem spróbowała podciągnąć się do góry...i wtedy...pazury ześlizgnęły się z kamieni i Lyre spadła do rzeki.
***
Tymczasem dwaj przyjaciele zostali zaskoczeni przez deszcz w samym środku dżungli. Na domiar złego obaj wiedzieli że się tu zgubili, chociaż żaden nie chciał się do tego przyznać. Sami nie wiedzieli jak to możliwe ale nie mieli pojęcia w którą stronę wrócić. Całą sytuację pogarszała ulewa i brak jakiejkolwiek kryjówki. "Aż dziwne - myślał Kami - ogromna dżungla i nie można znaleźć żadnej kryjówki przed deszczem."
Błądzili po lesie już dłuższy czas gdy nagle Kovu coś zauważył. Dwa lwy podeszły bliżej. Kami aż zachłysnął się powietrzem ze zdziwienia.
-Nieprzytomny gepard w środku dżungli? O ile wiem one żyją na sawannie.
Kovu nie odpowiedział. Podszedł do nieznajomej i spróbował ją ocucić. Po kilku nieudanych próbach gepardzica otworzyła oczy.
-Co się stało? - spytał Kovu gdy wbiła w niego nieco wystraszone spojrzenie.
-Co robią w dżungli lwy? - odparła jakby nie słysząc zadanego jej pytania.
-O tym później. - nie ustępował król.
-No więc...nie chcę wracać do mojej rodziny. Nie pytajcie dlaczego. Od dawna szukam sposobności na ucieczkę i chyba wreszcie mi się udało. A wy? Mogę wiedzieć co wy tu robicie?
-Wracamy do domu. - odparł Kami.
-A konkretnie?
Lwy wymieniły spojrzenia. Nie wiedzieli czy mogą jej zaufać. Kovu postanowił zaryzykować.
-Na Lwią Ziemię. - powiedział.
-Na Lwią Ziemię? Też idę w tamtym kierunku. Mogłabym się z wami zabrać?
***
Na skraju dżungli spotkali dwie wystraszone lwice. Obie od razu podbiegły do lwów, jednak zaraz cofnęły się widząc obcego geparda.
-Tato, co się stało? - spytała Dalila.
-Chodźmy na Lwią Skałę. Po drodze wam opowiemy. - odparł król.
Colie i Dalila w drodze dowiedziały się o wszystkim.
-Więc może zamieszkać na Lwiej Ziemi. Przy okazji będzie pełniła rolę zwiadowcy. - zakończył relację Kami.
Colie obrzuciła gepardzicę nieufnym spojrzeniem.
-Czemu nie chcesz mówić dlaczego uciekłaś od rodziny? - spytała.
-Bo nikt nie traktuje mnie poważnie. - odparła Lyre. W jej głosie pobrzmiewała nutka irytacji.
Dalila nie wtrącała się w rozmowę. Widziała w głowie jakieś mgliste postacie. Zapewne matka i siostra młodej gepardzicy. Wydawało się że we trójkę były szczęśliwą rodziną. A jednak Lyre postanowiła uciec i najwyraźniej głęboko skrywała wspomnienia z przeszłości. Chyba nawet usiłowała o nich zapomnieć, bo księżniczka nie zdołała zobaczyć niczego więcej.
Potem gdy władcy ogłosili Lyre jako pełnoprawną mieszkankę Lwiej Ziemi, stado przyjęło wiadomość jak coś naturalnego. W końcu na tych terenach było dużo gepardów. Jednak tylko Lyre mogła w każdej chwili i bez pytania wejść na Lwią Skałę.
**************************************************************
Wiem, rozdział trochę spóźniony. Nie miałam ani internetu ani...no cóż rozdział wyszedł zupełnie inny niż planowałam. Na poprzednią wersję nie bardzo miałam pomysł. Teraz pojawi się jeszcze (oprócz Lyre) kilka nowych postaci. Dwie też wkrótce odejdą. Czy na stałe czy tymczasowo, nie wiem jeszcze. Być może na stałe.