wtorek, 13 września 2016

27. Ponowne spotkanie

Od powrotu z wyprawy minęło już sporo czasu. Od dawna na Lwiej Ziemi było cicho i spokojnie. Zdaniem Jiji - z spokojnie. Najgorsze było to że mieli wrogów, ale nie mieli pojęcia gdzie ci wrogowie obecnie przebywają.
Tego ranka Jija obudziła się wyjątkowo wcześnie. Korzystając z tego że reszta stada nadal spała, postanowiła wyjść na samotny spacer. Po cichu wstała i ostrożnie, żeby nikogo nie obudzić poszła w kierunku wyjścia.
Szła wolno przez sawannę, pozwalając by pierwsze promienie słońca grzały jej grzbiet. Była szczęśliwa. Sama nie wiedziała dlaczego; po prostu miała dzisiaj dobry humor. Nagle stanęła, wpatrując się w punkt daleko przed sobą. Czyżby to był...? Nie, niemożliwe. Lwica podeszła bliżej. Teraz rozpoznała. Jej dobry nastrój prysł. Wycofała się powoli w kierunku Lwiej Skały, w nadziei że pozostała niezauważona.
Spieszyła się tak bardzo że nie zauważyła wołającego ją brata. Ten ją dogonił i zatrzymał.
-Co się stało? - spytał.
-On tu jest.
-Kto?
-Jest król?
-Tak, na Lwiej Skale.
-Na Lwiej Ziemi jest ten sam lew, który zabił naszych rodziców.
-Co?! Jesteś pewna że to on?
-Tak.
-Szybko!
Rodzeństwo pobiegło na Lwią Skałę.
Gdy Kovu usłyszał wieści, natychmiast zebrał całe stado i poszedł w kierunku wskazanym przez Jiję.
-To on. - Colie rozpoznała lwa, którego spotkali niegdyś na Złej Ziemi.
On też ich najwidoczniej rozpoznał bo uśmiechnął się. Dalila odpowiedziała mu warczeniem.
-Co tu robisz? - spytał Kovu oficjalnym tonem.
Przybysz milczał.
-Kim jesteś?
Znowu milczenie.
-Skąd pochodzisz?
Nieznajomy nie odpowiedział.
-Jesteś niemową? Gdy widzieliśmy cię ostatnio, umiałeś mówić. - spytała złośliwie Dalila.
-Nie rozmawiam z tobą, więc się nie odzywaj! - warknął tamten.
-Jeśli jeszcze raz obrazisz kogoś z tego stada, pożałujesz! - ostrzegł Kovu. - Odpowiadaj na moje pytania! - rozkazał.
-No dobrze, skoro tak bardzo chcesz to mogę odpowiedzieć.
-Nie przeginaj! - Kovu zaczynał tracić cierpliwość.
-No dobrze, więc eee...
Kovu zawarczał.
-Jestem lwem, jak zresztą widać, no chyba że są tu ślepi...
-I nie próbuj kłamać. - przerwał mu Kami, który również zaczynał tracić cierpliwość. - Wiadomo że jesteś lwem. Królowi nie chodziło o to.
-Wiem o tym doskonale. - odparł nieznajomy przymilnym tonem.
Odpowiedziało mu głuche warczenie Lwioziemców.
-Pochodzę z daleka i przyszedłem tu na wycieczkę. Pasuje wam taka odpowiedź?
-Nie!!
-Skoro nie, to ja już pójdę. - lew odwrócił się i zrobił parę kroków, oddalając się od Kovu i reszty. Jednak nagle się zatrzymał, odwrócił głowę w ich stronę i powiedział:
-Teraz odchodzę ale nie myślcie że tu nie wrócę. O nie, zrobię to z przyjemnością. Moja zemsta będzie straszna.
-Kpisz czy o drogę pytasz? - zawołała za nim Jija.
-A może szukasz kłopotów? - Elleine wzięła przykład z przyjaciółki.
Lew zignorował obie lwice i oddalił się w sobie tylko znanym kierunku.
-O co mu właściwie chodziło? - spytała Vivien.
-Nie mam pojęcia, ale jeśli pokaże się tu jeszcze raz, to coś mi się wydaje, że porządnie oberwie. - odparła Vitani.
***
W tym samym czasie Lyre spacerowała przy granicy z Cmentarzyskiem. Wiedziała że dorośli nie gniewają się już że ona i lwiątka wybrali się w podróż i nie powiedzieli o tym. Chętnie poszła by na Lwią Skałę i wyciągnęła przyjaciół z domu, ale od rana panował tam większy ruch niż zwykle. Gepardzica uznała więc że nie lubi zamieszania i spędziła ten dzień sama. Po prawej stronie miała Lwią Ziemię, a po lewej - Cmentarzysko. Było opuszczone ale mimo to coś przykuło uwagę kocicy. Podeszła bliżej by sprawdzić czy dobrze widziała. Na cmentarzysku, gdzie nie było nawet trawy, rósł kwiat. Mały niepozorny kwiatuszek o drobnym kwiatostanie i krótkiej łodyżce. Miał on czarne płatki w kształcie trójkątów oraz fioletowy środek. Liście i łodygę pokrywał drobny meszek.
Lyre wydało się to podejrzane i nawet nie próbowała dotknąć tego kwiatu. Zwłaszcza że nie pachniał ładnie taj jak inne kwiaty. Nie miał w ogóle zapachu!
Pobiegła do Rafikiego i powiedziała mu o swoim znalezisku. Ale mandryl też nigdy nie widział takiego kwiatu. Nie dowierzał też że może on rosnąć na cmentarzysku, skąd nawet muchy się wyniosły. Lyre postanowiła więc nikomu więcej o tym nie wspominać. Skoro wszechwiedząca małpa nigdy o czymś takim nie słyszała, to jej przyjaciele tym bardziej nie.

1 komentarz:

  1. Hejka c:
    No no, ciekawa jestem, co też knuje ten tajemniczy przybysz. Musi być naprawdę silny (albo wyjątkowo pewny siebie), że nie boi się ataku ze strony samego króla wraz ze stadem. I ten kwiatek! Pojawił się tak nagle, niespodziewanie i znikąd - musi mieć jakieś dodatkowe znaczenie i jestem niezmiernie ciekawa, jakie :D
    Pozdrawiam! ~ EvilRay

    OdpowiedzUsuń