niedziela, 23 października 2016

32. Wróg się jednoczy

Lyre siedziała u siebie, u podnóży dżungli. Piękne ustronne miejsce. Skalna grota częściowo osłonięta drzewami, a niedaleko małe jeziorko. Trochę jakby oaza pomiędzy sawanną i dżunglą.
Tym razem gepardzica była na bieżąco ze sprawami Lwiej Ziemi. Jej zdaniem Tau i Dalila mieli trudny początek panowania. W chwili przejęcia tronu byli jeszcze dziećmi, a tu już na wstępie ten Zagus. Nie znała go zbyt dobrze i nie miała do niego zaufania. Ale...z drugiej strony, już od wielu miesięcy siedział cicho na Złej Ziemi i się jak dotąd nie wychylał. Może przestraszył się że odkąd władcy są dorośli, nie każdy jego plan może się udać.
Lyre wyszła ze swojej groty i położyła się na kamieniu przy jeziorku. Spojrzała w wodę. Widziała doskonale, była dobrym obserwatorem. Widziała ale nic nie mówiła. Że Rune i Elleine coś łączy, to każdy od dawna się domyślał. Lyre zauważyła też że Nuru i Jija także nieoficjalnie są parą od dłuższego czasu. A Colie tylko to potwierdziła. Lwiczka wyznała jej też że ona nie szuka partnera, bo po pierwsze, żadnego jeszcze nie znalazła, a po drugie, nie wie czy chce. Ale może kiedyś, jak się jakiś trafi?...
Zmieniając temat, Jija, Colie i Elleine, z Dalilą na czele jako liderką, doskonalą umiejętności łowieckie. Ona natomiast dostała zadanie. Miała pilnować Zagusa i donosić o wszystkim. Oczywiście, Orwar, Nuru i Rune mieli jej w tym pomagać. Tego dnia Lyre miała jednak wolne od szpiegowania.
Rozumiała Tau. Wszyscy wiedzieli do czego jest zdolny Zagus. A Tau i Jija najbardziej. Wiedziała że Tau i Dalila boją się o bezpieczeństwo stada. Lepiej dmuchać na zimne. Zwłaszcza że przyjaciółki ostatnio zdradziły Lyre że na Zagusa trzeba będzie uważać bardziej niż dotychczas bo na świat niedługo przyjdzie nowe pokolenie.
No tak, żadnych niepokojących wieści o Zagusie, a powrót sępów na Cmentarzysko, to co? Kolejny powód żeby mu nie ufać.
Rozmyślania przerwało jej nagłe poruszenie na niebie. Lyre podniosła wzrok. Sępy? Sępy krążące nad Lwią Ziemią?! Natychmiast schowała się między drzewa i kryjąc się, dobiegła do Złej Ziemi. Na miejscu wlazła w jakieś krzaki i słuchała o czym rozmawiają Zagus i sępy. Całe to zebranie wydało jej się mocno podejrzane, ale to co usłyszała i co zrozumiała z ich rozmowy, co chwilę przerywanej wrzaskiem któregoś z ptaków; nie wiedziała co o tym myśleć. Gdy tylko całe towarzystwo się rozeszło, pobiegła ostrzec przyjaciół.
***
Gdy dobiegła do Lwiej Skały, wszyscy na szczęście byli na miejscu.
-Miałam rację! - zaczęła.
-Taak? A w czym? - zainteresował się Rune.
-W tym że wiedziałam że Zagusowi lepiej nie ufać. On i sępy współpracują!
-Jesteś pewna? - spytał Tau.
-Podsłuchałam ich rozmowę. Nie znam dokładnie tematu bo rozmawiali dość cicho a bałam się podejść bliżej żeby mnie nie nakryli. Ale to na 100% wyglądało jak współpraca.
-No cóż, trzeba będzie uważać także na sępy. Na razie jeszcze siedzą cicho. Pilnujcie ich dalej. - powiedziała Dalila. Dostrzegała strach w oczach innych ale pamiętała co zobaczyła podczas ich wędrówki. Wiedziała że sępy kojarzą ją z Mirą, ich największym postrachem. Miała nadzieję że dopóki ona żyje, sępy nie odważą się na zbyt wiele.
***
Następnego dnia, Colie wracała od Lyre. Gepardzica poprosiła ją o pomoc w szpiegowaniu Zagusa i sępów, ale nie dowiedziały się niczego nowego. Jeśli nie liczyć tego lwa i stada sępów, na Lwiej Ziemi było spokojnie i nic się nie działo. Nie często zdarzały się tu niespodzianki. Dorosłej lwicy już chyba nic nie zaskoczy.
Nic, poza małym białym i obcym lwiątkiem na Lwiej Ziemi, które jest bliskie śmierci. Colie mało na niego nie wpadła. Lewek był nieprzytomny, poraniony i nie wiadomo co jeszcze, ale żył. Lwica nie miała pojęcia co na to inni, ale postanowiła zabrać małego do stada. Może gdy dojdzie do siebie, będzie mógł coś o sobie opowiedzieć. Delikatnie wzięła go za kark i uniosła do góry. Musiało go spotkać coś złego. Był zbyt mały na samotne dalekie wędrówki, a na Lwiej Ziemi nikt nie widział kolejnych obcych lwów.

czwartek, 6 października 2016

31. Zagus

Nie minęło wiele czasu od koronacji, a nowi władcy już mieli masę obowiązków. W ciągu kilku dni Dalila i Tau pozbyli się "wyidealizowanego obrazu władcy" z dzieciństwa. Nowa rola okazała się być cięższą niż się spodziewali, ale w miarę sobie radzili.
Jak miło było odpocząć w promieniach zachodzącego słońca, po dniu pełnym biegania od jednych do drugich, rozwiązywania sporów i problemów, pomagania wszystkim potrzebującym mieszkańcom Lwiej Ziemi.
Stado odpoczywało przed wejściem do groty. Dalila siedziała nieco na uboczu i gadała z Elleine i Jiją. Tau natomiast nie miał ochoty na rozmowę. Był zadowolony że wreszcie ma trochę spokoju. Dopiero od tygodnia był królem a już tyle ma na głowie. Miał nadzieję że dzisiaj nic się już nie wydarzy.
Ale nie dane mu było jeszcze odpocząć. W pewnej chwili wszyscy znieruchomieli wpatrzeni w jakiś punkt u podnóża Lwiej Skały. Tau postanowił sprawdzić na co stado zareagowało tak gwałtownie. Podszedł do brzegu skały, a tam...
-Co on tu robi?! - usłyszał pytanie stojącej obok siostry.
-Po co tu wróciłeś? - spytał Tau.
Całe stado natychmiast rozpoznało przybysza i nie było zadowolone z jego wizyty.
-Po co?! - odparł tamten. - Już kiedyś mówiłem.
-Nie mówiłeś. Wspomniałeś tylko że się na nas zemścisz. - wtrąciła Dalila. - Można wiedzieć dlaczego?
-Jetem Zagus.
-Po co tu przyszedłeś? - spytał król.
-Co to za pytanie? Wróciłem do domu.
Lwioziemcy spojrzeli na niego jak na wariata.
-Eh, to wy nic nie wiecie?! Nie wiecie że tereny znane obecnie pod nazwami Lwia Ziemia, Zła Ziemia i Cmentarzysko Słoni, kiedyś stanowiły jedno terytorium?! Terytorium należące do stada w którym się urodziłem! To były czasy kiedy nic nie brakowało. Pewnego dnia jednak, nastała wielka susza i stado musiało opuścić te tereny. Było ogromne, nie przetrwałoby w tak trudnych warunkach. Ruszyli w daleką podróż, podczas której członkowie po kolei odłączali się lub ginęli. Maleńka grupka, która ocalała, po wielu latach wróciła na swe dawne tereny, ale okazało się że mieszka tu już inne stado, a niektóre tereny są wyłączone z granic i zaniedbane. Obce stado było zbyt silne i przybyli nie mieli z nimi żadnych szans. Odeszli więc niezauważeni przez nikogo. Zamieszkali daleko od Lwiej Ziemi i żyli dalej własnym życiem. Historia dawnej potęgi i przeszłości stada była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Gdy byłem trochę młodszy od was, napadli nas jacyś obcy, jakieś obce stado. Tylko ja przeżyłem. Postanowiłem odszukać tereny należące kiedyś do mojego stada. Poprzysiągłem zemstę tym, którzy odebrali dom moim przodkom.
-Odebrała wam go susza, jak sam mówiłeś. - przypomniała Jija.
-Nasze stado mieszka tu od niepamiętnych czasów. - Elleine poparła przyjaciółkę.
-Wasi przodkowie odebrali dom mojemu stadu.
-Gdy pierwszy władca objął tu rządy, te tereny były niczyje. - odparła królowa.
Tau musiał zaryczeć, by uciszyć wszystkich. Zanosiło się już na poważną kłótnię.
-Nie zrobiłeś nic, byś mógł tu zostać. - zwrócił się do Zagusa. - A wręcz przeciwnie. Ale nie należysz do tego stada i nie mam podstaw by cię stąd wywalić. Możesz więc zamieszkać w okolicy. Uważaj jednak żebyś nie narobił nam kłopotów. Jeden raz i masz zakaz wstępu na Lwią Ziemię.
-Czyli co, przyjmujesz mnie do stada?
-Nigdy tego nie zrobię. I pamiętaj, będziemy cię obserwować.
-A dlaczego właściwie nie przyjmiesz mnie?
-Bo zabiłeś moich rodziców.
-Oni nie pochodzili stąd.
-Ale ich syn jest tu teraz królem i to on ustala zasady. A ty masz wybór: możesz tu zostać na pewnych warunkach, albo odejść i więcej się tu nie pokazywać.
-A jakie to warunki?
-Już mówiłem, masz nie narobić nam kłopotów.
Zagus rzucił Lwioziemcom ostatnie spojrzenie, w którym czaiła się urażona duma i bez słowa odszedł w kierunku Złej Ziemi.

wtorek, 4 października 2016

30. Nastają nowe czasy

Koronacja nowych władców to dla mieszkańców Lwiej Ziemi bardzo radosny dzień. A radość tą potęgował fakt, że nikt od wielu miesięcy nie widział nigdzie złowieszczej trującej rośliny. Nastawała nowa era. Zaczynały się rządy nowego pokolenia. Tym razem jednak sytuacja była nadzwyczajna...
Przyszli władcy niebyli jeszcze dorośli.
***
Tymczasem w baobabie Rafikiego...
-Wiem że nie jesteście jeszcze gotowi, - mówił Rafiki - ale nie mamy innego wyjścia. Musicie objąć tron nieco wcześniej niż poprzednie pokolenia. Jeśli Lwia Ziemia nie będzie miała władców, wkradnie się na nią chaos. Będzie jeszcze gorzej niż za panowania samozwańca Skazy.
-A w razie kłopotów? Kto nam pomoże? Zawsze przez pierwsze dni panowania nowych władców, poprzedni jeszcze żyli. Jak nie król, to królowa.
-Nie zawsze.
-Nie?
-Nie. Twój dziadek Simba, Dalilo, musiał sobie radzić sam. Jego ojciec, poprzedni król, zginął gdy Simba był o wiele młodszy od was.
-Ale jesteśmy za młodzi. Simba był dorosły gdy objął tron. - oponował Tau.
-Gdy minie trochę czasu, poczujecie się lepiej w nowej roli. To wasz obowiązek. Ty jesteś byłą księżniczką i za chwilę nową królową. A ty jesteś partnerem następczyni tronu i za chwilę nowym królem. Poradzicie sobie. Pamiętacie waszą wycieczkę? Tau, przeszedłeś przecież próbę.
-A co jeśli sobie nie poradzimy?
-No cóż, każdemu zdarzają się błędy i wpadki. Nawet władcy ich nie unikną. No dobrze, chodźmy już. Nie wypada żebyście spóźnili się na własną koronację.
***
Gdy Rafiki wprowadził przyszłą królewską parę na Lwią Skałę, wszyscy się już zebrali. Tau i Dalila stanęli na czubku na tronie a mandryl wypowiedział jakieś słowa w języku przodków, posypując im czoła jakimś proszkiem.
Potem nowi władcy zaryczeli, oznajmiając wszystkim zebranym swoją władzę. Po chwili, w odpowiedzi zaryczała reszta stada a zwierzęta zrobiły hałas nie mniejszy jak przy prezentacji lwiątek. A po chwili wszyscy umilkli i pokłonili się swoim nowym władcom.

poniedziałek, 3 października 2016

29. Kryzys

Zwierzęta na Lwiej Ziemi od pewnego czasu ginęły. Ale teraz było już wiadomo dlaczego. Na Lwiej Ziemi była plaga trującej rośliny. Wystarczyło dotknąć tego kwiatu, żeby trucizna wniknęła do organizmu.
Ze stada Lwioziemców zginęli Vitani i Kami. Kovu zakazał komukolwiek zbliżać się do tej rośliny a Rafiki szukał odtrutki. W tym celu często chodził poza granice Lwiej Ziemi. Jednak wszystko na nic. Rafiki nie dowiedział się niczego nowego o tej roślinie a ofiar wciąż było coraz więcej.
W krótkim czasie ten sam los spotkał królową, a kilka dni później Vivien opuściła stado na wieki. Zaś Duchy Przodków milczały. Rafiki nie mógł z nimi rozmawiać. Nawet ze swoim starym przyjacielem Mufasą. Duchy niedawno zmarłych lwów oraz rodziców Jiji i Tau, także były głuche na wołania. Nikt nie wiedział jak powstrzymać plagę. Nikt nie miał pojęcia co robić. Kovu, jako król, musiał uspokajać przerażone zwierzęta. Nie było dnia, by ktoś nie zginął. Było mu ciężko i nie pogodził się jeszcze ze śmiercią żony, siostry i przyjaciół. Musiał dbać o tych co żyją. Nawet nie chciał myśleć że jego córki też mogą od tego zginąć. A Colie, Nuru i Rune? Też pewnie tęsknią za rodzicami. Nikt przecież nie lubi gdy nagle umiera bliska i kochana osoba. Każdy wiedział że trzeba jakoś wytępić tę roślinę. I każdy nie wiedział jak to zrobić. Nie dość że za jego panowania stado było stosunkowo małe, to teraz jeszcze osłabione. Został on i Orwar. Reszta to jeszcze lwiątka. Wrogom w to graj.
Ale dzisiaj Kovu miał poważniejsze zmartwienie. Mianowicie, od rana bolała go głowa. Nie miał pojęcia czy to z przepracowania czy od tej rośliny. Teraz była już niemal wszędzie. Rafiki podczas swoich wycieczek odkrył tylko nazwę kwiatu. Hebanowy Kolec. Czy taka roślina istnieje? Pewnie że tak. Lwia Ziemia zaczyna się robić od niej czarna. Brakuje tylko żeby zaczęła rosnąć w wodzie i zatruła ją.
Król coraz częściej myślał o przeniesieniu stada na inne tereny. A w głębi serca czuł że nie może tego zrobić. Tu jest ich dom. Miał przeczucie że ta plaga odegra ważną rolę w życiu stada Lwiej Ziemi. Oby tylko szybko się skończyła.
***
Nuru siedział na tyłach Lwiej Skały. Od rana starał się każdego unikać. Brakowało mu rodziców ale nie popadł w tzw. czarną rozpacz po ich śmierci. Wiedział że gdzieś tam są i nigdy go nie opuszczą. Może jeszcze ich kiedyś zobaczy? Tak jak Tau i Jija swoich?
A ta roślina? Była jakaś dziwna. Z każdym innym kwiatem normalnie rozmawiał.
Jak go nazwał Rafiki? Hebanowy Kolec? Z nim nie było jak się porozumieć. Roślina milczała. Nuru wydawało się to co najmniej dziwne, ale nie znał nikogo kto mógłby to wyjaśnić.
-Nuru?
Nuru odwrócił głowę. Obok niego stała Jija. Lwiczka bez słowa wpatrywała się w horyzont. Nuru poczuł się trochę dziwnie, będąc tak blisko niej ale cieszył się że Jija była obok.
-Tęsknisz za nimi, prawda? - spytała nagle.
-A ty za swoimi?
-Już się przyzwyczaiłam. Byłam wtedy mała....Słuchaj, wiem że trudno się z tym pogodzić ale śmierci nie da się uniknąć.
-Wiem...
-Bardziej jednak niepokoi mnie zachowanie króla...
Nuru, który dotąd wpatrywał się w ziemię, teraz podniósł wzrok na przyjaciółkę.
-Chodzi ci o śmierć królowej?
-Nie do końca. Od rana jest jakby...nie jest sobą...znaczy...
-Co?
-Podejrzewam że...zatruł się tą rośliną.
-Jesteś pewna?
-Vitani, Kami, królowa, Vivien. Wszyscy mieli dokładnie te same objawy. Zresztą inne zwierzęta też. Stosunkowo łatwo to zauważyć jeśli się dobrze przyjrzysz.
-Ale jeśli król umrze, to co będzie ze stadem i z Lwią Ziemią?
-Mamy przecież następców, nie? Będzie dobrze.
-Mam nadzieję.
***
Kilka dni później...
Lyre szła w kierunku Lwiej Skały, omijając śmiercionośne kwiatki. Nie było jej u przyjaciół od śmierci Vitani. Nie miała więc pojęcia co się tam działo przez ten czas. Gdy weszła na skały, tworzące schodki na Lwią Ziemię, od razu w oczy rzucił jej się dziwny, grobowy nastrój panujący wśród lwów. Wszyscy mieli ponure miny a stado było...ZARAZ! Gdzie są wszyscy dorośli?! Lyre podeszła do Dalili siedzącej przed wejściem do groty.
-Co tu się stało?
Księżniczka spojrzała na nią ze smutkiem.
-Że Vitani zatruła się tą rośliną, to wiesz.
-Tak.
-Potem to samo spotkało Kami.
-Co?
-Potem umarła mama...
-?
-...potem Vivien.
-Wszyscy dorośli? A gdzie król?
-Też umarł. Wczoraj.
-I co teraz?
-Nie wiem. Czekamy aż Rafiki wróci. Wieczorem, po pogrzebie taty, powiedział że musi gdzieś iść w pilnej sprawie i że wróci dzisiaj rano. Zaraz powinien tu być.
-A Orwar?
-Mam nadzieję że się tym nie zatruje...No, wreszcie jesteś, Rafiki.
Lyre odwróciła się w samą porę by ujrzeć podchodzącego do nich mandryla.
-Zauważyliście? - powiedział. - Tych kwiatów jest jakby mniej. Może wreszcie ta plaga ustąpi.
-Najwyższy czas. - westchnęła Dalila.