Gdy Nero się obudził, od razu podeszła do niego Colie. Zupełnie jakby czekała, pomyślało lwiątko.
-Moi bracia poszli zobaczyć co robi Zagus, ten lew z poza granic. - powiedziała. - Więc j i Tau sami pójdziemy do Rafikiego. Chcesz może iść z nami?
-Naprawdę mogę?
-No, wyglądasz lepiej niż wcześniej. Myślę że krótki spacer ci nie zaszkodzi.
Nero wyszedł za lwicą z jaskini. Zeszli ze skał, u podnóża których czekał na nich Tau.
***
Po drodze do drzewa Rafikiego, spotkali Rune i Nuru. Bracia dołączyli do nich.
Gdy cała piątka weszła na drzewo przywitała ich cisza. Nie trwała ona jednak długo. Kiedy nagle nad ich głowami pojawił się mandryl, Nero ze strachu schował się za Colie.
-Nie bój się. On tak ma. - uspokoiła go lwica.
Rafiki zeskoczył z gałęzi i zaprowadził wszystkich za zasłonę z gałęzi i liści.
Leżały tam trzy lwice, trzymając w łapach nowo narodzone młode. Ojcowie podeszli do swoich partnerek i przytulili się, a Nero nieśmiało wyglądał zza łapy Colie, która została na miejscu.
Jedna z młodych matek skądś już wiedziała że Colie znalazła i przygarnęła Nero.
-Kto by pomyślał, Colie. - uśmiechnęła się Dalila. - Biała lwica znalazła białe lwiątko. - Zwróciła się do Nero: - Chodź, nie bój się.
Nero nadal trochę onieśmielony podszedł do lwicy.
-Ty jesteś królową? - spytał.
-Tak, ale nie musisz się mnie bać.
-Skąd o nim wiedziałaś? - spytała Colie.
-Od Rafikiego.
-Jak one się nazywają? - spytał Nero, spoglądając na czwórkę maluchów.
-Jeszcze nie wymyśliłyśmy. - odparła jedna z dwóch lwic, które do tej pory się nie odzywały. - A może ty chcesz ją nazwać? - polizała lwiczkę leżącą między jej przednimi łapami, a ta spojrzała na Nero swymi niebieskimi oczami.
-Może być Irina?
-Piękne imię. - pochwaliła lwica.
-Dla kuzynki księcia. - dodała Colie, żeby naprowadzić Nero, kim jest lwica z którą rozmawia.
Nero spojrzał zdziwiony.
-Ty jesteś siostrą królowej?
-Tak. Ja jestem Elleine, królowa ma na imię Dalila, a ta lwica, - wskazała na ciemną lwicę z niebieskimi oczami - to Jija, siostra króla.
-Tau, jak nazwiecie syna? - spytała Jija.
-My już wcześniej wybraliśmy imię. - odparł Tau.
-Anga. - dodała Dalila. - Chcieliśmy go tak nazwać jeśli urodzi się w nocy. To imię oznacza niebo.
Wszyscy spojrzeli na Jiję i Nuru.
-Szika i Shumba. - powiedziała Jija, patrząc czule na synów. - Myślę że te imiona będą do nich pasować.
sobota, 10 grudnia 2016
33. Nowa rodzina
Gdy otworzył oczy, nie znajdował się już wśród wysokiej trawy która niemal całkowicie ograniczała mu widoczność. Nie czuł także na grzbiecie palącego słońca. Zamiast tego był w jakiejś jaskini, w otoczeniu obcych mu lwów. Zaraz! Obce lwy?! Nagle, przestraszony, podniósł się gwałtownie.
-Spokojnie, nie bój się. Jesteś tu bezpieczny. - usłyszał obok miły głos. Spojrzał w jego kierunku. Obok niego leżała biała lwica.
-Jak się nazywasz? - spytała.
-N...Nero. - odparł niepewnie lewek. - Gdzie jestem? - odważył się spytać.
-Na Lwiej Ziemi. - padła odpowiedź, ale nie powiedziała tego biała lwica. Nero dopiero po chwili dostrzegł że podszedł do nich drugi lew.
-Skąd się wziąłeś na moich ziemiach? - spytał.
-Zgubiłem się. Moje stado wpadło w zasadzkę. Nie mam pojęcia czyją. Mama kazała mi uciekać i uważać żeby i mnie nie złapali, ale...
-W czyją zasadzkę? - w polu widzenia Nero pojawił się trzeci lew.
-Rune, przecież powiedział że nie wie. - zauważyła biała lwica. - Tau, mógłby u nas zostać puki nie dojdzie do siebie? - zwróciła się do złotego lwa.
-Nic mi nie jest. - powiedział szybko Nero.
-Wyglądasz jakbyś siedział w cierniach, albo w czymś podobnym. - uśmiechnął się lew, którego biała lwica nazwała Tau. - Zostań, nabierz sił, a potem zdecydujesz czy chcesz odejść.
-Nie mam dokąd. Mama kazała mi uciec, ale ja się ukryłem i trochę poczekałem. Chciałem zobaczyć czy ktoś przeżyje.
-I co?
Nero utkwił wzrok w ziemi.
-Wszyscy zginęli. - mruknął smutno.
-Nie bój się. - lwica liznęła go za uchem. - Opowiem ci trochę o naszym stadzie.
Lewek podniósł na nią wzrok. Był bliski płaczu.
-Ja jestem Colie. Jeśli chodzi o te dwa lwy, które widziałeś, Rune to mój brat, a Tau, przyjaciel i... król.
-Król?
-Tak. Nie ma tu żadnych lwiątek. Z dorosłych, ja, moi bracia Rune i Nuru, Dalila jest królową, a jej siostra Elleine i siostra króla, Jija, to najlepsze przyjaciółki. Jest jeszcze Orwar, przyjaciel ojca Tau. Eee... i kawałek stąd, za granicą Lwiej Ziemi, mieszka Zagus. Nie należy do stada i dobrze ci radzę, unikaj go.
-A czy królowa i... te najlepsze przyjaciółki... są tu teraz?
-Nie, obecnie są u Rafikiego, naszego szamana, uprzedzam, to mandryl, nie lew. A, i jeszcze na skraju dżungli mieszka Lyre. To gepardzica, nasza przyjaciółka. Często tu bywa.
-Są u szamana? Co im jest? - Nero zdążył się już ośmielić. Wyprzedzając Colie, dodał: - A... ile czasu byłem nieprzytomny?
-Ponad 2 tygodnie. Już się baliśmy że nigdy się nie obudzisz. - Colie spojrzała w stronę wyjścia z groty. - Hm, już późny wieczór. Spróbuj zasnąć, Nero. Musisz odzyskać siły. - podniosła się.
-Zaczekaj, nie powiedziałaś co z tymi trzema lwicami. - lewek spóścił wzrok, zawstydzony. Jak on się wyraża o królowej?
-Niedługo będziesz miał towarzystwo do zabawy. - szepnęła mu na ucho Colie i wyszła z groty.
-Jeśli nie znajdziesz partnera, mogłabyś się opiekować Nero, jeśli zostanie, i innymi młodymi, jeśli jeszcze jakieś przygarniemy. - usłyszał kolejny nowy głos.
-W sensie, mam być opiekunką? - odparła Colie.
-Czemu nie?
-Spokojnie, nie bój się. Jesteś tu bezpieczny. - usłyszał obok miły głos. Spojrzał w jego kierunku. Obok niego leżała biała lwica.
-Jak się nazywasz? - spytała.
-N...Nero. - odparł niepewnie lewek. - Gdzie jestem? - odważył się spytać.
-Na Lwiej Ziemi. - padła odpowiedź, ale nie powiedziała tego biała lwica. Nero dopiero po chwili dostrzegł że podszedł do nich drugi lew.
-Skąd się wziąłeś na moich ziemiach? - spytał.
-Zgubiłem się. Moje stado wpadło w zasadzkę. Nie mam pojęcia czyją. Mama kazała mi uciekać i uważać żeby i mnie nie złapali, ale...
-W czyją zasadzkę? - w polu widzenia Nero pojawił się trzeci lew.
-Rune, przecież powiedział że nie wie. - zauważyła biała lwica. - Tau, mógłby u nas zostać puki nie dojdzie do siebie? - zwróciła się do złotego lwa.
-Nic mi nie jest. - powiedział szybko Nero.
-Wyglądasz jakbyś siedział w cierniach, albo w czymś podobnym. - uśmiechnął się lew, którego biała lwica nazwała Tau. - Zostań, nabierz sił, a potem zdecydujesz czy chcesz odejść.
-Nie mam dokąd. Mama kazała mi uciec, ale ja się ukryłem i trochę poczekałem. Chciałem zobaczyć czy ktoś przeżyje.
-I co?
Nero utkwił wzrok w ziemi.
-Wszyscy zginęli. - mruknął smutno.
-Nie bój się. - lwica liznęła go za uchem. - Opowiem ci trochę o naszym stadzie.
Lewek podniósł na nią wzrok. Był bliski płaczu.
-Ja jestem Colie. Jeśli chodzi o te dwa lwy, które widziałeś, Rune to mój brat, a Tau, przyjaciel i... król.
-Król?
-Tak. Nie ma tu żadnych lwiątek. Z dorosłych, ja, moi bracia Rune i Nuru, Dalila jest królową, a jej siostra Elleine i siostra króla, Jija, to najlepsze przyjaciółki. Jest jeszcze Orwar, przyjaciel ojca Tau. Eee... i kawałek stąd, za granicą Lwiej Ziemi, mieszka Zagus. Nie należy do stada i dobrze ci radzę, unikaj go.
-A czy królowa i... te najlepsze przyjaciółki... są tu teraz?
-Nie, obecnie są u Rafikiego, naszego szamana, uprzedzam, to mandryl, nie lew. A, i jeszcze na skraju dżungli mieszka Lyre. To gepardzica, nasza przyjaciółka. Często tu bywa.
-Są u szamana? Co im jest? - Nero zdążył się już ośmielić. Wyprzedzając Colie, dodał: - A... ile czasu byłem nieprzytomny?
-Ponad 2 tygodnie. Już się baliśmy że nigdy się nie obudzisz. - Colie spojrzała w stronę wyjścia z groty. - Hm, już późny wieczór. Spróbuj zasnąć, Nero. Musisz odzyskać siły. - podniosła się.
-Zaczekaj, nie powiedziałaś co z tymi trzema lwicami. - lewek spóścił wzrok, zawstydzony. Jak on się wyraża o królowej?
-Niedługo będziesz miał towarzystwo do zabawy. - szepnęła mu na ucho Colie i wyszła z groty.
-Jeśli nie znajdziesz partnera, mogłabyś się opiekować Nero, jeśli zostanie, i innymi młodymi, jeśli jeszcze jakieś przygarniemy. - usłyszał kolejny nowy głos.
-W sensie, mam być opiekunką? - odparła Colie.
-Czemu nie?
niedziela, 23 października 2016
32. Wróg się jednoczy
Lyre siedziała u siebie, u podnóży dżungli. Piękne ustronne miejsce. Skalna grota częściowo osłonięta drzewami, a niedaleko małe jeziorko. Trochę jakby oaza pomiędzy sawanną i dżunglą.
Tym razem gepardzica była na bieżąco ze sprawami Lwiej Ziemi. Jej zdaniem Tau i Dalila mieli trudny początek panowania. W chwili przejęcia tronu byli jeszcze dziećmi, a tu już na wstępie ten Zagus. Nie znała go zbyt dobrze i nie miała do niego zaufania. Ale...z drugiej strony, już od wielu miesięcy siedział cicho na Złej Ziemi i się jak dotąd nie wychylał. Może przestraszył się że odkąd władcy są dorośli, nie każdy jego plan może się udać.
Lyre wyszła ze swojej groty i położyła się na kamieniu przy jeziorku. Spojrzała w wodę. Widziała doskonale, była dobrym obserwatorem. Widziała ale nic nie mówiła. Że Rune i Elleine coś łączy, to każdy od dawna się domyślał. Lyre zauważyła też że Nuru i Jija także nieoficjalnie są parą od dłuższego czasu. A Colie tylko to potwierdziła. Lwiczka wyznała jej też że ona nie szuka partnera, bo po pierwsze, żadnego jeszcze nie znalazła, a po drugie, nie wie czy chce. Ale może kiedyś, jak się jakiś trafi?...
Zmieniając temat, Jija, Colie i Elleine, z Dalilą na czele jako liderką, doskonalą umiejętności łowieckie. Ona natomiast dostała zadanie. Miała pilnować Zagusa i donosić o wszystkim. Oczywiście, Orwar, Nuru i Rune mieli jej w tym pomagać. Tego dnia Lyre miała jednak wolne od szpiegowania.
Rozumiała Tau. Wszyscy wiedzieli do czego jest zdolny Zagus. A Tau i Jija najbardziej. Wiedziała że Tau i Dalila boją się o bezpieczeństwo stada. Lepiej dmuchać na zimne. Zwłaszcza że przyjaciółki ostatnio zdradziły Lyre że na Zagusa trzeba będzie uważać bardziej niż dotychczas bo na świat niedługo przyjdzie nowe pokolenie.
No tak, żadnych niepokojących wieści o Zagusie, a powrót sępów na Cmentarzysko, to co? Kolejny powód żeby mu nie ufać.
Rozmyślania przerwało jej nagłe poruszenie na niebie. Lyre podniosła wzrok. Sępy? Sępy krążące nad Lwią Ziemią?! Natychmiast schowała się między drzewa i kryjąc się, dobiegła do Złej Ziemi. Na miejscu wlazła w jakieś krzaki i słuchała o czym rozmawiają Zagus i sępy. Całe to zebranie wydało jej się mocno podejrzane, ale to co usłyszała i co zrozumiała z ich rozmowy, co chwilę przerywanej wrzaskiem któregoś z ptaków; nie wiedziała co o tym myśleć. Gdy tylko całe towarzystwo się rozeszło, pobiegła ostrzec przyjaciół.
***
Gdy dobiegła do Lwiej Skały, wszyscy na szczęście byli na miejscu.
-Miałam rację! - zaczęła.
-Taak? A w czym? - zainteresował się Rune.
-W tym że wiedziałam że Zagusowi lepiej nie ufać. On i sępy współpracują!
-Jesteś pewna? - spytał Tau.
-Podsłuchałam ich rozmowę. Nie znam dokładnie tematu bo rozmawiali dość cicho a bałam się podejść bliżej żeby mnie nie nakryli. Ale to na 100% wyglądało jak współpraca.
-No cóż, trzeba będzie uważać także na sępy. Na razie jeszcze siedzą cicho. Pilnujcie ich dalej. - powiedziała Dalila. Dostrzegała strach w oczach innych ale pamiętała co zobaczyła podczas ich wędrówki. Wiedziała że sępy kojarzą ją z Mirą, ich największym postrachem. Miała nadzieję że dopóki ona żyje, sępy nie odważą się na zbyt wiele.
***
Następnego dnia, Colie wracała od Lyre. Gepardzica poprosiła ją o pomoc w szpiegowaniu Zagusa i sępów, ale nie dowiedziały się niczego nowego. Jeśli nie liczyć tego lwa i stada sępów, na Lwiej Ziemi było spokojnie i nic się nie działo. Nie często zdarzały się tu niespodzianki. Dorosłej lwicy już chyba nic nie zaskoczy.
Nic, poza małym białym i obcym lwiątkiem na Lwiej Ziemi, które jest bliskie śmierci. Colie mało na niego nie wpadła. Lewek był nieprzytomny, poraniony i nie wiadomo co jeszcze, ale żył. Lwica nie miała pojęcia co na to inni, ale postanowiła zabrać małego do stada. Może gdy dojdzie do siebie, będzie mógł coś o sobie opowiedzieć. Delikatnie wzięła go za kark i uniosła do góry. Musiało go spotkać coś złego. Był zbyt mały na samotne dalekie wędrówki, a na Lwiej Ziemi nikt nie widział kolejnych obcych lwów.
Tym razem gepardzica była na bieżąco ze sprawami Lwiej Ziemi. Jej zdaniem Tau i Dalila mieli trudny początek panowania. W chwili przejęcia tronu byli jeszcze dziećmi, a tu już na wstępie ten Zagus. Nie znała go zbyt dobrze i nie miała do niego zaufania. Ale...z drugiej strony, już od wielu miesięcy siedział cicho na Złej Ziemi i się jak dotąd nie wychylał. Może przestraszył się że odkąd władcy są dorośli, nie każdy jego plan może się udać.
Lyre wyszła ze swojej groty i położyła się na kamieniu przy jeziorku. Spojrzała w wodę. Widziała doskonale, była dobrym obserwatorem. Widziała ale nic nie mówiła. Że Rune i Elleine coś łączy, to każdy od dawna się domyślał. Lyre zauważyła też że Nuru i Jija także nieoficjalnie są parą od dłuższego czasu. A Colie tylko to potwierdziła. Lwiczka wyznała jej też że ona nie szuka partnera, bo po pierwsze, żadnego jeszcze nie znalazła, a po drugie, nie wie czy chce. Ale może kiedyś, jak się jakiś trafi?...
Zmieniając temat, Jija, Colie i Elleine, z Dalilą na czele jako liderką, doskonalą umiejętności łowieckie. Ona natomiast dostała zadanie. Miała pilnować Zagusa i donosić o wszystkim. Oczywiście, Orwar, Nuru i Rune mieli jej w tym pomagać. Tego dnia Lyre miała jednak wolne od szpiegowania.
Rozumiała Tau. Wszyscy wiedzieli do czego jest zdolny Zagus. A Tau i Jija najbardziej. Wiedziała że Tau i Dalila boją się o bezpieczeństwo stada. Lepiej dmuchać na zimne. Zwłaszcza że przyjaciółki ostatnio zdradziły Lyre że na Zagusa trzeba będzie uważać bardziej niż dotychczas bo na świat niedługo przyjdzie nowe pokolenie.
No tak, żadnych niepokojących wieści o Zagusie, a powrót sępów na Cmentarzysko, to co? Kolejny powód żeby mu nie ufać.
Rozmyślania przerwało jej nagłe poruszenie na niebie. Lyre podniosła wzrok. Sępy? Sępy krążące nad Lwią Ziemią?! Natychmiast schowała się między drzewa i kryjąc się, dobiegła do Złej Ziemi. Na miejscu wlazła w jakieś krzaki i słuchała o czym rozmawiają Zagus i sępy. Całe to zebranie wydało jej się mocno podejrzane, ale to co usłyszała i co zrozumiała z ich rozmowy, co chwilę przerywanej wrzaskiem któregoś z ptaków; nie wiedziała co o tym myśleć. Gdy tylko całe towarzystwo się rozeszło, pobiegła ostrzec przyjaciół.
***
Gdy dobiegła do Lwiej Skały, wszyscy na szczęście byli na miejscu.
-Miałam rację! - zaczęła.
-Taak? A w czym? - zainteresował się Rune.
-W tym że wiedziałam że Zagusowi lepiej nie ufać. On i sępy współpracują!
-Jesteś pewna? - spytał Tau.
-Podsłuchałam ich rozmowę. Nie znam dokładnie tematu bo rozmawiali dość cicho a bałam się podejść bliżej żeby mnie nie nakryli. Ale to na 100% wyglądało jak współpraca.
-No cóż, trzeba będzie uważać także na sępy. Na razie jeszcze siedzą cicho. Pilnujcie ich dalej. - powiedziała Dalila. Dostrzegała strach w oczach innych ale pamiętała co zobaczyła podczas ich wędrówki. Wiedziała że sępy kojarzą ją z Mirą, ich największym postrachem. Miała nadzieję że dopóki ona żyje, sępy nie odważą się na zbyt wiele.
***
Następnego dnia, Colie wracała od Lyre. Gepardzica poprosiła ją o pomoc w szpiegowaniu Zagusa i sępów, ale nie dowiedziały się niczego nowego. Jeśli nie liczyć tego lwa i stada sępów, na Lwiej Ziemi było spokojnie i nic się nie działo. Nie często zdarzały się tu niespodzianki. Dorosłej lwicy już chyba nic nie zaskoczy.
Nic, poza małym białym i obcym lwiątkiem na Lwiej Ziemi, które jest bliskie śmierci. Colie mało na niego nie wpadła. Lewek był nieprzytomny, poraniony i nie wiadomo co jeszcze, ale żył. Lwica nie miała pojęcia co na to inni, ale postanowiła zabrać małego do stada. Może gdy dojdzie do siebie, będzie mógł coś o sobie opowiedzieć. Delikatnie wzięła go za kark i uniosła do góry. Musiało go spotkać coś złego. Był zbyt mały na samotne dalekie wędrówki, a na Lwiej Ziemi nikt nie widział kolejnych obcych lwów.
czwartek, 6 października 2016
31. Zagus
Nie minęło wiele czasu od koronacji, a nowi władcy już mieli masę obowiązków. W ciągu kilku dni Dalila i Tau pozbyli się "wyidealizowanego obrazu władcy" z dzieciństwa. Nowa rola okazała się być cięższą niż się spodziewali, ale w miarę sobie radzili.
Jak miło było odpocząć w promieniach zachodzącego słońca, po dniu pełnym biegania od jednych do drugich, rozwiązywania sporów i problemów, pomagania wszystkim potrzebującym mieszkańcom Lwiej Ziemi.
Stado odpoczywało przed wejściem do groty. Dalila siedziała nieco na uboczu i gadała z Elleine i Jiją. Tau natomiast nie miał ochoty na rozmowę. Był zadowolony że wreszcie ma trochę spokoju. Dopiero od tygodnia był królem a już tyle ma na głowie. Miał nadzieję że dzisiaj nic się już nie wydarzy.
Ale nie dane mu było jeszcze odpocząć. W pewnej chwili wszyscy znieruchomieli wpatrzeni w jakiś punkt u podnóża Lwiej Skały. Tau postanowił sprawdzić na co stado zareagowało tak gwałtownie. Podszedł do brzegu skały, a tam...
-Co on tu robi?! - usłyszał pytanie stojącej obok siostry.
-Po co tu wróciłeś? - spytał Tau.
Całe stado natychmiast rozpoznało przybysza i nie było zadowolone z jego wizyty.
-Po co?! - odparł tamten. - Już kiedyś mówiłem.
-Nie mówiłeś. Wspomniałeś tylko że się na nas zemścisz. - wtrąciła Dalila. - Można wiedzieć dlaczego?
-Jetem Zagus.
-Po co tu przyszedłeś? - spytał król.
-Co to za pytanie? Wróciłem do domu.
Lwioziemcy spojrzeli na niego jak na wariata.
-Eh, to wy nic nie wiecie?! Nie wiecie że tereny znane obecnie pod nazwami Lwia Ziemia, Zła Ziemia i Cmentarzysko Słoni, kiedyś stanowiły jedno terytorium?! Terytorium należące do stada w którym się urodziłem! To były czasy kiedy nic nie brakowało. Pewnego dnia jednak, nastała wielka susza i stado musiało opuścić te tereny. Było ogromne, nie przetrwałoby w tak trudnych warunkach. Ruszyli w daleką podróż, podczas której członkowie po kolei odłączali się lub ginęli. Maleńka grupka, która ocalała, po wielu latach wróciła na swe dawne tereny, ale okazało się że mieszka tu już inne stado, a niektóre tereny są wyłączone z granic i zaniedbane. Obce stado było zbyt silne i przybyli nie mieli z nimi żadnych szans. Odeszli więc niezauważeni przez nikogo. Zamieszkali daleko od Lwiej Ziemi i żyli dalej własnym życiem. Historia dawnej potęgi i przeszłości stada była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Gdy byłem trochę młodszy od was, napadli nas jacyś obcy, jakieś obce stado. Tylko ja przeżyłem. Postanowiłem odszukać tereny należące kiedyś do mojego stada. Poprzysiągłem zemstę tym, którzy odebrali dom moim przodkom.
-Odebrała wam go susza, jak sam mówiłeś. - przypomniała Jija.
-Nasze stado mieszka tu od niepamiętnych czasów. - Elleine poparła przyjaciółkę.
-Wasi przodkowie odebrali dom mojemu stadu.
-Gdy pierwszy władca objął tu rządy, te tereny były niczyje. - odparła królowa.
Tau musiał zaryczeć, by uciszyć wszystkich. Zanosiło się już na poważną kłótnię.
-Nie zrobiłeś nic, byś mógł tu zostać. - zwrócił się do Zagusa. - A wręcz przeciwnie. Ale nie należysz do tego stada i nie mam podstaw by cię stąd wywalić. Możesz więc zamieszkać w okolicy. Uważaj jednak żebyś nie narobił nam kłopotów. Jeden raz i masz zakaz wstępu na Lwią Ziemię.
-Czyli co, przyjmujesz mnie do stada?
-Nigdy tego nie zrobię. I pamiętaj, będziemy cię obserwować.
-A dlaczego właściwie nie przyjmiesz mnie?
-Bo zabiłeś moich rodziców.
-Oni nie pochodzili stąd.
-Ale ich syn jest tu teraz królem i to on ustala zasady. A ty masz wybór: możesz tu zostać na pewnych warunkach, albo odejść i więcej się tu nie pokazywać.
-A jakie to warunki?
-Już mówiłem, masz nie narobić nam kłopotów.
Zagus rzucił Lwioziemcom ostatnie spojrzenie, w którym czaiła się urażona duma i bez słowa odszedł w kierunku Złej Ziemi.
Jak miło było odpocząć w promieniach zachodzącego słońca, po dniu pełnym biegania od jednych do drugich, rozwiązywania sporów i problemów, pomagania wszystkim potrzebującym mieszkańcom Lwiej Ziemi.
Stado odpoczywało przed wejściem do groty. Dalila siedziała nieco na uboczu i gadała z Elleine i Jiją. Tau natomiast nie miał ochoty na rozmowę. Był zadowolony że wreszcie ma trochę spokoju. Dopiero od tygodnia był królem a już tyle ma na głowie. Miał nadzieję że dzisiaj nic się już nie wydarzy.
Ale nie dane mu było jeszcze odpocząć. W pewnej chwili wszyscy znieruchomieli wpatrzeni w jakiś punkt u podnóża Lwiej Skały. Tau postanowił sprawdzić na co stado zareagowało tak gwałtownie. Podszedł do brzegu skały, a tam...
-Co on tu robi?! - usłyszał pytanie stojącej obok siostry.
-Po co tu wróciłeś? - spytał Tau.
Całe stado natychmiast rozpoznało przybysza i nie było zadowolone z jego wizyty.
-Po co?! - odparł tamten. - Już kiedyś mówiłem.
-Nie mówiłeś. Wspomniałeś tylko że się na nas zemścisz. - wtrąciła Dalila. - Można wiedzieć dlaczego?
-Jetem Zagus.
-Po co tu przyszedłeś? - spytał król.
-Co to za pytanie? Wróciłem do domu.
Lwioziemcy spojrzeli na niego jak na wariata.
-Eh, to wy nic nie wiecie?! Nie wiecie że tereny znane obecnie pod nazwami Lwia Ziemia, Zła Ziemia i Cmentarzysko Słoni, kiedyś stanowiły jedno terytorium?! Terytorium należące do stada w którym się urodziłem! To były czasy kiedy nic nie brakowało. Pewnego dnia jednak, nastała wielka susza i stado musiało opuścić te tereny. Było ogromne, nie przetrwałoby w tak trudnych warunkach. Ruszyli w daleką podróż, podczas której członkowie po kolei odłączali się lub ginęli. Maleńka grupka, która ocalała, po wielu latach wróciła na swe dawne tereny, ale okazało się że mieszka tu już inne stado, a niektóre tereny są wyłączone z granic i zaniedbane. Obce stado było zbyt silne i przybyli nie mieli z nimi żadnych szans. Odeszli więc niezauważeni przez nikogo. Zamieszkali daleko od Lwiej Ziemi i żyli dalej własnym życiem. Historia dawnej potęgi i przeszłości stada była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Gdy byłem trochę młodszy od was, napadli nas jacyś obcy, jakieś obce stado. Tylko ja przeżyłem. Postanowiłem odszukać tereny należące kiedyś do mojego stada. Poprzysiągłem zemstę tym, którzy odebrali dom moim przodkom.
-Odebrała wam go susza, jak sam mówiłeś. - przypomniała Jija.
-Nasze stado mieszka tu od niepamiętnych czasów. - Elleine poparła przyjaciółkę.
-Wasi przodkowie odebrali dom mojemu stadu.
-Gdy pierwszy władca objął tu rządy, te tereny były niczyje. - odparła królowa.
Tau musiał zaryczeć, by uciszyć wszystkich. Zanosiło się już na poważną kłótnię.
-Nie zrobiłeś nic, byś mógł tu zostać. - zwrócił się do Zagusa. - A wręcz przeciwnie. Ale nie należysz do tego stada i nie mam podstaw by cię stąd wywalić. Możesz więc zamieszkać w okolicy. Uważaj jednak żebyś nie narobił nam kłopotów. Jeden raz i masz zakaz wstępu na Lwią Ziemię.
-Czyli co, przyjmujesz mnie do stada?
-Nigdy tego nie zrobię. I pamiętaj, będziemy cię obserwować.
-A dlaczego właściwie nie przyjmiesz mnie?
-Bo zabiłeś moich rodziców.
-Oni nie pochodzili stąd.
-Ale ich syn jest tu teraz królem i to on ustala zasady. A ty masz wybór: możesz tu zostać na pewnych warunkach, albo odejść i więcej się tu nie pokazywać.
-A jakie to warunki?
-Już mówiłem, masz nie narobić nam kłopotów.
Zagus rzucił Lwioziemcom ostatnie spojrzenie, w którym czaiła się urażona duma i bez słowa odszedł w kierunku Złej Ziemi.
wtorek, 4 października 2016
30. Nastają nowe czasy
Koronacja nowych władców to dla mieszkańców Lwiej Ziemi bardzo radosny dzień. A radość tą potęgował fakt, że nikt od wielu miesięcy nie widział nigdzie złowieszczej trującej rośliny. Nastawała nowa era. Zaczynały się rządy nowego pokolenia. Tym razem jednak sytuacja była nadzwyczajna...
Przyszli władcy niebyli jeszcze dorośli.
***
Tymczasem w baobabie Rafikiego...
-Wiem że nie jesteście jeszcze gotowi, - mówił Rafiki - ale nie mamy innego wyjścia. Musicie objąć tron nieco wcześniej niż poprzednie pokolenia. Jeśli Lwia Ziemia nie będzie miała władców, wkradnie się na nią chaos. Będzie jeszcze gorzej niż za panowania samozwańca Skazy.
-A w razie kłopotów? Kto nam pomoże? Zawsze przez pierwsze dni panowania nowych władców, poprzedni jeszcze żyli. Jak nie król, to królowa.
-Nie zawsze.
-Nie?
-Nie. Twój dziadek Simba, Dalilo, musiał sobie radzić sam. Jego ojciec, poprzedni król, zginął gdy Simba był o wiele młodszy od was.
-Ale jesteśmy za młodzi. Simba był dorosły gdy objął tron. - oponował Tau.
-Gdy minie trochę czasu, poczujecie się lepiej w nowej roli. To wasz obowiązek. Ty jesteś byłą księżniczką i za chwilę nową królową. A ty jesteś partnerem następczyni tronu i za chwilę nowym królem. Poradzicie sobie. Pamiętacie waszą wycieczkę? Tau, przeszedłeś przecież próbę.
-A co jeśli sobie nie poradzimy?
-No cóż, każdemu zdarzają się błędy i wpadki. Nawet władcy ich nie unikną. No dobrze, chodźmy już. Nie wypada żebyście spóźnili się na własną koronację.
***
Gdy Rafiki wprowadził przyszłą królewską parę na Lwią Skałę, wszyscy się już zebrali. Tau i Dalila stanęli na czubku na tronie a mandryl wypowiedział jakieś słowa w języku przodków, posypując im czoła jakimś proszkiem.
Potem nowi władcy zaryczeli, oznajmiając wszystkim zebranym swoją władzę. Po chwili, w odpowiedzi zaryczała reszta stada a zwierzęta zrobiły hałas nie mniejszy jak przy prezentacji lwiątek. A po chwili wszyscy umilkli i pokłonili się swoim nowym władcom.
Przyszli władcy niebyli jeszcze dorośli.
***
Tymczasem w baobabie Rafikiego...
-Wiem że nie jesteście jeszcze gotowi, - mówił Rafiki - ale nie mamy innego wyjścia. Musicie objąć tron nieco wcześniej niż poprzednie pokolenia. Jeśli Lwia Ziemia nie będzie miała władców, wkradnie się na nią chaos. Będzie jeszcze gorzej niż za panowania samozwańca Skazy.
-A w razie kłopotów? Kto nam pomoże? Zawsze przez pierwsze dni panowania nowych władców, poprzedni jeszcze żyli. Jak nie król, to królowa.
-Nie zawsze.
-Nie?
-Nie. Twój dziadek Simba, Dalilo, musiał sobie radzić sam. Jego ojciec, poprzedni król, zginął gdy Simba był o wiele młodszy od was.
-Ale jesteśmy za młodzi. Simba był dorosły gdy objął tron. - oponował Tau.
-Gdy minie trochę czasu, poczujecie się lepiej w nowej roli. To wasz obowiązek. Ty jesteś byłą księżniczką i za chwilę nową królową. A ty jesteś partnerem następczyni tronu i za chwilę nowym królem. Poradzicie sobie. Pamiętacie waszą wycieczkę? Tau, przeszedłeś przecież próbę.
-A co jeśli sobie nie poradzimy?
-No cóż, każdemu zdarzają się błędy i wpadki. Nawet władcy ich nie unikną. No dobrze, chodźmy już. Nie wypada żebyście spóźnili się na własną koronację.
***
Gdy Rafiki wprowadził przyszłą królewską parę na Lwią Skałę, wszyscy się już zebrali. Tau i Dalila stanęli na czubku na tronie a mandryl wypowiedział jakieś słowa w języku przodków, posypując im czoła jakimś proszkiem.
Potem nowi władcy zaryczeli, oznajmiając wszystkim zebranym swoją władzę. Po chwili, w odpowiedzi zaryczała reszta stada a zwierzęta zrobiły hałas nie mniejszy jak przy prezentacji lwiątek. A po chwili wszyscy umilkli i pokłonili się swoim nowym władcom.
poniedziałek, 3 października 2016
29. Kryzys
Zwierzęta na Lwiej Ziemi od pewnego czasu ginęły. Ale teraz było już wiadomo dlaczego. Na Lwiej Ziemi była plaga trującej rośliny. Wystarczyło dotknąć tego kwiatu, żeby trucizna wniknęła do organizmu.
Ze stada Lwioziemców zginęli Vitani i Kami. Kovu zakazał komukolwiek zbliżać się do tej rośliny a Rafiki szukał odtrutki. W tym celu często chodził poza granice Lwiej Ziemi. Jednak wszystko na nic. Rafiki nie dowiedział się niczego nowego o tej roślinie a ofiar wciąż było coraz więcej.
W krótkim czasie ten sam los spotkał królową, a kilka dni później Vivien opuściła stado na wieki. Zaś Duchy Przodków milczały. Rafiki nie mógł z nimi rozmawiać. Nawet ze swoim starym przyjacielem Mufasą. Duchy niedawno zmarłych lwów oraz rodziców Jiji i Tau, także były głuche na wołania. Nikt nie wiedział jak powstrzymać plagę. Nikt nie miał pojęcia co robić. Kovu, jako król, musiał uspokajać przerażone zwierzęta. Nie było dnia, by ktoś nie zginął. Było mu ciężko i nie pogodził się jeszcze ze śmiercią żony, siostry i przyjaciół. Musiał dbać o tych co żyją. Nawet nie chciał myśleć że jego córki też mogą od tego zginąć. A Colie, Nuru i Rune? Też pewnie tęsknią za rodzicami. Nikt przecież nie lubi gdy nagle umiera bliska i kochana osoba. Każdy wiedział że trzeba jakoś wytępić tę roślinę. I każdy nie wiedział jak to zrobić. Nie dość że za jego panowania stado było stosunkowo małe, to teraz jeszcze osłabione. Został on i Orwar. Reszta to jeszcze lwiątka. Wrogom w to graj.
Ale dzisiaj Kovu miał poważniejsze zmartwienie. Mianowicie, od rana bolała go głowa. Nie miał pojęcia czy to z przepracowania czy od tej rośliny. Teraz była już niemal wszędzie. Rafiki podczas swoich wycieczek odkrył tylko nazwę kwiatu. Hebanowy Kolec. Czy taka roślina istnieje? Pewnie że tak. Lwia Ziemia zaczyna się robić od niej czarna. Brakuje tylko żeby zaczęła rosnąć w wodzie i zatruła ją.
Król coraz częściej myślał o przeniesieniu stada na inne tereny. A w głębi serca czuł że nie może tego zrobić. Tu jest ich dom. Miał przeczucie że ta plaga odegra ważną rolę w życiu stada Lwiej Ziemi. Oby tylko szybko się skończyła.
***
Nuru siedział na tyłach Lwiej Skały. Od rana starał się każdego unikać. Brakowało mu rodziców ale nie popadł w tzw. czarną rozpacz po ich śmierci. Wiedział że gdzieś tam są i nigdy go nie opuszczą. Może jeszcze ich kiedyś zobaczy? Tak jak Tau i Jija swoich?
A ta roślina? Była jakaś dziwna. Z każdym innym kwiatem normalnie rozmawiał.
Jak go nazwał Rafiki? Hebanowy Kolec? Z nim nie było jak się porozumieć. Roślina milczała. Nuru wydawało się to co najmniej dziwne, ale nie znał nikogo kto mógłby to wyjaśnić.
-Nuru?
Nuru odwrócił głowę. Obok niego stała Jija. Lwiczka bez słowa wpatrywała się w horyzont. Nuru poczuł się trochę dziwnie, będąc tak blisko niej ale cieszył się że Jija była obok.
-Tęsknisz za nimi, prawda? - spytała nagle.
-A ty za swoimi?
-Już się przyzwyczaiłam. Byłam wtedy mała....Słuchaj, wiem że trudno się z tym pogodzić ale śmierci nie da się uniknąć.
-Wiem...
-Bardziej jednak niepokoi mnie zachowanie króla...
Nuru, który dotąd wpatrywał się w ziemię, teraz podniósł wzrok na przyjaciółkę.
-Chodzi ci o śmierć królowej?
-Nie do końca. Od rana jest jakby...nie jest sobą...znaczy...
-Co?
-Podejrzewam że...zatruł się tą rośliną.
-Jesteś pewna?
-Vitani, Kami, królowa, Vivien. Wszyscy mieli dokładnie te same objawy. Zresztą inne zwierzęta też. Stosunkowo łatwo to zauważyć jeśli się dobrze przyjrzysz.
-Ale jeśli król umrze, to co będzie ze stadem i z Lwią Ziemią?
-Mamy przecież następców, nie? Będzie dobrze.
-Mam nadzieję.
***
Kilka dni później...
Lyre szła w kierunku Lwiej Skały, omijając śmiercionośne kwiatki. Nie było jej u przyjaciół od śmierci Vitani. Nie miała więc pojęcia co się tam działo przez ten czas. Gdy weszła na skały, tworzące schodki na Lwią Ziemię, od razu w oczy rzucił jej się dziwny, grobowy nastrój panujący wśród lwów. Wszyscy mieli ponure miny a stado było...ZARAZ! Gdzie są wszyscy dorośli?! Lyre podeszła do Dalili siedzącej przed wejściem do groty.
-Co tu się stało?
Księżniczka spojrzała na nią ze smutkiem.
-Że Vitani zatruła się tą rośliną, to wiesz.
-Tak.
-Potem to samo spotkało Kami.
-Co?
-Potem umarła mama...
-?
-...potem Vivien.
-Wszyscy dorośli? A gdzie król?
-Też umarł. Wczoraj.
-I co teraz?
-Nie wiem. Czekamy aż Rafiki wróci. Wieczorem, po pogrzebie taty, powiedział że musi gdzieś iść w pilnej sprawie i że wróci dzisiaj rano. Zaraz powinien tu być.
-A Orwar?
-Mam nadzieję że się tym nie zatruje...No, wreszcie jesteś, Rafiki.
Lyre odwróciła się w samą porę by ujrzeć podchodzącego do nich mandryla.
-Zauważyliście? - powiedział. - Tych kwiatów jest jakby mniej. Może wreszcie ta plaga ustąpi.
-Najwyższy czas. - westchnęła Dalila.
Ze stada Lwioziemców zginęli Vitani i Kami. Kovu zakazał komukolwiek zbliżać się do tej rośliny a Rafiki szukał odtrutki. W tym celu często chodził poza granice Lwiej Ziemi. Jednak wszystko na nic. Rafiki nie dowiedział się niczego nowego o tej roślinie a ofiar wciąż było coraz więcej.
W krótkim czasie ten sam los spotkał królową, a kilka dni później Vivien opuściła stado na wieki. Zaś Duchy Przodków milczały. Rafiki nie mógł z nimi rozmawiać. Nawet ze swoim starym przyjacielem Mufasą. Duchy niedawno zmarłych lwów oraz rodziców Jiji i Tau, także były głuche na wołania. Nikt nie wiedział jak powstrzymać plagę. Nikt nie miał pojęcia co robić. Kovu, jako król, musiał uspokajać przerażone zwierzęta. Nie było dnia, by ktoś nie zginął. Było mu ciężko i nie pogodził się jeszcze ze śmiercią żony, siostry i przyjaciół. Musiał dbać o tych co żyją. Nawet nie chciał myśleć że jego córki też mogą od tego zginąć. A Colie, Nuru i Rune? Też pewnie tęsknią za rodzicami. Nikt przecież nie lubi gdy nagle umiera bliska i kochana osoba. Każdy wiedział że trzeba jakoś wytępić tę roślinę. I każdy nie wiedział jak to zrobić. Nie dość że za jego panowania stado było stosunkowo małe, to teraz jeszcze osłabione. Został on i Orwar. Reszta to jeszcze lwiątka. Wrogom w to graj.
Ale dzisiaj Kovu miał poważniejsze zmartwienie. Mianowicie, od rana bolała go głowa. Nie miał pojęcia czy to z przepracowania czy od tej rośliny. Teraz była już niemal wszędzie. Rafiki podczas swoich wycieczek odkrył tylko nazwę kwiatu. Hebanowy Kolec. Czy taka roślina istnieje? Pewnie że tak. Lwia Ziemia zaczyna się robić od niej czarna. Brakuje tylko żeby zaczęła rosnąć w wodzie i zatruła ją.
Król coraz częściej myślał o przeniesieniu stada na inne tereny. A w głębi serca czuł że nie może tego zrobić. Tu jest ich dom. Miał przeczucie że ta plaga odegra ważną rolę w życiu stada Lwiej Ziemi. Oby tylko szybko się skończyła.
***
Nuru siedział na tyłach Lwiej Skały. Od rana starał się każdego unikać. Brakowało mu rodziców ale nie popadł w tzw. czarną rozpacz po ich śmierci. Wiedział że gdzieś tam są i nigdy go nie opuszczą. Może jeszcze ich kiedyś zobaczy? Tak jak Tau i Jija swoich?
A ta roślina? Była jakaś dziwna. Z każdym innym kwiatem normalnie rozmawiał.
Jak go nazwał Rafiki? Hebanowy Kolec? Z nim nie było jak się porozumieć. Roślina milczała. Nuru wydawało się to co najmniej dziwne, ale nie znał nikogo kto mógłby to wyjaśnić.
-Nuru?
Nuru odwrócił głowę. Obok niego stała Jija. Lwiczka bez słowa wpatrywała się w horyzont. Nuru poczuł się trochę dziwnie, będąc tak blisko niej ale cieszył się że Jija była obok.
-Tęsknisz za nimi, prawda? - spytała nagle.
-A ty za swoimi?
-Już się przyzwyczaiłam. Byłam wtedy mała....Słuchaj, wiem że trudno się z tym pogodzić ale śmierci nie da się uniknąć.
-Wiem...
-Bardziej jednak niepokoi mnie zachowanie króla...
Nuru, który dotąd wpatrywał się w ziemię, teraz podniósł wzrok na przyjaciółkę.
-Chodzi ci o śmierć królowej?
-Nie do końca. Od rana jest jakby...nie jest sobą...znaczy...
-Co?
-Podejrzewam że...zatruł się tą rośliną.
-Jesteś pewna?
-Vitani, Kami, królowa, Vivien. Wszyscy mieli dokładnie te same objawy. Zresztą inne zwierzęta też. Stosunkowo łatwo to zauważyć jeśli się dobrze przyjrzysz.
-Ale jeśli król umrze, to co będzie ze stadem i z Lwią Ziemią?
-Mamy przecież następców, nie? Będzie dobrze.
-Mam nadzieję.
***
Kilka dni później...
Lyre szła w kierunku Lwiej Skały, omijając śmiercionośne kwiatki. Nie było jej u przyjaciół od śmierci Vitani. Nie miała więc pojęcia co się tam działo przez ten czas. Gdy weszła na skały, tworzące schodki na Lwią Ziemię, od razu w oczy rzucił jej się dziwny, grobowy nastrój panujący wśród lwów. Wszyscy mieli ponure miny a stado było...ZARAZ! Gdzie są wszyscy dorośli?! Lyre podeszła do Dalili siedzącej przed wejściem do groty.
-Co tu się stało?
Księżniczka spojrzała na nią ze smutkiem.
-Że Vitani zatruła się tą rośliną, to wiesz.
-Tak.
-Potem to samo spotkało Kami.
-Co?
-Potem umarła mama...
-?
-...potem Vivien.
-Wszyscy dorośli? A gdzie król?
-Też umarł. Wczoraj.
-I co teraz?
-Nie wiem. Czekamy aż Rafiki wróci. Wieczorem, po pogrzebie taty, powiedział że musi gdzieś iść w pilnej sprawie i że wróci dzisiaj rano. Zaraz powinien tu być.
-A Orwar?
-Mam nadzieję że się tym nie zatruje...No, wreszcie jesteś, Rafiki.
Lyre odwróciła się w samą porę by ujrzeć podchodzącego do nich mandryla.
-Zauważyliście? - powiedział. - Tych kwiatów jest jakby mniej. Może wreszcie ta plaga ustąpi.
-Najwyższy czas. - westchnęła Dalila.
sobota, 24 września 2016
28. Plaga
Był wczesny ranek. Kovu siedział na czubku Lwiej Skały i patrzył na swe królestwo, skąpane w pierwszych promieniach wschodzącego słońca.
-Już wstałeś? - usłyszał nagle za sobą.
Kiara podeszła do swego męża.
-Od kiedy wstajesz tak wcześnie? - spytała z uśmiechem.
-Tak jakoś...ale obawiam się że możemy mieć kłopoty. Spójrz tam. Co widzisz? - Kovu nie chciał psuć ukochanej humoru z samego rana, ale nie miał wyjścia. W ich królestwie zaczynały dziać się dziwne rzeczy.
Królowa potoczyła wzrokiem po terenach Lwiej Ziemi.
-Nie widzę nic poza tym co zwykle.
-Mamo, tato! Chodźcie szybko!
Królewska para spojrzała w kierunku z którego dobiegło wołanie.
-Też już wstałyście? - uśmiechnęła się Kiara do córek.
-Chodźcie, musicie to zobaczyć! - poganiała rodziców Elleine.
Obie lwiczki ponaglały ich spojrzeniem. Władcy, nagle tknięci złym przeczuciem, pobiegli za księżniczkami.
Cała czwórka przemierzała sawannę, co chwila napotykając martwe zwierzęta. I kopytne i drapieżniki. Jedna trzecia mieszkańców Lwiej Ziemi była martwa. I młodzi i starzy.
-Co tu się dzieje? - przeraziła się Kiara.
-No właśnie. Te zwierzęta są martwe...bez powodu. Niema niczego, co wskazałoby przyczynę śmierci. - odparła Dalila.
-I jest tu pełno tych dziwnych kwiatów. Nigdy nie było takich na Lwiej Ziemi. - zauważyła królowa.
Rzeczywiście. Bezwonne kwiaty o czarnych trójkątnych płatkach i fioletowym środku. Było ich mnóstwo. Więcej niż czegokolwiek innego.
-Ta sama roślina, którą widziałam jakiś czas temu na cmentarzysku. Ale widziałam tylko jeden kwiat, blisko granicy. - podeszła do nich Lyre.
-Może chodźmy z tym do Rafikiego. - zaproponowała Dalila.
Ale Lyre pokręciła głową.
-Byłam już. On też nigdy wcześniej nie widział tej rośliny.
-Więc?
-Na razie nie zostaje nam nic innego, jak tylko obserwować całą sytuację i patrzeć co z tego wyniknie. Ale lepiej żeby wszyscy uważali na te kwiaty. Dalila, przekaż to przyjaciołom, dobrze?
-Dobrze tato.
-A czemu ja mam takie wrażenie że ta roślina jest silnie trująca? - spytała Elleine bardziej siebie niż stojących obok.
-Na razie jeszcze nic nie wiadomo. - odparła królowa.
-Tu jesteście. Chodźcie szybko! - nagle przed nimi pojawiła się Colie.
-Co się stało?
-Vitani coś jest. Mówi że bardzo boli ją głowa i niema siły wstać.
Cała piątka natychmiast pobiegła za Colie na Lwią Skałę.
-Co się dzieje, Vitani? - Kovu podszedł do siostry.
-Nie wiem. Strasznie boli mnie głowa. I to nie od dzisiaj. Od kilku dni. Byłam z tym u Rafikiego ale nie wiedział co mi jest. Dał mi jakieś lecznicze rośliny ale nic mi nie pomaga. A teraz nie mam siły nawet podnieść głowy.
-Od ilu dni boli cię głowa? - spytała Lyre.
-Od czterech.
-Pięć dni temu widziałam tę roślinę na cmentarzysku. A od czterech spotykam ją i tu. Coraz częściej. Za to nie mogę jej już znaleźć na cmentarzysku.
-Myślisz że to od tego? - spytała Dalila.
-Nie wiem. Może?
-Miejmy nadzieję że jej przejdzie. - powiedziała Kiara.
***
Tym czasem Kami siedział przy wejściu do jaskini. Nie brał udziału w rozmowie. Ale słuchał i był przerażony bardziej niż inni. Jego też bolała głowa, z tym że od trzech dni. Miał zamiar iść dzisiaj do Rafikiego ale skoro mandryl nie potrafił pomóc Vitani, to chyba się nie opłacało. Nie chciał, być może, niepotrzebnie denerwować stada, dlatego nic nikomu nie mówił.
Nagle z rozmyślań wyrwały go przerażone głosy innych, skupiające się wokół siostry króla. Podszedł bliżej by sprawdzić co się dzieje.
-Nie oddycha. - powiedziała Kiara. - Vivien, idź po Rafikiego.
Lwica czym prędzej wybiegła z groty.
-Nagle straciła przytomność i przestała oddychać. - wyjaśniła królowa, gdy Kami stanął obok niej.
Vivien wróciła z mandrylem najszybciej jak się dało.
-Spotkałam go po drodze. - powiedziała.
Rafiki podszedł do leżącej lwicy i zbadał ją. Kovu odniósł wrażenie że zrobił to dziwnie szybko.
-Ona nie żyje. - powiedział mandryl.
W ułamku sekundy we wszystkich oczach pojawiło się niedowierzanie.
-Ale dlaczego... - zaczął Kovu - ...znaczy...co spowodowało śmierć?
-Do głowy przychodzi mi w tej chwili tylko jedno. Trucizna.
-Ale... - królowi zabrakło słów.
-Elleine miała rację. - odezwał się nagle Rune, a gdy zobaczył że wszyscy na niego patrzą, kontynuował:
-Mówiła że ma przeczucie że ta roślina jest trująca. Nuru natomiast mówił że to jedyna roślina z którą nie może gadać. Rozmawiałem wczoraj z takim jednym gepardem...
-Lyre?
-Nie, nie z Lyre. Ten gepard powiedział że ...najpierw próbował zerwać ten kwiat, na drugi dzień rozbolała go głowa, bolała przez trzy dni, potem, czwartego dnia nie mógł wstać...no i nie wiem czy powiedział wszystko co chciał bo umarł.
-Zaraz, bo się pogubiłam. - wtrąciła Colie. - Ten gepard dotykał tego kwiatu, następnego dnia dostał gorączki, która utrzymywała się przez cztery dni. Czwartego dnia nie miał siły wstać i tego samego dnia umarł. To chciałeś powiedzieć?
-Tak.
-Czyli co? Przyjmujemy że ta dziwna roślina jest trująca, tak?
-Na to wygląda.
***
Następnego dnia okazało się że domysły były trafne. Teraz Kami nie miał siły wstać. Był już ranek, ale nikt jeszcze nie wstał. Kamiego obudził okropny ból głowy. Leżał bez ruchu, starając się ignorować dolegliwość. Przed oczami zaczęły mu przelatywać wspomnienia. Coraz szybciej i szybciej. A potem nastała ciemność i lew stracił przytomność.
-Już wstałeś? - usłyszał nagle za sobą.
Kiara podeszła do swego męża.
-Od kiedy wstajesz tak wcześnie? - spytała z uśmiechem.
-Tak jakoś...ale obawiam się że możemy mieć kłopoty. Spójrz tam. Co widzisz? - Kovu nie chciał psuć ukochanej humoru z samego rana, ale nie miał wyjścia. W ich królestwie zaczynały dziać się dziwne rzeczy.
Królowa potoczyła wzrokiem po terenach Lwiej Ziemi.
-Nie widzę nic poza tym co zwykle.
-Mamo, tato! Chodźcie szybko!
Królewska para spojrzała w kierunku z którego dobiegło wołanie.
-Też już wstałyście? - uśmiechnęła się Kiara do córek.
-Chodźcie, musicie to zobaczyć! - poganiała rodziców Elleine.
Obie lwiczki ponaglały ich spojrzeniem. Władcy, nagle tknięci złym przeczuciem, pobiegli za księżniczkami.
Cała czwórka przemierzała sawannę, co chwila napotykając martwe zwierzęta. I kopytne i drapieżniki. Jedna trzecia mieszkańców Lwiej Ziemi była martwa. I młodzi i starzy.
-Co tu się dzieje? - przeraziła się Kiara.
-No właśnie. Te zwierzęta są martwe...bez powodu. Niema niczego, co wskazałoby przyczynę śmierci. - odparła Dalila.
-I jest tu pełno tych dziwnych kwiatów. Nigdy nie było takich na Lwiej Ziemi. - zauważyła królowa.
Rzeczywiście. Bezwonne kwiaty o czarnych trójkątnych płatkach i fioletowym środku. Było ich mnóstwo. Więcej niż czegokolwiek innego.
-Ta sama roślina, którą widziałam jakiś czas temu na cmentarzysku. Ale widziałam tylko jeden kwiat, blisko granicy. - podeszła do nich Lyre.
-Może chodźmy z tym do Rafikiego. - zaproponowała Dalila.
Ale Lyre pokręciła głową.
-Byłam już. On też nigdy wcześniej nie widział tej rośliny.
-Więc?
-Na razie nie zostaje nam nic innego, jak tylko obserwować całą sytuację i patrzeć co z tego wyniknie. Ale lepiej żeby wszyscy uważali na te kwiaty. Dalila, przekaż to przyjaciołom, dobrze?
-Dobrze tato.
-A czemu ja mam takie wrażenie że ta roślina jest silnie trująca? - spytała Elleine bardziej siebie niż stojących obok.
-Na razie jeszcze nic nie wiadomo. - odparła królowa.
-Tu jesteście. Chodźcie szybko! - nagle przed nimi pojawiła się Colie.
-Co się stało?
-Vitani coś jest. Mówi że bardzo boli ją głowa i niema siły wstać.
Cała piątka natychmiast pobiegła za Colie na Lwią Skałę.
-Co się dzieje, Vitani? - Kovu podszedł do siostry.
-Nie wiem. Strasznie boli mnie głowa. I to nie od dzisiaj. Od kilku dni. Byłam z tym u Rafikiego ale nie wiedział co mi jest. Dał mi jakieś lecznicze rośliny ale nic mi nie pomaga. A teraz nie mam siły nawet podnieść głowy.
-Od ilu dni boli cię głowa? - spytała Lyre.
-Od czterech.
-Pięć dni temu widziałam tę roślinę na cmentarzysku. A od czterech spotykam ją i tu. Coraz częściej. Za to nie mogę jej już znaleźć na cmentarzysku.
-Myślisz że to od tego? - spytała Dalila.
-Nie wiem. Może?
-Miejmy nadzieję że jej przejdzie. - powiedziała Kiara.
***
Tym czasem Kami siedział przy wejściu do jaskini. Nie brał udziału w rozmowie. Ale słuchał i był przerażony bardziej niż inni. Jego też bolała głowa, z tym że od trzech dni. Miał zamiar iść dzisiaj do Rafikiego ale skoro mandryl nie potrafił pomóc Vitani, to chyba się nie opłacało. Nie chciał, być może, niepotrzebnie denerwować stada, dlatego nic nikomu nie mówił.
Nagle z rozmyślań wyrwały go przerażone głosy innych, skupiające się wokół siostry króla. Podszedł bliżej by sprawdzić co się dzieje.
-Nie oddycha. - powiedziała Kiara. - Vivien, idź po Rafikiego.
Lwica czym prędzej wybiegła z groty.
-Nagle straciła przytomność i przestała oddychać. - wyjaśniła królowa, gdy Kami stanął obok niej.
Vivien wróciła z mandrylem najszybciej jak się dało.
-Spotkałam go po drodze. - powiedziała.
Rafiki podszedł do leżącej lwicy i zbadał ją. Kovu odniósł wrażenie że zrobił to dziwnie szybko.
-Ona nie żyje. - powiedział mandryl.
W ułamku sekundy we wszystkich oczach pojawiło się niedowierzanie.
-Ale dlaczego... - zaczął Kovu - ...znaczy...co spowodowało śmierć?
-Do głowy przychodzi mi w tej chwili tylko jedno. Trucizna.
-Ale... - królowi zabrakło słów.
-Elleine miała rację. - odezwał się nagle Rune, a gdy zobaczył że wszyscy na niego patrzą, kontynuował:
-Mówiła że ma przeczucie że ta roślina jest trująca. Nuru natomiast mówił że to jedyna roślina z którą nie może gadać. Rozmawiałem wczoraj z takim jednym gepardem...
-Lyre?
-Nie, nie z Lyre. Ten gepard powiedział że ...najpierw próbował zerwać ten kwiat, na drugi dzień rozbolała go głowa, bolała przez trzy dni, potem, czwartego dnia nie mógł wstać...no i nie wiem czy powiedział wszystko co chciał bo umarł.
-Zaraz, bo się pogubiłam. - wtrąciła Colie. - Ten gepard dotykał tego kwiatu, następnego dnia dostał gorączki, która utrzymywała się przez cztery dni. Czwartego dnia nie miał siły wstać i tego samego dnia umarł. To chciałeś powiedzieć?
-Tak.
-Czyli co? Przyjmujemy że ta dziwna roślina jest trująca, tak?
-Na to wygląda.
***
Następnego dnia okazało się że domysły były trafne. Teraz Kami nie miał siły wstać. Był już ranek, ale nikt jeszcze nie wstał. Kamiego obudził okropny ból głowy. Leżał bez ruchu, starając się ignorować dolegliwość. Przed oczami zaczęły mu przelatywać wspomnienia. Coraz szybciej i szybciej. A potem nastała ciemność i lew stracił przytomność.
wtorek, 13 września 2016
27. Ponowne spotkanie
Od powrotu z wyprawy minęło już sporo czasu. Od dawna na Lwiej Ziemi było cicho i spokojnie. Zdaniem Jiji - z spokojnie. Najgorsze było to że mieli wrogów, ale nie mieli pojęcia gdzie ci wrogowie obecnie przebywają.
Tego ranka Jija obudziła się wyjątkowo wcześnie. Korzystając z tego że reszta stada nadal spała, postanowiła wyjść na samotny spacer. Po cichu wstała i ostrożnie, żeby nikogo nie obudzić poszła w kierunku wyjścia.
Szła wolno przez sawannę, pozwalając by pierwsze promienie słońca grzały jej grzbiet. Była szczęśliwa. Sama nie wiedziała dlaczego; po prostu miała dzisiaj dobry humor. Nagle stanęła, wpatrując się w punkt daleko przed sobą. Czyżby to był...? Nie, niemożliwe. Lwica podeszła bliżej. Teraz rozpoznała. Jej dobry nastrój prysł. Wycofała się powoli w kierunku Lwiej Skały, w nadziei że pozostała niezauważona.
Spieszyła się tak bardzo że nie zauważyła wołającego ją brata. Ten ją dogonił i zatrzymał.
-Co się stało? - spytał.
-On tu jest.
-Kto?
-Jest król?
-Tak, na Lwiej Skale.
-Na Lwiej Ziemi jest ten sam lew, który zabił naszych rodziców.
-Co?! Jesteś pewna że to on?
-Tak.
-Szybko!
Rodzeństwo pobiegło na Lwią Skałę.
Gdy Kovu usłyszał wieści, natychmiast zebrał całe stado i poszedł w kierunku wskazanym przez Jiję.
-To on. - Colie rozpoznała lwa, którego spotkali niegdyś na Złej Ziemi.
On też ich najwidoczniej rozpoznał bo uśmiechnął się. Dalila odpowiedziała mu warczeniem.
-Co tu robisz? - spytał Kovu oficjalnym tonem.
Przybysz milczał.
-Kim jesteś?
Znowu milczenie.
-Skąd pochodzisz?
Nieznajomy nie odpowiedział.
-Jesteś niemową? Gdy widzieliśmy cię ostatnio, umiałeś mówić. - spytała złośliwie Dalila.
-Nie rozmawiam z tobą, więc się nie odzywaj! - warknął tamten.
-Jeśli jeszcze raz obrazisz kogoś z tego stada, pożałujesz! - ostrzegł Kovu. - Odpowiadaj na moje pytania! - rozkazał.
-No dobrze, skoro tak bardzo chcesz to mogę odpowiedzieć.
-Nie przeginaj! - Kovu zaczynał tracić cierpliwość.
-No dobrze, więc eee...
Kovu zawarczał.
-Jestem lwem, jak zresztą widać, no chyba że są tu ślepi...
-I nie próbuj kłamać. - przerwał mu Kami, który również zaczynał tracić cierpliwość. - Wiadomo że jesteś lwem. Królowi nie chodziło o to.
-Wiem o tym doskonale. - odparł nieznajomy przymilnym tonem.
Odpowiedziało mu głuche warczenie Lwioziemców.
-Pochodzę z daleka i przyszedłem tu na wycieczkę. Pasuje wam taka odpowiedź?
-Nie!!
-Skoro nie, to ja już pójdę. - lew odwrócił się i zrobił parę kroków, oddalając się od Kovu i reszty. Jednak nagle się zatrzymał, odwrócił głowę w ich stronę i powiedział:
-Teraz odchodzę ale nie myślcie że tu nie wrócę. O nie, zrobię to z przyjemnością. Moja zemsta będzie straszna.
-Kpisz czy o drogę pytasz? - zawołała za nim Jija.
-A może szukasz kłopotów? - Elleine wzięła przykład z przyjaciółki.
Lew zignorował obie lwice i oddalił się w sobie tylko znanym kierunku.
-O co mu właściwie chodziło? - spytała Vivien.
-Nie mam pojęcia, ale jeśli pokaże się tu jeszcze raz, to coś mi się wydaje, że porządnie oberwie. - odparła Vitani.
***
W tym samym czasie Lyre spacerowała przy granicy z Cmentarzyskiem. Wiedziała że dorośli nie gniewają się już że ona i lwiątka wybrali się w podróż i nie powiedzieli o tym. Chętnie poszła by na Lwią Skałę i wyciągnęła przyjaciół z domu, ale od rana panował tam większy ruch niż zwykle. Gepardzica uznała więc że nie lubi zamieszania i spędziła ten dzień sama. Po prawej stronie miała Lwią Ziemię, a po lewej - Cmentarzysko. Było opuszczone ale mimo to coś przykuło uwagę kocicy. Podeszła bliżej by sprawdzić czy dobrze widziała. Na cmentarzysku, gdzie nie było nawet trawy, rósł kwiat. Mały niepozorny kwiatuszek o drobnym kwiatostanie i krótkiej łodyżce. Miał on czarne płatki w kształcie trójkątów oraz fioletowy środek. Liście i łodygę pokrywał drobny meszek.
Lyre wydało się to podejrzane i nawet nie próbowała dotknąć tego kwiatu. Zwłaszcza że nie pachniał ładnie taj jak inne kwiaty. Nie miał w ogóle zapachu!
Pobiegła do Rafikiego i powiedziała mu o swoim znalezisku. Ale mandryl też nigdy nie widział takiego kwiatu. Nie dowierzał też że może on rosnąć na cmentarzysku, skąd nawet muchy się wyniosły. Lyre postanowiła więc nikomu więcej o tym nie wspominać. Skoro wszechwiedząca małpa nigdy o czymś takim nie słyszała, to jej przyjaciele tym bardziej nie.
Tego ranka Jija obudziła się wyjątkowo wcześnie. Korzystając z tego że reszta stada nadal spała, postanowiła wyjść na samotny spacer. Po cichu wstała i ostrożnie, żeby nikogo nie obudzić poszła w kierunku wyjścia.
Szła wolno przez sawannę, pozwalając by pierwsze promienie słońca grzały jej grzbiet. Była szczęśliwa. Sama nie wiedziała dlaczego; po prostu miała dzisiaj dobry humor. Nagle stanęła, wpatrując się w punkt daleko przed sobą. Czyżby to był...? Nie, niemożliwe. Lwica podeszła bliżej. Teraz rozpoznała. Jej dobry nastrój prysł. Wycofała się powoli w kierunku Lwiej Skały, w nadziei że pozostała niezauważona.
Spieszyła się tak bardzo że nie zauważyła wołającego ją brata. Ten ją dogonił i zatrzymał.
-Co się stało? - spytał.
-On tu jest.
-Kto?
-Jest król?
-Tak, na Lwiej Skale.
-Na Lwiej Ziemi jest ten sam lew, który zabił naszych rodziców.
-Co?! Jesteś pewna że to on?
-Tak.
-Szybko!
Rodzeństwo pobiegło na Lwią Skałę.
Gdy Kovu usłyszał wieści, natychmiast zebrał całe stado i poszedł w kierunku wskazanym przez Jiję.
-To on. - Colie rozpoznała lwa, którego spotkali niegdyś na Złej Ziemi.
On też ich najwidoczniej rozpoznał bo uśmiechnął się. Dalila odpowiedziała mu warczeniem.
-Co tu robisz? - spytał Kovu oficjalnym tonem.
Przybysz milczał.
-Kim jesteś?
Znowu milczenie.
-Skąd pochodzisz?
Nieznajomy nie odpowiedział.
-Jesteś niemową? Gdy widzieliśmy cię ostatnio, umiałeś mówić. - spytała złośliwie Dalila.
-Nie rozmawiam z tobą, więc się nie odzywaj! - warknął tamten.
-Jeśli jeszcze raz obrazisz kogoś z tego stada, pożałujesz! - ostrzegł Kovu. - Odpowiadaj na moje pytania! - rozkazał.
-No dobrze, skoro tak bardzo chcesz to mogę odpowiedzieć.
-Nie przeginaj! - Kovu zaczynał tracić cierpliwość.
-No dobrze, więc eee...
Kovu zawarczał.
-Jestem lwem, jak zresztą widać, no chyba że są tu ślepi...
-I nie próbuj kłamać. - przerwał mu Kami, który również zaczynał tracić cierpliwość. - Wiadomo że jesteś lwem. Królowi nie chodziło o to.
-Wiem o tym doskonale. - odparł nieznajomy przymilnym tonem.
Odpowiedziało mu głuche warczenie Lwioziemców.
-Pochodzę z daleka i przyszedłem tu na wycieczkę. Pasuje wam taka odpowiedź?
-Nie!!
-Skoro nie, to ja już pójdę. - lew odwrócił się i zrobił parę kroków, oddalając się od Kovu i reszty. Jednak nagle się zatrzymał, odwrócił głowę w ich stronę i powiedział:
-Teraz odchodzę ale nie myślcie że tu nie wrócę. O nie, zrobię to z przyjemnością. Moja zemsta będzie straszna.
-Kpisz czy o drogę pytasz? - zawołała za nim Jija.
-A może szukasz kłopotów? - Elleine wzięła przykład z przyjaciółki.
Lew zignorował obie lwice i oddalił się w sobie tylko znanym kierunku.
-O co mu właściwie chodziło? - spytała Vivien.
-Nie mam pojęcia, ale jeśli pokaże się tu jeszcze raz, to coś mi się wydaje, że porządnie oberwie. - odparła Vitani.
***
W tym samym czasie Lyre spacerowała przy granicy z Cmentarzyskiem. Wiedziała że dorośli nie gniewają się już że ona i lwiątka wybrali się w podróż i nie powiedzieli o tym. Chętnie poszła by na Lwią Skałę i wyciągnęła przyjaciół z domu, ale od rana panował tam większy ruch niż zwykle. Gepardzica uznała więc że nie lubi zamieszania i spędziła ten dzień sama. Po prawej stronie miała Lwią Ziemię, a po lewej - Cmentarzysko. Było opuszczone ale mimo to coś przykuło uwagę kocicy. Podeszła bliżej by sprawdzić czy dobrze widziała. Na cmentarzysku, gdzie nie było nawet trawy, rósł kwiat. Mały niepozorny kwiatuszek o drobnym kwiatostanie i krótkiej łodyżce. Miał on czarne płatki w kształcie trójkątów oraz fioletowy środek. Liście i łodygę pokrywał drobny meszek.
Lyre wydało się to podejrzane i nawet nie próbowała dotknąć tego kwiatu. Zwłaszcza że nie pachniał ładnie taj jak inne kwiaty. Nie miał w ogóle zapachu!
Pobiegła do Rafikiego i powiedziała mu o swoim znalezisku. Ale mandryl też nigdy nie widział takiego kwiatu. Nie dowierzał też że może on rosnąć na cmentarzysku, skąd nawet muchy się wyniosły. Lyre postanowiła więc nikomu więcej o tym nie wspominać. Skoro wszechwiedząca małpa nigdy o czymś takim nie słyszała, to jej przyjaciele tym bardziej nie.
niedziela, 31 lipca 2016
26. Nareszcie w domu
Dojście do końca gór i przekonanie Orwara by wrócił z nimi na Lwią Ziemię zajęło przyjaciołom kilka dni. Pewnego wieczoru stanęli u stóp lasu pokrytego śniegiem, który, jak powiedział Orwar, nigdy nie topnieje. Podczas postoju ujrzeli ducha Soraji. Stała cicho na uboczu i cierpliwie czekała aż ją zauważą.
-Teraz musicie iść przez ten las. - zwróciła się do córki, ale słyszeli i widzieli ją także pozostali. Łącznie z Orwarem. - Mój brat pomoże wam. I teraz, w powrocie i później na Lwiej Ziemi.
Duch lwicy zniknął.
-W tym lesie mieszkają ludzie. - powiedział po chwili Orwar.
-Kto? - spytała jednocześnie cała ósemka.
-Ludzie. - powtórzył lew. - Poznacie ich po tym że poruszają się na dwóch kończynach i maja mniej sierści niż my.
-Już ich spotkaliśmy. Tylko nie wiedzieliśmy co to za istoty. - przypomniała sobie Lyre.
***
Następnego ranka wyruszyli w dalszą drogę. Szli w milczeniu przez las. Nic specjalnego się nie działo. W okół panowała niczym niezmącona cisza.
Nagle Dalila krzyknęła, zatrzymując się w pół kroku. Pozostali natychmiast do niej podeszli.
-Co się stało? - spytała Elleine.
-Nie wiem. - odparła księżniczka, zaciskając z bólu zęby. - Po prostu szłam i nagle coś złapało mnie za łapę.
Dopiero teraz dostrzegli solidnie wyglądające szczypce, zaciśnięte na prawej tylnej łapie ich przyjaciółki. Z rany sączyła się krew.
-Sidła. - stwierdził Orwar.
-Co?
-Niektórzy ludzie zastawiają podobne pułapki. Tych lepiej unikać.
-Jak to otworzyć? - spytała Jija.
Orwar spojrzał na nią smutno.
-Nie wiem. Tylko ludzie to potrafią.
-Ktoś tu idzie. - syknął Tau do towarzyszy.
Miał rację. Kilkanaście metrów od nich stała istota. Wyglądała tak jak opisany przez Orwara człowiek.
-Odsuńcie się. - szepnął biały lew. - On jej może pomóc.
-Skąd wiesz?
-Znam ludzi. Po prostu wiem że ten chłopak nie zrobi Dalili nic złego. Odsuńcie się.
Lwy odeszły na sporą odległość i obserwowały poczynania chłopaka. Ten z początku chciał się wycofać ale dostrzegł łapę lwicy w metalowych sidłach. Zrobił kilka kroków w jej stronę.
Dalila patrzyła na niego uważnie, obserwując każdy ruch. Bała się tego człowieka ale wyczuła że on też się jej boi i to dodało jej odwagi. By go ośmielić oparła głowę na przednich łapach i odwróciła w bok. Chłopak podszedł, pomajstrował przy pułapce i po chwili uwolnił lwicę. Posmarował czymś ranę a potem poszedł w swoją stronę.
Grupa wędrowców także ruszyła w swoją stronę. Rana na łapie księżniczki szybko się zagoiła ale lwica nie pytała Orwara czy wie co to za mazidło.
***
Gdy wyszli z lasu miny im zrzedły.
-Znowu pustynia? - jęknął Rune.
Przed nimi rozciągała się wielka piaszczysta równina.
-Tak. Znowu pustynia, piach, upał i słuchanie twojego narzekania. - odparł Nuru.
Brat go zignorował, powstrzymując się by odciąć się Nuru.
Wszyscy weszli w głąb pustyni. Duchy Sharona i Soraji znowu im się ukazały i poprowadziły od oazy do oazy. Ale i tak minęło sporo czasu zanim ujrzeli na horyzoncie blade jeszcze pasmo zieleni. A zanim do niego doszli minęło drugie tyle czasu. Z początku nie rozpoznawali krajobrazu, ale wreszcie do nich dotarło. Byli w domu. W oddali widniał zarys Lwiej Skały.
Zapadał wieczór gdy dziewięcioro przyjaciół wkroczyło na tereny królestwa Lwiej Ziemi. Po drodze na Lwią Skałę nie spotkali nikogo ze stada, co trochę zaniepokoiło Dalilę. Dlatego trochę się wystraszyła, w połowie drogi zauważając idącego w ich stronę króla.
-Tata chyba nie jest zadowolony z naszej wyprawy. - Dalila powiedziała na głos to co każdy mógł wyczytać z miny Kovu.
Gdy byli już na tyle blisko, że nie musieli krzyczeć by się usłyszeć, Tau, chcąc zapobiec następnym wydarzeniom, powiedział:
-Wasza Wysokość, to jest Orwar. Brat naszej matki i przyjaciel ojca. - wskazał na białego lwa.
Kovu patrzył na nich przez chwilę.
-Chodźcie do domu. Wszyscy czekają na wyjaśnienia.
Król poprowadził młode lwy na Lwią Skałę, po drodze rozmawiając z Orwarem. Oboje szli przodem i cała reszta nie usłyszała ani słowa.
***
Gdy weszli na Skałę, zebrało się tam całe stado. Na widok swoich dzieci, Kami, Vivien i Kiara chcieli podejść i się przywitać ale zatrzymali się w pół kroku zauważając obcego lwa i poważną minę króla.
-Możecie łaskawie wyjaśnić gdzie byliście tak długo? - spytał król, z trudem opanowując gniew. - Zdajecie sobie sprawę co my tu przeżywaliśmy?
-Nie było nas tylko kilka...naście tygodni. - powiedziała cicho Dalila.
-Nie było was parę miesięcy. - poprawił ją ojciec. Popatrzył na córkę. Potem przeniósł wzrok na Tau. - Przyszli władcy nie powinni zachowywać się tak nieodpowiedzialnie. Czyim pomysłem była ta wyprawa?
-Naszym wspólnym. - odparła Dalila.
Elleine postanowiła wesprzeć siostrę.
-Chcieliśmy tylko zobaczyć co jest poza Lwią Ziemią. - zaczęła.
Potem opowiedzieli co ich spotkało. Od wyprawy na Złą Ziemię i Cmentarzysko, przez bagna i ludzi, aż po pomoc duchów Sharona i Soraji.
Wszyscy słuchali w milczeniu, ani razu nie przerywając.
-Orwara przyjmiemy do stada...oczywiście o ile będzie chciał. - powiedział Kovu gdy lwiątka skończyły swoją opowieść. - Ale nie wiem co myśleć o tym wszystkim. Jeszcze żadem lew, żaden przyszły król nie opuścił Lwiej Ziemi na tak długo z własnej woli.
-To było konieczne. - usłyszeli nagle. Obok nich stał Rafiki.
-Co było konieczne? - spytała królowa.
-Ta wyprawa. - wyjaśnił mandryl. - Rozmawiałem z Duchami Przodków. Tau musiał przejść swego rodzaju sprawdzian. To wola Wielkich Królów. Posyłając młode lwy w tak daleką podróż, chcieli wypróbować siły przyszłych władców.
-A przeszli chociaż tą próbę?
-Jak najbardziej.
-No dobrze. - poddał się Kovu. - Nie będę się kłócił z Duchami Przodków.
-Teraz musicie iść przez ten las. - zwróciła się do córki, ale słyszeli i widzieli ją także pozostali. Łącznie z Orwarem. - Mój brat pomoże wam. I teraz, w powrocie i później na Lwiej Ziemi.
Duch lwicy zniknął.
-W tym lesie mieszkają ludzie. - powiedział po chwili Orwar.
-Kto? - spytała jednocześnie cała ósemka.
-Ludzie. - powtórzył lew. - Poznacie ich po tym że poruszają się na dwóch kończynach i maja mniej sierści niż my.
-Już ich spotkaliśmy. Tylko nie wiedzieliśmy co to za istoty. - przypomniała sobie Lyre.
***
Następnego ranka wyruszyli w dalszą drogę. Szli w milczeniu przez las. Nic specjalnego się nie działo. W okół panowała niczym niezmącona cisza.
Nagle Dalila krzyknęła, zatrzymując się w pół kroku. Pozostali natychmiast do niej podeszli.
-Co się stało? - spytała Elleine.
-Nie wiem. - odparła księżniczka, zaciskając z bólu zęby. - Po prostu szłam i nagle coś złapało mnie za łapę.
Dopiero teraz dostrzegli solidnie wyglądające szczypce, zaciśnięte na prawej tylnej łapie ich przyjaciółki. Z rany sączyła się krew.
-Sidła. - stwierdził Orwar.
-Co?
-Niektórzy ludzie zastawiają podobne pułapki. Tych lepiej unikać.
-Jak to otworzyć? - spytała Jija.
Orwar spojrzał na nią smutno.
-Nie wiem. Tylko ludzie to potrafią.
-Ktoś tu idzie. - syknął Tau do towarzyszy.
Miał rację. Kilkanaście metrów od nich stała istota. Wyglądała tak jak opisany przez Orwara człowiek.
-Odsuńcie się. - szepnął biały lew. - On jej może pomóc.
-Skąd wiesz?
-Znam ludzi. Po prostu wiem że ten chłopak nie zrobi Dalili nic złego. Odsuńcie się.
Lwy odeszły na sporą odległość i obserwowały poczynania chłopaka. Ten z początku chciał się wycofać ale dostrzegł łapę lwicy w metalowych sidłach. Zrobił kilka kroków w jej stronę.
Dalila patrzyła na niego uważnie, obserwując każdy ruch. Bała się tego człowieka ale wyczuła że on też się jej boi i to dodało jej odwagi. By go ośmielić oparła głowę na przednich łapach i odwróciła w bok. Chłopak podszedł, pomajstrował przy pułapce i po chwili uwolnił lwicę. Posmarował czymś ranę a potem poszedł w swoją stronę.
Grupa wędrowców także ruszyła w swoją stronę. Rana na łapie księżniczki szybko się zagoiła ale lwica nie pytała Orwara czy wie co to za mazidło.
***
Gdy wyszli z lasu miny im zrzedły.
-Znowu pustynia? - jęknął Rune.
Przed nimi rozciągała się wielka piaszczysta równina.
-Tak. Znowu pustynia, piach, upał i słuchanie twojego narzekania. - odparł Nuru.
Brat go zignorował, powstrzymując się by odciąć się Nuru.
Wszyscy weszli w głąb pustyni. Duchy Sharona i Soraji znowu im się ukazały i poprowadziły od oazy do oazy. Ale i tak minęło sporo czasu zanim ujrzeli na horyzoncie blade jeszcze pasmo zieleni. A zanim do niego doszli minęło drugie tyle czasu. Z początku nie rozpoznawali krajobrazu, ale wreszcie do nich dotarło. Byli w domu. W oddali widniał zarys Lwiej Skały.
Zapadał wieczór gdy dziewięcioro przyjaciół wkroczyło na tereny królestwa Lwiej Ziemi. Po drodze na Lwią Skałę nie spotkali nikogo ze stada, co trochę zaniepokoiło Dalilę. Dlatego trochę się wystraszyła, w połowie drogi zauważając idącego w ich stronę króla.
-Tata chyba nie jest zadowolony z naszej wyprawy. - Dalila powiedziała na głos to co każdy mógł wyczytać z miny Kovu.
Gdy byli już na tyle blisko, że nie musieli krzyczeć by się usłyszeć, Tau, chcąc zapobiec następnym wydarzeniom, powiedział:
-Wasza Wysokość, to jest Orwar. Brat naszej matki i przyjaciel ojca. - wskazał na białego lwa.
Kovu patrzył na nich przez chwilę.
-Chodźcie do domu. Wszyscy czekają na wyjaśnienia.
Król poprowadził młode lwy na Lwią Skałę, po drodze rozmawiając z Orwarem. Oboje szli przodem i cała reszta nie usłyszała ani słowa.
***
Gdy weszli na Skałę, zebrało się tam całe stado. Na widok swoich dzieci, Kami, Vivien i Kiara chcieli podejść i się przywitać ale zatrzymali się w pół kroku zauważając obcego lwa i poważną minę króla.
-Możecie łaskawie wyjaśnić gdzie byliście tak długo? - spytał król, z trudem opanowując gniew. - Zdajecie sobie sprawę co my tu przeżywaliśmy?
-Nie było nas tylko kilka...naście tygodni. - powiedziała cicho Dalila.
-Nie było was parę miesięcy. - poprawił ją ojciec. Popatrzył na córkę. Potem przeniósł wzrok na Tau. - Przyszli władcy nie powinni zachowywać się tak nieodpowiedzialnie. Czyim pomysłem była ta wyprawa?
-Naszym wspólnym. - odparła Dalila.
Elleine postanowiła wesprzeć siostrę.
-Chcieliśmy tylko zobaczyć co jest poza Lwią Ziemią. - zaczęła.
Potem opowiedzieli co ich spotkało. Od wyprawy na Złą Ziemię i Cmentarzysko, przez bagna i ludzi, aż po pomoc duchów Sharona i Soraji.
Wszyscy słuchali w milczeniu, ani razu nie przerywając.
-Orwara przyjmiemy do stada...oczywiście o ile będzie chciał. - powiedział Kovu gdy lwiątka skończyły swoją opowieść. - Ale nie wiem co myśleć o tym wszystkim. Jeszcze żadem lew, żaden przyszły król nie opuścił Lwiej Ziemi na tak długo z własnej woli.
-To było konieczne. - usłyszeli nagle. Obok nich stał Rafiki.
-Co było konieczne? - spytała królowa.
-Ta wyprawa. - wyjaśnił mandryl. - Rozmawiałem z Duchami Przodków. Tau musiał przejść swego rodzaju sprawdzian. To wola Wielkich Królów. Posyłając młode lwy w tak daleką podróż, chcieli wypróbować siły przyszłych władców.
-A przeszli chociaż tą próbę?
-Jak najbardziej.
-No dobrze. - poddał się Kovu. - Nie będę się kłócił z Duchami Przodków.
sobota, 30 lipca 2016
25. Wilki
Minęło trochę czasu i Tau po kilkudniowym odpoczynku czuł się o wiele lepiej. W sumie można już było ruszać dalej, ale nikt nie wiedzieli w którą stronę.
I nagle, w chwili gdy nikt się tego nie spodziewał, pojawiły się przed nimi dwa znajome już duchy.
-Dzieci... - odezwała się Soraja.
Wszyscy spojrzeli w jej kierunku.
-Czas już na was. Musicie ruszać dalej. Tau przeszedł próbę ale do domu jeszcze daleko...
-Jaką próbę? - Tau przerwał ojcu.
-Próbę, która sprawdzi jakim będziesz królem.
-To to przejście przez równinę umarłych. - wyjaśniła Soraja. - Zaprowadzimy was teraz w stronę gór. Musicie tam znaleźć przełęcz i przez nią przejść. Ale górą, nie dołem.
Ruszyli za duchami.
Jakiś czas później ujrzeli olbrzymie, niedostępne i pokryte śniegiem, strome zbocza gór.
W tym momencie duchy zniknęły.
-No i gdzie ta przełęcz? - zastanawiała się Dalila.
-A czy to przypadkiem nie to? - Nuru wskazał rozciągający się pod nimi dość szeroki wąwóz.
-Tak to musi być ta przełęcz. - zgodził się Tau.
-Hej, a ty dokąd? - Colie złapała za ogon Rune, który zaczął schodzić na dół.
-No co?
-Mieliśmy iść górą, nie pamiętasz?
-Dół wydaje mi się bezpieczniejszy. - wtrąciła się Jija. - Spójrzcie na te skalne półki. Jeśli z nich spadniemy, zginiemy na miejscu.
-Rodzice musieli mieć ważny powód, zabraniając nam iść dołem. - powiedział Tau.
-Też bym wolała przejść dołem. - wtrąciła Lyre.
-Nikt nie schodzi na dół, jasne?! - rozkazała Dalila.
Grupa weszła na skalne półki nad przełęczą.
-Naprawdę nie wiem po co mamy iść po tych niebezpiecznych, ruszających się skalnych płytach, kiedy tam na dole jest równa skała. - narzekał po drodze Rune.
-Zamknij się wreszcie! - warknęła na niego siostra. - Odkąd weszliśmy w przełęcz, bez przerwy o tym gadasz i tylko narzekasz. Bądź wreszcie cicho.
-Naprawdę dołem byłoby lepiej.
-Nie chce ci się iść po krawędzi i tyle. - prychnęła Colie.
-Co? Wcale nie! To tobie przeszkadza jak mówię.
-Możecie oboje natychmiast przestać?! - Dalila weszła między rodzeństwo.
-To powiedz mu żeby przestał. - fuknęła Colie.
-Ja nic nie robię. To tobie nic nie pasuje. - odciął się Rune.
-Przestańcie! Natychmiast!
Ale przyjaciele już jej nie słuchali. Znowu rozpoczęli sprzeczkę. Dalila bezskutecznie próbowała ich uciszyć a reszta, chcąc pomóc księżniczce włączyła się do kłótni.
Nagle wszyscy zamilkli w pół słowa. Z dołu wąwozu zaczęły ku nim wychodzić wilki. Było ich ze cztery razy więcej niż lwów.
-To już wiecie czemu mieliśmy iść górą. - powiedział Nuru. - Na dole mieszkają wilki.
-Raczej nie przyjmą nas miło. - stwierdziła Elleine wpatrując się w wyszczerzone kły najbliższego z drapieżników.
-Otaczają nas. Wynośmy się puki mamy gdzie. - zaproponowała Lyre.
Ale już było za późno. Wilki zbliżały się, coraz bardziej zacieśniając krąg. Już nie było dokąd uciec. A wilki nie miały dobrych zamiarów. Największy z nich już szykował się do ataku, szczerząc zęby i warcząc. W ogóle nie bały się lwów. Nic dziwnego skoro miały ogromną przewagę liczebną. W dodatku lwy nie były jeszcze dorosłe.
Co teraz?
Chwilową cisze rozdarł potężny ryk spotęgowany echem. Większość bestii uciekła w jednej sekundzie. Zostało tylko kilka najodważniejszych, które nadal szczerzyły kły. Ale i one w końcu uciekły.
Lwy obejrzały się za siebie. Przed nimi stał ogromny biały lew. Był stary ale nadal zdawał się być tak sprawny jak za młodu. Wzbudzał respekt.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
-Co tu robicie? - spytał wreszcie nieznajomy.
-Eeee...wracamy do domu. - powiedział Tau, nie patrząc w stronę białego lwa. Żadne z nastolatków nie miało pojęcia jak mają się zachować. Czy mogą mu ufać?
-Pomogę wam przejść przez góry. Mieszam tu i znam je.
-Ale... - zaczęła Dalila.
-Sami widzieliście ile tu wilków.
Nie było dyskusji. Grupa ruszyła za białym lwem.
-Kim właściwie jesteś? - spytał po drodze Rune.
-Lwem, nie widać?
-Nie o to mi chodziło. - mruknął Rune pod nosem.
-Nazywam się Orwar. Mieszkam w tych górach od dawna. Moja siostra, Soraja odeszła stąd w poszukiwaniu przygód. Potem poznała takiego jednego; przychodzili tu często. Zaprzyjaźniliśmy się. A potem Sharon i Soraja zniknęli bez śladu. Słuch o nich zaginął. Dawno ich nie widziałem. A wy? Teraz wasza kolej.
Orwar obejrzał się na idących z tyłu.
-Czemu macie takie miny? - zdziwił się na widok zszokowanych spojrzeń całej ósemki.
-Nasi rodzice nazywali się Sharon i Soraja. - wyjaśnił Tau.
-Jesteś ich synem?
-Tak.
-Mogłem się domyślić. Jesteś bardzo podobna do matki. - zwrócił się do Jiji.
Nikt nie odpowiedział.
-Co z nimi? - spytał Orwar po chwili.
-Nie żyją. Zabił ich pewien lew, gdy byliśmy mali. - odparła Jija.
-Znacie tego lwa?
-Z widzenia. Raczej nic o nim nie wiemy.
-A może pójdziesz z nami na Lwią Ziemię? - zaproponowała Elleine.
-Tam mieszkacie?
-Tak.
-Mógłbym poznać wasze imiona?
Każdy po kolei się przedstawił. Przy okazji wspomnieli też o swoich zdolnościach, kim są na Lwiej Ziemi i że Tau ma zostać królem. Gdy Jija o tym wspomniała, ten posłał jej mordercze spojrzenie. Lwica udała jednak że nie dostrzegła niemej uwagi brata.
I nagle, w chwili gdy nikt się tego nie spodziewał, pojawiły się przed nimi dwa znajome już duchy.
-Dzieci... - odezwała się Soraja.
Wszyscy spojrzeli w jej kierunku.
-Czas już na was. Musicie ruszać dalej. Tau przeszedł próbę ale do domu jeszcze daleko...
-Jaką próbę? - Tau przerwał ojcu.
-Próbę, która sprawdzi jakim będziesz królem.
-To to przejście przez równinę umarłych. - wyjaśniła Soraja. - Zaprowadzimy was teraz w stronę gór. Musicie tam znaleźć przełęcz i przez nią przejść. Ale górą, nie dołem.
Ruszyli za duchami.
Jakiś czas później ujrzeli olbrzymie, niedostępne i pokryte śniegiem, strome zbocza gór.
W tym momencie duchy zniknęły.
-No i gdzie ta przełęcz? - zastanawiała się Dalila.
-A czy to przypadkiem nie to? - Nuru wskazał rozciągający się pod nimi dość szeroki wąwóz.
-Tak to musi być ta przełęcz. - zgodził się Tau.
-Hej, a ty dokąd? - Colie złapała za ogon Rune, który zaczął schodzić na dół.
-No co?
-Mieliśmy iść górą, nie pamiętasz?
-Dół wydaje mi się bezpieczniejszy. - wtrąciła się Jija. - Spójrzcie na te skalne półki. Jeśli z nich spadniemy, zginiemy na miejscu.
-Rodzice musieli mieć ważny powód, zabraniając nam iść dołem. - powiedział Tau.
-Też bym wolała przejść dołem. - wtrąciła Lyre.
-Nikt nie schodzi na dół, jasne?! - rozkazała Dalila.
Grupa weszła na skalne półki nad przełęczą.
-Naprawdę nie wiem po co mamy iść po tych niebezpiecznych, ruszających się skalnych płytach, kiedy tam na dole jest równa skała. - narzekał po drodze Rune.
-Zamknij się wreszcie! - warknęła na niego siostra. - Odkąd weszliśmy w przełęcz, bez przerwy o tym gadasz i tylko narzekasz. Bądź wreszcie cicho.
-Naprawdę dołem byłoby lepiej.
-Nie chce ci się iść po krawędzi i tyle. - prychnęła Colie.
-Co? Wcale nie! To tobie przeszkadza jak mówię.
-Możecie oboje natychmiast przestać?! - Dalila weszła między rodzeństwo.
-To powiedz mu żeby przestał. - fuknęła Colie.
-Ja nic nie robię. To tobie nic nie pasuje. - odciął się Rune.
-Przestańcie! Natychmiast!
Ale przyjaciele już jej nie słuchali. Znowu rozpoczęli sprzeczkę. Dalila bezskutecznie próbowała ich uciszyć a reszta, chcąc pomóc księżniczce włączyła się do kłótni.
Nagle wszyscy zamilkli w pół słowa. Z dołu wąwozu zaczęły ku nim wychodzić wilki. Było ich ze cztery razy więcej niż lwów.
-To już wiecie czemu mieliśmy iść górą. - powiedział Nuru. - Na dole mieszkają wilki.
-Raczej nie przyjmą nas miło. - stwierdziła Elleine wpatrując się w wyszczerzone kły najbliższego z drapieżników.
-Otaczają nas. Wynośmy się puki mamy gdzie. - zaproponowała Lyre.
Ale już było za późno. Wilki zbliżały się, coraz bardziej zacieśniając krąg. Już nie było dokąd uciec. A wilki nie miały dobrych zamiarów. Największy z nich już szykował się do ataku, szczerząc zęby i warcząc. W ogóle nie bały się lwów. Nic dziwnego skoro miały ogromną przewagę liczebną. W dodatku lwy nie były jeszcze dorosłe.
Co teraz?
Chwilową cisze rozdarł potężny ryk spotęgowany echem. Większość bestii uciekła w jednej sekundzie. Zostało tylko kilka najodważniejszych, które nadal szczerzyły kły. Ale i one w końcu uciekły.
Lwy obejrzały się za siebie. Przed nimi stał ogromny biały lew. Był stary ale nadal zdawał się być tak sprawny jak za młodu. Wzbudzał respekt.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
-Co tu robicie? - spytał wreszcie nieznajomy.
-Eeee...wracamy do domu. - powiedział Tau, nie patrząc w stronę białego lwa. Żadne z nastolatków nie miało pojęcia jak mają się zachować. Czy mogą mu ufać?
-Pomogę wam przejść przez góry. Mieszam tu i znam je.
-Ale... - zaczęła Dalila.
-Sami widzieliście ile tu wilków.
Nie było dyskusji. Grupa ruszyła za białym lwem.
-Kim właściwie jesteś? - spytał po drodze Rune.
-Lwem, nie widać?
-Nie o to mi chodziło. - mruknął Rune pod nosem.
-Nazywam się Orwar. Mieszkam w tych górach od dawna. Moja siostra, Soraja odeszła stąd w poszukiwaniu przygód. Potem poznała takiego jednego; przychodzili tu często. Zaprzyjaźniliśmy się. A potem Sharon i Soraja zniknęli bez śladu. Słuch o nich zaginął. Dawno ich nie widziałem. A wy? Teraz wasza kolej.
Orwar obejrzał się na idących z tyłu.
-Czemu macie takie miny? - zdziwił się na widok zszokowanych spojrzeń całej ósemki.
-Nasi rodzice nazywali się Sharon i Soraja. - wyjaśnił Tau.
-Jesteś ich synem?
-Tak.
-Mogłem się domyślić. Jesteś bardzo podobna do matki. - zwrócił się do Jiji.
Nikt nie odpowiedział.
-Co z nimi? - spytał Orwar po chwili.
-Nie żyją. Zabił ich pewien lew, gdy byliśmy mali. - odparła Jija.
-Znacie tego lwa?
-Z widzenia. Raczej nic o nim nie wiemy.
-A może pójdziesz z nami na Lwią Ziemię? - zaproponowała Elleine.
-Tam mieszkacie?
-Tak.
-Mógłbym poznać wasze imiona?
Każdy po kolei się przedstawił. Przy okazji wspomnieli też o swoich zdolnościach, kim są na Lwiej Ziemi i że Tau ma zostać królem. Gdy Jija o tym wspomniała, ten posłał jej mordercze spojrzenie. Lwica udała jednak że nie dostrzegła niemej uwagi brata.
niedziela, 17 lipca 2016
24. Pustynia umarłych
Stali na urwisku, nad brzegiem wielkiego oceanu. Co mają teraz robić? Tau w myślach spytał o to rodziców. A oni nagle pojawili się przed nimi.
-Chodźcie. - powiedziała Soraja i poprowadziła grupę po stromej ścieżce w dół urwiska.
Po drodze duch lwicy mówił:
-Możemy wam pomagać tylko w trudnych sytuacjach. Ta taka nie jest. Musicie sami wrócić. Ja tylko naprowadzam was gdy nie wiecie co dalej.
Spojrzała w pewne miejsce na skale. Stali już na dole na maleńkiej wysepce. Reszta podążyła za wzrokiem ducha i dostrzegła tam drzwi.
-Są zamknięte. - powiedział Sharon. - Musicie wymyślić jak je otworzyć. - spojrzał na wystającą z wody skałkę. Była stroma i szpiczasta. Oddalona od brzegu o kilkanaście metrów.
Duchy niespodziewanie zniknęły.
-Świetnie. Ktoś ma pomysł jak otworzyć te drzwi? - spytała Elleine.
Wszyscy przecząco pokręcili głowami.
-A może dadzą się otworzyć? Tak jak w tej grocie? - spytała samą siebie Dalila. Podeszła do drzwi i spróbowała zaryczeć.
Nic się nie stało.
Obejrzała się na towarzyszy. Ich dyskusja coraz bardziej przypominała kłótnię. Próbowała ich uspokoić ale po chwili została wciągnięta w sprzeczkę. Tymczasem Tau siedział z boku i tylko on nie brał udziału w tej kłótni. Domyślał się że trzeba wykorzystać jakoś tą skałkę. Ojciec znacząco na nią spojrzał. Może dałoby się tak jak w tej podziemnej jaskini? Nagle wpadł na pomysł. nie sądził że się uda ale warto spróbować. Bez słowa wskoczył do wody i wszedł na skałkę.
-Patrzcie czy coś się dzieje z drzwiami! - krzyknął do pozostałych ze skałki i zaryczał najlepiej jak umiał.
Przejście się otworzyło i lwy weszły w wąski korytarz Tau zeskoczył ze skałki i popłynął w stronę brzegu. Ale zanim dotarł do plaży, przejście się zamknęło. Byli rozdzieleni.
Tau spróbował otworzyć drzwi w inny sposób. Dokładnie im się przyjrzał. I wtedy zauważył że drzwi są pokryte dziwnymi symbolami. Symbole układały się w słowa. A słowa te Tau z łatwością, ku swemu zdziwieniu, mógł odczytać. Przypominało to zagadkę:
"Wejdź by ocalić;
Wejdź by odnaleźć;
Srebro ci pokaże;
Serce ci podpowie;
W które koło masz uderzyć,
Której dziurki użyć.
Lecz jeżeli w sercu mrok,
Lecz jeżeli złe intencje masz,
Uważaj śmiałku z obcych stron;
Stracisz to co masz."
Zachodziło już słońce a Tau niewiele z tego zrozumiał. Nie mógł wymyślić rozwiązania. Po kilku godzinach chmury odsłoniły księżyc będący akurat w pełni. Blask księżyca padł na jedno z czterech kół pod zagadką, wyrytych na drzwiach, których Tau wcześniej nie zauważył. Przyjrzał się bliżej oświetlonemu kołu. Były w nim cztery dziurki w kształcie prostokąta z kółkiem na górze. Nagle pojął sens jednego z przeczytanych wersów. Włożył pazur do jednej z dziurek. Po chwili drzwi się otworzyły. Lew wszedł do korytarza w który kilka godzin wcześniej weszła reszta grupy.
***
Gdy Tau wyszedł z korytarza, było już południe. Znajdował się na ogromnej równinie. Idealnie płaskiej i równej. Była tu tylko bardzo krótko i równo ścięta trawa. Lew nigdzie nie widział przyjaciół. Kilka godzin później miał już dosyć. Był głodny i zmęczony. Zaczynało mu się tu nie podobać. Robiło się coraz ciemniej. Na dodatek, w miarę jak nadchodziła noc, lew coraz częściej widział jakieś cienie przemykające raz bliżej raz dalej od niego. Zaczynał mieć złe przeczucia co do tego miejsca. Bał się.
Gdy zapadła noc starał się nie myśleć o tych zjawach, ale ze względu na ich ciągłą obecność było to stosunkowo trudne. Jednak najgorsze ze wszystkiego było to że duchy rodziców nie odpowiadały na jego wołanie. Z Rune też nie mógł się skontaktować. Szedł więc dalej, starając się nie panikować i nie oglądać za siebie. Jeszcze kilka razy próbował przywołać rodziców i skontaktować się z przyjacielem. Nadal bezskutecznie.
Cienie stawały się coraz śmielsze. Były coraz bardziej nachalne.
Ciągnęło się to przez całą noc. Cienie znikły o wschodzie słońca. Mimo zmęczenia, Tau chciał jak najszybciej wydostać się z tej równiny. Zanim nastanie kolejna noc. Ale się przeliczył a kolejna noc była o wiele gorsza. Było tak samo i jednocześnie o wiele gorzej.
Nagle, w kilku cieniach, które zbliżyły się do niego, rozpoznał przyjaciół. Tego już za wiele. To złudzenie czy prawda? Był przerażony.
Rano Tau się poddał. Był zbyt zmęczony żeby iść dalej. Nawet za cenę spędzenia tu trzeciej nocy. W pewnej chwili łapy same się pod nim ugięły. Nie wiedział czy zasnął czy stracił przytomność.
***
Gdy otworzył oczy, był ranek. Czyli spał dobę? Udało mu się wstać mimo silnego bólu łap. Zrobił kilka kroków, ale zaraz potem znowu upadł. Tym razem już nie wstał. Zdawał sobie sprawę, że musi dłużej odpocząć. Bał się jednak nocy na tym terenie. Nie wiedział na co się zdecydować, więc łapy same podjęły decyzję za niego i odmówiły posłuszeństwa. Tau nie miał siły wstać. Próbował przywołać rodziców i porozumieć się z Rune. Bez skutku.
Nie miał pojęcia gdzie są jego przyjaciele ani jak to się skończy. Nie mógł zebrać myśli, oczy coraz bardziej mu się zamykały. Zasnął głęboko.
***
Gdy się obudził słońce już zachodziło. Tau spróbował wstać. Udało mu się ale z trudem utrzymywał się na łapach. Szybko się okazało że ta noc jest najgorsza ze wszystkich. W każdym cieniu widział kogoś bliskiego i to jeszcze bardziej go przerażało. Szedł znowu całą noc. Koniec równiny ukazał mu się dopiero rano. Kilkadziesiąt metrów dalej płynął mały strumyk a w jego pobliżu odpoczywała jego siostra i przyjaciele. Prawdziwi. Nareszcie.
Chciał do nich podejść, ale gdy tylko zrobił krok w ich stronę, pociemniało mu w oczach.
***
Gdy się obudził, od razu wiedział że nie będzie miał siły wstać, więc nawet nie próbował. Opowiedział pozostałym swoje "przygody" po rozdzieleniu się, ale ku jego zdumieniu, żadne z nich nic podobnego nie widziało.
-Chodźcie. - powiedziała Soraja i poprowadziła grupę po stromej ścieżce w dół urwiska.
Po drodze duch lwicy mówił:
-Możemy wam pomagać tylko w trudnych sytuacjach. Ta taka nie jest. Musicie sami wrócić. Ja tylko naprowadzam was gdy nie wiecie co dalej.
Spojrzała w pewne miejsce na skale. Stali już na dole na maleńkiej wysepce. Reszta podążyła za wzrokiem ducha i dostrzegła tam drzwi.
-Są zamknięte. - powiedział Sharon. - Musicie wymyślić jak je otworzyć. - spojrzał na wystającą z wody skałkę. Była stroma i szpiczasta. Oddalona od brzegu o kilkanaście metrów.
Duchy niespodziewanie zniknęły.
-Świetnie. Ktoś ma pomysł jak otworzyć te drzwi? - spytała Elleine.
Wszyscy przecząco pokręcili głowami.
-A może dadzą się otworzyć? Tak jak w tej grocie? - spytała samą siebie Dalila. Podeszła do drzwi i spróbowała zaryczeć.
Nic się nie stało.
Obejrzała się na towarzyszy. Ich dyskusja coraz bardziej przypominała kłótnię. Próbowała ich uspokoić ale po chwili została wciągnięta w sprzeczkę. Tymczasem Tau siedział z boku i tylko on nie brał udziału w tej kłótni. Domyślał się że trzeba wykorzystać jakoś tą skałkę. Ojciec znacząco na nią spojrzał. Może dałoby się tak jak w tej podziemnej jaskini? Nagle wpadł na pomysł. nie sądził że się uda ale warto spróbować. Bez słowa wskoczył do wody i wszedł na skałkę.
-Patrzcie czy coś się dzieje z drzwiami! - krzyknął do pozostałych ze skałki i zaryczał najlepiej jak umiał.
Przejście się otworzyło i lwy weszły w wąski korytarz Tau zeskoczył ze skałki i popłynął w stronę brzegu. Ale zanim dotarł do plaży, przejście się zamknęło. Byli rozdzieleni.
Tau spróbował otworzyć drzwi w inny sposób. Dokładnie im się przyjrzał. I wtedy zauważył że drzwi są pokryte dziwnymi symbolami. Symbole układały się w słowa. A słowa te Tau z łatwością, ku swemu zdziwieniu, mógł odczytać. Przypominało to zagadkę:
"Wejdź by ocalić;
Wejdź by odnaleźć;
Srebro ci pokaże;
Serce ci podpowie;
W które koło masz uderzyć,
Której dziurki użyć.
Lecz jeżeli w sercu mrok,
Lecz jeżeli złe intencje masz,
Uważaj śmiałku z obcych stron;
Stracisz to co masz."
Zachodziło już słońce a Tau niewiele z tego zrozumiał. Nie mógł wymyślić rozwiązania. Po kilku godzinach chmury odsłoniły księżyc będący akurat w pełni. Blask księżyca padł na jedno z czterech kół pod zagadką, wyrytych na drzwiach, których Tau wcześniej nie zauważył. Przyjrzał się bliżej oświetlonemu kołu. Były w nim cztery dziurki w kształcie prostokąta z kółkiem na górze. Nagle pojął sens jednego z przeczytanych wersów. Włożył pazur do jednej z dziurek. Po chwili drzwi się otworzyły. Lew wszedł do korytarza w który kilka godzin wcześniej weszła reszta grupy.
***
Gdy Tau wyszedł z korytarza, było już południe. Znajdował się na ogromnej równinie. Idealnie płaskiej i równej. Była tu tylko bardzo krótko i równo ścięta trawa. Lew nigdzie nie widział przyjaciół. Kilka godzin później miał już dosyć. Był głodny i zmęczony. Zaczynało mu się tu nie podobać. Robiło się coraz ciemniej. Na dodatek, w miarę jak nadchodziła noc, lew coraz częściej widział jakieś cienie przemykające raz bliżej raz dalej od niego. Zaczynał mieć złe przeczucia co do tego miejsca. Bał się.
Gdy zapadła noc starał się nie myśleć o tych zjawach, ale ze względu na ich ciągłą obecność było to stosunkowo trudne. Jednak najgorsze ze wszystkiego było to że duchy rodziców nie odpowiadały na jego wołanie. Z Rune też nie mógł się skontaktować. Szedł więc dalej, starając się nie panikować i nie oglądać za siebie. Jeszcze kilka razy próbował przywołać rodziców i skontaktować się z przyjacielem. Nadal bezskutecznie.
Cienie stawały się coraz śmielsze. Były coraz bardziej nachalne.
Ciągnęło się to przez całą noc. Cienie znikły o wschodzie słońca. Mimo zmęczenia, Tau chciał jak najszybciej wydostać się z tej równiny. Zanim nastanie kolejna noc. Ale się przeliczył a kolejna noc była o wiele gorsza. Było tak samo i jednocześnie o wiele gorzej.
Nagle, w kilku cieniach, które zbliżyły się do niego, rozpoznał przyjaciół. Tego już za wiele. To złudzenie czy prawda? Był przerażony.
Rano Tau się poddał. Był zbyt zmęczony żeby iść dalej. Nawet za cenę spędzenia tu trzeciej nocy. W pewnej chwili łapy same się pod nim ugięły. Nie wiedział czy zasnął czy stracił przytomność.
***
Gdy otworzył oczy, był ranek. Czyli spał dobę? Udało mu się wstać mimo silnego bólu łap. Zrobił kilka kroków, ale zaraz potem znowu upadł. Tym razem już nie wstał. Zdawał sobie sprawę, że musi dłużej odpocząć. Bał się jednak nocy na tym terenie. Nie wiedział na co się zdecydować, więc łapy same podjęły decyzję za niego i odmówiły posłuszeństwa. Tau nie miał siły wstać. Próbował przywołać rodziców i porozumieć się z Rune. Bez skutku.
Nie miał pojęcia gdzie są jego przyjaciele ani jak to się skończy. Nie mógł zebrać myśli, oczy coraz bardziej mu się zamykały. Zasnął głęboko.
***
Gdy się obudził słońce już zachodziło. Tau spróbował wstać. Udało mu się ale z trudem utrzymywał się na łapach. Szybko się okazało że ta noc jest najgorsza ze wszystkich. W każdym cieniu widział kogoś bliskiego i to jeszcze bardziej go przerażało. Szedł znowu całą noc. Koniec równiny ukazał mu się dopiero rano. Kilkadziesiąt metrów dalej płynął mały strumyk a w jego pobliżu odpoczywała jego siostra i przyjaciele. Prawdziwi. Nareszcie.
Chciał do nich podejść, ale gdy tylko zrobił krok w ich stronę, pociemniało mu w oczach.
***
Gdy się obudził, od razu wiedział że nie będzie miał siły wstać, więc nawet nie próbował. Opowiedział pozostałym swoje "przygody" po rozdzieleniu się, ale ku jego zdumieniu, żadne z nich nic podobnego nie widziało.
piątek, 24 czerwca 2016
23. Powrót rodziców
Weszli dalej w las. Zapadała już noc, ale mimo że lwy widzą w ciemnościach doskonale; ich ta cecha w tym momencie nie dotyczyła. Byli już zmęczeni ale mimo to chcieli odejść szybko jak najdalej od tych dwunogich istot. A mogli tego dokonać idąc naprzód mimo zmęczenia i zapadającej nocy. Dlatego też nie uważali gdzie stawiają łapy. I dlatego też, w pewnej chwili pod łapami Dalili osunęła się ziemia i lwiczka spadła do jakiejś jamy.
-Nic ci nie jest? - spytał Tau.
-Nie, ale wiecie co? Tu jest jakiś korytarz prowadzący pod ziemię.
-Jaki korytarz? - zainteresował się Rune. Podszedł do krawędzi i wychylił się, próbując dostrzec cokolwiek. I nagle stracił równowagę i także spadł.
-Mam pomysł. Wejdźmy tam. - zaproponowała Lyre i wskoczyła do jamy.
-Zwariowaliście? Wychodźcie natychmiast! - skarciła przyjaciół Colie. - Nie mam zamiaru znowu siedzieć pod ziemią.
-A ja chętnie to obejrzę. Idziesz Tau?
-Nuru... - Colie spojrzała groźnie na brata.
Ale lewek wskoczył już do jamy. Tau zaraz za nim.
-Dziewczyny, na co czekacie? - spytał z dołu Rune.
-Wolałabym nie zostawać sama. - stwierdziła Elleine i zeskoczyła na dół. Zaraz za nią Jija. Ona też wolała trzymać się grupy.
-Colie, idziesz? - spytała Lyre.
-Pod ziemię? Dziękuję ale nie skorzystam.
-Oj nie marudź tylko chodź. Może być ciekawie.
-Co może być ciekawego pod ziemią?
-Wszystko.
Colie przewróciła oczami. Nie chciała tam schodzić ale została przegłosowana. Nie chciała też zostać sama więc chcąc nie chcąc musiała wejść do jamy. Korytarz był stosunkowo krótki. Po kilku minutach doszli do małej groty na środku której było małe źródełko. Podeszli bliżej. Mieli skądś przeczucie że nie jest to zwykła woda. Gdy wpatrywali się w nią dłużej, nagle Dalila zobaczyła jakieś obrazy, jakby namalowane na powierzchni. Najpierw były to niewyraźne kształty, które potem wyostrzyły się i nabrały sensu. Dalila cały czas miała w głowie imię Miry. Z wody słyszała też dźwięki.
Widziała Lwią Ziemię. Za panowania Mufasy. Rozpoznała swojego dziadka Simbę, gdy był mały. Do stada przyjmowano właśnie jakąś lwicę. Jakiś czas później ta lwica urodziła córkę. W momencie dołączenia była w ciąży. Nikt nie wiedział a ona nikomu nie chciała mówić kto jest ojcem małej. Dalila nie wiadomo skąd wiedziała że ta lwiczka to właśnie Mira. Matka Miry miała kremowe futro ale jej córka...była śnieżnobiała z dziwnymi wzorami w różnych odcieniach niebieskiego na całym ciele. Ale to jeszcze nie było najdziwniejsze. Mira jako nastolatka miała ciemnoszarą sierść a gdy była dorosła - czarną. Do tego wzory na jej ciele świeciły się gdy lwica była rozzłoszczona, smutna lub szczęśliwa. Im bardziej, tym jaśniej świeciły. Dalila zauważyła że Mira miała zielone oczy, takie samo spojrzenie jak ona oraz podobny głos. Jednak niebyła z nią spokrewniona. Stado ledwo tolerowało lwicę o tak niecodziennym wyglądzie. Ale jej nie przepędzały. Dzięki obecności Miry, sępy trzymały się z dala od Lwiej Ziemi i nie wychodziły poza pustynię. Aż pewnego dnia wydarzyła się tragedia. Król Mufasa zginął, następca tronu zaginął. Mira słyszała szepty innych pod swoim adresem. Wszyscy uważali że śmierć króla i zaginięcie następcy to jej wina. Od nikogo jednak nie usłyszała tego wprost. I kolejny zły dzień w którym Mira zginęła podczas polowania. Cała sytuacja wyglądała jak zaplanowany zamach na życie lwicy. Gdy stado zbliżyło się do ciała Miry, ono przybrało wygląd Dalili. Zmienił się jej kolor sierści. Z góry, całą sytuację widziały sępy. Uznały Dalilę za wcielenie Miry. Wśród sępów krąży legenda że Mira wybrała Dalilę jako swoją następczynie w trzymaniu sępów z dala od Lwiej Ziemi.
Tymczasem Jija i Tau zobaczyli całe życie swych rodziców. Od narodzin do śmierci.
Natomiast pozostali nie zobaczyli nic. Ale Rune zauważył coś na dnie. Spróbował to wyciągnąć ale szybko wyjął łapę z wody.
-Gorąca. - syknął do siebie.
Usłyszał go Tau. Dotknął wody.
-Nie jest gorąca. - powiedział.
-Skoro cię nie parzy, to spróbuj to wyciągnąć. - odparł Rune.
Tau wyciągnął przedmiot z wody.
-To jakaś skrzynka - powiedziała Elleine.
-I zamknięta - dodała Dalila.
-Może da się ją otworzyć...
-Ciekawe jak.
Nuru spróbował zaryczeć. Nie wyszło mu najlepiej i nie przyniosło to żadnego skutku, ale Dalila i Tau jednocześnie dziwnym trafem wpadli na ten sam pomysł. Jednocześnie zaryczeli. Im także nie wyszło najlepiej ale ryk podziałał. Skrzynka była otwarta. I pusta w środku.
I w tym momencie wszyscy zaniemówili. A najbardziej Jija i Tau. Przed nimi stały duchy dwóch lwów. W jednym z nich Colie rozpoznała Sharona, gdy Jija zrobiła krok do przodu i spytała:
-Mama? Tata?
Duchy z uśmiechem skinęły twierdząco głowami.
-Przyszliśmy żeby pomóc wam wrócić do domu. Tutaj wasza podróż się kończy. - powiedziała Soraja.
-Naprawdę? - spytała Elleine.
-Tak - odparł Sharon. - Chodźcie za nami.
Po dłuższej chwili znaleźli się z powrotem na powietrzu.
-W razie kłopotów pomożemy wam. - powiedział Sharon. - Teraz słuchajcie uważnie. Musicie iść prosto aż wyjdziecie z lasu. Potem idźcie przez dwie godziny wzdłuż lasu, na północ. Potem przejdziecie przez kamienną pustynię i dotrzecie do oceanu. Na razie tyle.
Duchy zniknęły.
***
Grupa stała przed kamienną pustynią. Było tu przeraźliwie zimno. Podłoże składało się ze skalnych płyt luźno przylegających do siebie. Ruszały się gdy się na nie weszło. Bardzo łatwo można było z nich spaść. I właśnie to przytrafiło się Elleine. Podeszła nieostrożnie do krawędzi a wtedy płyta się przechyliła i lwiczka zsunęła się z niej. Ale w ostatniej chwili zdołała złapać się pazurami i udało jej się wejść z powrotem, z małą pomocą przyjaciół.
W pewnej chwili skończyły się skalne płyty i ich oczom ukazała się ogromna woda. Nie widzieli drugiego brzegu.
-To jest ocean? - spytała Dalila. - I co dalej?
Nikt nie wiedział co dalej.
-Nic ci nie jest? - spytał Tau.
-Nie, ale wiecie co? Tu jest jakiś korytarz prowadzący pod ziemię.
-Jaki korytarz? - zainteresował się Rune. Podszedł do krawędzi i wychylił się, próbując dostrzec cokolwiek. I nagle stracił równowagę i także spadł.
-Mam pomysł. Wejdźmy tam. - zaproponowała Lyre i wskoczyła do jamy.
-Zwariowaliście? Wychodźcie natychmiast! - skarciła przyjaciół Colie. - Nie mam zamiaru znowu siedzieć pod ziemią.
-A ja chętnie to obejrzę. Idziesz Tau?
-Nuru... - Colie spojrzała groźnie na brata.
Ale lewek wskoczył już do jamy. Tau zaraz za nim.
-Dziewczyny, na co czekacie? - spytał z dołu Rune.
-Wolałabym nie zostawać sama. - stwierdziła Elleine i zeskoczyła na dół. Zaraz za nią Jija. Ona też wolała trzymać się grupy.
-Colie, idziesz? - spytała Lyre.
-Pod ziemię? Dziękuję ale nie skorzystam.
-Oj nie marudź tylko chodź. Może być ciekawie.
-Co może być ciekawego pod ziemią?
-Wszystko.
Colie przewróciła oczami. Nie chciała tam schodzić ale została przegłosowana. Nie chciała też zostać sama więc chcąc nie chcąc musiała wejść do jamy. Korytarz był stosunkowo krótki. Po kilku minutach doszli do małej groty na środku której było małe źródełko. Podeszli bliżej. Mieli skądś przeczucie że nie jest to zwykła woda. Gdy wpatrywali się w nią dłużej, nagle Dalila zobaczyła jakieś obrazy, jakby namalowane na powierzchni. Najpierw były to niewyraźne kształty, które potem wyostrzyły się i nabrały sensu. Dalila cały czas miała w głowie imię Miry. Z wody słyszała też dźwięki.
Widziała Lwią Ziemię. Za panowania Mufasy. Rozpoznała swojego dziadka Simbę, gdy był mały. Do stada przyjmowano właśnie jakąś lwicę. Jakiś czas później ta lwica urodziła córkę. W momencie dołączenia była w ciąży. Nikt nie wiedział a ona nikomu nie chciała mówić kto jest ojcem małej. Dalila nie wiadomo skąd wiedziała że ta lwiczka to właśnie Mira. Matka Miry miała kremowe futro ale jej córka...była śnieżnobiała z dziwnymi wzorami w różnych odcieniach niebieskiego na całym ciele. Ale to jeszcze nie było najdziwniejsze. Mira jako nastolatka miała ciemnoszarą sierść a gdy była dorosła - czarną. Do tego wzory na jej ciele świeciły się gdy lwica była rozzłoszczona, smutna lub szczęśliwa. Im bardziej, tym jaśniej świeciły. Dalila zauważyła że Mira miała zielone oczy, takie samo spojrzenie jak ona oraz podobny głos. Jednak niebyła z nią spokrewniona. Stado ledwo tolerowało lwicę o tak niecodziennym wyglądzie. Ale jej nie przepędzały. Dzięki obecności Miry, sępy trzymały się z dala od Lwiej Ziemi i nie wychodziły poza pustynię. Aż pewnego dnia wydarzyła się tragedia. Król Mufasa zginął, następca tronu zaginął. Mira słyszała szepty innych pod swoim adresem. Wszyscy uważali że śmierć króla i zaginięcie następcy to jej wina. Od nikogo jednak nie usłyszała tego wprost. I kolejny zły dzień w którym Mira zginęła podczas polowania. Cała sytuacja wyglądała jak zaplanowany zamach na życie lwicy. Gdy stado zbliżyło się do ciała Miry, ono przybrało wygląd Dalili. Zmienił się jej kolor sierści. Z góry, całą sytuację widziały sępy. Uznały Dalilę za wcielenie Miry. Wśród sępów krąży legenda że Mira wybrała Dalilę jako swoją następczynie w trzymaniu sępów z dala od Lwiej Ziemi.
Tymczasem Jija i Tau zobaczyli całe życie swych rodziców. Od narodzin do śmierci.
Natomiast pozostali nie zobaczyli nic. Ale Rune zauważył coś na dnie. Spróbował to wyciągnąć ale szybko wyjął łapę z wody.
-Gorąca. - syknął do siebie.
Usłyszał go Tau. Dotknął wody.
-Nie jest gorąca. - powiedział.
-Skoro cię nie parzy, to spróbuj to wyciągnąć. - odparł Rune.
Tau wyciągnął przedmiot z wody.
-To jakaś skrzynka - powiedziała Elleine.
-I zamknięta - dodała Dalila.
-Może da się ją otworzyć...
-Ciekawe jak.
Nuru spróbował zaryczeć. Nie wyszło mu najlepiej i nie przyniosło to żadnego skutku, ale Dalila i Tau jednocześnie dziwnym trafem wpadli na ten sam pomysł. Jednocześnie zaryczeli. Im także nie wyszło najlepiej ale ryk podziałał. Skrzynka była otwarta. I pusta w środku.
I w tym momencie wszyscy zaniemówili. A najbardziej Jija i Tau. Przed nimi stały duchy dwóch lwów. W jednym z nich Colie rozpoznała Sharona, gdy Jija zrobiła krok do przodu i spytała:
-Mama? Tata?
Duchy z uśmiechem skinęły twierdząco głowami.
-Przyszliśmy żeby pomóc wam wrócić do domu. Tutaj wasza podróż się kończy. - powiedziała Soraja.
-Naprawdę? - spytała Elleine.
-Tak - odparł Sharon. - Chodźcie za nami.
Po dłuższej chwili znaleźli się z powrotem na powietrzu.
-W razie kłopotów pomożemy wam. - powiedział Sharon. - Teraz słuchajcie uważnie. Musicie iść prosto aż wyjdziecie z lasu. Potem idźcie przez dwie godziny wzdłuż lasu, na północ. Potem przejdziecie przez kamienną pustynię i dotrzecie do oceanu. Na razie tyle.
Duchy zniknęły.
***
Grupa stała przed kamienną pustynią. Było tu przeraźliwie zimno. Podłoże składało się ze skalnych płyt luźno przylegających do siebie. Ruszały się gdy się na nie weszło. Bardzo łatwo można było z nich spaść. I właśnie to przytrafiło się Elleine. Podeszła nieostrożnie do krawędzi a wtedy płyta się przechyliła i lwiczka zsunęła się z niej. Ale w ostatniej chwili zdołała złapać się pazurami i udało jej się wejść z powrotem, z małą pomocą przyjaciół.
W pewnej chwili skończyły się skalne płyty i ich oczom ukazała się ogromna woda. Nie widzieli drugiego brzegu.
-To jest ocean? - spytała Dalila. - I co dalej?
Nikt nie wiedział co dalej.
czwartek, 23 czerwca 2016
22. Dolina głosów i dziw nad dziwy
"Znowu te dziwne dźwięki" myślała Lyre. Kilka dni temu grupa weszła na dziwną równinę. Nic tu nie rosło. Gdzieniegdzie były tylko głazy wielkości lwa, wbite w ziemię. Teren był idealnie równy. Była tu wieczna gęsta mgła. Dzień i noc prawie nie różniły się ilością światła które tu docierało. Noc była niewiele ciemniejsza niż dzień. Umówili się że za dnia będą iść a w nocy zatrzymywać się na postój. Ze względu na złą aurę tego miejsca i dziwne głosy dochodzące nie wiadomo skąd, postanowili że będą na zmianę czuwać podczas postojów. I właśnie teraz była kolej Lyre. Ona chyba najbardziej się bała tych dźwięków. Przypominało to...sama nie wiedziała co. Ale dźwięki ją przerażały. To już czwarta noc tutaj. Ile jeszcze czasu może im zająć opuszczenie tego miejsca? Gepardzica nie miała pojęcia. Liczyła jednak że szybko to nastąpi.
Lyre wreszcie doczekała się końca swojej warty. Teraz kolej na Dalilę. Obudziła przyjaciółkę i spytała:
-Jak myślisz, co to za głosy?
Lwiczka przez chwilę milczała nasłuchując.
-Nie wiem. Pierwszy raz w życiu słyszę te dźwięki. Moim zdaniem brzmi to jak zawodzenie, jęki, lamenty...coś w tym rodzaju.
-Tylko skąd one dochodzą?
-Chyba z każdej strony...i też spod ziemi...i gdzieś tam z wysoka nad nami.
-Wiesz, mam tylko jedno życzenie.
-Jakie?
-Żebyśmy jak najszybciej opuścili to miejsce. Nie podoba mi się tu. W dzień jakoś można wytrzymać, ale noc jest o wiele gorsza.
-Przynajmniej jesteśmy razem. Dobra, połóż się, za kilka godzin ruszamy dalej.
Księżniczka zmieniła przyjaciółkę. Jej też nie podobało się to miejsce. Ale nie bała się tych dziwnych dźwięków. Raczej się ich obawiała. Do kogo mogły należeć te głosy? Kto je wydawał? Czy był groźny? Dalila też miała nadzieję że w miarę szybko opuszczą to miejsce. Nie było tu chyba niebezpiecznie. Było tu nieprzyjemnie. A ona widziała strach w oczach pozostałych. Wyczuwała też że Lyre boi się najbardziej. To już czwarta noc tutaj. Kiedy dojdą do końca tego terenu? I co ich czeka dalej?
***
Po dwóch godzinach wzeszło słońce a głosy ucichły i Dalila zbudziła przyjaciół. Nie było tu nic ciekawego. Szli tak szybko jak tylko pozwalała im na to gęsta mgła. Kolejnych kilka nocy było podobnych. Nic się nie działo oprócz tych dźwięków.
Jednego dnia szli już od kilku godzin gdy nagle , Jija i Lyre, które szły akurat na przodzie grupy, zatrzymały pozostałych.
-Patrzcie. - powiedziała Jija.
Przed nimi wznosił się nad ogromną przepaścią ogromny kamienny most. Był szeroki i wyglądał na solidny. Most był wyłożony gładkimi, równo do siebie przylegającymi kamieniami o regularnych kształtach.
Lyre weszła na niego pierwsza. Za nią zaraz reszta grupy. W połowie mostu zniknęła mgła. Ujrzeli słońce już nisko nad horyzontem. Zbliżał się wieczór.
Gdy doszli do jego końca, w mroku późnego wieczoru dostrzegli las a na jego skraju teren otoczony patykami wbitymi pionowo w ziemię i ciasno ze sobą połączonymi. Stali powyżej tego wszystkiego i dostrzegli za tym płotem jakieś dziwne groty i dziwne istoty. Nie umieli nawet tego nazwać.
-Będzie co opowiadać w domu. - stwierdził Rune.
"Jeżeli uda nam się wrócić z powrotem." pomyślała Jija. Ale na głos nic nie powiedziała.
Postanowili dowiedzieć się czegoś więcej o tym czymś na skraju lasu. Ukryli się więc w lesie w pobliżu. Mieli oko na...cokolwiek to było i przy okazji zatrzymali się na dłuższy postój.
***
Jak dotąd nie mieli żadnych kłopotów. Ale pewnego dnia Jija wróciła do obozowiska przerażona.
-Widzieliście gdzieś Nuru? - spytała.
-Nie. Wyszedł rano. - odparła Lyre. - A co się stało?
-Tamte istoty przychodzą do tego lasu. Przed chwilą mało mnie nie złapali.
-Sugerujesz że mogli też złapać jego?
-Tak.
***
Nuru wyszedł rano trochę się przejść. Niektórzy już nie spali jak wychodził więc będą wiedzieć mniej więcej gdzie jest.
W pewnej chwili usłyszał za drzewami po obu stronach jakieś krzyki i wycie od których rozbolały go uszy. A potem na drogę wyskoczyły jakieś dziwne stworzenia. Nie miał czasu przyjrzeć im się bliżej bo w pewnej chwili poczuł ukłucie w tylnej łapie i pociemniało mu w oczach. Zdążył tylko zauważyć że te istoty poruszały się na tylnych łapach. Tylko na tylnych. W przednich coś trzymały.
Gdy Nuru otworzył oczy, w pierwszej chwili nie wiedział co się dzieje. Musieli go czymś zamroczyć. Po krótkiej chwili uniósł głowę i rozejrzał się w około bardziej przytomnie. Przede wszystkim zauważył że jest zamknięty w czymś dziwnym. W czym? Nie miał pojęcia. Wszędzie wokół były porozstawiane dziwnie wyglądające groty i jaskinie zrobione z drewna i słomy. Tu i tam kręciły się te dziwne istoty. Wyglądały tak samo jak te które widział wcześniej w lesie i jeszcze wcześniej na bagnach. Jedne były wyższe i spokojniejsze, inne niższe i bardziej hałaśliwe. Zapewne dorośli i młode. Wszyscy mieli dziwnie mało sierści. Zamiast tego mieli na sobie...właściwie co to było? Jeden z nich podszedł do niego bliżej ale Nuru nadal nie mógł wymyślić co to może być. Istota włożyła kawałek mięsa i wyciągnęła potem łapę w stronę lewka. Nuru cofnął się przestraszony. Odsłonił kły i warknął. Istota odsunęła się. Wszyscy mówili w nieznanym mu języku. Lewek bał się ich ale wyczuwał że oni też się go boją. Nuru nie miał pojęcia po co go złapali ani czego od niego chcą.
***
Gdy Nuru nie wrócił do rana, przyjaciele postanowili go poszukać. Oczywiście pierwszym ich celem było to dziwne nienazwane miejsce. Szybko jednak okazało się że trudno będzie podejść po kryjomu. Istoty zauważyły lwy dość szybko i zaatakowały. Gdy grupa uciekła w bezpieczne miejsce, okazało się że Colie jest ranna. W tylnej łapie tkwiła jej broń tych istot. Ale to niebyła zwykła rana. Łapa bolała lwiczkę o wiele bardziej niż normalnie powinna. Po kilku dniach okazało się że rana się nie goi. Krew leciała tak samo mocno jak zaraz po zranieniu. Do tego Colie nie miała siły wstać. Nikt nie wiedział co jej jest.
***
Lyre siedziała u wejścia do ich kryjówki i oglądała przedmiot którym zraniono Colie. Był to patyk z ostrym kamieniem na jednym końcu i piórami na drugim. Ale na tym kamieniu było coś dziwnego. Jakaś substancja. Na pewno nie krew. Lyre powąchała ją. Pachniała jakoś tak znajomo. Jakby...tak! Gepardzica przypomniała sobie jak kiedyś jej przybrana matka uczyła ją o truciznach i antybiotykach na nie. Znała substancję z tego kamienia. To jad Czarnej Mamby. Jednego z najniebezpieczniejszych węży. Lyre trochę się wystraszyła. Lwiczce nie zostało wiele czasu zanim jad ją zabije. Wiedziała jednak że może znaleźć w tym lesie coś co mogłoby zniwelować działanie trucizny. Trzeba tylko poszukać. Rozejrzała się wokół. O, jest! Mniszek lekarski. Tak to nazwała jej matka. Lyre zerwała szybko kwiat i wycisnęła jego sok na ranę przyjaciółki. "Mam nadzieję że to zadziała." pomyślała.
Miała rację: dwa dni później stan Colie wyraźnie się poprawił.
Ale nie był to jeszcze koniec. Ledwo Colie wyzdrowiała, okazało się że muszą stąd odejść. Bez Nuru. Dwunogie istoty znalazły ich kryjówkę. Na domiar złego pewnego ranka przyszły i wygoniły lwy. Długo byli ścigani przez las, coraz dalej od dziwnego obiektu i przyjaciela. Nie wiedzieli dokładnie o co im chodzi, ale istoty nie wyglądały na łagodne. Uciekli więc.
Mimo wszystkiego nie chcieli się poddać. Postanowili że wrócą później po Nuru.
***
-Jak dostaniemy się do środka? - spytał Rune. Gdy pościg zgubił ich trop, oni podeszli od innej strony. Siedzieli teraz przyczajeni w cieniu drzew obok wbitych pionowo pali.
-Może wejdźmy na drzewo. Potem zeskoczymy do środka.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, Elleine wdrapała się na drzewo.
-I co? - spytała z dołu Colie.
-Pusto. Nikogo tu nie widzę. Nuru też.
-Może gdzieś poszli? - zastanawiał się Tau.
-Co teraz? - Elleine zeskoczyła z drzewa obok przyjaciół.
-Hej, a co to? - spytała nagle Jija. Stała parę kroków dalej i oglądała ziemię w tym miejscu.
Tau podszedł do siostry.
-To chyba trop tych istot. - powiedział. - Może jeśli pójdziemy po tych śladach, znajdziemy Nuru.
-Nie zaszkodzi spróbować. - poparła go Lyre.
-Mam nadzieję że nie popełnimy błędu. - mruknęła pod nosem Dalila i wszyscy ruszyli odkrytymi przed chwilą śladami.
Po jakimś czasie dogonili istoty i zaczęli ich śledzić. Szli parę metrów z tyłu, stawiając łapy najciszej jak tylko potrafili. Ale Nuru z tymi istotami nie było.
Nagle wszyscy usłyszeli cichy trzask łamanej gałęzi. Na tyle jednak głośmy, by zwrócić uwagę tych istot. Wszyscy spojrzeli karcąco na Lyre. Ta tylko spuściła głowę i mruknęła:
-Przepraszam.
-Uważaj. - upomniała ją szeptem Dalila.
Ale istoty już ich zauważyły i otoczyły kręgiem. W przednich łapach coś trzymały i celowały tym w lwy.
-Dziwni są. Inni niż reszta zwierząt jakie znam. - powiedział do siebie Tau. - Jak myślicie, zaatakują? - spytał głośniej.
-Jeśli tak, to nie mamy gdzie uciec. - odparła Elleine.
Istoty zacieśniały krąg coraz bardziej. Nie odstraszało ich warczenie ani inne ostrzeżenia. Sprawiali wrażenie groźnych a Dalila w żaden sposób nie mogła odczytać ich myśli.
-Hej, patrzcie tam. Nuru. - szepnęła w pewnej chwili Colie. Nie było pewności czy te dziwne stworzenia rozumiały ich mowę.
Wszyscy spojrzeli we wskazanym kierunku. Ale nikogo tam nie zobaczyli. Za to, z przeciwnej strony rozległ się nagle wrzask przerażenia. Istoty najpierw się cofnęły a potem uciekły.
Nuru puścił stworzenie na które chwilę wcześniej skoczył. Nawet się nie spodziewał że pójdzie tak łatwo. Stworzenie także uciekło w ślad za towarzyszami.
Jija skoczyła na przyjaciela, przytrzymała go przy ziemi i powiedziała:
-Dobra, tłumacz się. Wiesz jak się o ciebie martwiłam? Co ci przyszło do głowy że dałeś im się złapać!
-Jija, spokojnie, zejdź ze mnie.
-Najpierw się wytłumacz!
-Zaskoczyli mnie i tyle. Wcale nie miałem zamiaru podchodzić do nich. Puść mnie.
Jija puściła go.
-My tu przechodzimy piekło... - mówiła dalej lwiczka.
-Nie przesadzaj, nie przechodzimy piekła. - wtrącił się Rune.
Jija go zignorowała.
-...Ty znikasz nie wiadomo gdzie, mnie te istoty mało nie złapały, twoja siostra została zraniona zatrutym patykiem z piórami...
-Nic mi już nie jest. - wtrąciła Colie.
-...a te dziwne istoty ścigały nas i nawet nie wiemy jakie mają zamiary...
-Skończyłaś? - przerwał jej Tau.
-Tak.
-Czyli możemy ruszać dalej? - spytała Dalila.
Lyre wreszcie doczekała się końca swojej warty. Teraz kolej na Dalilę. Obudziła przyjaciółkę i spytała:
-Jak myślisz, co to za głosy?
Lwiczka przez chwilę milczała nasłuchując.
-Nie wiem. Pierwszy raz w życiu słyszę te dźwięki. Moim zdaniem brzmi to jak zawodzenie, jęki, lamenty...coś w tym rodzaju.
-Tylko skąd one dochodzą?
-Chyba z każdej strony...i też spod ziemi...i gdzieś tam z wysoka nad nami.
-Wiesz, mam tylko jedno życzenie.
-Jakie?
-Żebyśmy jak najszybciej opuścili to miejsce. Nie podoba mi się tu. W dzień jakoś można wytrzymać, ale noc jest o wiele gorsza.
-Przynajmniej jesteśmy razem. Dobra, połóż się, za kilka godzin ruszamy dalej.
Księżniczka zmieniła przyjaciółkę. Jej też nie podobało się to miejsce. Ale nie bała się tych dziwnych dźwięków. Raczej się ich obawiała. Do kogo mogły należeć te głosy? Kto je wydawał? Czy był groźny? Dalila też miała nadzieję że w miarę szybko opuszczą to miejsce. Nie było tu chyba niebezpiecznie. Było tu nieprzyjemnie. A ona widziała strach w oczach pozostałych. Wyczuwała też że Lyre boi się najbardziej. To już czwarta noc tutaj. Kiedy dojdą do końca tego terenu? I co ich czeka dalej?
***
Po dwóch godzinach wzeszło słońce a głosy ucichły i Dalila zbudziła przyjaciół. Nie było tu nic ciekawego. Szli tak szybko jak tylko pozwalała im na to gęsta mgła. Kolejnych kilka nocy było podobnych. Nic się nie działo oprócz tych dźwięków.
Jednego dnia szli już od kilku godzin gdy nagle , Jija i Lyre, które szły akurat na przodzie grupy, zatrzymały pozostałych.
-Patrzcie. - powiedziała Jija.
Przed nimi wznosił się nad ogromną przepaścią ogromny kamienny most. Był szeroki i wyglądał na solidny. Most był wyłożony gładkimi, równo do siebie przylegającymi kamieniami o regularnych kształtach.
Lyre weszła na niego pierwsza. Za nią zaraz reszta grupy. W połowie mostu zniknęła mgła. Ujrzeli słońce już nisko nad horyzontem. Zbliżał się wieczór.
Gdy doszli do jego końca, w mroku późnego wieczoru dostrzegli las a na jego skraju teren otoczony patykami wbitymi pionowo w ziemię i ciasno ze sobą połączonymi. Stali powyżej tego wszystkiego i dostrzegli za tym płotem jakieś dziwne groty i dziwne istoty. Nie umieli nawet tego nazwać.
-Będzie co opowiadać w domu. - stwierdził Rune.
"Jeżeli uda nam się wrócić z powrotem." pomyślała Jija. Ale na głos nic nie powiedziała.
Postanowili dowiedzieć się czegoś więcej o tym czymś na skraju lasu. Ukryli się więc w lesie w pobliżu. Mieli oko na...cokolwiek to było i przy okazji zatrzymali się na dłuższy postój.
***
Jak dotąd nie mieli żadnych kłopotów. Ale pewnego dnia Jija wróciła do obozowiska przerażona.
-Widzieliście gdzieś Nuru? - spytała.
-Nie. Wyszedł rano. - odparła Lyre. - A co się stało?
-Tamte istoty przychodzą do tego lasu. Przed chwilą mało mnie nie złapali.
-Sugerujesz że mogli też złapać jego?
-Tak.
***
Nuru wyszedł rano trochę się przejść. Niektórzy już nie spali jak wychodził więc będą wiedzieć mniej więcej gdzie jest.
W pewnej chwili usłyszał za drzewami po obu stronach jakieś krzyki i wycie od których rozbolały go uszy. A potem na drogę wyskoczyły jakieś dziwne stworzenia. Nie miał czasu przyjrzeć im się bliżej bo w pewnej chwili poczuł ukłucie w tylnej łapie i pociemniało mu w oczach. Zdążył tylko zauważyć że te istoty poruszały się na tylnych łapach. Tylko na tylnych. W przednich coś trzymały.
Gdy Nuru otworzył oczy, w pierwszej chwili nie wiedział co się dzieje. Musieli go czymś zamroczyć. Po krótkiej chwili uniósł głowę i rozejrzał się w około bardziej przytomnie. Przede wszystkim zauważył że jest zamknięty w czymś dziwnym. W czym? Nie miał pojęcia. Wszędzie wokół były porozstawiane dziwnie wyglądające groty i jaskinie zrobione z drewna i słomy. Tu i tam kręciły się te dziwne istoty. Wyglądały tak samo jak te które widział wcześniej w lesie i jeszcze wcześniej na bagnach. Jedne były wyższe i spokojniejsze, inne niższe i bardziej hałaśliwe. Zapewne dorośli i młode. Wszyscy mieli dziwnie mało sierści. Zamiast tego mieli na sobie...właściwie co to było? Jeden z nich podszedł do niego bliżej ale Nuru nadal nie mógł wymyślić co to może być. Istota włożyła kawałek mięsa i wyciągnęła potem łapę w stronę lewka. Nuru cofnął się przestraszony. Odsłonił kły i warknął. Istota odsunęła się. Wszyscy mówili w nieznanym mu języku. Lewek bał się ich ale wyczuwał że oni też się go boją. Nuru nie miał pojęcia po co go złapali ani czego od niego chcą.
***
Gdy Nuru nie wrócił do rana, przyjaciele postanowili go poszukać. Oczywiście pierwszym ich celem było to dziwne nienazwane miejsce. Szybko jednak okazało się że trudno będzie podejść po kryjomu. Istoty zauważyły lwy dość szybko i zaatakowały. Gdy grupa uciekła w bezpieczne miejsce, okazało się że Colie jest ranna. W tylnej łapie tkwiła jej broń tych istot. Ale to niebyła zwykła rana. Łapa bolała lwiczkę o wiele bardziej niż normalnie powinna. Po kilku dniach okazało się że rana się nie goi. Krew leciała tak samo mocno jak zaraz po zranieniu. Do tego Colie nie miała siły wstać. Nikt nie wiedział co jej jest.
***
Lyre siedziała u wejścia do ich kryjówki i oglądała przedmiot którym zraniono Colie. Był to patyk z ostrym kamieniem na jednym końcu i piórami na drugim. Ale na tym kamieniu było coś dziwnego. Jakaś substancja. Na pewno nie krew. Lyre powąchała ją. Pachniała jakoś tak znajomo. Jakby...tak! Gepardzica przypomniała sobie jak kiedyś jej przybrana matka uczyła ją o truciznach i antybiotykach na nie. Znała substancję z tego kamienia. To jad Czarnej Mamby. Jednego z najniebezpieczniejszych węży. Lyre trochę się wystraszyła. Lwiczce nie zostało wiele czasu zanim jad ją zabije. Wiedziała jednak że może znaleźć w tym lesie coś co mogłoby zniwelować działanie trucizny. Trzeba tylko poszukać. Rozejrzała się wokół. O, jest! Mniszek lekarski. Tak to nazwała jej matka. Lyre zerwała szybko kwiat i wycisnęła jego sok na ranę przyjaciółki. "Mam nadzieję że to zadziała." pomyślała.
Miała rację: dwa dni później stan Colie wyraźnie się poprawił.
Ale nie był to jeszcze koniec. Ledwo Colie wyzdrowiała, okazało się że muszą stąd odejść. Bez Nuru. Dwunogie istoty znalazły ich kryjówkę. Na domiar złego pewnego ranka przyszły i wygoniły lwy. Długo byli ścigani przez las, coraz dalej od dziwnego obiektu i przyjaciela. Nie wiedzieli dokładnie o co im chodzi, ale istoty nie wyglądały na łagodne. Uciekli więc.
Mimo wszystkiego nie chcieli się poddać. Postanowili że wrócą później po Nuru.
***
-Jak dostaniemy się do środka? - spytał Rune. Gdy pościg zgubił ich trop, oni podeszli od innej strony. Siedzieli teraz przyczajeni w cieniu drzew obok wbitych pionowo pali.
-Może wejdźmy na drzewo. Potem zeskoczymy do środka.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, Elleine wdrapała się na drzewo.
-I co? - spytała z dołu Colie.
-Pusto. Nikogo tu nie widzę. Nuru też.
-Może gdzieś poszli? - zastanawiał się Tau.
-Co teraz? - Elleine zeskoczyła z drzewa obok przyjaciół.
-Hej, a co to? - spytała nagle Jija. Stała parę kroków dalej i oglądała ziemię w tym miejscu.
Tau podszedł do siostry.
-To chyba trop tych istot. - powiedział. - Może jeśli pójdziemy po tych śladach, znajdziemy Nuru.
-Nie zaszkodzi spróbować. - poparła go Lyre.
-Mam nadzieję że nie popełnimy błędu. - mruknęła pod nosem Dalila i wszyscy ruszyli odkrytymi przed chwilą śladami.
Po jakimś czasie dogonili istoty i zaczęli ich śledzić. Szli parę metrów z tyłu, stawiając łapy najciszej jak tylko potrafili. Ale Nuru z tymi istotami nie było.
Nagle wszyscy usłyszeli cichy trzask łamanej gałęzi. Na tyle jednak głośmy, by zwrócić uwagę tych istot. Wszyscy spojrzeli karcąco na Lyre. Ta tylko spuściła głowę i mruknęła:
-Przepraszam.
-Uważaj. - upomniała ją szeptem Dalila.
Ale istoty już ich zauważyły i otoczyły kręgiem. W przednich łapach coś trzymały i celowały tym w lwy.
-Dziwni są. Inni niż reszta zwierząt jakie znam. - powiedział do siebie Tau. - Jak myślicie, zaatakują? - spytał głośniej.
-Jeśli tak, to nie mamy gdzie uciec. - odparła Elleine.
Istoty zacieśniały krąg coraz bardziej. Nie odstraszało ich warczenie ani inne ostrzeżenia. Sprawiali wrażenie groźnych a Dalila w żaden sposób nie mogła odczytać ich myśli.
-Hej, patrzcie tam. Nuru. - szepnęła w pewnej chwili Colie. Nie było pewności czy te dziwne stworzenia rozumiały ich mowę.
Wszyscy spojrzeli we wskazanym kierunku. Ale nikogo tam nie zobaczyli. Za to, z przeciwnej strony rozległ się nagle wrzask przerażenia. Istoty najpierw się cofnęły a potem uciekły.
Nuru puścił stworzenie na które chwilę wcześniej skoczył. Nawet się nie spodziewał że pójdzie tak łatwo. Stworzenie także uciekło w ślad za towarzyszami.
Jija skoczyła na przyjaciela, przytrzymała go przy ziemi i powiedziała:
-Dobra, tłumacz się. Wiesz jak się o ciebie martwiłam? Co ci przyszło do głowy że dałeś im się złapać!
-Jija, spokojnie, zejdź ze mnie.
-Najpierw się wytłumacz!
-Zaskoczyli mnie i tyle. Wcale nie miałem zamiaru podchodzić do nich. Puść mnie.
Jija puściła go.
-My tu przechodzimy piekło... - mówiła dalej lwiczka.
-Nie przesadzaj, nie przechodzimy piekła. - wtrącił się Rune.
Jija go zignorowała.
-...Ty znikasz nie wiadomo gdzie, mnie te istoty mało nie złapały, twoja siostra została zraniona zatrutym patykiem z piórami...
-Nic mi już nie jest. - wtrąciła Colie.
-...a te dziwne istoty ścigały nas i nawet nie wiemy jakie mają zamiary...
-Skończyłaś? - przerwał jej Tau.
-Tak.
-Czyli możemy ruszać dalej? - spytała Dalila.
wtorek, 21 czerwca 2016
21. Tajemnicza góra
Grupa wędrowców postanowiła zatrzymać się na trochę w ruinach. Nie było to przyjazne miejsce ale nikt nie miał siły iść dalej. Musieli tu odpocząć. Gdyby nie opuszczać tej dziwnej skały, można by było nawet zapomnieć że jest się na bagnach. Ale był mały problem: musieli coś jeść a tu nie było niczego żywego oprócz much i komarów. Na początku nie mogli się na to zdobyć ale po kilku dniach zrozumieli że nie mają wyjścia. Trupy były zbyt zepsute by dało się je zjeść więc szybko zrozumieli że mają tylko dwa wyjścia: zostać tu i głodować lub iść dalej mimo zmęczenia. Z dwojga złego woleli drugie wyjście. Na bagnach wytrzymali zaledwie kilka dni.
Szli dalej przez bagna nie zwracając już uwagi na mijane trupy, chcąc jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Ale nagle drogę zagrodziła im rzeka. Była bardzo szeroka a woda w niej w niczym nie różniła się od tej na bagnach.
-Nie ma wyjścia. Musimy płynąć. - Tau powiedział na głos to, czego każdy się domyślał. Przeciwległy brzeg był o wiele za daleko by mogli przeskoczyć.
Nikomu nie chciało się jednak pływać w tej wodzie. Zwłaszcza że tu także było pełno trupów.
Dalila podeszła do brzegu i trąciła łapą powierzchnię wody. Niespodziewanie coś z niej wyskoczyło. Księżniczka odsunęła się w ostatniej chwili. Z wody wynurzył się ogromny krokodyl. Po długim czasie spędzonym na pustyni i bagnach, gdzie raczej nie tętniło życiem była to nawet miła niespodzianka. Wygłodniały gad po chwili wrócił pod wodę w oczekiwaniu na kolejny łup.
-Jak one mogą żyć w takim miejscu?! - zdziwiła się Lyre.
-Może być ich więcej. Musimy uważać. - powiedziała Dalila. Przyjrzała się tafli wody i drugiemu brzegowi.
-Patrzcie. - zwróciła się po dłuższej chwili do przyjaciół. - Możemy skakać po tych kamieniach które wystają z wody w poprzek rzeki. Tylko uwaga na krokodyle. I przechodźcie pojedynczo. W razie czego innym będzie łatwiej pomóc.
Dalila wskoczyła na pierwszy kamień. Były spore ale śliskie i się ruszały. Księżniczka jednak nawet nie zamoczyła łap i po chwili stała na drugim brzegu.
-Błagam was, uważajcie. - powiedziała do przyjaciół.
Następna była Lyre. Nie poszło jej tak sprawnie jak Dalili i parę razy łapy zsunęły jej się do wody, ale dotarła szczęśliwie na drugi brzeg.
Przyszła kolej na Elleine. Lwiczka podeszła do brzegu i przygotowała się do skoku. Ale za bardzo się bała. W ostatniej chwili zrezygnowała i nie skoczyła.
-Elleine, co się stało? - spytała jej siostra z drugiego brzegu.
-Nie ma mowy, nie skoczę. - zaprotestowała księżniczka.
-Elleine. - powiedział Rune.
Elleine obejrzała się na niego.
-Uda ci się. Skacz.
Pod wpływem spojrzenia przyjaciela, lwiczka postanowiła jednak skoczyć, mimo że się bała. Zebrała się na odwagę i jeszcze raz przygotowała się do skoku. Poszło jej całkiem sprawnie ale gdy miała skoczyć na brzeg na którym czekały jej siostra i Lyre, coś poszło nie tak. Przednie łapy lwiczki dosięgnęły brzegu ale tylne nie. Zsunęła się do wody. Dalila złapała siostrę za kark i pomogła wyjść na brzeg.
Chwilę później, po kamieniach przeskoczyła Jija. Dalila pomyślała że też opuści ją odwaga, ale przyjaciółka przedostała się na drugi brzeg zanim strach zdążył ją opanować.
Potem była Colie. Ona bała się chyba najmniej ze wszystkich. Wiedziała że umie oddychać pod wodą. Bez przeszkód wyszła na drugi brzeg.
Nuru, podobnie jak jego siostra, wskoczył bez strachu na kamienie. Rune natomiast trochę się bał. Ale spojrzał na Elleine która siedziała na drugim brzegu i czyściła sobie futro. Ze względu na nią nie chciał pokazać że się boi. Zacisnął zęby i skoczył.
Zaraz za nim był Tau. Specjalnie przepuścił wszystkich przed sobą. On także się bał. Podszedł powoli do brzegu. Woda była mętna, brudna i przyprawiała go o mdłości. Zresztą chyba nie tylko jego. Uniusłwszy głowę napotkał wzrok Dalili. Musi skoczyć. Przyszły król nie mógł stchórzyć. Spojrzał na kamienie. Czuł że strach coraz bardziej go opanowuje. Utkwił wzrok w najbliższym kamieniu i skoczył. Potem poszło już łatwiej.
Gdy wszyscy przeszli już przez rzekę, nagle dotarło do nich że po tej stronie jest całkowicie inny teren. Pod łapami mieli miękką zieloną trawę. Znajdowali się na jakiejś łące. Czym prędzej odeszli od rzeki nie zaszczycając jej nawet ostatnim spojrzeniem.
***
Szli teraz przez rozległą równinę, znowu pozbawioną drzew. Szybko też przekonali się że jest tu sporo dziur w ziemi.
-To chyba królicze nory. - zgadywała Lyre.
Znajdowało się tu też sporo oczek wodnych z nadzwyczaj czystą wodą, w których ugasili pragnienie.
Na łące roiło się od królików. Stosunkowo łatwo dawały się łapać. Nie stanowiły trudnego celu nawet dla lwa niebędącego w stanie polować na antylopy. Były bardzo płochliwe, ale było ich tak dużo że gdy jeden uciekł, zawsze nawinął się drugi.
W pewnej chwili Rune położył się na grzbiecie i powiedział:
-Róbcie co chcecie. Ja tu zostaję.
-Ale chyba nie na zawsze. - zaniepokoiła się Elleine.
-Nieee - Rune przekręcił się na bok. - Ale to miła odmiana po tych bagnach.
-Zgadzam się. - powiedziała Dalila i również się położyła.
-Co tak stoicie? - spytał Rune, widząc że pozostali nadal stoją i chyba nie wiedzą co mają robić.
-Umiecie polować? - spytała Jija.
-Trochę. Mi na przykład jeszcze kiepsko to wychodzi. Ale te króliki to bardzo łatwy cel. - To mówiąc, Colie złapała jednego za kark, który właśnie podkradł się do jej łapy. Ścisnęła zęby mocniej i ofiara była martwa. Lwiczka położyła się i zaczęła jeść. Reszta była jednak zbyt zmęczona. Wszyscy się położyli. Po chwili Nuru, Rune, Tau, Lyre i Dalila spali. Colie również skończyła jeść i poszła spać. Jija i Elleine natomiast postanowiły zapolować. Nawet sprawnie im to poszło i dłuższy czas później, obie najedzone również zasnęły.
***
Grupa odpoczęła kilka dni na tej łączce. Ale po jakimś czasie trzeba było iść dalej. Nie bardzo im się chciało ale Dalila przekonała przyjaciół że nie mogą tu zostać na zawsze.
Gdy odchodzili z króliczej łączki i później, gdy szli dalej, teren zmieniał się przktycznie niezauważalnie. Teren powoli zaczynał się robić górzysty. Nuru, który szedł akurat z tyłu, zauważył że pagórki które mijali mają spore otwory. Takich otworów było mnóstwo i zaciekawiony lew zaproponował żeby tam wejść i to zbadać. Reszta na początku była niechętna i nie chciała tam wchodzić ale gdy Nuru wszedł tam pierwszy, nie mieli wyjścia - musieli iść z nim.
Jaskinie okazały się jednak bardzo krótkie i grupa szybko wyszła z powrotem na słońce. Korytarze były tak wąskie że musieli iść jedno za drugim. Pierwszy wyszedł Nuru. Stanął i patrzył się gdzieś. Reszta spytała się go o co chodzi. Nagle Lyre zauważyła dziwną górę z której unosił się dym.
-Pewnie chodzi mu o to. - wskazała górę łapą. - Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałam.
Przyjaciele postanowili ominąć górę szerokim łukiem.
Szli dalej przez bagna nie zwracając już uwagi na mijane trupy, chcąc jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Ale nagle drogę zagrodziła im rzeka. Była bardzo szeroka a woda w niej w niczym nie różniła się od tej na bagnach.
-Nie ma wyjścia. Musimy płynąć. - Tau powiedział na głos to, czego każdy się domyślał. Przeciwległy brzeg był o wiele za daleko by mogli przeskoczyć.
Nikomu nie chciało się jednak pływać w tej wodzie. Zwłaszcza że tu także było pełno trupów.
Dalila podeszła do brzegu i trąciła łapą powierzchnię wody. Niespodziewanie coś z niej wyskoczyło. Księżniczka odsunęła się w ostatniej chwili. Z wody wynurzył się ogromny krokodyl. Po długim czasie spędzonym na pustyni i bagnach, gdzie raczej nie tętniło życiem była to nawet miła niespodzianka. Wygłodniały gad po chwili wrócił pod wodę w oczekiwaniu na kolejny łup.
-Jak one mogą żyć w takim miejscu?! - zdziwiła się Lyre.
-Może być ich więcej. Musimy uważać. - powiedziała Dalila. Przyjrzała się tafli wody i drugiemu brzegowi.
-Patrzcie. - zwróciła się po dłuższej chwili do przyjaciół. - Możemy skakać po tych kamieniach które wystają z wody w poprzek rzeki. Tylko uwaga na krokodyle. I przechodźcie pojedynczo. W razie czego innym będzie łatwiej pomóc.
Dalila wskoczyła na pierwszy kamień. Były spore ale śliskie i się ruszały. Księżniczka jednak nawet nie zamoczyła łap i po chwili stała na drugim brzegu.
-Błagam was, uważajcie. - powiedziała do przyjaciół.
Następna była Lyre. Nie poszło jej tak sprawnie jak Dalili i parę razy łapy zsunęły jej się do wody, ale dotarła szczęśliwie na drugi brzeg.
Przyszła kolej na Elleine. Lwiczka podeszła do brzegu i przygotowała się do skoku. Ale za bardzo się bała. W ostatniej chwili zrezygnowała i nie skoczyła.
-Elleine, co się stało? - spytała jej siostra z drugiego brzegu.
-Nie ma mowy, nie skoczę. - zaprotestowała księżniczka.
-Elleine. - powiedział Rune.
Elleine obejrzała się na niego.
-Uda ci się. Skacz.
Pod wpływem spojrzenia przyjaciela, lwiczka postanowiła jednak skoczyć, mimo że się bała. Zebrała się na odwagę i jeszcze raz przygotowała się do skoku. Poszło jej całkiem sprawnie ale gdy miała skoczyć na brzeg na którym czekały jej siostra i Lyre, coś poszło nie tak. Przednie łapy lwiczki dosięgnęły brzegu ale tylne nie. Zsunęła się do wody. Dalila złapała siostrę za kark i pomogła wyjść na brzeg.
Chwilę później, po kamieniach przeskoczyła Jija. Dalila pomyślała że też opuści ją odwaga, ale przyjaciółka przedostała się na drugi brzeg zanim strach zdążył ją opanować.
Potem była Colie. Ona bała się chyba najmniej ze wszystkich. Wiedziała że umie oddychać pod wodą. Bez przeszkód wyszła na drugi brzeg.
Nuru, podobnie jak jego siostra, wskoczył bez strachu na kamienie. Rune natomiast trochę się bał. Ale spojrzał na Elleine która siedziała na drugim brzegu i czyściła sobie futro. Ze względu na nią nie chciał pokazać że się boi. Zacisnął zęby i skoczył.
Zaraz za nim był Tau. Specjalnie przepuścił wszystkich przed sobą. On także się bał. Podszedł powoli do brzegu. Woda była mętna, brudna i przyprawiała go o mdłości. Zresztą chyba nie tylko jego. Uniusłwszy głowę napotkał wzrok Dalili. Musi skoczyć. Przyszły król nie mógł stchórzyć. Spojrzał na kamienie. Czuł że strach coraz bardziej go opanowuje. Utkwił wzrok w najbliższym kamieniu i skoczył. Potem poszło już łatwiej.
Gdy wszyscy przeszli już przez rzekę, nagle dotarło do nich że po tej stronie jest całkowicie inny teren. Pod łapami mieli miękką zieloną trawę. Znajdowali się na jakiejś łące. Czym prędzej odeszli od rzeki nie zaszczycając jej nawet ostatnim spojrzeniem.
***
Szli teraz przez rozległą równinę, znowu pozbawioną drzew. Szybko też przekonali się że jest tu sporo dziur w ziemi.
-To chyba królicze nory. - zgadywała Lyre.
Znajdowało się tu też sporo oczek wodnych z nadzwyczaj czystą wodą, w których ugasili pragnienie.
Na łące roiło się od królików. Stosunkowo łatwo dawały się łapać. Nie stanowiły trudnego celu nawet dla lwa niebędącego w stanie polować na antylopy. Były bardzo płochliwe, ale było ich tak dużo że gdy jeden uciekł, zawsze nawinął się drugi.
W pewnej chwili Rune położył się na grzbiecie i powiedział:
-Róbcie co chcecie. Ja tu zostaję.
-Ale chyba nie na zawsze. - zaniepokoiła się Elleine.
-Nieee - Rune przekręcił się na bok. - Ale to miła odmiana po tych bagnach.
-Zgadzam się. - powiedziała Dalila i również się położyła.
-Co tak stoicie? - spytał Rune, widząc że pozostali nadal stoją i chyba nie wiedzą co mają robić.
-Umiecie polować? - spytała Jija.
-Trochę. Mi na przykład jeszcze kiepsko to wychodzi. Ale te króliki to bardzo łatwy cel. - To mówiąc, Colie złapała jednego za kark, który właśnie podkradł się do jej łapy. Ścisnęła zęby mocniej i ofiara była martwa. Lwiczka położyła się i zaczęła jeść. Reszta była jednak zbyt zmęczona. Wszyscy się położyli. Po chwili Nuru, Rune, Tau, Lyre i Dalila spali. Colie również skończyła jeść i poszła spać. Jija i Elleine natomiast postanowiły zapolować. Nawet sprawnie im to poszło i dłuższy czas później, obie najedzone również zasnęły.
***
Grupa odpoczęła kilka dni na tej łączce. Ale po jakimś czasie trzeba było iść dalej. Nie bardzo im się chciało ale Dalila przekonała przyjaciół że nie mogą tu zostać na zawsze.
Gdy odchodzili z króliczej łączki i później, gdy szli dalej, teren zmieniał się przktycznie niezauważalnie. Teren powoli zaczynał się robić górzysty. Nuru, który szedł akurat z tyłu, zauważył że pagórki które mijali mają spore otwory. Takich otworów było mnóstwo i zaciekawiony lew zaproponował żeby tam wejść i to zbadać. Reszta na początku była niechętna i nie chciała tam wchodzić ale gdy Nuru wszedł tam pierwszy, nie mieli wyjścia - musieli iść z nim.
Jaskinie okazały się jednak bardzo krótkie i grupa szybko wyszła z powrotem na słońce. Korytarze były tak wąskie że musieli iść jedno za drugim. Pierwszy wyszedł Nuru. Stanął i patrzył się gdzieś. Reszta spytała się go o co chodzi. Nagle Lyre zauważyła dziwną górę z której unosił się dym.
-Pewnie chodzi mu o to. - wskazała górę łapą. - Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałam.
Przyjaciele postanowili ominąć górę szerokim łukiem.
piątek, 17 czerwca 2016
20. Burza piaskowa i dziwne zjawisko
Dżunglę już dawno zostawili za sobą. Ogromne drzewa były coraz mniej widoczne. Coraz bardziej zostawały w tyle. Drzewa które mijała grupa przyjaciół także trafiały się coraz rzadziej. Wchodzili na pustynne tereny. Na nieznane ziemie. Dalej niż ktokolwiek inny kiedykolwiek wyruszył. Byli pogrążeni w rozmowie i niespecjalnie zwracali uwagę na zmieniający się krajobraz. Tau szedł dwa kroki przed grupą i nie brał udziału w rozmowie. Po dłuższym czasie zauważył w ziemi jakieś dziury. Wyglądały jakby ktoś je wykopał. Nie były to naturalne pęknięcia w ziemi. Otwory były okrągłe i dość blisko siebie w mniej więcej równych odstępach. Zaciekawiony lew wsadził nos do jednej z nich. Ale szybko odskoczył, poczuwszy ból. Cokolwiek siedziało pod ziemią, właśnie zadrapało go w nos.
-To mi wygląda na tereny surykatek - obok lwa nagle pojawiła się Dalila. - Timon kiedyś mi opowiadał jak wyglądał jego poprzedni dom. Tu jest bardzo podobnie.
-A surykatki? Mówisz że to ich tereny, ale nigdzie ich nie ma.
-Pewnie siedzą pod ziemią. Chodźmy dalej.
***
-Zauważyliście że robi się coraz bardziej gorąco? - spytała po kilku godzinach Lyre. - Jesteśmy coraz bliżej pustyni. Tak mi się wydaje.
-Tak, tego nie da się nie zauważyć. - odparła Elleine.
Rzeczywiście. Ziemia coraz bardziej ustępowała miejsca rozgrzanemu piaskowi. Drzew od jakiegoś czasu nie widzieli wcale i jak okiem sięgnąć, wokół było coraz więcej piachu. Zdawali sobie sprawę z warunków tutaj panujących ale nikt nie chciał się wycofać. Odważnie szli na przód.
Po drodze natrafiali na kilka małych oaz i zostawali w ich pobliżu przez kilka dni by odpocząć. Upał sprawiał że nie mieli zbytniej ochoty na rozmowy. Jednego dnia słońce paliło wyjątkowo mocno a blisko południa zaczął wiać wiatr. Nie był on jednak przyjemny; powietrze było gorące i wiatr wciskał ziarenka piasku do nosa i oczu. Do tego wiatr przybierał na sile. Kilka godzin później rozpętała się prawdziwa burza piaskowa. Wędrowcy zbili się w ciasną gromadkę by się nie pogubić. Silny wiatr utrudniał poruszanie się. Nic nie widzieli bo musieli zamykać oczy, by nie dostawało się do nich tak dużo piachu. Zresztą gdyby mieli otwarte oczy, też nic by nie widzieli. Wiatr unosił w górę takie ilości piasku że nie było nic widać dalej niż na metr. Żadne z nich nie miało pojęcia jak długo już to trwa ani jak rozległa jest ta burza.
W pewnej chwili wiatr ustał równie niespodziewanie jak się wzmógł. Wszyscy położyli się wyczerpani walką z burzą i wiatrem.
***
Jija obudziła się jako pierwsza. Weszła na pobliską wydmę i rozejrzała się. Nagle jej oczom ukazała się zielonobrunatna plama kilkaset metrów dalej. Ciągnęła się kilometrami wzdłuż i wszerz. Na początku myślała że to miraż, złudzenie. Dziwna plama nie chciała jednak zniknąć. Lwiczka podeszła do brata i obudziła go. Zaprowadziła go na szczyt wydmy. Czyli to nie mogło być złudzenie, skoro oboje widzieli to samo.
-To jest albo las albo coś podobnego. - stwierdził lew.
-Myślisz że możemy tam pójść? - spytała Jija.
-Nie wiem. Możemy spróbować.
Oboje wpatrywali się w odległy dziwny teren. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Przypominało to las ale nie mogli dojrzeć tam drzew.
Tau postanowił spytać o zdanie innych.
-Hej! Wstawajcie wszyscy! - krzyknął.
Nie podziałało. Żadne z przyjaciół nawet nie poruszyło uchem.
Jija podeszła do Elleine. Otarła się pyskiem o jej głowę. Tym razem podziałało. Księżniczka otworzyła oczy. We trójkę obudzili resztę i Tau pokazał przyjaciołom to, co wcześniej pokazała mu siostra.
-Idziemy tam - zarządziła Dalila. - Muszę wiedzieć co tam jest, no i można by już się wydostać z tej pustyni.
Ciekawość zaprowadziła ich na sam skraj pustyni. Chęć poznania tajemniczego miejsca wzięła górę nad strachem przed nieznanym i zmęczeniem. Ale gdy doszli do celu czekało ich małe rozczarowanie. Miejsce wyglądało jeszcze straszniej niż Cmentarzysko Słoni. Owszem, były tu drzewa. Uschnięte, połamane kawałki pni wystające z ziemi. Pachniało tu gnijącymi szczątkami i nie wiadomo czym jeszcze. Woda była mętna, brudna i mulista. Nikogo jednak nie zraził ten widok. Wszyscy odważnie wkroczyli w głąb terenu. Jednak po chwili odkryli coś jeszcze. W wodzie coś pływało. I to coś od dawna było martwe. Nie dało się cały czas omijać wody. Co jakiś czas któreś z nich musiało do niej wejść. Coś, co pływało w wodzie, przyprawiało lwy o dreszcze, gdy dotykało ich łap. Gdy w pewnej chwili Rune przechodził przez trochę czystszą w tym miejscu wodę, właśnie to coś otarło się o jego prawą łapę. Lwa to jednak już nie wystraszyło. Nie pierwszy raz w tym miejscu natrafiali na coś w wodzie. Na ogół starali się nie patrzeć pod łapy gdy tak się działo, ale Rune był ciekaw co tam pływa. Szybko jednak wyskoczył z wody na widok pustych oczu bez życia i rozkładającego się trupa. Przy okazji wpadł na brata. Nuru potknął się o coś leżącego obok wody i oba lwy wylądowały na ziemi.
-Wiecie co było w tej wodzie? - spytał Rune.
-Nie sprawdzaliśmy. - odparła Elleine.
-Ble... - skrzywił się Nuru, patrząc na coś po swojej drugiej stronie.
-To samo jest w wodzie! - zawołał Rune. Obaj bracia natychmiast podnieśli się z ziemi.
-Trupy. Gnijące trupy. - powiedziała Dalila.
-Co? - skrzywiła się Lyre, wychodząc z wody najszybciej jak tylko się dało.
-Ale...co to za stworzenie? - Colie podeszła bliżej. Zbliżyła nos do trupa, ale zaraz cofnęła się z obrzydzeniem. - Strasznie śmierdzi. Został tylko zapach gnijącego mięsa. - powiedziała.
-Czuć to z daleka. - odparła Dalila.
Cała ósemka przyjrzała się bliżej. Dało się jeszcze rozpoznać wygląd za życia.
-Przednie łapy są inaczej zbudowane niż tylne. Ciekawe jak to stworzenie się poruszało. - zastanawiał się Nuru.
-Jakoś mało sierści. Na głowie całkiem sporo, ale na całym ciele praktycznie jej nie ma. - zauważyła Jija.
-I tak jakby coś się na nim zaplątało. - Tau wskazał łapą strzępy czegoś dziwnego owiniętego wokół ciała.
-Tego tu jest pełno. Chodźmy dalej. - zaproponowała Colie.
Przyjaciele przyznali lwiczce rację i cała grupa poszła dalej. Niedaleko znaleźli innego trupa. Na pierwszy rzut oka wyglądał tak samo jak poprzedni ale na głowie miał dłuższą sierść niż poprzedni. Zupełnie jak lwia grzywa, tylko że nie okalała całej twarzy. Gdy się bliżej przyglądali każdemu z osobna, doszli do wniosku że na tych terenach są dwa rodzaje trupów, różniące się tylko długością sierści na głowach. U jednych były krótkie, o długości lwiego pazura (Rune musiał to sprawdzić), a u innych sięgały ramion.
Już się nie bali. Przyglądali się tylko uważnie trupom będącym w lepszym stanie. Właśnie dyskutowali co to mogą być za stworzenia, gdy Dalila zauważyła niedaleko jakąś dziwną skałę z błyszczącego w świetle białego kamienia. Budowla była porośnięta bluszczem. Jej kształt z niczym się księżniczce nie kojarzył. Wyglądało to jak ogromna skała o regularnych kształtach z różnymi mniejszymi i większymi otworami. Zasugerowała pozostałym że mogliby zatrzymać się jakiś czas w tej budowli. Aż się zdziwiła że tak szybko uzyskała aprobatę wszystkich. Przyjaciele weszli do środka budowli. Było tu mnóstwo schodów, korytarzy, większych pomieszczeń i różnych zakamarków. A wszystko to miało regularne kształty. Nie wyczuli tu zapachu żadnych innych zwierząt. Wewnątrz tej dziwnej budowli odór zgnilizny był mniej wyczuwalny. Nie było tu zbyt przyjemnie ale nie mieli innego wyjścia. Byli zbyt zmęczeni żeby iść dalej. Wybrali największe pomieszczenie na wyższym piętrze, gdzie zapach był niemal niewyczuwalny. Położyli się obok siebie w rogu pomieszczenia. Po pustynnym skwarze było tu przyjemnie chłodno. Po jakimś czasie wszyscy spali.
-To mi wygląda na tereny surykatek - obok lwa nagle pojawiła się Dalila. - Timon kiedyś mi opowiadał jak wyglądał jego poprzedni dom. Tu jest bardzo podobnie.
-A surykatki? Mówisz że to ich tereny, ale nigdzie ich nie ma.
-Pewnie siedzą pod ziemią. Chodźmy dalej.
***
-Zauważyliście że robi się coraz bardziej gorąco? - spytała po kilku godzinach Lyre. - Jesteśmy coraz bliżej pustyni. Tak mi się wydaje.
-Tak, tego nie da się nie zauważyć. - odparła Elleine.
Rzeczywiście. Ziemia coraz bardziej ustępowała miejsca rozgrzanemu piaskowi. Drzew od jakiegoś czasu nie widzieli wcale i jak okiem sięgnąć, wokół było coraz więcej piachu. Zdawali sobie sprawę z warunków tutaj panujących ale nikt nie chciał się wycofać. Odważnie szli na przód.
Po drodze natrafiali na kilka małych oaz i zostawali w ich pobliżu przez kilka dni by odpocząć. Upał sprawiał że nie mieli zbytniej ochoty na rozmowy. Jednego dnia słońce paliło wyjątkowo mocno a blisko południa zaczął wiać wiatr. Nie był on jednak przyjemny; powietrze było gorące i wiatr wciskał ziarenka piasku do nosa i oczu. Do tego wiatr przybierał na sile. Kilka godzin później rozpętała się prawdziwa burza piaskowa. Wędrowcy zbili się w ciasną gromadkę by się nie pogubić. Silny wiatr utrudniał poruszanie się. Nic nie widzieli bo musieli zamykać oczy, by nie dostawało się do nich tak dużo piachu. Zresztą gdyby mieli otwarte oczy, też nic by nie widzieli. Wiatr unosił w górę takie ilości piasku że nie było nic widać dalej niż na metr. Żadne z nich nie miało pojęcia jak długo już to trwa ani jak rozległa jest ta burza.
W pewnej chwili wiatr ustał równie niespodziewanie jak się wzmógł. Wszyscy położyli się wyczerpani walką z burzą i wiatrem.
***
Jija obudziła się jako pierwsza. Weszła na pobliską wydmę i rozejrzała się. Nagle jej oczom ukazała się zielonobrunatna plama kilkaset metrów dalej. Ciągnęła się kilometrami wzdłuż i wszerz. Na początku myślała że to miraż, złudzenie. Dziwna plama nie chciała jednak zniknąć. Lwiczka podeszła do brata i obudziła go. Zaprowadziła go na szczyt wydmy. Czyli to nie mogło być złudzenie, skoro oboje widzieli to samo.
-To jest albo las albo coś podobnego. - stwierdził lew.
-Myślisz że możemy tam pójść? - spytała Jija.
-Nie wiem. Możemy spróbować.
Oboje wpatrywali się w odległy dziwny teren. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Przypominało to las ale nie mogli dojrzeć tam drzew.
Tau postanowił spytać o zdanie innych.
-Hej! Wstawajcie wszyscy! - krzyknął.
Nie podziałało. Żadne z przyjaciół nawet nie poruszyło uchem.
Jija podeszła do Elleine. Otarła się pyskiem o jej głowę. Tym razem podziałało. Księżniczka otworzyła oczy. We trójkę obudzili resztę i Tau pokazał przyjaciołom to, co wcześniej pokazała mu siostra.
-Idziemy tam - zarządziła Dalila. - Muszę wiedzieć co tam jest, no i można by już się wydostać z tej pustyni.
Ciekawość zaprowadziła ich na sam skraj pustyni. Chęć poznania tajemniczego miejsca wzięła górę nad strachem przed nieznanym i zmęczeniem. Ale gdy doszli do celu czekało ich małe rozczarowanie. Miejsce wyglądało jeszcze straszniej niż Cmentarzysko Słoni. Owszem, były tu drzewa. Uschnięte, połamane kawałki pni wystające z ziemi. Pachniało tu gnijącymi szczątkami i nie wiadomo czym jeszcze. Woda była mętna, brudna i mulista. Nikogo jednak nie zraził ten widok. Wszyscy odważnie wkroczyli w głąb terenu. Jednak po chwili odkryli coś jeszcze. W wodzie coś pływało. I to coś od dawna było martwe. Nie dało się cały czas omijać wody. Co jakiś czas któreś z nich musiało do niej wejść. Coś, co pływało w wodzie, przyprawiało lwy o dreszcze, gdy dotykało ich łap. Gdy w pewnej chwili Rune przechodził przez trochę czystszą w tym miejscu wodę, właśnie to coś otarło się o jego prawą łapę. Lwa to jednak już nie wystraszyło. Nie pierwszy raz w tym miejscu natrafiali na coś w wodzie. Na ogół starali się nie patrzeć pod łapy gdy tak się działo, ale Rune był ciekaw co tam pływa. Szybko jednak wyskoczył z wody na widok pustych oczu bez życia i rozkładającego się trupa. Przy okazji wpadł na brata. Nuru potknął się o coś leżącego obok wody i oba lwy wylądowały na ziemi.
-Wiecie co było w tej wodzie? - spytał Rune.
-Nie sprawdzaliśmy. - odparła Elleine.
-Ble... - skrzywił się Nuru, patrząc na coś po swojej drugiej stronie.
-To samo jest w wodzie! - zawołał Rune. Obaj bracia natychmiast podnieśli się z ziemi.
-Trupy. Gnijące trupy. - powiedziała Dalila.
-Co? - skrzywiła się Lyre, wychodząc z wody najszybciej jak tylko się dało.
-Ale...co to za stworzenie? - Colie podeszła bliżej. Zbliżyła nos do trupa, ale zaraz cofnęła się z obrzydzeniem. - Strasznie śmierdzi. Został tylko zapach gnijącego mięsa. - powiedziała.
-Czuć to z daleka. - odparła Dalila.
Cała ósemka przyjrzała się bliżej. Dało się jeszcze rozpoznać wygląd za życia.
-Przednie łapy są inaczej zbudowane niż tylne. Ciekawe jak to stworzenie się poruszało. - zastanawiał się Nuru.
-Jakoś mało sierści. Na głowie całkiem sporo, ale na całym ciele praktycznie jej nie ma. - zauważyła Jija.
-I tak jakby coś się na nim zaplątało. - Tau wskazał łapą strzępy czegoś dziwnego owiniętego wokół ciała.
-Tego tu jest pełno. Chodźmy dalej. - zaproponowała Colie.
Przyjaciele przyznali lwiczce rację i cała grupa poszła dalej. Niedaleko znaleźli innego trupa. Na pierwszy rzut oka wyglądał tak samo jak poprzedni ale na głowie miał dłuższą sierść niż poprzedni. Zupełnie jak lwia grzywa, tylko że nie okalała całej twarzy. Gdy się bliżej przyglądali każdemu z osobna, doszli do wniosku że na tych terenach są dwa rodzaje trupów, różniące się tylko długością sierści na głowach. U jednych były krótkie, o długości lwiego pazura (Rune musiał to sprawdzić), a u innych sięgały ramion.
Już się nie bali. Przyglądali się tylko uważnie trupom będącym w lepszym stanie. Właśnie dyskutowali co to mogą być za stworzenia, gdy Dalila zauważyła niedaleko jakąś dziwną skałę z błyszczącego w świetle białego kamienia. Budowla była porośnięta bluszczem. Jej kształt z niczym się księżniczce nie kojarzył. Wyglądało to jak ogromna skała o regularnych kształtach z różnymi mniejszymi i większymi otworami. Zasugerowała pozostałym że mogliby zatrzymać się jakiś czas w tej budowli. Aż się zdziwiła że tak szybko uzyskała aprobatę wszystkich. Przyjaciele weszli do środka budowli. Było tu mnóstwo schodów, korytarzy, większych pomieszczeń i różnych zakamarków. A wszystko to miało regularne kształty. Nie wyczuli tu zapachu żadnych innych zwierząt. Wewnątrz tej dziwnej budowli odór zgnilizny był mniej wyczuwalny. Nie było tu zbyt przyjemnie ale nie mieli innego wyjścia. Byli zbyt zmęczeni żeby iść dalej. Wybrali największe pomieszczenie na wyższym piętrze, gdzie zapach był niemal niewyczuwalny. Położyli się obok siebie w rogu pomieszczenia. Po pustynnym skwarze było tu przyjemnie chłodno. Po jakimś czasie wszyscy spali.
środa, 15 czerwca 2016
19. Odwiedziny
Jeszcze pierwszego ranka od wyruszenia z domu, stanęli u podnóży dżungli. Lyre miała pewne obawy czy nie spotka tam przybranej matki i siostry. Nie miała jednak wyboru; weszła między ogromne drzewa w ślad za przyjaciółmi.
Szli dłuższy czas przez dżunglę. Bardzo łatwo można było się tu zgubić. Nawet Lyre nie poznawała okolicy. Nic dziwnego. W tej jej części jeszcze nigdy nie była.
-Nie wiedziałem że dżungla może być aż taka ogromna. - powiedział w pewnej chwili Nuru. - Dalila, my na pewno idziemy w dobrą stronę?
-Nie wiem. - odparła księżniczka. - Nigdy jeszcze tu nie byłam. Musimy improwizować.
-Jak ich tu znajdziemy?
Nikt nie odpowiedział Nuru na to pytanie.
***
-Tu nasz plan się kończy. Ma ktoś pomysł co dalej? - spytała Elleine, gdy zatrzymali się przy jakimś strumyku.
-Teraz będziemy iść prosto przed siebie. Taki był plan, nie pamiętasz? Dochodzimy do znanych nam terenów poza granicami, a potem idziemy gdzie nas oczy poniosą. - odparła Colie.
-Timon!? - krzyknęła nagle Jija.
Wszyscy spojrzeli na brązową lwiczkę.
-Co się stało? - spytał Tau.
-Piłam tylko wodę i nagle coś wynurza się tuż przy moim nosie. - wyjaśniła Jija. - Po prostu mnie nastraszył.
-Cześć, co was tu sprowadza? - Timon podszedł do Colie.
-Chcieliśmy was odwiedzić. - powiedziała Dalila. - A gdzie Pumba?
Ledwo księżniczka skończyła mówić, z pobliskich krzaków wyszedł Pumba.
-Tutaj jesteś Timon. - powiedział. - O, cześć Dalila, super, jeśli już tu przyszliście to może zostaniecie z nami kilka dni.
Timon wskoczył przyjacielowi na kark.
-Słuchaj Pumba, - powiedział - może oni zostaną kilka dni. Chcecie? Tu jest jak w raju.
-Świetny pomysł, Timon. - potwierdził Pumba.
Lwy spojrzały na siebie.
-Co wy na to? Zostajemy jakiś czas? - spytała Dalila.
-Jeszcze pytasz? Ja zostaję. - powiedziała Elleine. - Tak w ogóle to był mój pomysł żeby was tu odwiedzić. - szepnęła do Timona i Pumby.
-Chodźcie, coś wam pokarzemy. - powiedział Timon i razem z Pumbą zaprowadzili przyjaciół w głąb dżungli.
-A oto i nasz dom. - powiedział w pewnej chwili Timon, odsuwając kilka gałęzi.
Ich oczom ukazał się cudny widok. Na wprost nich wznosiła się góra, gdzieniegdzie porośnięta roślinnością. U jej podnóża lśniło w promieniach słońca dość duże jezioro. Na około jeziora rosły ogromne drzewa. Tu i tam spadająca z góry kaskadami woda rozbryzgiwała się na kamieniach a jej krople mieniły się w słońcu wszystkimi barwami tęczy. Góra była także w części spowita chmurami.
Wszystkim odebrało mowę z zachwytu. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Widok był porównywalny z tym ze szczytu Lwiej Skały.
***
Lwy i Lyre spędzili u przyjaciół kilka dni. Pewnego popołudnia, do Elleine leżącej na przybrzeżnej skale podszedł Rune. Usiadł obok przyjaciółki i utkwił spojrzenie w odbiciu lwiczki w wodzie.
Księżniczka, ujrzawszy w wodzie jego odbicie, uniosła głowę i spojrzała na Rune. Ten nie zareagował. Elleine uśmiechnęła się chytrze i wrzuciła do wody kamyk. Tafla się wzburzyła, odbicie zafalowało a Rune przeniósł wzrok na przyjaciółkę.
-Jeśli coś chcesz to mów, śmiało. - zachęciła go lwiczka.
-Gniewasz się jeszcze na mnie? - spytał Rune.
-O co?
-Chciałem cię przeprosić że ci dawniej dokuczałem.
-Nie ma sprawy. A oto rewanż.
Zanim Rune dążył się zorientować w sytuacji, siedział już w wodzie. Na brzegu stała uśmiechnięta księżniczka. Rune spojrzał na nią z ukosa i ochlapał wodą. Lwiczka odwdzięczyła się tym samym. Rune wyskoczył z wody na skałę, na której wcześniej leżała Elleine i powiedział:
-Drugi raz ci się nie uda.
-Tak myślisz?
Elleine skoczyła na niego chcąc wepchnąć przyjaciela z powrotem do wody. Ale Rune uchylił się i z planu księżniczki nic nie wyszło. Zaraz jednak poślizgnął się i także wpadł do wody. Elleine podpłynęła do niego i oparła mu przednie łapy na barkach.
-Nie umiem pływać. - powiedziała.
-To mamy problem, bo ja też.
Rune zanurkował pod wodę i po krótkiej chwili wyszedł na brzeg.
-Nie złapiesz mnie. - zawołał.
Elleine roześmiała się widząc go stojącego na brzegu, ociekającego wodą, bo nie wiedzieć czemu, nie otrzepał się. Podpłynęła i wyszła obok niego na brzeg. Ledwo się otrzepała z nadmiaru wody, znowu była mokra. Rune otrzepał się na nią.
-Nie złapiesz mnie. - powtórzył i odbiegł kilkanaście kroków. Zatrzymał się i obejrzał przez ramię.
-Więc to tak? - zawołała księżniczka i pobiegła w stronę Rune. Ale ten uciekł. Zaczęła się gonitwa na około jeziora. W pewnej chwili Rune się zatrzymał a Elleine, rozpędzona, wpadła na niego. Na chwilę ich spojrzenia się spotkały.
-Wiesz że niebieski i brązowy pasują do siebie? - spytała księżniczka.
-Teraz już wiem - odparł Rune. Uniósł głowę i ugryzł ją lekko w ucho. Po czym wykorzystując okazję, wydostał się spod przyjaciółki. Przypadkowo zerknął na swoje odbicie w wodzie. Podczas zabawy zaczątki grzywy porozwiewały się na wszystkie możliwe strony. Nic dziwnego że Elleine dziwnie się uśmiechała gdy na niego patrzyła.
***
Obydwoje nie mieli pojęcia że są obserwowani. Z drugiej strony jeziora, w krzakach, siedziała ukryta Colie. Widziała wygłupy brata i przyjaciółki. Cieszyła się że ta dwójka lubi się bardziej niż kiedyś. Colie specjalnie ukryła się tak dobrze. Dzisiaj od rana wolała być sama. Nie wiedziała czemu. Po prostu nie miała ochoty na nic innego.
W pewnej chwili Elleine i Rune odeszli z zasięgu wzroku lwiczki. Colie ułożyła się wygodniej, oparła pysk na przednich łapach i zmrużyła oczy. Od rana każdego unikała i chowała się. Dlatego też nie miała pojęcia co robią inni. Widziała tylko Elleine i Rune którzy przyszli nad jezioro. Zajęcia całej reszty pozostawały dla niej zagadką.
Słońce powoli zaczynało zachodzić, ale Colie spała nadal. Nie obudziły jej głosy przyjaciół którzy jej szukali. Mijał czas. Słońce zdążyło już schować się za horyzontem, gdy Colie obudziło ciągnięcie za ucho.
-Przestań! - warknęła nie otwierając nawet oczu.
-Cały wieczór cię szukamy a ty sobie śpisz. - usłyszała głos Nuru.
-I co z tego? - odparła nadal nie otwierając oczu.
-Siedziałaś gdzieś cały dzień. Logiczne że nic nie wiesz. - powiedział Rune.
-O czym nie wiem? - zaciekawiła się Colie. Otworzyła oczy i podniosła głowę.
-Pozwoliliśmy sobie ustalić bez ciebie że właśnie teraz wyruszamy dalej. - odparł Rune.
-Naprawdę? - lwiczka spojrzała na Dalilę.
-Tak - potwierdziła księżniczka.
-Nie możemy rano?
-Nadal jesteśmy blisko domu. Jeżeli komuś ze stada przyjdzie do głowy nas szukać, to łatwo może nas znaleźć. Lepiej teraz.
-No to chodźmy. - Colie wstała.
Szli dłuższy czas przez dżunglę. Bardzo łatwo można było się tu zgubić. Nawet Lyre nie poznawała okolicy. Nic dziwnego. W tej jej części jeszcze nigdy nie była.
-Nie wiedziałem że dżungla może być aż taka ogromna. - powiedział w pewnej chwili Nuru. - Dalila, my na pewno idziemy w dobrą stronę?
-Nie wiem. - odparła księżniczka. - Nigdy jeszcze tu nie byłam. Musimy improwizować.
-Jak ich tu znajdziemy?
Nikt nie odpowiedział Nuru na to pytanie.
***
-Tu nasz plan się kończy. Ma ktoś pomysł co dalej? - spytała Elleine, gdy zatrzymali się przy jakimś strumyku.
-Teraz będziemy iść prosto przed siebie. Taki był plan, nie pamiętasz? Dochodzimy do znanych nam terenów poza granicami, a potem idziemy gdzie nas oczy poniosą. - odparła Colie.
-Timon!? - krzyknęła nagle Jija.
Wszyscy spojrzeli na brązową lwiczkę.
-Co się stało? - spytał Tau.
-Piłam tylko wodę i nagle coś wynurza się tuż przy moim nosie. - wyjaśniła Jija. - Po prostu mnie nastraszył.
-Cześć, co was tu sprowadza? - Timon podszedł do Colie.
-Chcieliśmy was odwiedzić. - powiedziała Dalila. - A gdzie Pumba?
Ledwo księżniczka skończyła mówić, z pobliskich krzaków wyszedł Pumba.
-Tutaj jesteś Timon. - powiedział. - O, cześć Dalila, super, jeśli już tu przyszliście to może zostaniecie z nami kilka dni.
Timon wskoczył przyjacielowi na kark.
-Słuchaj Pumba, - powiedział - może oni zostaną kilka dni. Chcecie? Tu jest jak w raju.
-Świetny pomysł, Timon. - potwierdził Pumba.
Lwy spojrzały na siebie.
-Co wy na to? Zostajemy jakiś czas? - spytała Dalila.
-Jeszcze pytasz? Ja zostaję. - powiedziała Elleine. - Tak w ogóle to był mój pomysł żeby was tu odwiedzić. - szepnęła do Timona i Pumby.
-Chodźcie, coś wam pokarzemy. - powiedział Timon i razem z Pumbą zaprowadzili przyjaciół w głąb dżungli.
-A oto i nasz dom. - powiedział w pewnej chwili Timon, odsuwając kilka gałęzi.
Ich oczom ukazał się cudny widok. Na wprost nich wznosiła się góra, gdzieniegdzie porośnięta roślinnością. U jej podnóża lśniło w promieniach słońca dość duże jezioro. Na około jeziora rosły ogromne drzewa. Tu i tam spadająca z góry kaskadami woda rozbryzgiwała się na kamieniach a jej krople mieniły się w słońcu wszystkimi barwami tęczy. Góra była także w części spowita chmurami.
Wszystkim odebrało mowę z zachwytu. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Widok był porównywalny z tym ze szczytu Lwiej Skały.
***
Lwy i Lyre spędzili u przyjaciół kilka dni. Pewnego popołudnia, do Elleine leżącej na przybrzeżnej skale podszedł Rune. Usiadł obok przyjaciółki i utkwił spojrzenie w odbiciu lwiczki w wodzie.
Księżniczka, ujrzawszy w wodzie jego odbicie, uniosła głowę i spojrzała na Rune. Ten nie zareagował. Elleine uśmiechnęła się chytrze i wrzuciła do wody kamyk. Tafla się wzburzyła, odbicie zafalowało a Rune przeniósł wzrok na przyjaciółkę.
-Jeśli coś chcesz to mów, śmiało. - zachęciła go lwiczka.
-Gniewasz się jeszcze na mnie? - spytał Rune.
-O co?
-Chciałem cię przeprosić że ci dawniej dokuczałem.
-Nie ma sprawy. A oto rewanż.
Zanim Rune dążył się zorientować w sytuacji, siedział już w wodzie. Na brzegu stała uśmiechnięta księżniczka. Rune spojrzał na nią z ukosa i ochlapał wodą. Lwiczka odwdzięczyła się tym samym. Rune wyskoczył z wody na skałę, na której wcześniej leżała Elleine i powiedział:
-Drugi raz ci się nie uda.
-Tak myślisz?
Elleine skoczyła na niego chcąc wepchnąć przyjaciela z powrotem do wody. Ale Rune uchylił się i z planu księżniczki nic nie wyszło. Zaraz jednak poślizgnął się i także wpadł do wody. Elleine podpłynęła do niego i oparła mu przednie łapy na barkach.
-Nie umiem pływać. - powiedziała.
-To mamy problem, bo ja też.
Rune zanurkował pod wodę i po krótkiej chwili wyszedł na brzeg.
-Nie złapiesz mnie. - zawołał.
Elleine roześmiała się widząc go stojącego na brzegu, ociekającego wodą, bo nie wiedzieć czemu, nie otrzepał się. Podpłynęła i wyszła obok niego na brzeg. Ledwo się otrzepała z nadmiaru wody, znowu była mokra. Rune otrzepał się na nią.
-Nie złapiesz mnie. - powtórzył i odbiegł kilkanaście kroków. Zatrzymał się i obejrzał przez ramię.
-Więc to tak? - zawołała księżniczka i pobiegła w stronę Rune. Ale ten uciekł. Zaczęła się gonitwa na około jeziora. W pewnej chwili Rune się zatrzymał a Elleine, rozpędzona, wpadła na niego. Na chwilę ich spojrzenia się spotkały.
-Wiesz że niebieski i brązowy pasują do siebie? - spytała księżniczka.
-Teraz już wiem - odparł Rune. Uniósł głowę i ugryzł ją lekko w ucho. Po czym wykorzystując okazję, wydostał się spod przyjaciółki. Przypadkowo zerknął na swoje odbicie w wodzie. Podczas zabawy zaczątki grzywy porozwiewały się na wszystkie możliwe strony. Nic dziwnego że Elleine dziwnie się uśmiechała gdy na niego patrzyła.
***
Obydwoje nie mieli pojęcia że są obserwowani. Z drugiej strony jeziora, w krzakach, siedziała ukryta Colie. Widziała wygłupy brata i przyjaciółki. Cieszyła się że ta dwójka lubi się bardziej niż kiedyś. Colie specjalnie ukryła się tak dobrze. Dzisiaj od rana wolała być sama. Nie wiedziała czemu. Po prostu nie miała ochoty na nic innego.
W pewnej chwili Elleine i Rune odeszli z zasięgu wzroku lwiczki. Colie ułożyła się wygodniej, oparła pysk na przednich łapach i zmrużyła oczy. Od rana każdego unikała i chowała się. Dlatego też nie miała pojęcia co robią inni. Widziała tylko Elleine i Rune którzy przyszli nad jezioro. Zajęcia całej reszty pozostawały dla niej zagadką.
Słońce powoli zaczynało zachodzić, ale Colie spała nadal. Nie obudziły jej głosy przyjaciół którzy jej szukali. Mijał czas. Słońce zdążyło już schować się za horyzontem, gdy Colie obudziło ciągnięcie za ucho.
-Przestań! - warknęła nie otwierając nawet oczu.
-Cały wieczór cię szukamy a ty sobie śpisz. - usłyszała głos Nuru.
-I co z tego? - odparła nadal nie otwierając oczu.
-Siedziałaś gdzieś cały dzień. Logiczne że nic nie wiesz. - powiedział Rune.
-O czym nie wiem? - zaciekawiła się Colie. Otworzyła oczy i podniosła głowę.
-Pozwoliliśmy sobie ustalić bez ciebie że właśnie teraz wyruszamy dalej. - odparł Rune.
-Naprawdę? - lwiczka spojrzała na Dalilę.
-Tak - potwierdziła księżniczka.
-Nie możemy rano?
-Nadal jesteśmy blisko domu. Jeżeli komuś ze stada przyjdzie do głowy nas szukać, to łatwo może nas znaleźć. Lepiej teraz.
-No to chodźmy. - Colie wstała.
piątek, 10 czerwca 2016
18. Zła Ziemia i Cmentarz słoni
Od nieudanej narady minęło kilka dni. Młodzi mieli już wszystko ustalone i zaplanowane. Teraz czekali tylko aż inni zasną.
Dalila obserwowała wejście do groty. Czekała na Lyre. Gdy w pewnej chwili usłyszała umówiony sygnał, dała znak pozostałym i wyszła na dwór. Reszta wychodziła pojedynczo co kilka minut. Na szczęście nikt się nie obudził.
Ósemka przyjaciół spojrzała na rozległą równinę. Nareszcie wyruszali na długo planowaną wycieczkę w nieznane. Ciepły letni wiatr mierzwił im sierść. Wszyscy nie mogli się już doczekać czekającej ich przygody. Ich pierwszym celem była Zła Ziemia i Cmentarzysko. Wiadomo co mogą tam spotkać, ale kto wie czy nie czai się tam coś jeszcze.
Dalili nie dawało spokoju jedno pytanie bez odpowiedzi. Dlaczego wtedy na Cmentarzysku sępy tak się jej bały? Gdy pytała o to rodziców, oni zmieniali temat. Matka powiedziała jej tylko jedno imię: Mira. Księżniczka pytała Rafikiego o lwicę o tym imieniu. Mandryl, na początku chętny do rozmowy, gdy usłyszał to imię, wykręcił się jakimiś ważnymi sprawami. Gdy Dalila nie dawała mu spokoju, powiedział tylko że lwica ta żyła na Lwiej Ziemi za panowania jej pradziadka króla Mufasy. Nie należała do królewskiej rodziny i mało członków stada więcej o niej wiedziało. Rafiki dodał też że Mira była prawdziwym postrachem sępów. Wszystkie które wiedziały na co ją stać, unikały jej jak ognia. Ale jaki to miało związek z Dalilą? Mandryl nie chciał powiedzieć nic więcej. Księżniczce przychodziło do głowy tylko jedno: w jakiś sposób jest podobna do Miry. Mimo że nic innego nie mogła wymyślić, wydawało jej się to absurdalne. Nigdy wcześniej nie słyszała o tej lwicy. No i czemu każdy dorosły nie chciał jej nic powiedzieć na ten temat? Jaki ona może mieć związek z tą Mirą? Raz zasugerowała Rafikiemu czy nie mógłby poprosić ducha Mufasy żeby jej opowiedział coś więcej o Mirze. Mandryl, który akurat jadł jakieś owoce, o mało się nie udławił gdy to usłyszał. Kategorycznie powiedział że to niemożliwe. Dalila postanowiła że za wszelką cenę dowie się o co tu chodzi. Jaką tajemnicę skrywała lwica. Dlaczego sępy boją się jej ze względu na Mirę i dlaczego wszyscy dorośli unikają tego tematu. Może powinna spytać o to sępy? Wkrótce mogła mieć taką okazję. I kolejne wątpliwości. Czy może pytać o to wrogów? A co jeśli nie powiedzą jej prawdy? Albo, co gorsza, zażądają czegoś w zamian? Z takimi typami lepiej nie wchodzić w żadne układy.
W pewnej chwili wszyscy się zatrzymali. Pogrążona we własnych myślach księżniczka nawet nie zauważyła że doszli już na Złą Ziemię.
-To co, wchodzimy... - powiedział Nuru i pierwszy wskoczył do rzeki granicznej. Pozostali po chwili zrobili to samo.
-Mam nadzieję że nie będziemy mieć kłopotów już na wstępie. - mruknęła do siebie Colie.
Weszli w głąb Złej Ziemi. Jak okiem sięgnąć były tu tylko ogromne termitiery, które znali już z wcześniejszych wizyt. Było ich zbyt dużo żeby wchodzić do każdej po kolei, a nie chcieli się rozdzielać. Zbadali więc tylko największą z nich. Jak się spodziewali - była pusta. Resztę tylko obeszli, uważnie obserwując każdy zakamarek.
Ta samo czekało ich na Cmentarzysku Słoni. Żadnej żywej duszy. Czyżby ci, których spotkali tu wcześniej, wiedzieli i ich wyprawie i specjalnie się pochowali? Wszyscy zachowywali się najciszej jak się dało. Po kilku godzinach uznali że niczego więcej tu nie znajdą i skręcili do dżungli. To był następny punkt ich wyprawy. I pomysł Elleine, która uparła się żeby odwiedzili Timona i Pumbę. Jakiś czas temu stado Timona przeniosła się do dżungli, ale ostatnio doszły ich słuchy że niektórzy jego członkowie musieli na chwilę wrócić "na stare śmieci". Po co? Nie wnikali w to.
Dalila obserwowała wejście do groty. Czekała na Lyre. Gdy w pewnej chwili usłyszała umówiony sygnał, dała znak pozostałym i wyszła na dwór. Reszta wychodziła pojedynczo co kilka minut. Na szczęście nikt się nie obudził.
Ósemka przyjaciół spojrzała na rozległą równinę. Nareszcie wyruszali na długo planowaną wycieczkę w nieznane. Ciepły letni wiatr mierzwił im sierść. Wszyscy nie mogli się już doczekać czekającej ich przygody. Ich pierwszym celem była Zła Ziemia i Cmentarzysko. Wiadomo co mogą tam spotkać, ale kto wie czy nie czai się tam coś jeszcze.
Dalili nie dawało spokoju jedno pytanie bez odpowiedzi. Dlaczego wtedy na Cmentarzysku sępy tak się jej bały? Gdy pytała o to rodziców, oni zmieniali temat. Matka powiedziała jej tylko jedno imię: Mira. Księżniczka pytała Rafikiego o lwicę o tym imieniu. Mandryl, na początku chętny do rozmowy, gdy usłyszał to imię, wykręcił się jakimiś ważnymi sprawami. Gdy Dalila nie dawała mu spokoju, powiedział tylko że lwica ta żyła na Lwiej Ziemi za panowania jej pradziadka króla Mufasy. Nie należała do królewskiej rodziny i mało członków stada więcej o niej wiedziało. Rafiki dodał też że Mira była prawdziwym postrachem sępów. Wszystkie które wiedziały na co ją stać, unikały jej jak ognia. Ale jaki to miało związek z Dalilą? Mandryl nie chciał powiedzieć nic więcej. Księżniczce przychodziło do głowy tylko jedno: w jakiś sposób jest podobna do Miry. Mimo że nic innego nie mogła wymyślić, wydawało jej się to absurdalne. Nigdy wcześniej nie słyszała o tej lwicy. No i czemu każdy dorosły nie chciał jej nic powiedzieć na ten temat? Jaki ona może mieć związek z tą Mirą? Raz zasugerowała Rafikiemu czy nie mógłby poprosić ducha Mufasy żeby jej opowiedział coś więcej o Mirze. Mandryl, który akurat jadł jakieś owoce, o mało się nie udławił gdy to usłyszał. Kategorycznie powiedział że to niemożliwe. Dalila postanowiła że za wszelką cenę dowie się o co tu chodzi. Jaką tajemnicę skrywała lwica. Dlaczego sępy boją się jej ze względu na Mirę i dlaczego wszyscy dorośli unikają tego tematu. Może powinna spytać o to sępy? Wkrótce mogła mieć taką okazję. I kolejne wątpliwości. Czy może pytać o to wrogów? A co jeśli nie powiedzą jej prawdy? Albo, co gorsza, zażądają czegoś w zamian? Z takimi typami lepiej nie wchodzić w żadne układy.
W pewnej chwili wszyscy się zatrzymali. Pogrążona we własnych myślach księżniczka nawet nie zauważyła że doszli już na Złą Ziemię.
-To co, wchodzimy... - powiedział Nuru i pierwszy wskoczył do rzeki granicznej. Pozostali po chwili zrobili to samo.
-Mam nadzieję że nie będziemy mieć kłopotów już na wstępie. - mruknęła do siebie Colie.
Weszli w głąb Złej Ziemi. Jak okiem sięgnąć były tu tylko ogromne termitiery, które znali już z wcześniejszych wizyt. Było ich zbyt dużo żeby wchodzić do każdej po kolei, a nie chcieli się rozdzielać. Zbadali więc tylko największą z nich. Jak się spodziewali - była pusta. Resztę tylko obeszli, uważnie obserwując każdy zakamarek.
Ta samo czekało ich na Cmentarzysku Słoni. Żadnej żywej duszy. Czyżby ci, których spotkali tu wcześniej, wiedzieli i ich wyprawie i specjalnie się pochowali? Wszyscy zachowywali się najciszej jak się dało. Po kilku godzinach uznali że niczego więcej tu nie znajdą i skręcili do dżungli. To był następny punkt ich wyprawy. I pomysł Elleine, która uparła się żeby odwiedzili Timona i Pumbę. Jakiś czas temu stado Timona przeniosła się do dżungli, ale ostatnio doszły ich słuchy że niektórzy jego członkowie musieli na chwilę wrócić "na stare śmieci". Po co? Nie wnikali w to.
sobota, 4 czerwca 2016
17. Zapowiedź wielkiej przygody
Rany Tau zdążyły się już zagoić i lew odzyskał już siły po ataku sępów. Teraz wszyscy z wyjątkiem pary królewskiej spali w grocie. Kovu i Kiara siedzieli nie opodal wejścia i rozmawiali.
-Kochanie, też znam tradycję ale mam wątpliwości. - mówiła Kiara. - Widzę że Dalilę i Tau coś łączy, ale... czy nasza córka podoła zadaniu? Czy Tau okaże się dobrym mężem i królem?
-O tym przekonamy się dopiero gdy zostaną władcami. - odparł Kovu. - Na razie to jeszcze dzieci. Dopiero się uczą.
-Ale za chwilę będą dorośli.
-Jeszcze im sporo brakuje. Nadal mają pstro w głowie, ale gdy dorosną, spoważnieją. A Dalila i Tau mają cechy dobrych władców, które są już widoczne a z czasem ujawnią się jeszcze bardziej.
-Kiedy im powiemy? Jak najszybciej, czy może jeszcze z tym poczekać?
-Lepiej powiedzmy im rano. Niech już wiedzą wcześniej. Chociaż...one też znają tradycję. Wiedzą że starsza z nich obejmie tron.
-Dalila...
***
Gdy tylko wzeszło słońce, władcy zwołali całe stado. Tak jak się Kovu spodziewał, Dalila i Elleine domyślały się kto zostanie wybrany. Nikt nie miał nic przeciwko woli władców. Dalila uważała zostanie królową za swój obowiązek wobec rodziny, przyjaciół i innych zwierząt. Siostra zagroziła jej nawet, że Dalila niema prawa zginąć, bo ona wtedy będzie musiała ją zastąpić, a to dla niej za duży obowiązek.
Tau wiedział co go czeka, jeśli zakocha się w następczyni tronu. Ale cóż, serce nie sługa. Też się trochę bał, ale nic nie mówił.
***
Parę tygodni później całe stado odpoczywało na tyłach Lwiej Skały. Brakowało jednak Nuru i Colie. Zresztą tej dwójki od rana nikt nie widział. Czas leniwie płynął i nic się nie działo. I w pewnej chwili, do Rune, który akurat leżał na uboczu, ukradkiem podeszła Lyre. Szepnęła coś do niego i po chwili oboje zeszli kawałek dalej za grupkę skałek. Kilkanaście minut później, od drugiej strony podkradła się Colie, szepnęła coś do księżniczek i wszystkie trzy lwiczki zniknęły za skałkami. Kolejne kilkanaście minut później na widoku pojawił się Nuru. Nie krył się jednak. Położył się obok Tau i Jiji. Po kilku minutach ta trójka również weszła za skałki.
-Czyżby coś kombinowali? - powiedział do siebie Kami, który widział manewr młodych.
-Znasz je. - odparł Kovu, który również to widział. - Mają jakieś swoje tajemnice.
Reszta stada niczego nie zauważyła.
***
Tymczasem ósemka przyjaciół weszła na szczyt Lwiej Skały.
-Nam tu wolno wchodzić? - spytała po drodze Jija.
-Jak coś to my wam pozwoliłyśmy. Takie specjalne upoważnienie. - odparła Elleine.
-Poza tym nie znam lepszego miejsca na tajną naradę. - dodała Dalila. - Wszystko stąd widać. Łącznie z nieproszonymi gośćmi którzy próbują podsłuchać.
-A nie będzie nas widać z dołu? - spytał Rune.
-Nie, jeśli się położymy. - uspokoiła go Dalila.
-Skąd ta pewność? - spytała Colie.
-Bo to sprawdzałyśmy. - uśmiechnęła się Elleine.
-Rzeczywiście wszystko stąd widać. - powiedział Tau gdy znaleźli się na szczecie.
-Musiałbyś to widzieć o wschodzie słońca. Wtedy jest jeszcze piękniej. - potwierdziła Dalila.
Przyjaciele położyli się na skale. Każdy obserwował swoją część sawanny. Szczególną uwagę zwracali na miejsce gdzie znajdowało się stado.
-Pilnujcie czy nikogo nie brakuje. - ostrzegła Dalila.
-Eee...mama, tata, ciocia Vitani, Kami, Vivien...są wszyscy. - powiedziała Elleine.
-Okej, - zaczął Nuru - kiedy zaczynamy?
-Może dzisiaj w nocy. - poddała pomysł Colie.
-Ale przecież...- urwała Lyre.
-Miałeś pilnować. - Colie syknęła do Rune.
Wszyscy spojrzeli w jednym kierunku. Obok nich stał Kovu.
-Eee...my... - zaczęła Elleine.
-Widzę że macie tajną naradę, ale...musicie odłożyć ją na później. Dalila, Tau, pójdziecie z nami na nauki. Colie, wasz ojciec prosił żebyście poszli do niego.
Lwiątka nie były zadowolone z przerwanego zebrania, ale nie mogli na to nic poradzić. Od ogłoszenia następców tronu, Tau i Dalila chodzili wieczorami na nauki, razem z Kovu i Kiarą. Rune, Colie i Nuru pobiegli do rodziców. Na szczycie zostały tylko Elleine, Jija i Lyre.
-Co robimy w takim razie? - spytała księżniczka gdy zostały same.
-Trzeba to przełożyć. - odparła Lyre. - Pogadajcie w nocy a potem powiecie mi co ustaliliście.
-Myślicie że uda się ta krajoznawcza wycieczka? - spytała Jija. - Zdajecie sobie sprawę że nie wrócimy tak szybko? Czy nie lepiej jednak spytać o zgodę?
-Nie, a wiesz dlaczego? - odparła księżniczka.
Lwiczka przecząco pokręciła głową.
-Bo jej nie dostaniemy. - powiedziały jednocześnie Elleine i Lyre.
-Właśnie dlatego że może nam zająć kilka tygodni. - dodała Elleine.
-Ale jeśli nie będzie nas tak długo, to czy nie będą nas szukać?
-Dalila już się tym zajęła. Rafiki wie o naszej wyprawie. Niechętnie, ale dał nam na nią zgodę. W razie czego poinformuje stado co się z nami dzieje.
-Obawiam się że król nie będzie zadowolony. - powiedziała Jija.
-Jakoś się wytłumaczymy. A może znajdziemy coś i nie będą się na nas gniewać?
-A jeśli odbiorą twojej siostrze tytuł następczymi?
-Nie, bo ja nie chcę, a poza tym przecież wybieram się z wami. Rodzice nie mają nikogo innego na jej miejsce. Zresztą uważam że przyszła królowa powinna znać także tereny poza granicami. Wiedzieć od kogo może się spodziewać ewentualnego ataku czy pomocy. No i mamy okazję dokładnie zbadać Złą Ziemię i Cmentarzysko.
-Słyszałam że kiedyś bałaś się tam chodzić.
-Bo Rune...był kiedyś inny. Nie lubił mnie i robił mi głupie kawały. Ale to było kiedyś. Teraz jestem prawie dorosła i wiem że mam większe szanse na poradzenie sobie. Poza tym mniej więcej wiemy już czego się spodziewać na tych terenach.
-A sępy na Cmentarzysku? Ich Dalila i Tau się chyba nie spodziewali.
-Ale my już będziemy się ich spodziewać.
-A zmieniając temat... - zaczęła Jija. - Kiedy Dalila zostanie królową...to co z twoim tytułem księżniczki?
-Nic, objęcie władzy przez moją siostrę nie będzie miało na to żadnego wpływu. Będę księżniczką do końca życia. Z tym że...w razie czego będę musiała zastąpić Dalilę i Tau. Jako najbliższa rodzina z królewskiej linii.
-W razie czego?
-W razie choroby uniemożliwiającej rządzenie lub dłuższej nieobecności. Także w razie śmierci, kiedy następca tronu jest zbyt mały by objąć tron po rodzicach. Mam tylko nadzieję że niedojdzie do sytuacji kiedy będę musiała ich zastąpić.
-A teraz? Gdyby obecnym władcom coś się stało?
-Wtedy moja siostra i Tau objęli by tron trochę wcześniej niż powinni i bez odpowiedniego przygotowania. A jeśli byłybyśmy młodsze, w sensie, nie byłybyśmy jeszcze nastolatkami, spadłoby to na Vitani.
-Kochanie, też znam tradycję ale mam wątpliwości. - mówiła Kiara. - Widzę że Dalilę i Tau coś łączy, ale... czy nasza córka podoła zadaniu? Czy Tau okaże się dobrym mężem i królem?
-O tym przekonamy się dopiero gdy zostaną władcami. - odparł Kovu. - Na razie to jeszcze dzieci. Dopiero się uczą.
-Ale za chwilę będą dorośli.
-Jeszcze im sporo brakuje. Nadal mają pstro w głowie, ale gdy dorosną, spoważnieją. A Dalila i Tau mają cechy dobrych władców, które są już widoczne a z czasem ujawnią się jeszcze bardziej.
-Kiedy im powiemy? Jak najszybciej, czy może jeszcze z tym poczekać?
-Lepiej powiedzmy im rano. Niech już wiedzą wcześniej. Chociaż...one też znają tradycję. Wiedzą że starsza z nich obejmie tron.
-Dalila...
***
Gdy tylko wzeszło słońce, władcy zwołali całe stado. Tak jak się Kovu spodziewał, Dalila i Elleine domyślały się kto zostanie wybrany. Nikt nie miał nic przeciwko woli władców. Dalila uważała zostanie królową za swój obowiązek wobec rodziny, przyjaciół i innych zwierząt. Siostra zagroziła jej nawet, że Dalila niema prawa zginąć, bo ona wtedy będzie musiała ją zastąpić, a to dla niej za duży obowiązek.
Tau wiedział co go czeka, jeśli zakocha się w następczyni tronu. Ale cóż, serce nie sługa. Też się trochę bał, ale nic nie mówił.
***
Parę tygodni później całe stado odpoczywało na tyłach Lwiej Skały. Brakowało jednak Nuru i Colie. Zresztą tej dwójki od rana nikt nie widział. Czas leniwie płynął i nic się nie działo. I w pewnej chwili, do Rune, który akurat leżał na uboczu, ukradkiem podeszła Lyre. Szepnęła coś do niego i po chwili oboje zeszli kawałek dalej za grupkę skałek. Kilkanaście minut później, od drugiej strony podkradła się Colie, szepnęła coś do księżniczek i wszystkie trzy lwiczki zniknęły za skałkami. Kolejne kilkanaście minut później na widoku pojawił się Nuru. Nie krył się jednak. Położył się obok Tau i Jiji. Po kilku minutach ta trójka również weszła za skałki.
-Czyżby coś kombinowali? - powiedział do siebie Kami, który widział manewr młodych.
-Znasz je. - odparł Kovu, który również to widział. - Mają jakieś swoje tajemnice.
Reszta stada niczego nie zauważyła.
***
Tymczasem ósemka przyjaciół weszła na szczyt Lwiej Skały.
-Nam tu wolno wchodzić? - spytała po drodze Jija.
-Jak coś to my wam pozwoliłyśmy. Takie specjalne upoważnienie. - odparła Elleine.
-Poza tym nie znam lepszego miejsca na tajną naradę. - dodała Dalila. - Wszystko stąd widać. Łącznie z nieproszonymi gośćmi którzy próbują podsłuchać.
-A nie będzie nas widać z dołu? - spytał Rune.
-Nie, jeśli się położymy. - uspokoiła go Dalila.
-Skąd ta pewność? - spytała Colie.
-Bo to sprawdzałyśmy. - uśmiechnęła się Elleine.
-Rzeczywiście wszystko stąd widać. - powiedział Tau gdy znaleźli się na szczecie.
-Musiałbyś to widzieć o wschodzie słońca. Wtedy jest jeszcze piękniej. - potwierdziła Dalila.
Przyjaciele położyli się na skale. Każdy obserwował swoją część sawanny. Szczególną uwagę zwracali na miejsce gdzie znajdowało się stado.
-Pilnujcie czy nikogo nie brakuje. - ostrzegła Dalila.
-Eee...mama, tata, ciocia Vitani, Kami, Vivien...są wszyscy. - powiedziała Elleine.
-Okej, - zaczął Nuru - kiedy zaczynamy?
-Może dzisiaj w nocy. - poddała pomysł Colie.
-Ale przecież...- urwała Lyre.
-Miałeś pilnować. - Colie syknęła do Rune.
Wszyscy spojrzeli w jednym kierunku. Obok nich stał Kovu.
-Eee...my... - zaczęła Elleine.
-Widzę że macie tajną naradę, ale...musicie odłożyć ją na później. Dalila, Tau, pójdziecie z nami na nauki. Colie, wasz ojciec prosił żebyście poszli do niego.
Lwiątka nie były zadowolone z przerwanego zebrania, ale nie mogli na to nic poradzić. Od ogłoszenia następców tronu, Tau i Dalila chodzili wieczorami na nauki, razem z Kovu i Kiarą. Rune, Colie i Nuru pobiegli do rodziców. Na szczycie zostały tylko Elleine, Jija i Lyre.
-Co robimy w takim razie? - spytała księżniczka gdy zostały same.
-Trzeba to przełożyć. - odparła Lyre. - Pogadajcie w nocy a potem powiecie mi co ustaliliście.
-Myślicie że uda się ta krajoznawcza wycieczka? - spytała Jija. - Zdajecie sobie sprawę że nie wrócimy tak szybko? Czy nie lepiej jednak spytać o zgodę?
-Nie, a wiesz dlaczego? - odparła księżniczka.
Lwiczka przecząco pokręciła głową.
-Bo jej nie dostaniemy. - powiedziały jednocześnie Elleine i Lyre.
-Właśnie dlatego że może nam zająć kilka tygodni. - dodała Elleine.
-Ale jeśli nie będzie nas tak długo, to czy nie będą nas szukać?
-Dalila już się tym zajęła. Rafiki wie o naszej wyprawie. Niechętnie, ale dał nam na nią zgodę. W razie czego poinformuje stado co się z nami dzieje.
-Obawiam się że król nie będzie zadowolony. - powiedziała Jija.
-Jakoś się wytłumaczymy. A może znajdziemy coś i nie będą się na nas gniewać?
-A jeśli odbiorą twojej siostrze tytuł następczymi?
-Nie, bo ja nie chcę, a poza tym przecież wybieram się z wami. Rodzice nie mają nikogo innego na jej miejsce. Zresztą uważam że przyszła królowa powinna znać także tereny poza granicami. Wiedzieć od kogo może się spodziewać ewentualnego ataku czy pomocy. No i mamy okazję dokładnie zbadać Złą Ziemię i Cmentarzysko.
-Słyszałam że kiedyś bałaś się tam chodzić.
-Bo Rune...był kiedyś inny. Nie lubił mnie i robił mi głupie kawały. Ale to było kiedyś. Teraz jestem prawie dorosła i wiem że mam większe szanse na poradzenie sobie. Poza tym mniej więcej wiemy już czego się spodziewać na tych terenach.
-A sępy na Cmentarzysku? Ich Dalila i Tau się chyba nie spodziewali.
-Ale my już będziemy się ich spodziewać.
-A zmieniając temat... - zaczęła Jija. - Kiedy Dalila zostanie królową...to co z twoim tytułem księżniczki?
-Nic, objęcie władzy przez moją siostrę nie będzie miało na to żadnego wpływu. Będę księżniczką do końca życia. Z tym że...w razie czego będę musiała zastąpić Dalilę i Tau. Jako najbliższa rodzina z królewskiej linii.
-W razie czego?
-W razie choroby uniemożliwiającej rządzenie lub dłuższej nieobecności. Także w razie śmierci, kiedy następca tronu jest zbyt mały by objąć tron po rodzicach. Mam tylko nadzieję że niedojdzie do sytuacji kiedy będę musiała ich zastąpić.
-A teraz? Gdyby obecnym władcom coś się stało?
-Wtedy moja siostra i Tau objęli by tron trochę wcześniej niż powinni i bez odpowiedniego przygotowania. A jeśli byłybyśmy młodsze, w sensie, nie byłybyśmy jeszcze nastolatkami, spadłoby to na Vitani.
wtorek, 31 maja 2016
16. "Miłość rośnie wokół nas..." cz.2
Poprzedniego dnia poszukiwania Dalili nie przyniosły efektu. Jednak nikt aż tak bardzo się nie martwił. Księżniczka umiała sobie poradzić. Nie było jej dobę i kilka godzin. Gdyby tydzień, już można by się martwić.
Nuru i Rune leżeli w cieniu nad wodopojem. W taki upał nic specjalnie nie chciało im się robić. Próbowali rozmawiać ale Nuru szybko zakończył rozpoczęty temat. W pewnym momencie Rune zauważył Jiję. Lwica podeszła do wody i zaczęła pić. Nie widziała ich. W pewnej chwili podniosła głowę, napotkała wzrok Nuru...i uciekła.
-A tej co...? - zdziwił się Rune. Spojrzał na brata. Nuru wpatrywał się w jakiś kamyk przed sobą.
-Hej - pomachał mu łapą przed oczami. - Co tam zobaczyłeś?
Nuru bez słowa wstał i odbiegł w tym samym kierunku co Jija przed chwilą. Rune zauważył jednak że brat zatrzymał się w pewnej chwili. Zaciekawiony zachowaniem Nuru, pokradł się bliżej.
-Ciekawe czy coś z tego wyjdzie. - mruknął do siebie, widząc Jiję leżącą w cieniu jednej z akacji i Nuru obserwującego ją zza krzaków. Podszedł bliżej już się nie kryjąc.
-No dalej, podejdź do niej. - szepnął na ucho bratu.
-Co?
Rune kiwnął głową w stronę lwicy.
-Na co czekasz? - uśmiechnął się.
Nuru wyszedł z ukrycia. Jija natychmiast go zauważyła i...znowu uciekła.
-Eh, nie będzie łatwo.
Nuru posłał mu groźne spojrzenie i poszedł za Jiją. Natomiast Rune postanowił się przejść. Nawet sam się dziwił że ma na to ochotę ale...co? Młody lew aż się wzdrygnął. W pierwszej chwili trochę się wystraszył. Eh, kiedy on się do tego przyzwyczai? Wyraźnie słyszał w głowie głos Dalili. Wołała go? Może lepiej to sprawdzić. Rune poszedł we "wskazanym" kierunku.
***
Głos wiódł go w stronę granicy z cmentarzyskiem. Co ona tam robi? Pomyślał. Szedł jednak posłusznie za głosem. Po dłuższej chwili dotarł do granicy. Dalila, gdy tylko go zobaczyła, podbiegła do niego.
-Nareszcie jesteś.
-Co wy tu właściwie robicie? Dalila, gdzie byłaś przez ostatnie dwa dni? I...
-Uspokój się - przerwała mu księżniczka. Spojrzała na Tau i powiedziała: - Pomożesz mam dojść do domu?
-Tak, ale...co mu się stało?
-Sępy.
-Co? Gdzie wy byliście?
-Spotkałam go na cmentarzysku. Mówił że poszedł mnie szukać...Wiesz może coś o obecności sępów na tym terenie?
-Pierwsze słyszę. Ich tu nigdy nie było. Nie wychodziły dotąd poza pustynię.
-Właśnie. Trzeba o tym powiedzieć mojemu ojcu. - Dalila podeszła do Taua.
-Musimy już wracać. Zaraz zajdzie słońce. Możesz wstać?
Tau bez słowa choć nie bez trudu podniósł się i oparł o bok lwicy która stała obok. Rune szedł z drugiej strony przyjaciela. Próbował się wypytywać, ale pozostała dwójka uparcie milczała. Więc po jakimś czasie dał za wygraną i również umilkł.
***
-Co wy robiliście za granicą?! - król nie był zachwycony tym co właśnie usłyszał.
-Ale ja tylko chciałam sama zapolować. Trafiłam tam przypadkowo. A Tau poszedł mnie tylko szukać. - broniła się księżniczka.
-I zaatakowały was sępy. - wtrącił Rune.
Dalila rzuciła mu karcące spojrzenie.
-Sama tak mówiłaś.
-Zaraz, - do rozmowy włączyła się Kiara. - gdzie te sępy były?
-Na cmentarzysku. Bały się mnie gdy usłyszały kim jestem.
-I mówiły że to jest ich teren. Od niedawna. - dodał Tau. Leżał w kącie groty ale słyszał każde słowo.
-Co tu się dzieje? - powiedziała cicho Kiara i wyszła na zewnątrz. Stanęła na czubku Lwiej Skały. Patrzyła na zachodzące słońce i ogromną równinę tonącą w mroku nadchodzącej nocy. Wszystko było takie spokojne. Ale lwicą targały złe przeczucia. Najpierw nieznany lew zabójca na teoretycznie niezamieszkanej Złej Ziemi. A teraz sępy na Cmentarzysku. Królowa nie wiedziała co o tym myśleć. Te ptaki zawsze siedziały na pustyni. Tak było za panowania jej ojca, dziadka i wcześniejszych władców.
-O czym myślisz? - usłyszała obok głos Kovu.
-O niczym...tylko te sępy...mam nadzieję że nie będziemy mieć przez nich jakichś kłopotów.
Para wspólnie patrzyła na swoje terytorium nie mówiąc już ani słowa.
***
W tym samym czasie w grocie, po wyjściu Kovu, Elleine podeszła do siostry. Szepnęła jej coś na ucho, po czym obie spojrzały w głąb jaskini. Tau i Rune także. Nuru i Jija rozmawiali o czymś ze sobą.
-I...? - spytał Tau, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi przyjaciołom.
-Nie myśl że nie widzę jak patrzysz na moją siostrę. - Elleine uśmiechnęła się zaczepnie.
Cała czwórka wybuchnęła śmiechem, zwracając uwagę reszty stada. Z tym że dorośli tylko na nich zerknęli i powrócili do wcześniejszych zajęć, natomiast Nuru i Jija spojrzeli na przyjaciół, po czym Nuru wyszedł z groty a Jija położyła się przodem do ściany. Po chwili do groty weszła Colie.
-Rune, co wy znowu nabroiliście? - spytała.
-?
-Prawie na mnie teraz wpadł. - wyjaśniła lwiczka.
-Był zły?
-Chyba nie.
Kilka godzin później, gdy całe stado już spało, Elleine podniosła głowę. Niebo było bezchmurne więc gwiazdy na nim były bardzo dobrze widoczne. Księżniczka nie mogła zasnąć. Wstała więc i usiadła w wejściu do jaskini. Nie miała pojęcia co się z nią dzieje, ale czegoś się bała. Czegoś bliżej nieokreślonego co, miała wrażenie, prędzej czy później nastąpi. Miała dziwne przeczucie że to nie skończy się dobrze. Że wynikną z tego kłopoty.
-Też nie możesz spać? - usłyszała nagle.
Odwróciła głowę. Obok niej siedziała Jija.
-Mam takie dziwne przeczucie...- księżniczka zwierzyła się przyjaciółce. - Że wkrótce będziemy mieć kłopoty.
-Chodzi o te sępy?
-Nie wiem.
Przez chwilę obie siedziały w milczeniu. Było coś co ciekawiło Elleine przez cały wieczór, ale nie wiedziała jak zareaguje Jija na to pytanie. No cóż, jeśli chce się dowiedzieć, nie ma wyjścia.
-Jija... - zaczęła.
Lwiczka spojrzała na nią.
-Mogę cię o coś spytać?
-Tak. - Jija nie bardzo wiedziała o co chodzi księżniczce.
-Tylko mam prośbę: nie obraź się. O czym rozmawiałaś z Nuru dzisiaj wieczorem?
Jiję zaskoczyło to pytanie.
-Ja się nie obrażam o takie rzeczy, Elleine, co ci przyszło do głowy? - zaśmiała się.
-Na serio się pytam. Powiesz mi?
-Eee... - Jija spoważniała - A czemu chcesz wiedzieć?
-Bo zareagowaliście trochę dziwnie...wtedy.
-O niczym ważnym. - mruknęła tak cicho że Elleine ledwo ją usłyszała.
Nuru i Rune leżeli w cieniu nad wodopojem. W taki upał nic specjalnie nie chciało im się robić. Próbowali rozmawiać ale Nuru szybko zakończył rozpoczęty temat. W pewnym momencie Rune zauważył Jiję. Lwica podeszła do wody i zaczęła pić. Nie widziała ich. W pewnej chwili podniosła głowę, napotkała wzrok Nuru...i uciekła.
-A tej co...? - zdziwił się Rune. Spojrzał na brata. Nuru wpatrywał się w jakiś kamyk przed sobą.
-Hej - pomachał mu łapą przed oczami. - Co tam zobaczyłeś?
Nuru bez słowa wstał i odbiegł w tym samym kierunku co Jija przed chwilą. Rune zauważył jednak że brat zatrzymał się w pewnej chwili. Zaciekawiony zachowaniem Nuru, pokradł się bliżej.
-Ciekawe czy coś z tego wyjdzie. - mruknął do siebie, widząc Jiję leżącą w cieniu jednej z akacji i Nuru obserwującego ją zza krzaków. Podszedł bliżej już się nie kryjąc.
-No dalej, podejdź do niej. - szepnął na ucho bratu.
-Co?
Rune kiwnął głową w stronę lwicy.
-Na co czekasz? - uśmiechnął się.
Nuru wyszedł z ukrycia. Jija natychmiast go zauważyła i...znowu uciekła.
-Eh, nie będzie łatwo.
Nuru posłał mu groźne spojrzenie i poszedł za Jiją. Natomiast Rune postanowił się przejść. Nawet sam się dziwił że ma na to ochotę ale...co? Młody lew aż się wzdrygnął. W pierwszej chwili trochę się wystraszył. Eh, kiedy on się do tego przyzwyczai? Wyraźnie słyszał w głowie głos Dalili. Wołała go? Może lepiej to sprawdzić. Rune poszedł we "wskazanym" kierunku.
***
Głos wiódł go w stronę granicy z cmentarzyskiem. Co ona tam robi? Pomyślał. Szedł jednak posłusznie za głosem. Po dłuższej chwili dotarł do granicy. Dalila, gdy tylko go zobaczyła, podbiegła do niego.
-Nareszcie jesteś.
-Co wy tu właściwie robicie? Dalila, gdzie byłaś przez ostatnie dwa dni? I...
-Uspokój się - przerwała mu księżniczka. Spojrzała na Tau i powiedziała: - Pomożesz mam dojść do domu?
-Tak, ale...co mu się stało?
-Sępy.
-Co? Gdzie wy byliście?
-Spotkałam go na cmentarzysku. Mówił że poszedł mnie szukać...Wiesz może coś o obecności sępów na tym terenie?
-Pierwsze słyszę. Ich tu nigdy nie było. Nie wychodziły dotąd poza pustynię.
-Właśnie. Trzeba o tym powiedzieć mojemu ojcu. - Dalila podeszła do Taua.
-Musimy już wracać. Zaraz zajdzie słońce. Możesz wstać?
Tau bez słowa choć nie bez trudu podniósł się i oparł o bok lwicy która stała obok. Rune szedł z drugiej strony przyjaciela. Próbował się wypytywać, ale pozostała dwójka uparcie milczała. Więc po jakimś czasie dał za wygraną i również umilkł.
***
-Co wy robiliście za granicą?! - król nie był zachwycony tym co właśnie usłyszał.
-Ale ja tylko chciałam sama zapolować. Trafiłam tam przypadkowo. A Tau poszedł mnie tylko szukać. - broniła się księżniczka.
-I zaatakowały was sępy. - wtrącił Rune.
Dalila rzuciła mu karcące spojrzenie.
-Sama tak mówiłaś.
-Zaraz, - do rozmowy włączyła się Kiara. - gdzie te sępy były?
-Na cmentarzysku. Bały się mnie gdy usłyszały kim jestem.
-I mówiły że to jest ich teren. Od niedawna. - dodał Tau. Leżał w kącie groty ale słyszał każde słowo.
-Co tu się dzieje? - powiedziała cicho Kiara i wyszła na zewnątrz. Stanęła na czubku Lwiej Skały. Patrzyła na zachodzące słońce i ogromną równinę tonącą w mroku nadchodzącej nocy. Wszystko było takie spokojne. Ale lwicą targały złe przeczucia. Najpierw nieznany lew zabójca na teoretycznie niezamieszkanej Złej Ziemi. A teraz sępy na Cmentarzysku. Królowa nie wiedziała co o tym myśleć. Te ptaki zawsze siedziały na pustyni. Tak było za panowania jej ojca, dziadka i wcześniejszych władców.
-O czym myślisz? - usłyszała obok głos Kovu.
-O niczym...tylko te sępy...mam nadzieję że nie będziemy mieć przez nich jakichś kłopotów.
Para wspólnie patrzyła na swoje terytorium nie mówiąc już ani słowa.
***
W tym samym czasie w grocie, po wyjściu Kovu, Elleine podeszła do siostry. Szepnęła jej coś na ucho, po czym obie spojrzały w głąb jaskini. Tau i Rune także. Nuru i Jija rozmawiali o czymś ze sobą.
-I...? - spytał Tau, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi przyjaciołom.
-Nie myśl że nie widzę jak patrzysz na moją siostrę. - Elleine uśmiechnęła się zaczepnie.
Cała czwórka wybuchnęła śmiechem, zwracając uwagę reszty stada. Z tym że dorośli tylko na nich zerknęli i powrócili do wcześniejszych zajęć, natomiast Nuru i Jija spojrzeli na przyjaciół, po czym Nuru wyszedł z groty a Jija położyła się przodem do ściany. Po chwili do groty weszła Colie.
-Rune, co wy znowu nabroiliście? - spytała.
-?
-Prawie na mnie teraz wpadł. - wyjaśniła lwiczka.
-Był zły?
-Chyba nie.
Kilka godzin później, gdy całe stado już spało, Elleine podniosła głowę. Niebo było bezchmurne więc gwiazdy na nim były bardzo dobrze widoczne. Księżniczka nie mogła zasnąć. Wstała więc i usiadła w wejściu do jaskini. Nie miała pojęcia co się z nią dzieje, ale czegoś się bała. Czegoś bliżej nieokreślonego co, miała wrażenie, prędzej czy później nastąpi. Miała dziwne przeczucie że to nie skończy się dobrze. Że wynikną z tego kłopoty.
-Też nie możesz spać? - usłyszała nagle.
Odwróciła głowę. Obok niej siedziała Jija.
-Mam takie dziwne przeczucie...- księżniczka zwierzyła się przyjaciółce. - Że wkrótce będziemy mieć kłopoty.
-Chodzi o te sępy?
-Nie wiem.
Przez chwilę obie siedziały w milczeniu. Było coś co ciekawiło Elleine przez cały wieczór, ale nie wiedziała jak zareaguje Jija na to pytanie. No cóż, jeśli chce się dowiedzieć, nie ma wyjścia.
-Jija... - zaczęła.
Lwiczka spojrzała na nią.
-Mogę cię o coś spytać?
-Tak. - Jija nie bardzo wiedziała o co chodzi księżniczce.
-Tylko mam prośbę: nie obraź się. O czym rozmawiałaś z Nuru dzisiaj wieczorem?
Jiję zaskoczyło to pytanie.
-Ja się nie obrażam o takie rzeczy, Elleine, co ci przyszło do głowy? - zaśmiała się.
-Na serio się pytam. Powiesz mi?
-Eee... - Jija spoważniała - A czemu chcesz wiedzieć?
-Bo zareagowaliście trochę dziwnie...wtedy.
-O niczym ważnym. - mruknęła tak cicho że Elleine ledwo ją usłyszała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)