Dojście do końca gór i przekonanie Orwara by wrócił z nimi na Lwią Ziemię zajęło przyjaciołom kilka dni. Pewnego wieczoru stanęli u stóp lasu pokrytego śniegiem, który, jak powiedział Orwar, nigdy nie topnieje. Podczas postoju ujrzeli ducha Soraji. Stała cicho na uboczu i cierpliwie czekała aż ją zauważą.
-Teraz musicie iść przez ten las. - zwróciła się do córki, ale słyszeli i widzieli ją także pozostali. Łącznie z Orwarem. - Mój brat pomoże wam. I teraz, w powrocie i później na Lwiej Ziemi.
Duch lwicy zniknął.
-W tym lesie mieszkają ludzie. - powiedział po chwili Orwar.
-Kto? - spytała jednocześnie cała ósemka.
-Ludzie. - powtórzył lew. - Poznacie ich po tym że poruszają się na dwóch kończynach i maja mniej sierści niż my.
-Już ich spotkaliśmy. Tylko nie wiedzieliśmy co to za istoty. - przypomniała sobie Lyre.
***
Następnego ranka wyruszyli w dalszą drogę. Szli w milczeniu przez las. Nic specjalnego się nie działo. W okół panowała niczym niezmącona cisza.
Nagle Dalila krzyknęła, zatrzymując się w pół kroku. Pozostali natychmiast do niej podeszli.
-Co się stało? - spytała Elleine.
-Nie wiem. - odparła księżniczka, zaciskając z bólu zęby. - Po prostu szłam i nagle coś złapało mnie za łapę.
Dopiero teraz dostrzegli solidnie wyglądające szczypce, zaciśnięte na prawej tylnej łapie ich przyjaciółki. Z rany sączyła się krew.
-Sidła. - stwierdził Orwar.
-Co?
-Niektórzy ludzie zastawiają podobne pułapki. Tych lepiej unikać.
-Jak to otworzyć? - spytała Jija.
Orwar spojrzał na nią smutno.
-Nie wiem. Tylko ludzie to potrafią.
-Ktoś tu idzie. - syknął Tau do towarzyszy.
Miał rację. Kilkanaście metrów od nich stała istota. Wyglądała tak jak opisany przez Orwara człowiek.
-Odsuńcie się. - szepnął biały lew. - On jej może pomóc.
-Skąd wiesz?
-Znam ludzi. Po prostu wiem że ten chłopak nie zrobi Dalili nic złego. Odsuńcie się.
Lwy odeszły na sporą odległość i obserwowały poczynania chłopaka. Ten z początku chciał się wycofać ale dostrzegł łapę lwicy w metalowych sidłach. Zrobił kilka kroków w jej stronę.
Dalila patrzyła na niego uważnie, obserwując każdy ruch. Bała się tego człowieka ale wyczuła że on też się jej boi i to dodało jej odwagi. By go ośmielić oparła głowę na przednich łapach i odwróciła w bok. Chłopak podszedł, pomajstrował przy pułapce i po chwili uwolnił lwicę. Posmarował czymś ranę a potem poszedł w swoją stronę.
Grupa wędrowców także ruszyła w swoją stronę. Rana na łapie księżniczki szybko się zagoiła ale lwica nie pytała Orwara czy wie co to za mazidło.
***
Gdy wyszli z lasu miny im zrzedły.
-Znowu pustynia? - jęknął Rune.
Przed nimi rozciągała się wielka piaszczysta równina.
-Tak. Znowu pustynia, piach, upał i słuchanie twojego narzekania. - odparł Nuru.
Brat go zignorował, powstrzymując się by odciąć się Nuru.
Wszyscy weszli w głąb pustyni. Duchy Sharona i Soraji znowu im się ukazały i poprowadziły od oazy do oazy. Ale i tak minęło sporo czasu zanim ujrzeli na horyzoncie blade jeszcze pasmo zieleni. A zanim do niego doszli minęło drugie tyle czasu. Z początku nie rozpoznawali krajobrazu, ale wreszcie do nich dotarło. Byli w domu. W oddali widniał zarys Lwiej Skały.
Zapadał wieczór gdy dziewięcioro przyjaciół wkroczyło na tereny królestwa Lwiej Ziemi. Po drodze na Lwią Skałę nie spotkali nikogo ze stada, co trochę zaniepokoiło Dalilę. Dlatego trochę się wystraszyła, w połowie drogi zauważając idącego w ich stronę króla.
-Tata chyba nie jest zadowolony z naszej wyprawy. - Dalila powiedziała na głos to co każdy mógł wyczytać z miny Kovu.
Gdy byli już na tyle blisko, że nie musieli krzyczeć by się usłyszeć, Tau, chcąc zapobiec następnym wydarzeniom, powiedział:
-Wasza Wysokość, to jest Orwar. Brat naszej matki i przyjaciel ojca. - wskazał na białego lwa.
Kovu patrzył na nich przez chwilę.
-Chodźcie do domu. Wszyscy czekają na wyjaśnienia.
Król poprowadził młode lwy na Lwią Skałę, po drodze rozmawiając z Orwarem. Oboje szli przodem i cała reszta nie usłyszała ani słowa.
***
Gdy weszli na Skałę, zebrało się tam całe stado. Na widok swoich dzieci, Kami, Vivien i Kiara chcieli podejść i się przywitać ale zatrzymali się w pół kroku zauważając obcego lwa i poważną minę króla.
-Możecie łaskawie wyjaśnić gdzie byliście tak długo? - spytał król, z trudem opanowując gniew. - Zdajecie sobie sprawę co my tu przeżywaliśmy?
-Nie było nas tylko kilka...naście tygodni. - powiedziała cicho Dalila.
-Nie było was parę miesięcy. - poprawił ją ojciec. Popatrzył na córkę. Potem przeniósł wzrok na Tau. - Przyszli władcy nie powinni zachowywać się tak nieodpowiedzialnie. Czyim pomysłem była ta wyprawa?
-Naszym wspólnym. - odparła Dalila.
Elleine postanowiła wesprzeć siostrę.
-Chcieliśmy tylko zobaczyć co jest poza Lwią Ziemią. - zaczęła.
Potem opowiedzieli co ich spotkało. Od wyprawy na Złą Ziemię i Cmentarzysko, przez bagna i ludzi, aż po pomoc duchów Sharona i Soraji.
Wszyscy słuchali w milczeniu, ani razu nie przerywając.
-Orwara przyjmiemy do stada...oczywiście o ile będzie chciał. - powiedział Kovu gdy lwiątka skończyły swoją opowieść. - Ale nie wiem co myśleć o tym wszystkim. Jeszcze żadem lew, żaden przyszły król nie opuścił Lwiej Ziemi na tak długo z własnej woli.
-To było konieczne. - usłyszeli nagle. Obok nich stał Rafiki.
-Co było konieczne? - spytała królowa.
-Ta wyprawa. - wyjaśnił mandryl. - Rozmawiałem z Duchami Przodków. Tau musiał przejść swego rodzaju sprawdzian. To wola Wielkich Królów. Posyłając młode lwy w tak daleką podróż, chcieli wypróbować siły przyszłych władców.
-A przeszli chociaż tą próbę?
-Jak najbardziej.
-No dobrze. - poddał się Kovu. - Nie będę się kłócił z Duchami Przodków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz