środa, 18 stycznia 2017

35. Wycieczka

Od narodzin najmłodszego pokolenia minęła odpowiednia ilość czasu żeby lwiątka mogły same chodzić po Lwiej Ziemi. Z tej nowości najbardziej korzystał Anga. Chodził dalej i na dłużej niż jego kuzyni. Do tego buntował się gdy dorośli chcieli żeby poszedł z nim Nero. Lubił samotne wycieczki. Nie oznaczało to jednak że nie chciał się bawić z kuzynami.
Ale tego ranka postanowił pójść dalej niż kiedykolwiek dotąd. Rodzice ostrzegali go żeby uważał przy granicach królestwa, ale niesforny książę chciał się dowiedzieć dlaczego. A skoro nikt nie chciał mu powiedzieć i każdy mówił że dowie się jak będzie starszy, to jemu nie pozostawało nic innego jak tylko przekonać się o tym na własnej skórze.
O wschodzie słońca wymknął się z jaskini i pobiegł w stronę granicy. Ale gdy do niej dotarł, trochę się rozczarował. Po drugiej stronie rzeki będącej granicą ziemia była jałowa i wcale nie przyciągała uwagi. Za to zainteresowało go coś innego. Za najbliższą termitjerą był spory ruch. Książę w życiu by się tego nie spodziewał na tak marnej ziemi. W pierwszej chwili trochę się wystraszył ale ciekawość wzięła górę i lewek przebiegł przez pień drzewa, łączący oba brzegi rzeki.
Ostrożnie wyjrzał zza termitjery, a tam... to co ujrzał po stokroć przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Lew. Lew na tak nieprzyjaznej ziemi. A dokładniej mała lwiczka, na oko w jego wieku, próbująca uciec chmarze sępów. Od razu było widać że mała nie ma szans i Andze zrobiło się jej żal. Postanowił jej pomóc.
Podbiegł do ptaka który właśnie szykował się do zadania śmiertelnego ciosu i z całych sił pociągnął go za ogon, przy okazji wyrywając mu sporą ilość piór. Ptak wrzasnął z bólu i odleciał ale jego krzyk zawiadomił resztę stada że ktoś im przeszkodził. Sępy spojrzały na Angę.
-No no, proszę, kogo my tu mamy. Kolejne nieostrożne młode. - zaśmiał się przywódca sępów i podleciał bliżej do księcia. Zaraz jednak się cofnął bo lewek mocno zadrapał go w oko.
-Ty wiesz co to oznacza? - spytał.
-Nie jestem zwykłym lwiątkiem. - warknął Anga. - I nie sądzę żeby ona wam coś zrobiła, więc czemu ją atakujecie?
-Zastawili na mnie zasadzkę. - wyjaśniła nieznajoma lwiczka.
-Skoro nie jesteś zwykły, to jaki jesteś? - spytał inny sęp.
Anga podniósł dumnie głowę i spojrzał wyniośle na sępy.
-Jestem księciem Lwiej Ziemi, której władcami są moi rodzice.
-Ale której Lwiej Ziemi?
-Jest tylko jedna.
-Taak?
-Tak.
-To powiedz. Jak się nazywają twoi rodzice?
-Tau i Dalila.
Ku zdziwieniu dwójki lwiątek, sępy cofnęły się z nagłym przerażeniem w oczach. Ale Anga szybko wykorzystał sytuację i dodał:
-Więc wynoście się stąd zanim tu przyjdą!
Sępy natychmiast odleciały.
-Szybko, chodźmy stąd zanim wrócą. - Anga zwrócił się do lwiczki i oboje czym prędzej wrócili na Lwią Ziemię.
-Jak to zrobiłeś że one się ciebie wystraszyły?
-Nie mam pojęcia...ale przynajmniej mogliśmy im uciec. - uśmiechnął się Anga. - Jak się tam znalazłaś?
-Przez przypadek. Ale nie chcę nic mówić o moim pochodzeniu...więc...nie pytaj.
-Ok, nie będę. Ale...masz gdzie wracać?
Lwiczka zignorowała pytanie.
-Jeśli nie, to może chcesz zamieszkać na Lwiej Ziemi? Moi rodzice na pewno ci pozwolą.
-Chętnie. A tak w ogóle, jestem Evolet.
-A ja Anga.
-Powiedz, naprawdę jesteś księciem, czy tylko chciałeś nastraszyć w ten sposób sępy?
-Naprawdę. Mam jeszcze kuzynkę, dwóch kuzynów i przyrodniego kuzyna.
-Przyrodniego kuzyna?
-Eh, no coś w tym stylu. Zaadoptowała go siostra partnera mojej ciotki.
***
Tymczasem Nero także chwilowo bawił się sam. A dokładniej chodził bez celu po Lwiej Ziemi i się nudził, gdy nagle coś na niego skoczyło i przytrzymało przy ziemi.
-Jeśli mnie widziałeś wcześniej, to proszę, nie wydaj mnie. - usłyszał.
Dopiero po chwili uświadomił sobie że stoi nad nim mała lwiczka.
-Pierwszy raz cię widzę. Mogłabyś mnie puścić?
-Nie, dopóki mi nie obiecasz.
-Dobra nie wydam cię.
Lwiczka puściła go.
-Ale dlaczego? - spytał Nero, gdy podniósł się z ziemi.
-Może dlatego że nie wiem czy mogę tu być?
-A od dawna tu jesteś?
-Noo, dosyć długo.
-I radzisz sobie? Może mógłbym ci pomóc?
-Nie trzeba. Najbardziej mi pomożesz, jak nikomu o mnie nie powiesz. Ale możesz mnie odwiedzać. Mieszkam tu w pobliżu przy wodopoju. Trochę mi jednak brakuje towarzystwa... Mieszkasz tu, prawda?
-Tak. A jak się nazywasz?
-A jak ty?
-Nero.
-Naadan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz