sobota, 30 lipca 2016

25. Wilki

Minęło trochę czasu i Tau po kilkudniowym odpoczynku czuł się o wiele lepiej. W sumie można już było ruszać dalej, ale nikt nie wiedzieli w którą stronę.
I nagle, w chwili gdy nikt się tego nie spodziewał, pojawiły się przed nimi dwa znajome już duchy.
-Dzieci... - odezwała się Soraja.
Wszyscy spojrzeli w jej kierunku.
-Czas już na was. Musicie ruszać dalej. Tau przeszedł próbę ale do domu jeszcze daleko...
-Jaką próbę? - Tau przerwał ojcu.
-Próbę, która sprawdzi jakim będziesz królem.
-To to przejście przez równinę umarłych. - wyjaśniła Soraja. - Zaprowadzimy was teraz w stronę gór. Musicie tam znaleźć przełęcz i przez nią przejść. Ale górą, nie dołem.
Ruszyli za duchami.
Jakiś czas później ujrzeli olbrzymie, niedostępne i pokryte śniegiem, strome zbocza gór.
W tym momencie duchy zniknęły.
-No i gdzie ta przełęcz? - zastanawiała się Dalila.
-A czy to przypadkiem nie to? - Nuru wskazał rozciągający się pod nimi dość szeroki wąwóz.
-Tak to musi być ta przełęcz. - zgodził się Tau.
-Hej, a ty dokąd? - Colie złapała za ogon Rune, który zaczął schodzić na dół.
-No co?
-Mieliśmy iść górą, nie pamiętasz?
-Dół wydaje mi się bezpieczniejszy. - wtrąciła się Jija. - Spójrzcie na te skalne półki. Jeśli z nich spadniemy, zginiemy na miejscu.
-Rodzice musieli mieć ważny powód, zabraniając nam iść dołem. - powiedział Tau.
-Też bym wolała przejść dołem. - wtrąciła Lyre.
-Nikt nie schodzi na dół, jasne?! - rozkazała Dalila.
Grupa weszła na skalne półki nad przełęczą.
-Naprawdę nie wiem po co mamy iść po tych niebezpiecznych, ruszających się skalnych płytach, kiedy tam na dole jest równa skała. - narzekał po drodze Rune.
-Zamknij się wreszcie! - warknęła na niego siostra. - Odkąd weszliśmy w przełęcz, bez przerwy o tym gadasz i tylko narzekasz. Bądź wreszcie cicho.
-Naprawdę dołem byłoby lepiej.
-Nie chce ci się iść po krawędzi i tyle. - prychnęła Colie.
-Co? Wcale nie! To tobie przeszkadza jak mówię.
-Możecie oboje natychmiast przestać?! - Dalila weszła między rodzeństwo.
-To powiedz mu żeby przestał. - fuknęła Colie.
-Ja nic nie robię. To tobie nic nie pasuje. - odciął się Rune.
-Przestańcie! Natychmiast!
Ale przyjaciele już jej nie słuchali. Znowu rozpoczęli sprzeczkę. Dalila bezskutecznie próbowała ich uciszyć a reszta, chcąc pomóc księżniczce włączyła się do kłótni.
Nagle wszyscy zamilkli w pół słowa. Z dołu wąwozu zaczęły ku nim wychodzić wilki. Było ich ze cztery razy więcej niż lwów.
-To już wiecie czemu mieliśmy iść górą. - powiedział Nuru. - Na dole mieszkają wilki.
-Raczej nie przyjmą nas miło. - stwierdziła Elleine wpatrując się w wyszczerzone kły najbliższego z drapieżników.
-Otaczają nas. Wynośmy się puki mamy gdzie. - zaproponowała Lyre.
Ale już było za późno. Wilki zbliżały się, coraz bardziej zacieśniając krąg. Już nie było dokąd uciec. A wilki nie miały dobrych zamiarów. Największy z nich już szykował się do ataku, szczerząc zęby i warcząc. W ogóle nie bały się lwów. Nic dziwnego skoro miały ogromną przewagę liczebną. W dodatku lwy nie były jeszcze dorosłe.
Co teraz?
Chwilową cisze rozdarł potężny ryk spotęgowany echem. Większość bestii uciekła w jednej sekundzie. Zostało tylko kilka najodważniejszych, które nadal szczerzyły kły. Ale i one w końcu uciekły.
Lwy obejrzały się za siebie. Przed nimi stał ogromny biały lew. Był stary ale nadal zdawał się być tak sprawny jak za młodu. Wzbudzał respekt.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
-Co tu robicie? - spytał wreszcie nieznajomy.
-Eeee...wracamy do domu. - powiedział Tau, nie patrząc w stronę białego lwa. Żadne z nastolatków nie miało pojęcia jak mają się zachować. Czy mogą mu ufać?
-Pomogę wam przejść przez góry. Mieszam tu i znam je.
-Ale... - zaczęła Dalila.
-Sami widzieliście ile tu wilków.
Nie było dyskusji. Grupa ruszyła za białym lwem.
-Kim właściwie jesteś? - spytał po drodze Rune.
-Lwem, nie widać?
-Nie o to mi chodziło. - mruknął Rune pod nosem.
-Nazywam się Orwar. Mieszkam w tych górach od dawna. Moja siostra, Soraja odeszła stąd w poszukiwaniu przygód. Potem poznała takiego jednego; przychodzili tu często. Zaprzyjaźniliśmy się. A potem Sharon i Soraja zniknęli bez śladu. Słuch o nich zaginął. Dawno ich nie widziałem. A wy? Teraz wasza kolej.
Orwar obejrzał się na idących z tyłu.
-Czemu macie takie miny? - zdziwił się na widok zszokowanych spojrzeń całej ósemki.
-Nasi rodzice nazywali się Sharon i Soraja. - wyjaśnił Tau.
-Jesteś ich synem?
-Tak.
-Mogłem się domyślić. Jesteś bardzo podobna do matki. - zwrócił się do Jiji.
Nikt nie odpowiedział.
-Co z nimi? - spytał Orwar po chwili.
-Nie żyją. Zabił ich pewien lew, gdy byliśmy mali. - odparła Jija.
-Znacie tego lwa?
-Z widzenia. Raczej nic o nim nie wiemy.
-A może pójdziesz z nami na Lwią Ziemię? - zaproponowała Elleine.
-Tam mieszkacie?
-Tak.
-Mógłbym poznać wasze imiona?
Każdy po kolei się przedstawił. Przy okazji wspomnieli też o swoich zdolnościach, kim są na Lwiej Ziemi i że Tau ma zostać królem. Gdy Jija o tym wspomniała, ten posłał jej mordercze spojrzenie. Lwica udała jednak że nie dostrzegła niemej uwagi brata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz