Stali na urwisku, nad brzegiem wielkiego oceanu. Co mają teraz robić? Tau w myślach spytał o to rodziców. A oni nagle pojawili się przed nimi.
-Chodźcie. - powiedziała Soraja i poprowadziła grupę po stromej ścieżce w dół urwiska.
Po drodze duch lwicy mówił:
-Możemy wam pomagać tylko w trudnych sytuacjach. Ta taka nie jest. Musicie sami wrócić. Ja tylko naprowadzam was gdy nie wiecie co dalej.
Spojrzała w pewne miejsce na skale. Stali już na dole na maleńkiej wysepce. Reszta podążyła za wzrokiem ducha i dostrzegła tam drzwi.
-Są zamknięte. - powiedział Sharon. - Musicie wymyślić jak je otworzyć. - spojrzał na wystającą z wody skałkę. Była stroma i szpiczasta. Oddalona od brzegu o kilkanaście metrów.
Duchy niespodziewanie zniknęły.
-Świetnie. Ktoś ma pomysł jak otworzyć te drzwi? - spytała Elleine.
Wszyscy przecząco pokręcili głowami.
-A może dadzą się otworzyć? Tak jak w tej grocie? - spytała samą siebie Dalila. Podeszła do drzwi i spróbowała zaryczeć.
Nic się nie stało.
Obejrzała się na towarzyszy. Ich dyskusja coraz bardziej przypominała kłótnię. Próbowała ich uspokoić ale po chwili została wciągnięta w sprzeczkę. Tymczasem Tau siedział z boku i tylko on nie brał udziału w tej kłótni. Domyślał się że trzeba wykorzystać jakoś tą skałkę. Ojciec znacząco na nią spojrzał. Może dałoby się tak jak w tej podziemnej jaskini? Nagle wpadł na pomysł. nie sądził że się uda ale warto spróbować. Bez słowa wskoczył do wody i wszedł na skałkę.
-Patrzcie czy coś się dzieje z drzwiami! - krzyknął do pozostałych ze skałki i zaryczał najlepiej jak umiał.
Przejście się otworzyło i lwy weszły w wąski korytarz Tau zeskoczył ze skałki i popłynął w stronę brzegu. Ale zanim dotarł do plaży, przejście się zamknęło. Byli rozdzieleni.
Tau spróbował otworzyć drzwi w inny sposób. Dokładnie im się przyjrzał. I wtedy zauważył że drzwi są pokryte dziwnymi symbolami. Symbole układały się w słowa. A słowa te Tau z łatwością, ku swemu zdziwieniu, mógł odczytać. Przypominało to zagadkę:
"Wejdź by ocalić;
Wejdź by odnaleźć;
Srebro ci pokaże;
Serce ci podpowie;
W które koło masz uderzyć,
Której dziurki użyć.
Lecz jeżeli w sercu mrok,
Lecz jeżeli złe intencje masz,
Uważaj śmiałku z obcych stron;
Stracisz to co masz."
Zachodziło już słońce a Tau niewiele z tego zrozumiał. Nie mógł wymyślić rozwiązania. Po kilku godzinach chmury odsłoniły księżyc będący akurat w pełni. Blask księżyca padł na jedno z czterech kół pod zagadką, wyrytych na drzwiach, których Tau wcześniej nie zauważył. Przyjrzał się bliżej oświetlonemu kołu. Były w nim cztery dziurki w kształcie prostokąta z kółkiem na górze. Nagle pojął sens jednego z przeczytanych wersów. Włożył pazur do jednej z dziurek. Po chwili drzwi się otworzyły. Lew wszedł do korytarza w który kilka godzin wcześniej weszła reszta grupy.
***
Gdy Tau wyszedł z korytarza, było już południe. Znajdował się na ogromnej równinie. Idealnie płaskiej i równej. Była tu tylko bardzo krótko i równo ścięta trawa. Lew nigdzie nie widział przyjaciół. Kilka godzin później miał już dosyć. Był głodny i zmęczony. Zaczynało mu się tu nie podobać. Robiło się coraz ciemniej. Na dodatek, w miarę jak nadchodziła noc, lew coraz częściej widział jakieś cienie przemykające raz bliżej raz dalej od niego. Zaczynał mieć złe przeczucia co do tego miejsca. Bał się.
Gdy zapadła noc starał się nie myśleć o tych zjawach, ale ze względu na ich ciągłą obecność było to stosunkowo trudne. Jednak najgorsze ze wszystkiego było to że duchy rodziców nie odpowiadały na jego wołanie. Z Rune też nie mógł się skontaktować. Szedł więc dalej, starając się nie panikować i nie oglądać za siebie. Jeszcze kilka razy próbował przywołać rodziców i skontaktować się z przyjacielem. Nadal bezskutecznie.
Cienie stawały się coraz śmielsze. Były coraz bardziej nachalne.
Ciągnęło się to przez całą noc. Cienie znikły o wschodzie słońca. Mimo zmęczenia, Tau chciał jak najszybciej wydostać się z tej równiny. Zanim nastanie kolejna noc. Ale się przeliczył a kolejna noc była o wiele gorsza. Było tak samo i jednocześnie o wiele gorzej.
Nagle, w kilku cieniach, które zbliżyły się do niego, rozpoznał przyjaciół. Tego już za wiele. To złudzenie czy prawda? Był przerażony.
Rano Tau się poddał. Był zbyt zmęczony żeby iść dalej. Nawet za cenę spędzenia tu trzeciej nocy. W pewnej chwili łapy same się pod nim ugięły. Nie wiedział czy zasnął czy stracił przytomność.
***
Gdy otworzył oczy, był ranek. Czyli spał dobę? Udało mu się wstać mimo silnego bólu łap. Zrobił kilka kroków, ale zaraz potem znowu upadł. Tym razem już nie wstał. Zdawał sobie sprawę, że musi dłużej odpocząć. Bał się jednak nocy na tym terenie. Nie wiedział na co się zdecydować, więc łapy same podjęły decyzję za niego i odmówiły posłuszeństwa. Tau nie miał siły wstać. Próbował przywołać rodziców i porozumieć się z Rune. Bez skutku.
Nie miał pojęcia gdzie są jego przyjaciele ani jak to się skończy. Nie mógł zebrać myśli, oczy coraz bardziej mu się zamykały. Zasnął głęboko.
***
Gdy się obudził słońce już zachodziło. Tau spróbował wstać. Udało mu się ale z trudem utrzymywał się na łapach. Szybko się okazało że ta noc jest najgorsza ze wszystkich. W każdym cieniu widział kogoś bliskiego i to jeszcze bardziej go przerażało. Szedł znowu całą noc. Koniec równiny ukazał mu się dopiero rano. Kilkadziesiąt metrów dalej płynął mały strumyk a w jego pobliżu odpoczywała jego siostra i przyjaciele. Prawdziwi. Nareszcie.
Chciał do nich podejść, ale gdy tylko zrobił krok w ich stronę, pociemniało mu w oczach.
***
Gdy się obudził, od razu wiedział że nie będzie miał siły wstać, więc nawet nie próbował. Opowiedział pozostałym swoje "przygody" po rozdzieleniu się, ale ku jego zdumieniu, żadne z nich nic podobnego nie widziało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz