Przez tereny Lwiej Ziemi szedł Sharon. Wiedział gdzie jest ale nie zdradzał rodzinie gdzie. Jego żona idąca obok przekonywała dwójkę ich dzieci że lepiej się teraz nie zatrzymywać. Wszyscy byli już porządnie zmęczeni ale nie mogli odpocząć. Ścigał ich nieznany im ale bardzo niebezpieczny lew. Do tego Sharon nie byłby bezpieczny na tych terenach gdyby ktoś go tu przyłapał. Nic nie wiedzieli o ich prześladowcy. Nie wiedzieli również czego mogą się po nim spodziewać. Sharon mimo woli miał przed oczami swoją przeszłość. Po odejściu z Lwiej Ziemi wrócił do rodziny, której istnienia nie zdradził nawet Vivien. Jego dzieci urodziły się podczas jego ostatniej bytności na Lwiej Ziemi. Cała rodzina ukrywała się jak mogła ale pewnego dnia gdy on był na polowaniu, jego partnerka która została wtedy z dziećmi, została zaatakowana i ledwo uszła z życiem. Zaatakował ją ten sam lew który teraz ich ścigał. Rany lwicy nie zagoiły się jeszcze i ledwo mogła iść, ale zachęcała swe dzieci do dalszej drogi. Mimo że cierpiała, nie traciła dobrego nastroju. Sharon widział jednak że w razie czego ani on ani ona nie będą mogli biec. A wróg był coraz bliżej.
Nagle lwica potknęła się i upadła.
-Wszystko w porządku? Możesz wstać? - spytał Sharon.
-Tak. Jeszcze mogę. - odparła lwica z trudem podnosząc się z ziemi.
-Mamo, on chyba nas dogania. - odezwało się jedno z lwiątek, wypatrując czegoś w oddali. Czegoś co z każdą sekundą było coraz bliżej. Lew pokonał dzielącą go odległość w kilku susach i zaatakował oba dorosłe lwy. Oba młode natychmiast pobiegły do kryjówki ale ich rodzice nie mieli szans. Byli zbyt osłabieni...
***
Nuru właśnie wrócił od Rafikiego. Lwiątka, gdy go tylko zobaczyły przy Lwiej Skale, od razu wciągnęły do zabawy. Cała piątka pobiegła nad wodopój i zaczęła się zabawa. Rune cały czas obserwował Elleine. Przy pierwszej sposobności, gdy księżniczka oddaliła się od innych podszedł do niej.
-Hej, Elleine. - zaczął.
-Hej. - odpowiedziała lwiczka. - Nie bawisz się z innymi? Ja tylko weszłam na chwilę za ten kamień. Muszę trochę odpocząć.
-Skoro tak, to proponuję ci mały spacer. Co ty na to?
-Zgoda. A inni?
-Niech się bawią. Tylko ciebie chciałem zabrać.
-Mnie? Przecież mnie nie lubisz.
-Ale to nie znaczy że nie mogę zaproponować ci spaceru. To co, idziemy?
-Idziemy. - lwiczka zrobiła krok w stronę przyjaciela. - A dokąd?
-To niespodzianka. Lubisz niespodzianki?
-Eee, zależy.
Szli dalej w milczeniu. Po dłuższym czasie ich oczom ukazała się ziemia inna niż ta na której byli. Była sucha i zniszczona. Panował na niej półmrok.
-Jesteśmy. - oznajmił Rune gdy przeszli przez rzekę.
-A czy to nie jest przypadkiem Zła Ziemia?
-Eeee, możliwe. Ale nie bój się. Ze mną nic ci nie grozi.
-Wolałabym wrócić.
-Już?
-Tak.
-Ok, tylko w którą to było stronę... - Rune zaczął się rozglądać.
-Jesteśmy pewnie w samym centrum. Po co szliśmy tak daleko? - Elleine miała łzy w oczach. Bała się.
-Wiesz co? Poczekaj na mnie pod tamtym krzewem a ja poszukam drogi i wrócę po ciebie. - odparł lewek i szybko zniknął z pola widzenia księżniczki.
***
Rune specjalnie zwlekał z pójściem w stronę granicy z Lwią Ziemią. Jego celem było żeby księżniczka była jak najdłużej sama na tych terenach. Postanowił wrócić dopiero po kilku godzinach. Teraz biegł zerkając za siebie i złośliwie się uśmiechając. Był szczęśliwy że jego plan się udał. Nie uważał na to co ma przed sobą więc doznał lekkiego szoku gdy nagle coś na niego skoczyło i przygniotło do ziemi. To był jego brat.
-Nic nie kombinuj. - warknął. - Dalila wszystko nam powiedziała.
Rune dopiero teraz zauważył dwie lwiczki stojące obok. Dalila miała łzy w oczach.
-Co tu robicie? Nuru, możesz mnie puścić?- spytał Rune.
Gdy lewek podniósł się z ziemi, zbliżyła się do niego Dalila.
-Natychmiast wracaj po moją siostrę! To rozkaz księżniczki! - warknęła, a po chwili dodała spokojniejszym głosem: Prosiłam cię żebyś nie realizował tego planu. I nie wiem czy nie powinnam się teraz na ciebie obrazić.
-Doigrałeś się. - dodała Colie. - Co powiedzą na to nasi rodzice? I władcy?
-Takich rzeczy się nie robi, Rune. - powiedział Nuru. - Nawet jeśli kogoś nie lubisz.
-To miał być tylko żart. - Rune próbował się usprawiedliwić.
-Tylko żart? Tu jest niebezpiecznie. - odparła Colie.
-Przepraszam. - Rune spuścił wzrok.
-Nie nas masz przepraszać tylko Elleine. - powiedziała Dalila.
-I zrobisz to natychmiast. Zanim coś jej się stanie. - dodał Nuru.
***
Zastali księżniczkę dokładnie tam gdzie zostawił ją Rune. Płakała. Dopiero teraz przypomniała sobie o przestrodze siostry i żałowała że wcześniej o tym zapomniała.
-Elleine! - zawołała z daleka Colie. - Rune chciałby ci coś powiedzieć.
-Tak więc...eee...przepraszam. To miał być żart.
-Żart? Widzę że mnie nie lubisz ale to nie było fajne. - odparła księżniczka przez łzy.
-No dobra, nie płacz już, wracajmy. - próbował ją uspokoić Rune pod wpływem karcących spojrzeń reszty.
***
Szli przez Lwią Ziemię. Colie i Dalila na przodzie, parę kroków za nimi Nuru próbujący uspokoić wciąż szlochającą Elleine, a Rune z tyłu, zły że jego plan jednak nie wypalił w stu procentach. Szlaban będzie miał na pewno.
Nagle lwiczki idące na przodzie zatrzymały się gwałtownie.
-Co się stało? - spytał Nuru.
-Widzicie? Tam walczą jakieś lwy. Dwa samce i lwica a tam dalej w trawie są dwa lwiątka. - wyjaśniła Colie.
Cała piątka przyczaiła się w trawie i obserwowała walkę. Jednak ona szybko się skończyła. Nie wiadomo dlaczego, ale lwica i jeden z lwów nie mieli szans z napastnikiem. Oboje zginęli. Natomiast zwycięski lew podniósł oba lwiątka i uciekł z nimi. Kogo z tej trójki były lwiątka? Nie mieli pojęcia. Postanowili nikomu na razie nie mówić o tym co widzieli. Wszyscy, oprócz Colie która była innego zdania, chociaż nie mówiła tego na głos.
***
Tydzień później Colie postanowiła zdradzić to co widziała z przyjaciółmi. Pary królewskiej nie mogła jednak nigdzie znaleźć. Postanowiła więc zawiadomić matkę.
Zastała ją nad wodopojem. Podbiegła do niej i wpakowała się między przednie łapy Vivien.
-Mamo, czy tu w okolicy kręci się jakiś nasz wróg?
-Żaden o którym wiemy. A czemu pytasz?
-Tylko niemów że wiesz to ode mnie, dobrze? Jakiś czas temu ja, moi bracia, i księżniczki widzieliśmy walkę trzech obcych lwów, na terenie Lwiej Ziemi. Lwica i jeden z lwów zginęli a trzeci zabrał lwiątka ukryte niedaleko w trawie. Wiesz może kim oni mogli być?
-Pojęcia nie mam. A czemu mam nie mówić że wiem o tym od ciebie?
-Bo umówiliśmy się że nikomu o tym nie powiemy ale ja uważam że było by dobrze gdyby ktoś dorosły o tym wiedział.
-Aha. Ale królowi trzeba o tym donieść. Ten lew może być groźny skoro wygrał pojedynek jeden na dwa.
-Nie mogę go od rana znaleźć. I królowej też.
-Kovu jest na patrolu. A Kiara...? Poszukam jej. Idziesz ze mną, kochanie?
-Nie, poszukam braci.
-Ok. Baw się dobrze.
***
Vivien odeszła od wodopoju zostawiając tam córkę. Nie miała pojęcia kim może być ten lew ale lepiej dmuchać na zimne. Szła pogrążona we własnych myślach gdy nagle zauważyła zebrę biegnącą prosto na nią. W ostatniej chwili zdążyła uskoczyć w bok.
-Cześć, Vivien. - usłyszała.
-O, witaj, Wasza Wysokość.
-Jesteś przyjaciółką mojego męża. - uśmiechnęła się Kiara. - Mów mi po imieniu.
-Dobrze. Widzę że polowanie nie jest twoją mocną stroną. Mogłabym cię podszkolić.
-Chętnie. Przydałoby mi się parę lekcji.
-A, jeszcze jedno. Ostatnio lwiątka widziały walkę trzech obcych lwów. Tutaj, na Lwiej Ziemi. Dwa lwy i lwica. I jeden z tych lwów i ta lwica zginęli a drugi z samców zabrał ukryte wcześniej w trawie dwa lwiątka i poszedł nie wiadomo gdzie. Kojarzysz może kim oni byli? I ten lew? Wygrał pojedynek z dwoma przeciwnikami.
-Hmm...nie mam pojęcia co to za jedni. Ale lepiej uważać na tego lwa. A te lwiątka...dzieci mówiły w jakim były wieku?
-Nie.
-Więc tak. Jeżeli są bardzo małe, prawdopodobnie zginą. O ile ta lwica była ich matką. Jeżeli ten zabity lew był ich ojcem, młode także mają kłopoty. Ale jeśli ich ojciec przeżył, są bezpieczne. Ich szanse na przeżycie rosną, jeśli są trochę starsze. Tak powiedzmy, w wieku moich córek. A ty podejrzewasz kim oni mogą być?
-Nie mam pojęcia. Lwiątka ich nie rozpoznały.
-Mam do ciebie prośbę, Vivien. Spytaj się czy mogłyby opisać wygląd tych lwów.
***
Vivien zastała córkę tam gdzie widziała ją ostatnio, czyli przy wodopoju. Lwiczka leżała sama na kamieniu.
-Nie znalazłaś braci? - spytała córkę.
-Nie, Rune skończył się już szlaban ale on nadal siedzi obrażony na cały świat na Lwiej Skale, a reszta gdzieś zniknęła.
Vivien położyła się obok córki.
-Korzystając z tego że jesteśmy same...czy mogłabyś opisać wygląd tych lwów?
-Chyba tak... - Colie zamyśliła się - lwiątkom nie zdążyłam się przyjrzeć ale tamci...lwica była ciemnobrązowa, ten lew który zginął miał ciemnożółte futro i ciemnobrązową grzywę która całkowicie zasłaniała lewe oko. A, i na uszach miał chyba dłuższą sierść w takim samym kolorze co grzywa, a ten co zabrał lwiątka miał ciemnopomarańczowe futro, śnieżnobiały brzuch, pysk i wnętrze uszu, grzywę ciemnobordową przechodzącą w ciemny fiolet i na lewej stronie pyska i na przednich łapach, ciemniejsze plamki w tym kolorze co grzywa.
Vivien dosłownie zamurowało. Przeszło jej przez myśl że zaraz zemdleje. Ten opis...mogłaby przysiąc że opisany przez córkę jeden z lwów, do złudzenia przypomina jej dawnego przyjaciela. Sharona. Ale nie, nie mogła myśleć, nie chciała dopuścić do siebie informacji że może on...zginął. Nie, nie chciała w to wierzyć a jednak ta myśl nie dawała jej spokoju.
Oj ten Rune.. Ta sytuacja z księżniczką i z dorosłymi lwami, była bardzo ciekawa. Ogólnie nie mam nic do komentarza negatywnego, bo naprawdę notka wyszła ci cudnie .
OdpowiedzUsuńPs. Powodzenia i czekam na dalszy ciąg :)