sobota, 16 kwietnia 2016

11. Obcy

Był wczesny ranek. Do ogromnego stada antylop gnu skradały się dwie lwice. Jedna bardziej na przodzie, zdecydowana i pewna tego co ma za chwilę zrobić. Druga natomiast była kilka kroków z tyłu, szła niepewnie, uważnie obserwując towarzyszkę.
-Teraz patrz, Kiara. - szepnęła Vivien. - Obserwuj co teraz zrobię i staraj się zapamiętać. Wybrałam już ofiarę. O tam, widzisz? Ta ranna co kuleje. Teraz ty tu zostań a ja ją zaatakuję.
-Ok. Atakuj zanim nas wyczują. - uśmiechnęła się królowa.
Vivien w mgnieniu oka wyskoczyła z ukrycia i rozpoczęła pościg. Stado rozbiegło się w panice. Ofiara tego dnia miała być jednak tylko jedna. Lwica była szybka. Błyskawicznie dogoniła antylopę i skoczyła jej na grzbiet wbijając zęby w kark a pazurami przytrzymując się swej ofiary by nie spaść. Po kilkunastu minutach polowanie było zakończone. Obie lwice zabrały się do jedzenia.
-Zawsze tak jest. - narzekała Kiara. - Gdy widzę jak poluje ktoś inny, wydaje mi się to łatwe. Ale jak ja poluję, jest o wiele trudniej.
-Potrzebne jest też doświadczenie. - odparła Vivien. - Nauczysz się, nie martw się.
***
-Nie chcę tam wracać. - upierała się Elleine. Ona oraz jej siostra i piątka przyjaciół stali na brzegu rzeki oddzielającej Lwią Ziemię od Złej.
-Ile mam ci powtarzać że te tereny są opuszczone. - niecierpliwił się Rune. Zerknął w kierunku brata ale Nuru nie zamierzał brać udziału w tej dyskusji. Reszta chyba podobnie. Lewek rozejrzał się po pozostałych. Colie stała tyłem do wszystkich i udawała że czemuś się przygląda, Dalila patrzyła na mrówki idące rządkiem nieopodal jej łap, Timon i Pumba szeptali o czymś na boku a Nuru próbował ich podsłuchać.
-Słuchaj. Nic ci nie będzie. Nie ma się czego bać. No chodźmy już! - ostanie słowa wypowiedział na tyle głośno by wszyscy go usłyszeli.
-Obawiam się że musimy zrezygnować z tej wycieczki. - podszedł do nich Timon.
-O czym ty mówisz? Dlaczego?
-Pumba przypadkiem usłyszał kawałek rozmowy Kiary i Vitani. Mówi że zrozumiał tylko tyle że ostatnio ktoś się wprowadził na Złą Ziemię.
-Ha ha, wolne żarty. - zaśmiał się Rune. - Niby kto to może być? A jeśli nawet, to możemy z nim pogadać i sprawa się wyjaśni.
Pobiegł w kierunku pnia przerzuconego przez rzekę ale Colie go dogoniła i zastąpiła mu drogę.
-Nie.
-Co, nie?
-Nie możemy z nim pogadać ani tam iść. Mama tyle razy mówiła a ty nadal nie możesz zapamiętać? Ta ziemia jest i będzie zawsze niebezpieczna. Bez względu na to czy ktoś tam mieszka czy nie.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale.
Rune bez słowa wyminął siostrę i przebiegł na drugi brzeg. Usłyszał za sobą wołanie żeby wracał ale nawet się nie obejrzał. Gdy zeskoczył z pnia, od razu pobiegł przed siebie.
-I co teraz? - spytała Elleine.
-Teraz...? Nie mamy wyjścia. Musimy za nim iść. - powiedziała Dalila.
-Coś czuję że to się nie skończy dobrze. - mruknął pod nosem Pumba.
-Mi to mówisz? Mój brat zawsze musi być tam gdzie jest najniebezpieczniej. - odparł Nuru. - Jeśli coś mu się stanie, będzie to tylko i wyłącznie jego wina. - dodał ciszej.
-A twoja wspinaczka w wąwozie? - spytała Elleine.
-Weź nie przypominaj.
Udało im się dogonić brata dopiero przy największej z termitier.
-Czy ci odbiło?! - zaczął Nuru, gdy tylko dobiegł do brata. - Zabawa tutaj jeszcze nigdy nie skończyła się dobrze.
-To teraz tak się skończy. - odparł Rune nawet nie próbując okazać skruchy pod władczym spojrzeniem brata. - A poza tym przestań wreszcie zachowywać się jak dorosły.
-Nie mogę, dopóki będziesz tak nieodpowiedzialny i lekkomyślny. Przychodząc tutaj naraziłeś nas wszystkich.
-Było nie iść za mną.
-Nie, no...trzymajcie mnie zanim mu coś zrobię.
-Eeee...Nuru? - zaczęła Elleine.
-Co? - spytał lewek nie odwracając się.
-Zdaje się że mamy kłopoty. - odparła Colie.
Wszyscy wpatrywali się w jakiś punkt przed sobą. Nuru odwrócił się. Jakieś dziesięć metrów od nich stał obcy lew. Miał brązowo-fioletową grzywę, ciemnopomarańczowe futro i czerwone oczy. Uśmiechał się. Nie wyglądał też na groźnego.
-Cześć dzieciaki, co tu robicie? - spytał.
-My... - zaczęła Dalila.
-Zabłądziliśmy. Już sobie idziemy. - dokończył szybko Nuru.
-Powiedz lepiej kim jesteś i co tu robisz. - zażądała Colie.
-Aktualnie jestem w podróży. Zatrzymałem się tu tylko na dłuższy postój. Za kilka dni wyruszam dalej. - wyjaśnił nieznajomy.
Lwiątka milczały. Timon i Pumba podobnie.
-Kim jesteście, mieszkacie tu? - spytał lew po dłuższej chwili. - Bo wiecie, chciałbym uniknąć walki i muszę wiedzieć czy tu w pobliżu nie ma jakiegoś stada.
-Jest nasze. Po drugiej stronie rzeki. - powiedziała Elleine.
-Przedstawicie się czy będziemy tak rozmawiać nie znając swoich imion? - pytał dalej obcy.
-Ja jestem Elleine, księżniczka Lwiej Ziemi. - przedstawiła się Elleine.
Pozostałe lwiątka oraz Timon i Pumba posłali jej karcące spojrzenia. Lwiczka dopiero teraz zrozumiała swój błąd.
-Nie powinnaś tego mówić. Przecież go nie znamy. - szepnęła jej na ucho siostra, na tyle cicho by obcy jej nie usłyszał.
Nikt nie zauważył złowrogiego błysku w oczach samca.
-No dobrze, nie zatrzymuję was. Wracajcie do domu zanim rodzice zaczną was szukać.
Lew podniósł się z zamiarem odejścia, podobnie jak siódemka przyjaciół. Ale Dalila go zatrzymała:
-Czekaj! A ty jak się nazywasz?
-Wolę nie mówić. Są powody dla których chcę pozostać nierozpoznany. - odparł lew odwracając głowę w ich kierunku. - Ale mam do was prośbę: nikomu o mnie nie wspominajcie.
Lwiątka popatrzyły na niego nieufnie ale nic nie powiedziały. Gdy odeszły dalej, odprowadził je wzrokiem. Na jego pysku pojawił się złośliwy uśmiech.
***************************************************
Rozdział wyszedł moim zdaniem trochę krótki ale jest ważny dla dalszej fabuły. Mam nadzieję że się podobało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz