piątek, 24 czerwca 2016

23. Powrót rodziców

Weszli dalej w las. Zapadała już noc, ale mimo że lwy widzą w ciemnościach doskonale; ich ta cecha w tym momencie nie dotyczyła. Byli już zmęczeni ale mimo to chcieli odejść szybko jak najdalej od tych dwunogich istot. A mogli tego dokonać idąc naprzód mimo zmęczenia i zapadającej nocy. Dlatego też nie uważali gdzie stawiają łapy. I dlatego też, w pewnej chwili pod łapami Dalili osunęła się ziemia i lwiczka spadła do jakiejś jamy.
-Nic ci nie jest? - spytał Tau.
-Nie, ale wiecie co? Tu jest jakiś korytarz prowadzący pod ziemię.
-Jaki korytarz? - zainteresował się Rune. Podszedł do krawędzi i wychylił się, próbując dostrzec cokolwiek. I nagle stracił równowagę i także spadł.
-Mam pomysł. Wejdźmy tam. - zaproponowała Lyre i wskoczyła do jamy.
-Zwariowaliście? Wychodźcie natychmiast! - skarciła przyjaciół Colie. - Nie mam zamiaru znowu siedzieć pod ziemią.
-A ja chętnie to obejrzę. Idziesz Tau?
-Nuru... - Colie spojrzała groźnie na brata.
Ale lewek wskoczył już do jamy. Tau zaraz za nim.
-Dziewczyny, na co czekacie? - spytał z dołu Rune.
-Wolałabym nie zostawać sama. - stwierdziła Elleine i zeskoczyła na dół. Zaraz za nią Jija. Ona też wolała trzymać się grupy.
-Colie, idziesz? - spytała Lyre.
-Pod ziemię? Dziękuję ale nie skorzystam.
-Oj nie marudź tylko chodź. Może być ciekawie.
-Co może być ciekawego pod ziemią?
-Wszystko.
Colie przewróciła oczami. Nie chciała tam schodzić ale została przegłosowana. Nie chciała też zostać sama więc chcąc nie chcąc musiała wejść do jamy. Korytarz był stosunkowo krótki. Po kilku minutach doszli do małej groty na środku której było małe źródełko. Podeszli bliżej. Mieli skądś przeczucie że nie jest to zwykła woda. Gdy wpatrywali się w nią dłużej, nagle Dalila zobaczyła jakieś obrazy, jakby namalowane na powierzchni. Najpierw były to niewyraźne kształty, które potem wyostrzyły się i nabrały sensu. Dalila cały czas miała w głowie imię Miry. Z wody słyszała też dźwięki.
Widziała Lwią Ziemię. Za panowania Mufasy. Rozpoznała swojego dziadka Simbę, gdy był mały. Do stada przyjmowano właśnie jakąś lwicę. Jakiś czas później ta lwica urodziła córkę. W momencie dołączenia była w ciąży. Nikt nie wiedział a ona nikomu nie chciała mówić kto jest ojcem małej. Dalila nie wiadomo skąd wiedziała że ta lwiczka to właśnie Mira. Matka Miry miała kremowe futro ale jej córka...była śnieżnobiała z dziwnymi wzorami w różnych odcieniach niebieskiego na całym ciele. Ale to jeszcze nie było najdziwniejsze. Mira jako nastolatka miała ciemnoszarą sierść a gdy była dorosła - czarną. Do tego wzory na jej ciele świeciły się gdy lwica była rozzłoszczona, smutna lub szczęśliwa. Im bardziej, tym jaśniej świeciły. Dalila zauważyła że Mira miała zielone oczy, takie samo spojrzenie jak ona oraz podobny głos. Jednak niebyła z nią spokrewniona. Stado ledwo tolerowało lwicę o tak niecodziennym wyglądzie. Ale jej nie przepędzały. Dzięki obecności Miry, sępy trzymały się z dala od Lwiej Ziemi i nie wychodziły poza pustynię. Aż pewnego dnia wydarzyła się tragedia. Król Mufasa zginął, następca tronu zaginął. Mira słyszała szepty innych pod swoim adresem. Wszyscy uważali że śmierć króla i zaginięcie następcy to jej wina. Od nikogo jednak nie usłyszała tego wprost. I kolejny zły dzień w którym Mira zginęła podczas polowania. Cała sytuacja wyglądała jak zaplanowany zamach na życie lwicy. Gdy stado zbliżyło się do ciała Miry, ono przybrało wygląd Dalili. Zmienił się jej kolor sierści. Z góry, całą sytuację widziały sępy. Uznały Dalilę za wcielenie Miry. Wśród sępów krąży legenda że Mira wybrała Dalilę jako swoją następczynie w trzymaniu sępów z dala od Lwiej Ziemi.
Tymczasem Jija i Tau zobaczyli całe życie swych rodziców. Od narodzin do śmierci.
Natomiast pozostali nie zobaczyli nic. Ale Rune zauważył coś na dnie. Spróbował to wyciągnąć ale szybko wyjął łapę z wody.
-Gorąca. - syknął do siebie.
Usłyszał go Tau. Dotknął wody.
-Nie jest gorąca. - powiedział.
-Skoro cię nie parzy, to spróbuj to wyciągnąć. - odparł Rune.
Tau wyciągnął przedmiot z wody.
-To jakaś skrzynka - powiedziała Elleine.
-I zamknięta - dodała Dalila.
-Może da się ją otworzyć...
-Ciekawe jak.
Nuru spróbował zaryczeć. Nie wyszło mu najlepiej i nie przyniosło to żadnego skutku, ale Dalila i Tau jednocześnie dziwnym trafem wpadli na ten sam pomysł. Jednocześnie zaryczeli. Im także nie wyszło najlepiej ale ryk podziałał. Skrzynka była otwarta. I pusta w środku.
I w tym momencie wszyscy zaniemówili. A najbardziej Jija i Tau. Przed nimi stały duchy dwóch lwów. W jednym z nich Colie rozpoznała Sharona, gdy Jija zrobiła krok do przodu i spytała:
-Mama? Tata?
Duchy z uśmiechem skinęły twierdząco głowami.
-Przyszliśmy żeby pomóc wam wrócić do domu. Tutaj wasza podróż się kończy. - powiedziała Soraja.
-Naprawdę? - spytała Elleine.
-Tak - odparł Sharon. - Chodźcie za nami.
Po dłuższej chwili znaleźli się z powrotem na powietrzu.
-W razie kłopotów pomożemy wam. - powiedział Sharon. - Teraz słuchajcie uważnie. Musicie iść prosto aż wyjdziecie z lasu. Potem idźcie przez dwie godziny wzdłuż lasu, na północ. Potem przejdziecie przez kamienną pustynię i dotrzecie do oceanu. Na razie tyle.
Duchy zniknęły.
***
Grupa stała przed kamienną pustynią. Było tu przeraźliwie zimno. Podłoże składało się ze skalnych płyt luźno przylegających do siebie. Ruszały się gdy się na nie weszło. Bardzo łatwo można było z nich spaść. I właśnie to przytrafiło się Elleine. Podeszła nieostrożnie do krawędzi a wtedy płyta się przechyliła i lwiczka zsunęła się z niej. Ale w ostatniej chwili zdołała złapać się pazurami i udało jej się wejść z powrotem, z małą pomocą przyjaciół.
W pewnej chwili skończyły się skalne płyty i ich oczom ukazała się ogromna woda. Nie widzieli drugiego brzegu.
-To jest ocean? - spytała Dalila. - I co dalej?
Nikt nie wiedział co dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz