Zwierzęta na Lwiej Ziemi od pewnego czasu ginęły. Ale teraz było już wiadomo dlaczego. Na Lwiej Ziemi była plaga trującej rośliny. Wystarczyło dotknąć tego kwiatu, żeby trucizna wniknęła do organizmu.
Ze stada Lwioziemców zginęli Vitani i Kami. Kovu zakazał komukolwiek zbliżać się do tej rośliny a Rafiki szukał odtrutki. W tym celu często chodził poza granice Lwiej Ziemi. Jednak wszystko na nic. Rafiki nie dowiedział się niczego nowego o tej roślinie a ofiar wciąż było coraz więcej.
W krótkim czasie ten sam los spotkał królową, a kilka dni później Vivien opuściła stado na wieki. Zaś Duchy Przodków milczały. Rafiki nie mógł z nimi rozmawiać. Nawet ze swoim starym przyjacielem Mufasą. Duchy niedawno zmarłych lwów oraz rodziców Jiji i Tau, także były głuche na wołania. Nikt nie wiedział jak powstrzymać plagę. Nikt nie miał pojęcia co robić. Kovu, jako król, musiał uspokajać przerażone zwierzęta. Nie było dnia, by ktoś nie zginął. Było mu ciężko i nie pogodził się jeszcze ze śmiercią żony, siostry i przyjaciół. Musiał dbać o tych co żyją. Nawet nie chciał myśleć że jego córki też mogą od tego zginąć. A Colie, Nuru i Rune? Też pewnie tęsknią za rodzicami. Nikt przecież nie lubi gdy nagle umiera bliska i kochana osoba. Każdy wiedział że trzeba jakoś wytępić tę roślinę. I każdy nie wiedział jak to zrobić. Nie dość że za jego panowania stado było stosunkowo małe, to teraz jeszcze osłabione. Został on i Orwar. Reszta to jeszcze lwiątka. Wrogom w to graj.
Ale dzisiaj Kovu miał poważniejsze zmartwienie. Mianowicie, od rana bolała go głowa. Nie miał pojęcia czy to z przepracowania czy od tej rośliny. Teraz była już niemal wszędzie. Rafiki podczas swoich wycieczek odkrył tylko nazwę kwiatu. Hebanowy Kolec. Czy taka roślina istnieje? Pewnie że tak. Lwia Ziemia zaczyna się robić od niej czarna. Brakuje tylko żeby zaczęła rosnąć w wodzie i zatruła ją.
Król coraz częściej myślał o przeniesieniu stada na inne tereny. A w głębi serca czuł że nie może tego zrobić. Tu jest ich dom. Miał przeczucie że ta plaga odegra ważną rolę w życiu stada Lwiej Ziemi. Oby tylko szybko się skończyła.
***
Nuru siedział na tyłach Lwiej Skały. Od rana starał się każdego unikać. Brakowało mu rodziców ale nie popadł w tzw. czarną rozpacz po ich śmierci. Wiedział że gdzieś tam są i nigdy go nie opuszczą. Może jeszcze ich kiedyś zobaczy? Tak jak Tau i Jija swoich?
A ta roślina? Była jakaś dziwna. Z każdym innym kwiatem normalnie rozmawiał.
Jak go nazwał Rafiki? Hebanowy Kolec? Z nim nie było jak się porozumieć. Roślina milczała. Nuru wydawało się to co najmniej dziwne, ale nie znał nikogo kto mógłby to wyjaśnić.
-Nuru?
Nuru odwrócił głowę. Obok niego stała Jija. Lwiczka bez słowa wpatrywała się w horyzont. Nuru poczuł się trochę dziwnie, będąc tak blisko niej ale cieszył się że Jija była obok.
-Tęsknisz za nimi, prawda? - spytała nagle.
-A ty za swoimi?
-Już się przyzwyczaiłam. Byłam wtedy mała....Słuchaj, wiem że trudno się z tym pogodzić ale śmierci nie da się uniknąć.
-Wiem...
-Bardziej jednak niepokoi mnie zachowanie króla...
Nuru, który dotąd wpatrywał się w ziemię, teraz podniósł wzrok na przyjaciółkę.
-Chodzi ci o śmierć królowej?
-Nie do końca. Od rana jest jakby...nie jest sobą...znaczy...
-Co?
-Podejrzewam że...zatruł się tą rośliną.
-Jesteś pewna?
-Vitani, Kami, królowa, Vivien. Wszyscy mieli dokładnie te same objawy. Zresztą inne zwierzęta też. Stosunkowo łatwo to zauważyć jeśli się dobrze przyjrzysz.
-Ale jeśli król umrze, to co będzie ze stadem i z Lwią Ziemią?
-Mamy przecież następców, nie? Będzie dobrze.
-Mam nadzieję.
***
Kilka dni później...
Lyre szła w kierunku Lwiej Skały, omijając śmiercionośne kwiatki. Nie było jej u przyjaciół od śmierci Vitani. Nie miała więc pojęcia co się tam działo przez ten czas. Gdy weszła na skały, tworzące schodki na Lwią Ziemię, od razu w oczy rzucił jej się dziwny, grobowy nastrój panujący wśród lwów. Wszyscy mieli ponure miny a stado było...ZARAZ! Gdzie są wszyscy dorośli?! Lyre podeszła do Dalili siedzącej przed wejściem do groty.
-Co tu się stało?
Księżniczka spojrzała na nią ze smutkiem.
-Że Vitani zatruła się tą rośliną, to wiesz.
-Tak.
-Potem to samo spotkało Kami.
-Co?
-Potem umarła mama...
-?
-...potem Vivien.
-Wszyscy dorośli? A gdzie król?
-Też umarł. Wczoraj.
-I co teraz?
-Nie wiem. Czekamy aż Rafiki wróci. Wieczorem, po pogrzebie taty, powiedział że musi gdzieś iść w pilnej sprawie i że wróci dzisiaj rano. Zaraz powinien tu być.
-A Orwar?
-Mam nadzieję że się tym nie zatruje...No, wreszcie jesteś, Rafiki.
Lyre odwróciła się w samą porę by ujrzeć podchodzącego do nich mandryla.
-Zauważyliście? - powiedział. - Tych kwiatów jest jakby mniej. Może wreszcie ta plaga ustąpi.
-Najwyższy czas. - westchnęła Dalila.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz