czwartek, 5 maja 2016

12. Zachodzą zmiany

Tego dnia Kovu siedział na czubku Lwiej Skały i patrzył na swe królestwo. Na pozór wszystko było w jak najlepszym porządku. Stada roślinożerców pasły się spokojnie na sawannie, jego stado odpoczywało z tyłu Lwiej Skały a już nastoletnie lwiątka siedziały nad wodopojem. Właśnie, lwiątka. Jeszcze nie tak dawno były małe a dzisiaj...prawie dorosłe. Każdy w stadzie zdążył zauważyć że Rune i Elleine się nie lubią. Co od jakiegoś czasu się zmieniło. Teraz praktycznie nie odstępowali się na krok. Dalila zapowiadała się na wspaniałą królową. Była mądra i dobra. Był jednak mały problem: po ostatniej rozmowie z nią król wywnioskował że lwiczka nie ma partnera. Ale z drugiej strony...był jeszcze czas. Dużo się jeszcze mogło zmienić.
-Piękny dzień, prawda?
Kovu obejrzał się. Kilka kroków za nim stał Kami.
-Taak.
Dłuższy czas siedzieli oboje w milczeniu. Nagle coś przykuło uwagę Kami.
-Widzisz tam? - odezwał się w pewnej chwili. - Niebo nad dżunglą jest chyba ciemniejsze niż gdzie indziej.
Król spojrzał we wskazanym kierunku.
-Rzeczywiście. Nie podoba mi się to. Lepiej sprawdzić.
Podniósł się i zbiegł z Lwiej Skały.
-Zaczekaj! - zawołał za nim Kami, doganiając przyjaciela. - Pójdę z tobą.
Oba lwy podążyły w kierunku dżungli. Niebo rzeczywiście z każdą chwilą coraz bardziej ciemniało. "Czyżby zanosiło się na burzę?" - pomyślał Kovu.
***
Tym czasem w dżungli...
-Dzieci, wracajcie szybko do domu. Zanosi się na burzę. - gepardzica wołała swe nastoletnie młode.
-Dobrze mamo, zaraz wrócimy! - odkrzyknęło jedno z młodych. - Chodź, pójdziemy nad rzekę. - zwróciło się do siostry.
-No nie wiem... - odparło drugie młode. - Lyre, wracajmy do domu. Rzeka nie jest bezpiecznym miejscem, szczególnie podczas burzy.
-Kyla, jak się boisz to nie musisz iść ze mną.
-Uff, to dobrze. Bo już myślałam...
-Najwyżej pójdę sama.
-Co?! Lyre, nie możesz. Zginiesz. A poza tym wiesz że nie mieszkamy tu na stałe. Co będzie jeśli trzeba będzie się przenieść a ty znikniesz na parę dni nic nikomu nie mówiąc? Później możesz nas nie znaleźć. Proszę cię, nie oddalaj się bez wiedzy mamy.
Lyre słuchała siostry jednym uchem. Gdy ta skończyła, odarła:
-Jestem prawie dorosła...
-No właśnie. PRAWIE, nie już.
-...i pozwól że ja sama podejmę decyzję gdzie teraz pójdę. A pójdę nad rzekę.
-Ale...
-Nic mi się nie stanie.
Lyre odbiegła w kierunku rzeki, zostawiając wystraszoną siostrę. Po drodze zaczęło lać więc postanowiła poszukać suchej kryjówki. Której jak na złość nigdzie nie było. Biegła rozglądając się na boki i nie patrząc gdzie stawia łapy. Więc gdy w pewnej chwili poślizgnęła się na błocie i zawisła na krawędzi urwiska, wiedziała że sama jest sobie winna. Spojrzała w dół. Zwykle spokojna rzeka zdążyła zamienić się już w rwący potok. Próbowała wejść z powrotem ale błotnisty brzeg dosłownie usuwał się jej spod łap. Do tego kamienie o które zaczepiła pazury, robiły się śliskie. Młodej gepardzicy nie zostało wiele czasu. Szybko pożałowała swojej decyzji.
Nie wiedziała ile czasu minęło. Wiedziała tylko że zaraz spadnie. Nie miała już siły dłużej się utrzymać. Ostatnim desperackim ruchem spróbowała podciągnąć się do góry...i wtedy...pazury ześlizgnęły się z kamieni i Lyre spadła do rzeki.
***
Tymczasem dwaj przyjaciele zostali zaskoczeni przez deszcz w samym środku dżungli. Na domiar złego obaj wiedzieli że się tu zgubili, chociaż żaden nie chciał się do tego przyznać. Sami nie wiedzieli jak to możliwe ale nie mieli pojęcia w którą stronę wrócić. Całą sytuację pogarszała ulewa i brak jakiejkolwiek kryjówki. "Aż dziwne - myślał Kami - ogromna dżungla i nie można znaleźć żadnej kryjówki przed deszczem."
Błądzili po lesie już dłuższy czas gdy nagle Kovu coś zauważył. Dwa lwy podeszły bliżej. Kami aż zachłysnął się powietrzem ze zdziwienia.
-Nieprzytomny gepard w środku dżungli? O ile wiem one żyją na sawannie.
Kovu nie odpowiedział. Podszedł do nieznajomej i spróbował ją ocucić. Po kilku nieudanych próbach gepardzica otworzyła oczy.
-Co się stało? - spytał Kovu gdy wbiła w niego nieco wystraszone spojrzenie.
-Co robią w dżungli lwy? - odparła jakby nie słysząc zadanego jej pytania.
-O tym później. - nie ustępował król.
-No więc...nie chcę wracać do mojej rodziny. Nie pytajcie dlaczego. Od dawna szukam sposobności na ucieczkę i chyba wreszcie mi się udało. A wy? Mogę wiedzieć co wy tu robicie?
-Wracamy do domu. - odparł Kami.
-A konkretnie?
Lwy wymieniły spojrzenia. Nie wiedzieli czy mogą jej zaufać. Kovu postanowił zaryzykować.
-Na Lwią Ziemię. - powiedział.
-Na Lwią Ziemię? Też idę w tamtym kierunku. Mogłabym się z wami zabrać?
***
Na skraju dżungli spotkali dwie wystraszone lwice. Obie od razu podbiegły do lwów, jednak zaraz cofnęły się widząc obcego geparda.
-Tato, co się stało? - spytała Dalila.
-Chodźmy na Lwią Skałę. Po drodze wam opowiemy. - odparł król.
Colie i Dalila w drodze dowiedziały się o wszystkim.
-Więc może zamieszkać na Lwiej Ziemi. Przy okazji będzie pełniła rolę zwiadowcy. - zakończył relację Kami.
Colie obrzuciła gepardzicę nieufnym spojrzeniem.
-Czemu nie chcesz mówić dlaczego uciekłaś od rodziny? - spytała.
-Bo nikt nie traktuje mnie poważnie. - odparła Lyre. W jej głosie pobrzmiewała nutka irytacji.
Dalila nie wtrącała się w rozmowę. Widziała w głowie jakieś mgliste postacie. Zapewne matka i siostra młodej gepardzicy. Wydawało się że we trójkę były szczęśliwą rodziną. A jednak Lyre postanowiła uciec i najwyraźniej głęboko skrywała wspomnienia z przeszłości. Chyba nawet usiłowała o nich zapomnieć, bo księżniczka nie zdołała zobaczyć niczego więcej.
Potem gdy władcy ogłosili Lyre jako pełnoprawną mieszkankę Lwiej Ziemi, stado przyjęło wiadomość jak coś naturalnego. W końcu na tych terenach było dużo gepardów. Jednak tylko Lyre mogła w każdej chwili i bez pytania wejść na Lwią Skałę.
**************************************************************
Wiem, rozdział trochę spóźniony. Nie miałam ani internetu ani...no cóż rozdział wyszedł zupełnie inny niż planowałam. Na poprzednią wersję nie bardzo miałam pomysł. Teraz pojawi się jeszcze (oprócz Lyre) kilka nowych postaci. Dwie też wkrótce odejdą. Czy na stałe czy tymczasowo, nie wiem jeszcze. Być może na stałe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz