-Poznaliście już Lyre?! - było jeszcze ciemno gdy Colie wpadła do groty na Lwiej Skale, budząc braci. - Ja i księżniczki właśnie od niej wracamy.
-Poczekaj z tym. - ziewnął Rune zerkając w stronę wyjścia. - Jeszcze nawet nie wzeszło słońce a ty nas budzisz.
Colie podeszła bliżej do brata.
-Po pierwsze: słońce zaraz wzejdzie. Po drugie: jesteś strasznym leniem, a po trzecie: uważam że powinniście ją poznać.
-Ja nie słyszałem o żadnej Lyre. - wtrącił Nuru.
-Gepard któremu wolno w każdej chwili wejść na Lwią Skałę. Gdzieście byli gdy król o tym mówił?
-Aaa, to ta. - przypomniał sobie Nuru.
Colie przewróciła oczami.
-Wstawaj!! - krzyknęła po chwili, widząc że Rune układa się z powrotem do snu. Gdy to nie poskutkowało skoczyła na brata gryząc go w ucho.
-Ała! Puść mnie! - wrzasnął lewek.
-Puszczę cię jak wstaniesz.
-Przy tobie się nie da spać.
-Co wy wyprawiacie?
Cała trójka spojrzała w kierunku z którego padło pytanie. W wejściu stała Elleine.
Rune natychmiast uwolnił ucho z zębów siostry i usiadł pod ścianą.
-Ja? Nic. - odparł - To nie jest śmieszne, Nuru. - warknął na brata.
-Przecież się nie śmieję. A swoją drogą...żałuj że nie widziałeś swojej miny gdy Colie trzymała cię za ucho a tu wchodzi Elleine. Bezcenne.
-Może pójdziecie z nami na spacer? - spytała Elleine. - Colie, miałaś tylko ich obudzić.
-Właśnie to robię. - odparła lwiczka ponownie łapiąc Rune za ucho.
-Zostaw. Umiem chodzić. - Rune udało się uciec siostrze.
Podszedł do księżniczki i szepnął jej coś na ucho po czym wyszedł z groty. Elleine ruszyła za nim zerkając czy Nuru i Colie też idą.
Gdy wszyscy byli za zewnątrz, Rune spytał:
-A gdzie Dalila?
-Przy wodopoju, razem z Lyre. - odparła Colie. - Co ty się tak śmiejesz? - zwróciła się do Nuru.
-Nic, nic. - lewek próbował ukryć uśmieszek cisnący mu się na pysk. - Chodźmy już.
Pobiegł przodem. Po chwili dołączyła do niego siostra, zostawiając w tyle pozostałą dwójkę.
-Powiesz mi co cię tak śmieszy? - spytała w pewnej chwili.
Nuru obejrzał się na brata i przyjaciółkę.
-Popatrz na nich. Nic nie widzisz?
-Nic, oprócz dwóch lwów które całą drogę rozmawiają i bez przerwy zerkają na siebie gdy są w pobliżu.
-No właśnie.
-?
-Naprawdę nie zauważyłaś że oboje zachowują się inaczej razem niż jak są osobno?
-?
-Coś tu się święci. - Nuru zrobił tajemniczą minę. - Nie mów że nic nie zauważyłaś.
-Myślisz że oni...?
-Tak.
-Nie możliwe. Przecież oni się kiedyś nie znosili.
-Kiedyś. A teraz?
Colie obejrzała się. Rzeczywiście, Nuru miał rację. Gdy Colie napotkała wzrok księżniczki, ta wbiła wzrok w ziemię. Rune coś do niej szepnął a Elleine przytuliła się do niego.
***
Nie doszli jeszcze do wodopoju, gdy podbiegła do nich Dalila.
-Co tak długo? - spytała.
-Trochę mi zajęło obudzenie Rune. Wiesz jaki on jest.
-Wiem. - uśmiechnęła się księżniczka. - Ooo, no, doszliście wreszcie. - zwróciła się do Rune i Elleine którzy właśnie do nich dołączyli. - Widzę że... - puściła oko do siostry.
-To jest Lyre. - Elleine przedstawiła gepardzicę, udając że nie słyszy uwagi siostry.
-Cześć. - podeszła do nich Lyre.
-Z drooogiiii!!! - usłyszeli nagle. Prosto na nich pędzili Timon i Pumba.
Cała szóstka odskoczyła na bok w ostatniej chwili.
-Co się stało? - spytała Dalila, ale zagłuszył ją wrzask Pumby.
Lwy i Lyre pobiegły więc za przyjaciółmi.
-Co się stało? - ponowiła pytanie Dalila.
-Goni nas ogromne stado antylop! - wyjaśnił Timon.
-Antylop? - Rune obejrzał się. - Nie widzę ani jednej.
-Kiarze i Vivien coś nie wyszło w polowaniu. - powiedział Pumba.
Colie kątem oka zauważyła stado kopytnych biegnące kilkanaście metrów obok nich.
-Hej, stójcie! - zawołała - Stado skręciło z drogi. Nie musicie już przed nim uciekać.
Pumba zatrzymał się. Pozostali zrobili to samo.
-Lyre, jak sądzę. - powiedział Timon, zeskakując z grzbietu Pumby.
-Tak. - odparła gepardzica.
-A właśnie, ja i Pumba zamierzamy wrócić do dżungli. Została tam moja rodzina. - powiedział Timon. - Będziemy was odwiedzać ale moja mama ciągle nalega żebyśmy wrócili.
-No cóż, to wasza decyzja. - odparła Dalila. - Nikt nie będzie was zatrzymywał. - księżniczka wbiła wzrok w ziemię.
-Ale jeszcze nie w tej chwili. - dodał Pumba - Dopiero za jakiś czas.
-Tak, - dodał Timon - hej, a może opowiedziałabyś coś o sobie, co Lyre?
-Eee...to nic ciekawego. Na pewno nie będziecie chcieli słuchać.
-Skąd możesz to wiedzieć? Przynajmniej spróbuj. - zachęcił ją Rune.
-Nie, wolałabym o tym nie mówić.
-Dlaczego?
Gepardzica milczała. Pozostali spoglądali na nią wyczekująco. Po kilku minutach Dalila przerwała ciszę.
-Słuchajcie, - powiedziała - jeśli nie chce mówić to nie ma sensu jej zmuszać. Chodźmy lepiej gdzieś się przejść.
Wszyscy się zgodzili i ruszyli przed siebie. Ale Rune i Elleine byli zajęci sobą nawzajem, nie interesowało ich to co się działo na około i nie bardzo dało się z nimi rozmawiać. Nuru, Colie i Dalila gadali z Timonem i Pumbą a Lyre szła kilka kroków na przodzie i mimo licznych zachęt nie brała udziału w dosyć luźnej rozmowie. Tylko ona jedna obserwowała otoczenie. Szli przez sawannę, zbliżało się już południe i zaczynała się najgorętsza część dnia. Ale całej ósemce nie przeszkadzał nadchodzący skwar. Po jakimś czasie Lyre znacznie wyprzedziła przyjaciół. Zostali kilkanaście metrów w tyle. Gepardzica szła przed siebie gdy nagle coś przykuło jej uwagę. Pośród złotej trawy mignęło jej coś ciemnobrązowego. Nie miała pojęcia co to ani nawet czy przypadkiem nie ma omamów z tego upału. Spojrzała uważniej w tamto miejsce ale niczego nie zobaczyła. "Pewnie mi się przywidziało" pomyślała. Pozostali także nic nie zobaczyli.
***
Dopiero wieczorem wrócili na Lwią Skałę. Już z daleka zauważyli że panuje na niej większy ruch niż zwykle więc przyspieszyli kroku. Dalila pierwsza wbiegła na Skałę ale szybko się cofnęła widząc dwa obce lwy. Do córki podeszła królowa.
-Nie bójcie się. - Kiara uspokoiła młode lwy. - Wiecie kim oni są? - wskazała na dwójkę nastolatków. Lwica była ciemnobrązowa i miała błękitne oczy. Wyglądała na miłą i pewną siebie, chociaż teraz była trochę wystraszona i chyba zmęczona. Siedziała pod ścianą, częściowo schowana za towarzyszem i uważnie każdemu się przyglądała. Lew natomiast był w tym samym wieku co lwica. Miał on ciemnozłote futro i takie same jak lwica, błękitne oczy. To właśnie to podobieństwo kazało Dalili przypuszczać że tą dwójkę łączy jakieś pokrewieństwo.
-Są dziećmi Sharona. - wyjaśniła władczymi - To był przyjaciel Vivien. Zabił go jakiś obcy lew którego mało kto z nas widział. Kovu obiecał mu że przyjmie do stada jego dzieci. Oto one. Tau i Jija. Na razie niech odpoczną a rano pokarzecie im co i jak. Zgoda?
Lwy pokiwały głowami na znak zgody. Dalila zobaczyła jak Vivien wprowadza przybyszów do głównej groty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz