Od przyjęcia do stada Jiji i Tau minęło sporo czasu. Zmieniło się wiele rzeczy. Przede wszystkim Elleine i Rune często widywano razem. Wszyscy czegoś się domyślali choć nikt o tym nie mówił. Wszystkich też dziwiło niecodzienne zachowanie Tau. Ten lew był na ogół spokojny, opanowany i raczej nieśmiały. A od niedawna...niemożna było przy nim powiedzieć niczego złego o Dalili, żeby mu się nie narazić. Jednak rzadko kiedy ktokolwiek widział tą dwójkę razem. Dalila codziennie chodziła na lekcje polowania razem z matką i Vivien.
***
Całe stado odpoczywało przy wodopoju. Brakowało tylko pary królewskiej, Vivien i Dalili. Reszta spała lub rozmawiała. Lyre podbiegła do swych przyjaciół i wskoczyła między księżniczkę i Rune.
-Cześć - przywitała się.
-Cześć - odparła Colie.
Lyre zauważyła że biała lwiczka znacząco na nią spojrzała i kiwnęła głową w bok. Gepardzica spojrzała we wskazanym kierunku i ledwo się powstrzymała żeby nie zwrócić na siebie zbytniej uwagi.
-Lyre, czy ty też masz zdolności? - spytała nagle Jija.
-Nie, a czemu pytasz?
-Właśnie o tym rozmawialiśmy. Po prostu byłam ciekawa.
-Aha,...a ty to masz?
-Pewnie. I mój brat też. Ja mam tak zwany "sokoli wzrok", wiesz, że mogę zobaczyć mysz, na przykład ze szczytu Lwiej Skały.
-A Tau?
-Jego nie parzy ogień.
-Widziałaś może Dalilę? - spytał nagle Tau. - Wyszła rano z królową i z Vivien i jeszcze ich nie ma.
-Pewnie zaraz wróci. - Elleine uprzedziła przyjaciółkę. - Wiesz jak to jest. Polowanie się pewnie przeciąga.
-Muszę się pochwalić. Mama świetnie nauczyła królową polowania. Teraz to dwie najlepsze lwice polujące. - wtrąciła Colie.
-Właśnie, a gdzie Timon i Pumba? - spytał Nuru. - Ostatni raz widziałem ich na krótko po tym jak Tau i Jija dołączyli do stada.
-Mówili że zamierzają wrócić do dżungli. - przypomniała mu siostra.
-Mam taki pomysł...chodźcie, poszukamy księżniczki. Skoro mówicie że wyszła rano a zaraz będzie wieczór...polowanie przecież nie trwa cały dzień, co?
-No, na ogół nie. - zgodziła się Jija. - Chodźcie.
***
Cała siódemka szła przez rozległe tereny Lwiej Ziemi, wypatrując kremowego futra księżniczki. Po dłuższym czasie bezowocnych poszukiwań przyjaciele postanowili się rozdzielić. Elleine i Rune poszli w kierunku wąwozu, Nuru zaproponował Jiji że pójdą razem w kierunku dżungli, natomiast Colie, Tau i Lyre ruszyli w kierunku baobabu Rafikiego. Może stary mandryl widział gdzieś Dalilę.
Niestety bez skutku. Gdy młode lwy wróciły na Lwią Skałę, Vivien, Kiara i Kovu już tam byli. Nie było natomiast księżniczki. Kiara powiedziała że jej córka około południa oddaliła się, mówiąc że teraz spróbuje sama. Od tej pory już nikt jej nie widział.
***
Gdy Dalila nie wróciła do rana, Tau postanowił jej poszukać jeszcze raz. Sam nie wiedział dlaczego w ogóle nie mógł spać tej nocy i bez przerwy myślał o księżniczce. Wymknął się więc z groty na krótko przed wschodem słońca i ruszył przed siebie. Było jeszcze ciemno i zwierzęta kopytne nie wyszły jeszcze na sawannę. Dookoła było pusto, głucho, ciemno i ani śladu lwicy. Do tego Tau zdawał sobie sprawę że nikt nie wie o jego wyprawie. Dużo ryzykował. W razie kłopotów nikt mu nie pomoże. Był sam. Szedł rozglądając się wkoło, w nadziei że gdzieś ujrzy księżniczkę. Dlaczego tak bardzo mu zależy żeby ją znaleźć?
W pewnym momencie lew zauważył że teren się zmienia. Trawa zaczęła ustępować miejsca gołej ziemi i porozrzucanym kościom. Widział to miejsce z daleka ale jeszcze nigdy tu nie był. Nie było tu za bardzo gościnnie. Ale trudno. Dalilę trzeba było znaleźć. Wbrew pozorom Tau nie zmieniał tak łatwo zdania. Umiał wytrwale dążyć do celu.
***
Zbliżało się południe. Tutaj upał dawał się we znaki jeszcze bardziej niż na Lwiej Ziemi. Głównie z powodu braku cienia i wody. Tau był wyczerpany po kilkugodzinnej wędrówce, do tego robiło się coraz bardziej gorąco. Przystanął przed jedną ze słoniowych czaszek. Z nieznanych powodów ziemia między jej kłami była chłodniejsza. Lew położył się między nimi i oparł pysk na łapach. Domyślał się że postój w takim miejscu nie może się dobrze skończyć, ale nie zamierzał przerwać poszukiwań a wolał odpocząć zanim zupełnie opadnie z sił. Wpatrywał się w odległy punkt przed sobą, nasłuchując każdego podejrzanego dźwięku.
***
Nie miał pojęcia jak długo tam leżał. Nagle obudził go ostry ból na grzbiecie. Z początku nie wiedział co się dzieje, ale po chwili zrozumiał. Otaczało go stado sępów. Zaraz, sępy?! Podobno ich tu nie powinno być. Ale ptaki były. Co najmniej sto osobników, ucieszonych obecnością samotnego lwa na ich terenie. Do tego miały mądrego przywódcę. Na wstępie zadał lwu porządny cios szponami w kark. Wiedział że to bardzo osłabi przeciwnika. Tau przekonał się o tym gdy próbował wstać. Ledwo miał siłę podnieść się na łapy a co dopiero odpierać ataki kilkudziesięciu wygłodniałych sępów. Na początku szło mu nieźle, ale przeszywający ból między łopatkami paraliżował jego ruchy, co pozwoliło ptakom na zadanie kolejnych ran.
***
Po kilku minutach Tau miał dość. Wszystko go bolało i nie wiedział ile jeszcze wytrzyma. A sępy nie miały zamiaru odpuścić. Ta walka już za bardzo się przeciągała. Lew wiedział że trzeba to jakoś zakończyć. Nie wiedział tylko jak. Te ptaki w ogóle się go nie bały. Nic ich nie odstraszało. I wtedy usłyszał ryk. Należał on do innego lwa i Tau natychmiast go rozpoznał. Dalila. Księżniczka zeskoczyła z czaszki i stanęła między przyjacielem a ptakami.
O dziwo na jej widok sępy jakby straciły cały zapał. Niektóre nawet próbowały się niepostrzeżenie wycofać.
-Wynoście się stąd! - warknęła.
-Ale...my tylko... - zaczął jeden z ptaków.
-Może wyjaśnię. - wtrącił się drugi. - Jestem przywódcą tej grupy. A ten lew, za tobą, wszedł na nasz teren. Znasz chyba prawo. On należy do nas.
-Od kiedy to jest wasz teren? - spytała księżniczka.
-Od niedawna.
-Dobrze. Powiem o tym mojemu ojcu. Ciekawe co on na to.
-On niema nic do gadania. Chyba że...
-Dalila, księżniczka Lwiej Ziemi.
-Ty jesteś księżniczką? To całkowicie zmienia postać rzeczy. Błagam! Nie mów nic królowi!
-Macie się stąd wynieść! Zrozumiano?!
-Już nas nie ma. - przywódca sępów wycofał się do swej grupy. - Chodźcie, z nimi lepiej nie zadzierać. - zwrócił się do pozostałych ptaków.
-Mam jedno pytanie. - odezwał się inny sęp. - Czy ten lew...jest ze stada?
-Tak.
Gdy sępy odleciały, księżniczka odwróciła się w kierunku przyjaciela.
-Co ci przyszło do głowy żeby tu przychodzić?! - spytała z wyrzutem. - Jak ty wyglądasz? Możesz wstać?
-Nic mi nie jest. - skłamał Tau, próbując wstać. Nie miał jednak na to sił.
-Skąd tu się wzięły sępy? - spytał.
-Nie wiem. Pierwszy raz je tu widzę. Trochę się zdziwiłam że się mnie bały, ale...
Tau znów spróbował wstać. I znowu łapy się pod nim ugięły.
Dalila obrzuciła go badawczym spojrzeniem. Tau miał liczne zadrapania na całym ciele i jedną głęboką ranę między łopatkami.
-Sprytne są. - mruknęła do siebie.
Zbliżyła się do lwa i otarła się o niego.
-Leż i odpoczywaj. Potem wrócimy do domu.
-Gzie ty byłaś wczoraj cały dzień?
-Do południa na lekcji polowania.
-A później?
-Później? Eeee...chciałam pobyć sama. A ty, zgaduję że wyszedłeś mnie szukać i cię te ptaki napadły?
-No, tak.
-I nikt ze stada nie ma pojęcia o tej wyprawie?
-Eee...nikt.
-Rozumiem że chciałeś mnie znaleźć, ale... - Dalila spuściła wzrok.
-"Ale", co?
-Nie wiem czy potrafiłabym znieść myśl że coś ci się stało.
-No i masz odpowiedź. Ja tak samo. - Tau uśmiechnął się słabo. - A co jeśli one tu wrócą? - spytał po chwili. - Lepiej stąd iść.
W oczach księżniczki pojawił się cień strachu gdy Tau usiłował wstać. Tym razem udało mu się, ale ledwo szedł. Na szczęście lub nieszczęście nikogo nie spotkali po drodze. Aż do granicy, gdzie Dalila się uparła by jej towarzysz chwilę odpoczął. W końcu byli już na terytorium jej ojca. Zbliżał się wieczór. Lwy nie rozmawiały ze sobą. Dalila siedziała kilka kroków dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz