Kiara od kilku dni nie wychodziła z groty. Nikt jej nie widział. Nikt poza Kovu i Rafikim. Władcy czekali na narodziny swoich dzieci. Wszystko jednak bardzo się przedłużało i w końcu Kovu postanowił się przejść. Szedł przez sawannę, zatopiony we własnych myślach. Dlatego nie zauważył że jest śledzony już od dłuższego czasu. Król zatrzymał się przy wodopoju. Położył na kamieniu i patrzył w wodę. Nagle jednak zobaczył nie tylko swoje odbicie. Odwrócił wzrok od tafli wody. Obok niego stał jakiś obcy lew.
-Kim jesteś i co tu robisz? - spytał Kovu w każdej chwili gotowy na niespodziewane. Lew jednak udawał że nie słyszy ani nie widzi króla.
Kovu spokojnie czekał na odpowiedź uważnie obserwując nieznajomego. Lecz gdy po dłuższym czasie lew stracił cierpliwość i wstał z kamienia, obcy rzucił się na niego. Król poczuł tylko przeszywający, niemal nie do zniesienia, ból na karku, a potem...
***
Gdy brązowy lew upadł nieprzytomny na ziemię, Sharon uznał że odniósł zwycięstwo. Życie nauczyło go przecież że nikomu nie należy ufać. Powód dla którego zaatakował tego lwa był prosty...doświadczenie, nakazujące eliminację potencjalnych wrogów. A on nie wydał się Sharonowi przyjaźnie nastawiony. Działał według pierwszego wrażenia. Już miał odejść gdy zaatakowała go jakaś lwica. Wyraźnie mu groziła. Lew nie pozostał jej dłużny i też zaczął z nią walczyć. W pewnej chwili rozłączyli się. Korzystając z krótkiej przerwy, lwica warknęła:
-Jeszcze nikt obcy nie odważył się przekroczyć granicy i od razu atakować króla!
Sharon skądś znał ten głos. Nie mógł sobie jednak przypomnieć skąd.
-Kim jesteś? - spytał tylko.
-Vivien, przyjaciółka króla. - przedstawiła się.
Vivien...to imię także już gdzieś słyszał. Tylko gdzie?
-W takiej sytuacji - Vivien znowu przybrała oficjalny ton - nie powinnam cię pytać, ale...jak się nazywasz? Muszę to wiedzieć gdy doniosę królowej o tobie.
-Gdzie ja właściwie jestem? - Sharon nie miał ochoty zdradzać swojego imienia.
-Odpowiadaj na moje pytanie! Jak się nazywasz?!
-Sharon.
Lwica dziwnie na niego spojrzała. Potem podeszła bliżej cały czas wbijając wzrok w Sharona.
-Ty? Sharon? Ten...Sharon?
-No, tak się nazywam. - lew nie bardzo wiedział o co jej chodzi.
-Eee...chyba cię znam. Spotkałam kiedyś podczas mojej wędrówki lwa do złudzenia podobnego do ciebie.
Sharon dopiero teraz ją poznał.
-Vivien? Ale co ty tu robisz?
-Mieszkam. A czemu ty wtedy tak nagle gdzieś zniknąłeś, wyjaśnisz mi później. Trzeba zabrać go na Lwią Skałę. Na szczęście Rafiki już tam jest. - wskazała na nieprzytomnego Kovu.
-On jest królem? I co to za ziemie?
-Tak, przez ciebie nie wiadomo czy on przeżyje, prawie na pewno zostaniesz wygnany a teraz jesteśmy na Lwiej Ziemi. - odparła Vivien, wsadzając sobie Kovu na grzbiet.
-Proszę cię, niemów na razie stadu o mnie.
-Obawiam się że będę musiała powiedzieć. Szczególnie królowej, która czeka na narodziny swoich młodych i następców tronu. I co powiedzą lwiątka gdy dowiedzą się o twoim czynie?
***
Na Lwiej Skale Vivien wyjaśniła całe zajście, jednak bez szczegółów. Rafiki po zbadaniu lwa, stwierdził że rana nie jest aż tak poważna i wkrótce powinna się zagoić. Kovu położono w grocie a Vivien przedstawiła zebranym Sharona. Stała wyżej niż stado i przy okazji zauważyła nieobecność swoich dzieci. "Pewnie gdzieś biegają. Na razie nie powiem im o Sharonie" pomyślała.
Teraz pozostało tylko czekać aż król wyzdrowieje.
***
Kovu odzyskał przytomność dopiero po kilku godzinach. Zobaczywszy Vivien rozmawiającą u wejścia do groty z obcym lwem (w którym rozpoznał swego napastnika znad wodopoju) gwałtownie się podniósł, ale zaraz ostry ból między łopatkami zmusił go do pozostania na miejscu. Zawołał więc do siebie tą dwójkę i zażądał wyjaśnień.
Dowiedział się co kierowało Sharonem, oraz tego że lew był tu pierwszy raz i w momencie ataku nie wiedział z kim ma do czynienia. Gdy skończyli, król odparł:
-Wiesz że w takiej sytuacji powinienem cię wygnać?
-Teraz już wiem.
-Ale jeżeli nie wiedziałeś kim jestem...nie mam prawa tego zrobić.
Vivien i Sharon spojrzeli pytająco na Kovu. Ten tylko się uśmiechnął.
-Tak. Jeżeli byś mnie znał i zaatakował, nie było by innego wyjścia jak wygnanie. Ale ponieważ nic o mnie nie wiedziałeś to sprawa się komplikuje.
-Więc? - spytała Vivien.
-Więc rób co chcesz, Sharon. Możesz tu zostać a możesz odejść. Wybór należy do ciebie.
-Naprawdę? - Sharon nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
-Naprawdę.
-Co zrobisz?
-Myślę że zamieszkam na obrzeżach. - odparł Sharon po chwili wahania.
-To woja decyzja. - powiedział Kovu. - Pamiętaj jednak że zawsze możesz tu wrócić. Nie atakuj mnie jednak więcej. Następnym razem BĘDĘ MUSIAŁ cię wygnać.
-Rozumiem, ale myślę że na jakiś czas stąd odejdę.
Gdy Vivien i Sharon oddalili się, do Kovu podeszła Kiara. Położyła obok męża dwa nowo narodzone lwiątka a następnie sama się położyła.
-Podczas tego zamieszania z Sharonem urodziły się nam dwie córki. Jak je nazwiemy?
Kovu przyjrzał się swoim dzieciom.
-Jaśniejszą nazwijmy Dalila.
-Śliczne imię. - pochwaliła Kiara. - A ciemniejszą Elleine.
-Mam dwie wspaniałe córki i piękną żonę. - powiedział Kovu.
Para przytuliła się.
****************************************************************************
Mam nadzieję że się podobało. Kto czyta, zapraszam do komentowania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz