niedziela, 20 marca 2016

2. Nowi przyjaciele

Tego dnia Kiara wyciągnęła Vitani na spacer. Gdy uszły spory kawałek królowa poprosiła lwicę by ta opowiedziała jej o Vivien.
-Nie ufasz jej, prawda? - spytała ze smutkiem Vitani. - I nie dziwię się. Jesteś odpowiedzialna za swych poddanych. Ale moja przyjaciółka jest naprawdę godna zaufania. Zawsze dobrze się dogadywałyśmy. Myślę że przekonasz się do niej gdy ją lepiej poznasz. Wierz mi. Wiem co mówię. Do mnie też przecież kiedyś mieliście sporo zastrzeżeń.
-Tak, mam się o kogo troszczyć. Już niedługo... - pomyślała królowa a na głos powiedziała:
-Postaram się. Ale na razie przecież jej nie znam. Chciałam tylko dowiedzieć się czegoś o niej.
***
Tymczasem trójka dzieci Vivien rozglądała się po nowym domu.
-Myślicie że pozwolą nam tu zostać? - po raz nie wiadomo który Colie pytała braci.
-Daj spokój, siostra. - odparł Nuru. - Słyszałaś mamę. Chodź lepiej, pozwiedzamy okolicę.
Trzy lwiątka biegały po Lwiej Ziemi. Właśnie Nuru kłócił się z bratem o to kto wygrał zapasy, gdy nagle Colie zawołała braci:
-Hej, patrzcie!
Lewki przerwały sprzeczkę.
-Co się stało? - Rune podszedł do siostry.
-Czy to nie jest Zła Ziemia? Przechodziliśmy kiedyś obok jej granicy.
-Rzeczywiście. Idziemy tam? - zaproponował Nuru.
-Oszalałeś?! - rodzeństwo spojrzało na niego przerażone.
-No co? Dlaczego by tam nie iść? Podobno nikt tam nie mieszka, więc nie ma się czego bać.
-Ale mama mówiła... - zaczął Rune.
-Wiem co mama mówiła. Ja idę tam dzisiaj w nocy a wy jak chcecie. A teraz...ścigamy się nad wodopój! - krzyknął Nuru i pobiegł przodem.
-Ale przecież nie wiemy GDZIE jest wodopój. - zauważyła Colie. Lewka już jednak nie było.
-Idziemy za nim. Jeszcze się nam zgubi. - powiedział Rune i rodzeństwo poszło śladem brata. Jednak ten gdzieś zniknął. Schował się tak dobrze że rodzeństwo w ogóle nie mogło go znaleźć. Po kilku godzinach zrezygnowane wróciło na Lwią Skałę. Nuru już tam był.
-Co tak długo? - spytał.
-A ty gdzie byłeś?
-Czekałem na was nad wodopojem ale nie przyszliście, więc wróciłem do domu.
-A ty wiesz gdzie jest wodopój?
-Jak tu stoję to tak, a jak zejdę ze skały to już nie.
-Więc jak mogłeś tam na nas czekać?
-Bo ja...aaaa!
Nuru schował się za pobliski kamień. Pozostałe lwiątka po chwili również.
Nuru jednak po chwili wystawił głowę z kryjówki. Parę kroków od nich stali...guziec i surykatka. Surykatka coś tłumaczyła guźcowi. Nie wydawali się groźni i nie interesowali się lwiątkami.
Nuru, ośmielony podszedł do nich.
-Cześć, też tu mieszkacie? - spytał.
Podszedł do nich od tyłu więc surykatka trochę się wystraszyła i wskoczyła na kark guźca.
Po chwili jednak, widząc przyglądające im się lwiątko i kolejne dwa wyglądające zza kamienia, zsunęła się na ziemię i powiedziała:
-Cześć, wy jesteście stąd, prawda?
-Tak ale od niedawna. Ja jestem Nuru a te dwie strachajły za kamieniem do Rune i Colie.
-Aha, hej chodźcie tu do nas! - zawołał lwiątka guziec.
-Ja jestem Timon a to Pumba. - powiedziała surykatka.
Rune i Colie wyszły z kryjówki i ostrożnie podeszły do brata.
-Cześć. - pisnął Rune.
Jednak dalszą rozmowę przerwała im wychodząca z groty Vivien.
-Dzieci, czas spać. Chodźcie do środka.
-Już? Koniecznie?
-Tak.
***
W nocy, gdy wszyscy już spali, Nuru obudził rodzeństwo.
-To jak, idziecie ze mną?
-Eee, zróbmy tak że pójdziemy z tobą następnym razem, pod warunkiem że ty dzisiaj wrócisz i nikt nic nie zauważy. - odparła Colie.
-Ok. Możemy tak zrobić. - zgodził się Nuru. - Wrócę przed wschodem słońca.
I wybiegł z groty.
***
Nuru wrócił rano, tak jak obiecał. Zdążył zanim ktokolwiek się obudził. Nie chciał jednak mówić co robił. Namówił rodzeństwo żeby poszło za nim.
Lwiątka bawiły się i biegały po Lwiej Ziemi. Nie było tu innych młodych w ich wieku ale nie przeszkadzało im to. W pewnym momencie Nuru zatrzymał się i powiedział:
-Jesteśmy na miejscu.
-Czyli gdzie? - usłyszał za sobą. Nie był to głos jego brata ani siostry.
Lewek odwrócił się. Podobnie uczynili Colie i Rune. Przed nimi stali poznani wcześniej Timon i Pumba.
-O cześć, idziecie z nami na wycieczkę? - przywitał się Nuru.
-Dobra! - ucieszył się Pumba.
-A gdzie chcecie iść? - spytał Timon.
-Yyy...na Złą Ziemię.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
-Oj chodźcie. Skoro tam nikt nie mieszka to co nam tam grozi?
Cała piątka przeszła przez rzekę. Ziemia bardzo różniła się od tej po drugiej stronie. Była sucha i martwa. Panował tu półmrok, mimo iż na Lwiej Ziemi świeciło słońce. Wszędzie było pełno pozostałości dawno uschniętych drzew oraz ogromna termitiera.
-Czemu to miejsce wygląda tak ponuro? - spytał Nuru.
-Skąd ja mam to wiedzieć? - odparł Timon. - Tu zawsze tak było.
Szli dalej gdy nagle Colie coś zauważyła.
-Słuchajcie, tu są jakieś ogromne kości.
Pozostali rozejrzeli się po okolicy. Podobnych kości było tu pełno.
-Wiecie... to Cmentarz Słoni. Graniczy ze Złą Ziemią. - odezwał się Timon.
-Proszę was, wracajmy. - powiedział Rune.
-On ma rację - Colie poparła brata - wracajmy.
-Timon, może tak będzie lepiej? Może wrócić? - powiedział Pumba.
-Dobra, możemy wracać jeśli tak bardzo się boicie. - zezłościł się Nuru.
Po dłuższym czasie znaleźli się nad wodopojem.
-Chodźcie, ścigamy się! - zawołała Colie i wszystkie lwiątka pobiegły w stronę wody. Zaraz za nimi Timon i Pumba. Nurkowali, pływali i wygłupiali się w wodzie.
Nagle Nuru przyszedł do głowy pewien pomysł.
-Urządzamy skoki do wody? Z tych skałek? - wskazał łapą spory głaz znajdujący się częściowo w wodzie.
-Ja pierwsza! - zawołała Colie i wbiegła na głaz. Po czym skoczyła. Zaraz za nią był Nuru, potem Timon a po nim Rune. Teraz Pumba stanął na głazie.
-Uwaga, - powiedział - to będzie największy skok w historiiiii....! - poślizgnął się i wpadł do wody. Wywołał jednak dużą falę która zalała lwiątkom głowy, tak że wszyscy znaleźli się pod wodą. Nie spodziewali się tego i byli trochę oszołomieni, więc nie byli w stanie szybko wypłynąć. Colie miała otwarte oczy. Nie przeszkadzało jej to chociaż sama nie wiedziała dlaczego. Widziała za to jak jej bracia powoli zaczynają się dusić. Pod wodą byli już odpowiednio długo by zabrakło im powietrza. Ale mała lwiczka nie wpadła w panikę. Jej nie brakowało powietrza. Podpłynęła do braci i wyciągnęła obydwu na brzeg.
-Nic wam nie jest? - spytała.
-Nic, dzięki. - odparł Rune gdy tylko przestał pluć wodą. - Ale dzisiaj nie mam już ochoty na zabawę. Wracajmy do domu.
-Zgadzam się. - powiedział Nuru. - Ale powiedz mi Rune, nie mogłeś wypłynąć wcześniej?
-O co ci znowu chodzi?
Colie tylko przewróciła oczami. Jej bracia chyba lubili sobie nawzajem dogryzać. Nie miała zamiaru słuchać ich sprzeczki. Spojrzała na przyjaciół. No nie! Oni też się o coś spierają. Skoro tak, to ona zrobi im kawał. Gdy nikt nie zwracał na nią uwagi, została trochę w tyle a potem ukryta w trawie szła za rodzeństwem i przyjaciółmi. Nikt niczego nie zauważył.
***
-A gdzie Colie? - spytał Kami gdy jego dwaj synowie wrócili do domu.
-Colie? Przecież szła z nami...ej, gdzie ona się podziała? - Rune i Nuru dopiero teraz zauważyli nieobecność siostry.
-Przecież tu jestem.
Cała trójka spojrzała w kierunku skąd dochodził głos. Obok nich stała Colie.
-Gdzie byłaś? - chciał wiedzieć Rune.
-Nie daleko was. Tak byliście zajęci sobą że nawet nie zauważyliście mojego zniknięcia.
-Najważniejsze że nic ci nie jest. - odparł jej ojciec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz