piątek, 18 marca 2016

1. Nowi w stadzie

Był to pierwszy dzień panowania Kovu i Kiary. Właśnie wschodziło słońce. Vitani postanowiła wyjść na spacer. Szła i szła gdy nagle, zdawałoby się z nikąd, pojawił się przed nią obcy lew. Przybysz patrzył na nią, groźnie warcząc. Lwica niepozostała mu dłużna. Stali tak dłuższą chwilę mierząc się wzrokiem i nie odzywając się. Żadne z nich nie chciało wykonać pierwszego ruchu. W pewnym momencie między nich skoczyła jakaś lwica.
-Kami, przestań! Ona jeszcze nic nie zrobiła. - warknęła.
Lew przestał warczeć a lwica spojrzała na Vitani.
-To ty? Vitani? - spytała.
-Tak, jestem Vitani, a...Vivien?! - wykrzyknęła Vitani.
Vivien uśmiechnęła się.
-Co się z tobą działo przez te wszystkie lata? - spytała Vitani. Była szczęśliwa że spotkała swoją przyjaciółkę z dzieciństwa.
-Wiesz... - zaczęła Vivien - gdy dorosłam, musiałam odejść. Nie mogłam się już dłużej ukrywać na obrzeżach twojego domu. Byłam większa, łatwiej mnie było zauważyć. Po prostu nie miałam wyboru. Wędrowałam po świecie, aż pewnego dnia spotkałam Kami. - wskazała na stojącego obok niej lwa. - Ja mu pomogłam, on mi pomógł, zaprzyjaźniliśmy się, wszędzie chodziliśmy razem, aż pewnego dnia...wyznał mi miłość. Zdziwiłam się na początku ale po pewnym czasie uświadomiłam sobie że też coś do niego czuję. Na ogół nigdzie nie jesteśmy mile widziani, więc wolimy przechodzić ukradkiem przez czyjeś tereny.
-A właściwie to kim jesteś? - wtrącił Kami.
-Przyjaciółką Vivien - odparła Vitani - i siostrą obecnego króla.
-Co?! - zdziwiła się Vivien - Kovu jest teraz królem? Nie wiedziałam.
-Znasz króla? - spytał Kami.
-Oczywiście, kochanie, jako dziecko, ja, Vitani i Kovu (którzy są rodzeństwem) byliśmy przyjaciółmi. Mam tylko nadzieję że to się nie zmieniło i uda nam się przejść niepostrzeżenie.
-Myślę że Kovu nadal cię lubi. - odparła Vitani.
-Bo widzisz...nie jesteśmy wyrzutkami, ale nie mamy domu. Chodzimy z miejsca na miejsce, nigdzie nie zatrzymując się na dłużej. A nie chcę by moje dzieci miały takie dzieciństwo. Marzę że kiedyś ktoś nas przyjmie do swojego domu, a one poznają nowych przyjaciół. Bo na razie nie mają żadnych. Mam nadzieję że kiedyś to się zmieni.
Vitani była trochę zaskoczona gdy lwica wspomniała o swoich dzieciach, ale po chwili zauważyła za tylnymi łapami ojca trzy małe lewki. Wszystkie były wystraszone.
-Chyba mogę wam pomóc. - powiedziała Vitani. - Chcecie dołączyć do naszego stada?
-Co? A co na to król?
-Pójdę go spytać. Poczekajcie tu.
Vitani ruszyła w stronę Lwiej Skały a Vivien i Kami z dziećmi czekali na lwicę.
***
  Tymczasem na Lwiej Skale Kiara i Kovu patrzyli na swoje królestwo, gdy nagle podbiegła do nich zdyszana Vitani.
-Kovu! Kiara! - zawołała już z daleka. - Chodźcie szybko, coś wam powiem.
Lwy zaciekawione o co może chodzić Vitani, zeszły do lwicy.
-O co chodzi? - spytała Kiara.
-Kovu, pamiętasz Vivien?
-Tak... - król nie wiedział o co chodzi jego siostrze.
-No więc, ona tu jest...razem z rodziną. Nie mają gdzie się podziać i szukają domu. Tak sobie pomyślałam...może przyjęlibyście ich do stada? - wypaliła Vitani niemal jednym tchem.
-A kim jest ta Vivien? - spytała Kiara.
-Naszą przyjaciółką z dzieciństwa. - wyjaśnił król.
-To co? Kovu, spełnisz marzenie swojej przyjaciółki o własnym domu i przyjmiesz ją?
-Zaprowadź nas do niej. - odparł Kovu.
***
Rodzina Vivien zobaczyła już z daleka nadchodzące trzy lwy. W dwóch z nich Vivien poznała swych przyjaciół.
-Ta druga lwica to pewnie królowa. - powiedziała do siebie.
-Naprawdę im ufasz? - spytał Kami.
-Oczywiście. Znam przecież Kovu. Nigdy by nie odmówił pomocy przyjaciołom.
-To właśnie oni. - oznajmiła Vitani.
-Vivien? Mogłaś chociaż powiedzieć że odchodzisz? - powiedział Kovu.
-Wybaczcie że was wtedy nie uprzedziłam ale nie było kiedy powiedzieć. To była nagła decyzja.
-To jak? - Vitani spojrzała na brata.
-Właśnie, możecie tu zostać jeśli nie macie gdzie się podziać. - król uśmiechnął się do przyjaciółki.
Władcy zaprowadzili nowych członków stada na Lwią Skałę. Nikt jednak nie zauważył że królowa podejrzliwie przyglądała się Vivien. Nie wiedziała czy może jej ufać. Postanowiła wypytać o nią Vitani.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz