Grupa wędrowców postanowiła zatrzymać się na trochę w ruinach. Nie było to przyjazne miejsce ale nikt nie miał siły iść dalej. Musieli tu odpocząć. Gdyby nie opuszczać tej dziwnej skały, można by było nawet zapomnieć że jest się na bagnach. Ale był mały problem: musieli coś jeść a tu nie było niczego żywego oprócz much i komarów. Na początku nie mogli się na to zdobyć ale po kilku dniach zrozumieli że nie mają wyjścia. Trupy były zbyt zepsute by dało się je zjeść więc szybko zrozumieli że mają tylko dwa wyjścia: zostać tu i głodować lub iść dalej mimo zmęczenia. Z dwojga złego woleli drugie wyjście. Na bagnach wytrzymali zaledwie kilka dni.
Szli dalej przez bagna nie zwracając już uwagi na mijane trupy, chcąc jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Ale nagle drogę zagrodziła im rzeka. Była bardzo szeroka a woda w niej w niczym nie różniła się od tej na bagnach.
-Nie ma wyjścia. Musimy płynąć. - Tau powiedział na głos to, czego każdy się domyślał. Przeciwległy brzeg był o wiele za daleko by mogli przeskoczyć.
Nikomu nie chciało się jednak pływać w tej wodzie. Zwłaszcza że tu także było pełno trupów.
Dalila podeszła do brzegu i trąciła łapą powierzchnię wody. Niespodziewanie coś z niej wyskoczyło. Księżniczka odsunęła się w ostatniej chwili. Z wody wynurzył się ogromny krokodyl. Po długim czasie spędzonym na pustyni i bagnach, gdzie raczej nie tętniło życiem była to nawet miła niespodzianka. Wygłodniały gad po chwili wrócił pod wodę w oczekiwaniu na kolejny łup.
-Jak one mogą żyć w takim miejscu?! - zdziwiła się Lyre.
-Może być ich więcej. Musimy uważać. - powiedziała Dalila. Przyjrzała się tafli wody i drugiemu brzegowi.
-Patrzcie. - zwróciła się po dłuższej chwili do przyjaciół. - Możemy skakać po tych kamieniach które wystają z wody w poprzek rzeki. Tylko uwaga na krokodyle. I przechodźcie pojedynczo. W razie czego innym będzie łatwiej pomóc.
Dalila wskoczyła na pierwszy kamień. Były spore ale śliskie i się ruszały. Księżniczka jednak nawet nie zamoczyła łap i po chwili stała na drugim brzegu.
-Błagam was, uważajcie. - powiedziała do przyjaciół.
Następna była Lyre. Nie poszło jej tak sprawnie jak Dalili i parę razy łapy zsunęły jej się do wody, ale dotarła szczęśliwie na drugi brzeg.
Przyszła kolej na Elleine. Lwiczka podeszła do brzegu i przygotowała się do skoku. Ale za bardzo się bała. W ostatniej chwili zrezygnowała i nie skoczyła.
-Elleine, co się stało? - spytała jej siostra z drugiego brzegu.
-Nie ma mowy, nie skoczę. - zaprotestowała księżniczka.
-Elleine. - powiedział Rune.
Elleine obejrzała się na niego.
-Uda ci się. Skacz.
Pod wpływem spojrzenia przyjaciela, lwiczka postanowiła jednak skoczyć, mimo że się bała. Zebrała się na odwagę i jeszcze raz przygotowała się do skoku. Poszło jej całkiem sprawnie ale gdy miała skoczyć na brzeg na którym czekały jej siostra i Lyre, coś poszło nie tak. Przednie łapy lwiczki dosięgnęły brzegu ale tylne nie. Zsunęła się do wody. Dalila złapała siostrę za kark i pomogła wyjść na brzeg.
Chwilę później, po kamieniach przeskoczyła Jija. Dalila pomyślała że też opuści ją odwaga, ale przyjaciółka przedostała się na drugi brzeg zanim strach zdążył ją opanować.
Potem była Colie. Ona bała się chyba najmniej ze wszystkich. Wiedziała że umie oddychać pod wodą. Bez przeszkód wyszła na drugi brzeg.
Nuru, podobnie jak jego siostra, wskoczył bez strachu na kamienie. Rune natomiast trochę się bał. Ale spojrzał na Elleine która siedziała na drugim brzegu i czyściła sobie futro. Ze względu na nią nie chciał pokazać że się boi. Zacisnął zęby i skoczył.
Zaraz za nim był Tau. Specjalnie przepuścił wszystkich przed sobą. On także się bał. Podszedł powoli do brzegu. Woda była mętna, brudna i przyprawiała go o mdłości. Zresztą chyba nie tylko jego. Uniusłwszy głowę napotkał wzrok Dalili. Musi skoczyć. Przyszły król nie mógł stchórzyć. Spojrzał na kamienie. Czuł że strach coraz bardziej go opanowuje. Utkwił wzrok w najbliższym kamieniu i skoczył. Potem poszło już łatwiej.
Gdy wszyscy przeszli już przez rzekę, nagle dotarło do nich że po tej stronie jest całkowicie inny teren. Pod łapami mieli miękką zieloną trawę. Znajdowali się na jakiejś łące. Czym prędzej odeszli od rzeki nie zaszczycając jej nawet ostatnim spojrzeniem.
***
Szli teraz przez rozległą równinę, znowu pozbawioną drzew. Szybko też przekonali się że jest tu sporo dziur w ziemi.
-To chyba królicze nory. - zgadywała Lyre.
Znajdowało się tu też sporo oczek wodnych z nadzwyczaj czystą wodą, w których ugasili pragnienie.
Na łące roiło się od królików. Stosunkowo łatwo dawały się łapać. Nie stanowiły trudnego celu nawet dla lwa niebędącego w stanie polować na antylopy. Były bardzo płochliwe, ale było ich tak dużo że gdy jeden uciekł, zawsze nawinął się drugi.
W pewnej chwili Rune położył się na grzbiecie i powiedział:
-Róbcie co chcecie. Ja tu zostaję.
-Ale chyba nie na zawsze. - zaniepokoiła się Elleine.
-Nieee - Rune przekręcił się na bok. - Ale to miła odmiana po tych bagnach.
-Zgadzam się. - powiedziała Dalila i również się położyła.
-Co tak stoicie? - spytał Rune, widząc że pozostali nadal stoją i chyba nie wiedzą co mają robić.
-Umiecie polować? - spytała Jija.
-Trochę. Mi na przykład jeszcze kiepsko to wychodzi. Ale te króliki to bardzo łatwy cel. - To mówiąc, Colie złapała jednego za kark, który właśnie podkradł się do jej łapy. Ścisnęła zęby mocniej i ofiara była martwa. Lwiczka położyła się i zaczęła jeść. Reszta była jednak zbyt zmęczona. Wszyscy się położyli. Po chwili Nuru, Rune, Tau, Lyre i Dalila spali. Colie również skończyła jeść i poszła spać. Jija i Elleine natomiast postanowiły zapolować. Nawet sprawnie im to poszło i dłuższy czas później, obie najedzone również zasnęły.
***
Grupa odpoczęła kilka dni na tej łączce. Ale po jakimś czasie trzeba było iść dalej. Nie bardzo im się chciało ale Dalila przekonała przyjaciół że nie mogą tu zostać na zawsze.
Gdy odchodzili z króliczej łączki i później, gdy szli dalej, teren zmieniał się przktycznie niezauważalnie. Teren powoli zaczynał się robić górzysty. Nuru, który szedł akurat z tyłu, zauważył że pagórki które mijali mają spore otwory. Takich otworów było mnóstwo i zaciekawiony lew zaproponował żeby tam wejść i to zbadać. Reszta na początku była niechętna i nie chciała tam wchodzić ale gdy Nuru wszedł tam pierwszy, nie mieli wyjścia - musieli iść z nim.
Jaskinie okazały się jednak bardzo krótkie i grupa szybko wyszła z powrotem na słońce. Korytarze były tak wąskie że musieli iść jedno za drugim. Pierwszy wyszedł Nuru. Stanął i patrzył się gdzieś. Reszta spytała się go o co chodzi. Nagle Lyre zauważyła dziwną górę z której unosił się dym.
-Pewnie chodzi mu o to. - wskazała górę łapą. - Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałam.
Przyjaciele postanowili ominąć górę szerokim łukiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz