Dżunglę już dawno zostawili za sobą. Ogromne drzewa były coraz mniej widoczne. Coraz bardziej zostawały w tyle. Drzewa które mijała grupa przyjaciół także trafiały się coraz rzadziej. Wchodzili na pustynne tereny. Na nieznane ziemie. Dalej niż ktokolwiek inny kiedykolwiek wyruszył. Byli pogrążeni w rozmowie i niespecjalnie zwracali uwagę na zmieniający się krajobraz. Tau szedł dwa kroki przed grupą i nie brał udziału w rozmowie. Po dłuższym czasie zauważył w ziemi jakieś dziury. Wyglądały jakby ktoś je wykopał. Nie były to naturalne pęknięcia w ziemi. Otwory były okrągłe i dość blisko siebie w mniej więcej równych odstępach. Zaciekawiony lew wsadził nos do jednej z nich. Ale szybko odskoczył, poczuwszy ból. Cokolwiek siedziało pod ziemią, właśnie zadrapało go w nos.
-To mi wygląda na tereny surykatek - obok lwa nagle pojawiła się Dalila. - Timon kiedyś mi opowiadał jak wyglądał jego poprzedni dom. Tu jest bardzo podobnie.
-A surykatki? Mówisz że to ich tereny, ale nigdzie ich nie ma.
-Pewnie siedzą pod ziemią. Chodźmy dalej.
***
-Zauważyliście że robi się coraz bardziej gorąco? - spytała po kilku godzinach Lyre. - Jesteśmy coraz bliżej pustyni. Tak mi się wydaje.
-Tak, tego nie da się nie zauważyć. - odparła Elleine.
Rzeczywiście. Ziemia coraz bardziej ustępowała miejsca rozgrzanemu piaskowi. Drzew od jakiegoś czasu nie widzieli wcale i jak okiem sięgnąć, wokół było coraz więcej piachu. Zdawali sobie sprawę z warunków tutaj panujących ale nikt nie chciał się wycofać. Odważnie szli na przód.
Po drodze natrafiali na kilka małych oaz i zostawali w ich pobliżu przez kilka dni by odpocząć. Upał sprawiał że nie mieli zbytniej ochoty na rozmowy. Jednego dnia słońce paliło wyjątkowo mocno a blisko południa zaczął wiać wiatr. Nie był on jednak przyjemny; powietrze było gorące i wiatr wciskał ziarenka piasku do nosa i oczu. Do tego wiatr przybierał na sile. Kilka godzin później rozpętała się prawdziwa burza piaskowa. Wędrowcy zbili się w ciasną gromadkę by się nie pogubić. Silny wiatr utrudniał poruszanie się. Nic nie widzieli bo musieli zamykać oczy, by nie dostawało się do nich tak dużo piachu. Zresztą gdyby mieli otwarte oczy, też nic by nie widzieli. Wiatr unosił w górę takie ilości piasku że nie było nic widać dalej niż na metr. Żadne z nich nie miało pojęcia jak długo już to trwa ani jak rozległa jest ta burza.
W pewnej chwili wiatr ustał równie niespodziewanie jak się wzmógł. Wszyscy położyli się wyczerpani walką z burzą i wiatrem.
***
Jija obudziła się jako pierwsza. Weszła na pobliską wydmę i rozejrzała się. Nagle jej oczom ukazała się zielonobrunatna plama kilkaset metrów dalej. Ciągnęła się kilometrami wzdłuż i wszerz. Na początku myślała że to miraż, złudzenie. Dziwna plama nie chciała jednak zniknąć. Lwiczka podeszła do brata i obudziła go. Zaprowadziła go na szczyt wydmy. Czyli to nie mogło być złudzenie, skoro oboje widzieli to samo.
-To jest albo las albo coś podobnego. - stwierdził lew.
-Myślisz że możemy tam pójść? - spytała Jija.
-Nie wiem. Możemy spróbować.
Oboje wpatrywali się w odległy dziwny teren. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Przypominało to las ale nie mogli dojrzeć tam drzew.
Tau postanowił spytać o zdanie innych.
-Hej! Wstawajcie wszyscy! - krzyknął.
Nie podziałało. Żadne z przyjaciół nawet nie poruszyło uchem.
Jija podeszła do Elleine. Otarła się pyskiem o jej głowę. Tym razem podziałało. Księżniczka otworzyła oczy. We trójkę obudzili resztę i Tau pokazał przyjaciołom to, co wcześniej pokazała mu siostra.
-Idziemy tam - zarządziła Dalila. - Muszę wiedzieć co tam jest, no i można by już się wydostać z tej pustyni.
Ciekawość zaprowadziła ich na sam skraj pustyni. Chęć poznania tajemniczego miejsca wzięła górę nad strachem przed nieznanym i zmęczeniem. Ale gdy doszli do celu czekało ich małe rozczarowanie. Miejsce wyglądało jeszcze straszniej niż Cmentarzysko Słoni. Owszem, były tu drzewa. Uschnięte, połamane kawałki pni wystające z ziemi. Pachniało tu gnijącymi szczątkami i nie wiadomo czym jeszcze. Woda była mętna, brudna i mulista. Nikogo jednak nie zraził ten widok. Wszyscy odważnie wkroczyli w głąb terenu. Jednak po chwili odkryli coś jeszcze. W wodzie coś pływało. I to coś od dawna było martwe. Nie dało się cały czas omijać wody. Co jakiś czas któreś z nich musiało do niej wejść. Coś, co pływało w wodzie, przyprawiało lwy o dreszcze, gdy dotykało ich łap. Gdy w pewnej chwili Rune przechodził przez trochę czystszą w tym miejscu wodę, właśnie to coś otarło się o jego prawą łapę. Lwa to jednak już nie wystraszyło. Nie pierwszy raz w tym miejscu natrafiali na coś w wodzie. Na ogół starali się nie patrzeć pod łapy gdy tak się działo, ale Rune był ciekaw co tam pływa. Szybko jednak wyskoczył z wody na widok pustych oczu bez życia i rozkładającego się trupa. Przy okazji wpadł na brata. Nuru potknął się o coś leżącego obok wody i oba lwy wylądowały na ziemi.
-Wiecie co było w tej wodzie? - spytał Rune.
-Nie sprawdzaliśmy. - odparła Elleine.
-Ble... - skrzywił się Nuru, patrząc na coś po swojej drugiej stronie.
-To samo jest w wodzie! - zawołał Rune. Obaj bracia natychmiast podnieśli się z ziemi.
-Trupy. Gnijące trupy. - powiedziała Dalila.
-Co? - skrzywiła się Lyre, wychodząc z wody najszybciej jak tylko się dało.
-Ale...co to za stworzenie? - Colie podeszła bliżej. Zbliżyła nos do trupa, ale zaraz cofnęła się z obrzydzeniem. - Strasznie śmierdzi. Został tylko zapach gnijącego mięsa. - powiedziała.
-Czuć to z daleka. - odparła Dalila.
Cała ósemka przyjrzała się bliżej. Dało się jeszcze rozpoznać wygląd za życia.
-Przednie łapy są inaczej zbudowane niż tylne. Ciekawe jak to stworzenie się poruszało. - zastanawiał się Nuru.
-Jakoś mało sierści. Na głowie całkiem sporo, ale na całym ciele praktycznie jej nie ma. - zauważyła Jija.
-I tak jakby coś się na nim zaplątało. - Tau wskazał łapą strzępy czegoś dziwnego owiniętego wokół ciała.
-Tego tu jest pełno. Chodźmy dalej. - zaproponowała Colie.
Przyjaciele przyznali lwiczce rację i cała grupa poszła dalej. Niedaleko znaleźli innego trupa. Na pierwszy rzut oka wyglądał tak samo jak poprzedni ale na głowie miał dłuższą sierść niż poprzedni. Zupełnie jak lwia grzywa, tylko że nie okalała całej twarzy. Gdy się bliżej przyglądali każdemu z osobna, doszli do wniosku że na tych terenach są dwa rodzaje trupów, różniące się tylko długością sierści na głowach. U jednych były krótkie, o długości lwiego pazura (Rune musiał to sprawdzić), a u innych sięgały ramion.
Już się nie bali. Przyglądali się tylko uważnie trupom będącym w lepszym stanie. Właśnie dyskutowali co to mogą być za stworzenia, gdy Dalila zauważyła niedaleko jakąś dziwną skałę z błyszczącego w świetle białego kamienia. Budowla była porośnięta bluszczem. Jej kształt z niczym się księżniczce nie kojarzył. Wyglądało to jak ogromna skała o regularnych kształtach z różnymi mniejszymi i większymi otworami. Zasugerowała pozostałym że mogliby zatrzymać się jakiś czas w tej budowli. Aż się zdziwiła że tak szybko uzyskała aprobatę wszystkich. Przyjaciele weszli do środka budowli. Było tu mnóstwo schodów, korytarzy, większych pomieszczeń i różnych zakamarków. A wszystko to miało regularne kształty. Nie wyczuli tu zapachu żadnych innych zwierząt. Wewnątrz tej dziwnej budowli odór zgnilizny był mniej wyczuwalny. Nie było tu zbyt przyjemnie ale nie mieli innego wyjścia. Byli zbyt zmęczeni żeby iść dalej. Wybrali największe pomieszczenie na wyższym piętrze, gdzie zapach był niemal niewyczuwalny. Położyli się obok siebie w rogu pomieszczenia. Po pustynnym skwarze było tu przyjemnie chłodno. Po jakimś czasie wszyscy spali.
Muszę przyznać że notka mnie bardzo zaciekawiła,;) ciekawe co oznaczają te trupy, czekam na kolejną notkę :)
OdpowiedzUsuń